Ubezpieczenia megaprojektów. Ile wartości zostanie w Polsce?

Polska wchodzi w dekadę inwestycji, jakich nie było w historii III RP. O ich efekcie dla gospodarki nie przesądzi sama liczba krajowych firm na liście wykonawców, lecz to, kto projektuje rozwiązania i kto zarządza ryzykiem – także tam, gdzie bez zagranicznego kapitału się nie obejdzie. W Grupie MJM pokazujemy, że nawet gdy pojemność ubezpieczeniową trzeba pozyskać za granicą, kompetencje i decyzje mogą zostać w Polsce.

Marcin Ślotała
prezes zarządu Grupy MJM

W najbliższej dekadzie inwestycje w samą tylko energetykę mają sięgnąć biliona złotych – od sieci, przez odnawialne źródła i magazyny energii, po energetykę jądrową, na którą przypadnie ok. 160 mld zł. Do tego dochodzą CPK, modernizacja kolei i rosnące wydatki na obronność. W tym kontekście ważne jest pytanie o wartość, która zostanie w kraju, gdy wykonawcy zejdą z placów budowy. Czy korzyść dla gospodarki skończy się wraz z oddaniem inwestycji, czy stanie się impulsem do trwałego rozwoju firm, kompetencji i odporności państwa?

Ochrona projektowana w Polsce

Działamy na styku wielkich inwestycji, rynku finansowego i globalnego sektora ubezpieczeniowego. Grupa MJM to dziś 18 spółek oraz 700 ekspertów pracujących w Polsce i plasowana składka na poziomie 2,06 mld zł. Z naszej perspektywy dobrze widać, że o powodzeniu megaprojektów decydują nie tylko wykonawcy robót, lecz także jakość zarządzania ryzykiem.

Program ubezpieczeniowy i reasekuracyjny to mniej widoczny, ale strategiczny element każdej dużej inwestycji. Bez niego nie da się domknąć finansowania ani zabezpieczyć interesów inwestora, wykonawców i instytucji finansujących. Przy ekspozycji liczonej w dziesiątkach miliardów złotych potrzebnej pojemności nie zapewni żaden pojedynczy rynek, więc udział zagranicznych ubezpieczycieli i reasekuratorów jest nieunikniony. Kluczowe pozostaje jednak to, kto projektuje program ochrony.

W Grupie MJM każdy etap tej pracy wykonujemy w Polsce. Nasi inżynierowie oceny ryzyka prowadzą audyty i wizje lokalne, a krajowe zespoły projektują strukturę programu, sumy i klauzule, przygotowują dokumentację underwritingową i negocjują z ubezpieczycielami. Obsługa programów i likwidacja szkód również odbywają się w kraju, a dane klientów – także operatorów infrastruktury krytycznej – przetwarzamy i przechowujemy w Polsce.

Pojemność dla ryzyk przekraczających możliwości polskiego rynku pozyskuje Smartt Re – działający w strukturach MJM największy polski broker reasekuracyjny. Współpracuje z czołowymi ubezpieczycielami na polskim rynku oraz renomowanymi reasekuratorami z całego świata. Wykonawców i inwestorów wspiera też Attis Broker – największa spółka Grupy, specjalizująca się w obsłudze ubezpieczeniowej projektów wielkoskalowych, m.in. w energetyce, budownictwie i transporcie kolejowym. Ocenę ryzyka opiera na kompetencjach własnych inżynierów.

Tony stali to nie wszystko

Debata o local content koncentruje się głównie na udziale krajowych firm w dostawach i wykonawstwie. To ważny punkt wyjścia, ale sama obecność w przetargach nie pokazuje, czy w kraju zostają kompetencje, marża, podatki i doświadczenie potrzebne przy kolejnych projektach.

Kontrakt, w którym polska firma odpowiada wyłącznie za roboty budowlane, a projektowanie, zarządzanie ryzykiem i finansowanie prowadzą zagraniczne centrale, poprawia statystykę udziału krajowego, ale nie buduje kompetencji polskiego rynku na kolejne dekady. Łatwo policzyć tony stali, trudniej – wiedzę i decyzje. Tymczasem to one przesądzają, czy polskie firmy pozostaną „zaledwie” podwykonawcami, czy staną się strategicznymi partnerami.

Dlatego proponujemy szerszą miarę – krajowy efekt inwestycji. Obejmuje on nie tylko udział w dostawach i robotach, lecz także to, gdzie projektuje się rozwiązania, pracują eksperci, płacone są podatki i przechowywane dane. W infrastrukturze krytycznej i obronności to również kwestia bezpieczeństwa państwa.

Tę miarę stosujemy także do siebie: w ubiegłym roku 92 proc. przychodów Grupy MJM wypracowaliśmy w kraju, a od początku 2025 r. do końca sierpnia 2026 r. odprowadziliśmy w Polsce 58,3 mln zł podatków i składek. Wszystkie usługi potrzebne do prowadzenia działalności kupujemy od polskich firm, więc w kraju zostają także pieniądze, które na nie wydajemy.

Sprawdzian w energetyce jądrowej

Ważnym testem podejścia opartego na local content jest energetyka jądrowa, gdzie skala ryzyka i szczególny charakter odpowiedzialności z natury rzeczy angażują zagranicznych ubezpieczycieli, reasekuratorów i poole jądrowe. Smartt Re jest jednym z czterech brokerów zaangażowanych w program ochrony ubezpieczeniowej pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Działamy w obszarze bardzo istotnym dla firm, które chcą wejść do łańcucha dostaw dla atomu. Polisa OC dopasowana do kontraktów i oczekiwań międzynarodowych partnerów
bywa warunkiem udziału w takim projekcie. Dlatego przygotowaliśmy autorskie rozwią-
zanie ubezpieczeniowe dla polskich wykonawców sektora jądrowego, uwzględniające uwarunkowania prawne i kontraktowe. Wiedza zdobyta przy pierwszym bloku powinna stać się trwałą kompetencją rynku – m.in. temu służy organizowana cyklicznie przez Smartt Re konferencja Nuclear Insurance Day.

Od podwykonawcy do integratora

Aby polskie firmy mogły pełnić rolę integratorów, potrzebują skali. Rynek usług eksperckich, w tym brokerskich, jest wciąż rozdrobniony, a najbardziej złożone projekty przez lata obsługiwały głównie podmioty zagraniczne. Barierą dla polskich firm nie zawsze jest brak wiedzy – często to brak skali, kapitału i referencji z dużych kontraktów. Jesteśmy przekonani, że tak rozumiany local content powinien stać się jednym z kryteriów oceny największych projektów – obok ceny i terminu.

Inwestorzy mogą premiować rozwiązania rozwijające lokalne kompetencje, administracja – mierzyć nie tylko udział polskich dostawców, lecz także miejsce powstawania wartości, a polskie firmy – odważniej sięgać po rolę integratorów. Wtedy Polska nie będzie jedynie miejscem realizacji megaprojektów, lecz ich rzeczywistym beneficjentem w o wiele szerszym zakresie.

Podobne wpisy