|

Walka o wyżywienie Egiptu i rola Polski

Co dalej z przetargiem na 5 mld zł? Stawką nie jest już tylko nowy terminal kontenerowy w Gdyni. Do gry weszło MSC, największy armator świata, a chiński trop wciąż wraca tylnymi drzwiami. Port Zewnętrzny ma zwiększyć przeładunki, obsłużyć wojskową mobilność NATO i UE oraz wzmocnić pozycję Polski na Bałtyku. Ale im bliżej finału, tym więcej pytań o kontrolę, konkurencję i bezpieczeństwo. Kto naprawdę będzie trzymał klucze do tej strategicznej bramy?

STAMBUŁ. 16 września komitet ubezpieczycieli morskich w Londynie wydał komunikat, a Morze Czarne „zmieniło kształt”. Joint War Committee rozszerzył strefę wysokiego ryzyka na cały akwen, podczas gdy wcześniej obejmowała ona jedynie pasy wzdłuż rosyjskiego i ukraińskiego wybrzeża. Poza jej granicami pozostawił wody terytorialne Turcji, Bułgarii, Rumunii i Gruzji. Koszt ubezpieczenia siedmiodniowego rejsu sięga teraz setek tysięcy dolarów.

Egipt, największy nabywca pszenicy na świecie, tego samego dnia kupił francuskie ziarno.

Zboże wciąż płynie przez Bosfor, mijając przystanie promowe i ogródki herbaciarni. Masowce mają większe lub mniejsze zanurzenie, zależnie od tego, do jakich portów wcześniej zawijały. Zboża jest mniej niż dawniej, kosztuje więcej i pochodzi z mniejszej liczby miejsc. Rosja, która przez porty czarnomorskie wysyłała wcześniej około 90 proc. swojego zboża przewożonego morzem, przystosowuje terminale nawozowe i węglowe w Ust-Łudze, Petersburgu i Murmańsku do przeładunku pszenicy, jak poinformował 22 września turecki dziennik gospodarczy „Dünya”. Tureccy eksporterzy opracowali siedmiopunktowy plan utworzenia chronionego korytarza, którym zarządzano by ze Stambułu.

Gdzieś w dokumentach firmy należącej do egipskich sił powietrznych znajduje się lista krajów, które tej zimy sprzedadzą Egiptowi pszenicę na chleb. Są na niej Rosja, Ukraina, Francja i Stany Zjednoczone. Druga lista, obejmująca kierunki, ku którym zwrócił się Kair, gdy zamykały się morskie szlaki, dodaje Rumunię, Bułgarię, Kanadę i Australię. Osiem krajów, w tym trzy należące do Unii Europejskiej.

Polski nie ma na żadnej z tych list. Tak wygląda bilans rocznych starań.

Mostakbal Misr, agencja, która obecnie kupuje pszenicę konsumpcyjną dla Egiptu, zamierza do końca marca sprowadzić 2,5 mln ton z czterech krajów wymienionych 24 września przez egipski portal Ghad News. Al-Dżazira opublikowała listę obejmującą alternatywne kierunki dostaw trzy dni później.

„O ile mi wiadomo, z Polski do Egiptu nic jeszcze nie popłynęło” – powiedział „Gazecie Finansowej” Mirosław Marciniak, szef warszawskiej firmy analitycznej InfoGrain, zajmującej się rynkiem zbóż.

Najwięcej wyjaśnia odpowiedź Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, który zorganizował czerwcową misję. Negocjacje w krajach arabskich są „odrębną kwestią”, napisał KOWR w odpowiedzi. Trwają znacznie dłużej niż gdzie indziej, a do zawarcia kontraktu dochodzi zwykle dopiero „po co najmniej kilkunastu bezpośrednich spotkaniach” polskiego eksportera z importerem. Kilkanaście kontaktów oznacza kilkanaście podróży: samolot, hotel, te same uprzejmości, tę samą herbatę, te same pytania zadawane ponownie i ponownie udzielane odpowiedzi. Przez rok albo dwa, zanim ktokolwiek cokolwiek podpisze. Według tej miary czerwcowa wizyta w Kairze była spotkaniem numer jeden.

Obaj dostawcy zablokowani

Zaopatrzenie egipskiego rynku pszenicy, także na potrzeby programu dotowanego pieczywa, opiera się na skupie krajowym i imporcie. Kraj sprowadza rocznie wiele milionów ton tego zboża. Przez trzy lata kupował je w regionie Morza Czarnego, gdzie zboże było tanie, a rejs trwał cztery lub pięć dni. W tym sezonie obu jego dostawców wypchnęły z rynku trudności logistyczne, a nie nieurodzaj.

W poprzednim sezonie Ukraina wysłała do Egiptu około 3,85 mln ton pszenicy. W lipcu i sierpniu obecnego roku zdołała dostarczyć jedynie około 131 tys. ton. Takie dane przekazał „Gazecie Finansowej” Sergey Feofilov, dyrektor generalny kijowskiej firmy analitycznej UkrAgroConsult.

Decydują koszty frachtu. Transport pszenicy z Odessy do Egiptu kosztuje od 60 do 70 dol. za tonę, wobec około 22 dol. rok wcześniej. Przy cenie ziarna wynoszącej kilkaset dolarów za tonę koszt rejsu przestał być mało istotnym dodatkiem i urósł do jednej czwartej jego wartości. Feofilov nie podjął się oszacowania kosztu samego ubezpieczenia. Jego firma nie jest w stanie oddzielić składki od kosztu frachtu, a nikt w branży nie kwapi się do ujawniania tej kwoty.

Załamanie dostaw tłumaczy „obecną sytuacją w zakresie bezpieczeństwa i logistyki, a nie strukturalną zmianą popytu w Egipcie”. Zaznacza przy tym, że im dłużej ograniczona będzie ukraińska podaż, tym więcej czasu mają konkurencyjni dostawcy na umocnienie swojej pozycji. Odrzuca też polityczną interpretację tych zmian. „Nie dostrzegamy silnego czynnika politycznego, stojącego za tą zmianą” – powiedział „Gazecie Finansowej”. Egipscy nabywcy kierują się ceną, dostępnością i logistyką. Kupują od tych, którzy zapewniają najlepsze warunki dostawy.

Rosja jest w jeszcze gorszej sytuacji. W nocy 12 sierpnia ukraińskie drony pojawiły się nad Noworosyjskiem i unieruchomiły dwa największe terminale zbożowe w kraju, należące do Demetra-Holding i United Grain Company. Łącznie przechodzi przez nie około jednej trzeciej rosyjskiego eksportu zbóż. Zginęły dwie osoby. Zniszczona została galeria załadunkowa, miasto straciło dostęp do wody, a pożary w porcie zbożowym i sąsiadującej z nim bazie marynarki wojennej były widoczne z orbity.

Arkady Zlochevsky, prezes Rosyjskiego Związku Zbożowego, powiedział moskiewskiemu tygodnikowi „Expert”, że eksport od lipca do września może spaść „co najmniej o połowę” w porównaniu z ubiegłym rokiem. Monitoring prowadzony przez dział analityczny związku, którego wyniki podał Interfax, pokazuje, jak wygląda to przy nabrzeżach: w połowie września rosyjskie zboże wysyłano z dziewięciu czynnych portów, podczas gdy rok wcześniej było ich 35. Docierało do ośmiu krajów zamiast 26.

Wszystko to zmieniło rachunek ekonomiczny Kairu na korzyść tych, którzy wciąż mogą dostarczać zboże. Według UkrAgroConsult na początku września rosyjska pszenica kosztowała około 217 dol. za tonę, ale fracht do Egiptu sięgał już 60 dol., co podnosiło cenę z dostawą do około 277 dol. Francuska pszenica kosztowała w porcie 280 dol. za tonę i znajdowała nabywców. Przewagę cenową, która przez trzy lata trzymała europejskie zboże poza egipskim rynkiem, pochłonął koszt transportu rosyjskiego ziarna z uszkodzonych portów.

Minister zaopatrzenia Sherif Farouk, informując o ładunku 50 tys. ton francuskiej pszenicy, powiedział, że Egipt ma rezerwy wystarczające na ponad sześć miesięcy. Hisham Suleiman, szef egipskiej firmy handlującej zbożem Mediterranean Star, powiedział Al-Dżazirze, że dostawy nadal są zbyt małe, by odbudować te zapasy, i że kraj będzie kupował zboże do końca roku. Wskazał też liczby, które powinny zainteresować sprzedawcę znad Bałtyku: transport ładunku z Ameryki Południowej trwa od 25 do 28 dni, wobec czterech lub pięciu z Morza Czarnego. Koszt rejsu jest wliczony w cenę. Rejs z Gdańska do Aleksandrii jest krótki i nie wiąże się ze składką za ryzyko wojenne.


Czy Polacy przetrwają pierwsze 72 godziny kryzysu? Zapytaliśmy na MSPO w Kielcach


Za kulisami

Do schyłku 2024 r. Egipt kupował pszenicę za pośrednictwem Generalnego Urzędu ds. Zaopatrzenia w Towary, który odpowiadał za te zakupy od lat 60. XX w. i prowadził międzynarodowe przetargi ogłaszane za pośrednictwem agencji informacyjnych.

Z punktu widzenia zagranicznego sprzedawcy system ten miał jedną zasadniczą zaletę: był czytelny. Firma handlowa z Gdańska, bez doświadczenia na egipskim rynku, przedstawiciela w Kairze czy znajomego w Ministerstwie Zaopatrzenia, mogła rano przeczytać ogłoszenie o przetargu, do południa obliczyć koszt frachtu, złożyć ofertę cenową i wygrać. Oferty porównywano bowiem publicznie, a rozstrzygnięcie opierało się na dokumentach. Skala zakupów również działała na korzyść Egiptu. Jako jeden z największych importerów pszenicy na świecie Kair wykorzystywał otwartość przetargów, by kupować poniżej cen światowych.

Decyzja prezydenta położyła temu kres. Import przejęła Mostakbal Misr, czyli „Przyszłość Egiptu” – spółka powiązana z siłami powietrznymi, powołana dekretem w 2022 r. do prowadzenia upraw na zagospodarowanych terenach pustynnych. Dziś kupuje pszenicę i przekazuje ją urzędowi ds. zaopatrzenia. Przetargi się skończyły, a handel przeniósł się za zamknięte drzwi i zaczął odbywać się za pośrednictwem lokalnych importerów. Publicznie ogłaszane przetargi ustąpiły miejsca zakupom wojskowym. Zniknęła też dokumentacja, którą mógł przeczytać ktoś z zewnątrz.

Dla nowego dostawcy zmienił się tym samym warunek wejścia na rynek. Nie ma dokumentu, który można przeczytać, ani przetargu, do którego można przystąpić. Jest tylko nabywca, któremu trzeba dać się poznać.

W lutym Ahmed Farghali, parlamentarzysta reprezentujący Port Said, złożył wniosek o udzielenie wyjaśnień. Pisał, że Egipt płaci za pszenicę około 270 dol. za tonę, podczas gdy cena światowa jest bliższa 240 dol., a różnica obciąża budżet, z którego finansowane są dopłaty do chleba dla dziesiątków milionów Egipcjan. Jego zastrzeżenia dotyczyły konstrukcji systemu, nie czyjegokolwiek postępowania: dawne przetargi pozwalały przekuć skalę egipskich zakupów w rabat. Chciał wiedzieć, co się z tym rabatem stało. Wniosek trafił do komisji spraw gospodarczych, gdzie zwykle trafiają takie wnioski.

Dzień wcześniej Amr Adeeb zadał te same pytania na antenie MBC Masr, zwracając się do widzów w całym kraju. Adeeb to najchętniej oglądany dziennikarz telewizyjny w Egipcie, bynajmniej nie wróg rządu. Pełni rolę koncesjonowanego krytyka: może swobodnie atakować ceny, jakość usług i kompetencje ministrów, o ile nie podważa porządku politycznego. Sprawa, która trafia do jego studia, otrzymała już zgodę na to, by stać się przedmiotem publicznego sporu. W Kairze ten mechanizm jest czytelny, a to oznacza, że obecny system nie musi być rozwiązaniem na stałe.

Farouk zaprzeczył, jakoby ceny były zawyżone. Odpierając te zarzuty, potwierdził jednak szczegół, który musi znać każdy sprzedawca: Egipt kupuje pszenicę z 270-dniowym terminem płatności.

KOWR ze swojej strony ocenia nowy system pozytywnie. W odpowiedzi dla „Gazety Finansowej” wskazuje, że bezpośrednie kontakty handlowe z Mostakbal Misr umożliwiają bardziej elastyczne uzgadnianie warunków, szybsze zawieranie kontraktów oraz trwałą współpracę z jednym z najważniejszych nabywców żywności w Egipcie.

Dywersyfikacja postępuje szybciej w ministerialnych deklaracjach niż w dokumentach przewozowych. Mada Masr informował 22 września, że na Rosję i Ukrainę nadal przypadało 82 proc. egipskiego importu pszenicy, mimo że Ministerstwo Zaopatrzenia co roku podkreśla potrzebę zróżnicowania źródeł dostaw. Piekarnie działające poza systemem dopłat płacą za mąkę wyraźnie więcej niż w sierpniu.

Rok polskich starań

Polska delegacja przebywała w Kairze od 22 do 25 czerwca. Misję zorganizował KOWR we współpracy z ambasadą, a rządową częścią delegacji kierowała wiceminister rolnictwa Małgorzata Gromadzka. Wzięły w niej udział trzy przedsiębiorstwa z branży rolno-spożywczej: dwóch eksporterów zboża oraz producent silosów i maszyn rolniczych. KOWR poinformował „Gazetę Finansową”, że eksporterami były państwowa spółka handlowa Elewarr i prywatna firma Olewnik-Expo.

Prezes Elewarru Marcin Roszczyk powiedział 1 lipca: „Jesteśmy blisko realizacji pierwszej dostawy do Egiptu”. Zapytany we wrześniu o postępy w realizacji tej dostawy zarząd spółki odpowiedział „Gazecie Finansowej”, że rozmowy z egipskimi partnerami „są na wstępnym etapie”. Firma Olewnik-Expo nie odpowiedziała na pisemne pytania.

Przedstawione przez sam KOWR wyjaśnienie, jak otwierają się nowe rynki, jest najbardziej szczerą wypowiedzią polskiej instytucji w tej sprawie. Znoszenie barier dostępu do rynków wykracza poza jego kompetencje. To zadanie ministerstwa rolnictwa lub Komisji Europejskiej, która negocjuje w imieniu państw członkowskich, i może wymagać wieloletnich, konsekwentnych zabiegów w relacjach między stolicami. KOWR włącza się dopiero później, a celem jego działań jest „pomoc przedsiębiorstwom i ułatwienie im rozpoczęcia działalności na danym rynku, a nie zastępowanie tych starań”.

W polskiej debacie o polityce rolnej wyrozumiałości jest mniej. Marcin Wroński ze związku Samoobrona powiedział 23 września portalowi cenyrolnicze.pl, że Polska od trzech lat nie otworzyła żadnego znaczącego nowego rynku, a ostatnim była Wenezuela w sierpniu 2023 r. Dorobek rządu podsumował jako „puste obietnice, propagandowe filmiki w mediach społecznościowych i niezrealizowane zobowiązania”. Jego zdaniem wyjazd Gromadzkiej do Kairu nie przyniósł widocznych rezultatów. Całą inicjatywę określił mianem dyplomatycznej turystyki do egipskich kurortów.

Wrześniowe milczenie polskiej strony przysłoniło również rzeczywiste postępy w sprawach fitosanitarnych, choć nie były one jeszcze wystarczające, by załadować statek. Ministerstwo rolnictwa poinformowało 9 lipca portal farmer.pl, że polscy inspektorzy spotkali się z przedstawicielami egipskiej Centralnej Administracji Kwarantanny Roślin, aby omówić wymagania dotyczące pszenicy. Strona egipska potwierdziła gotowość do uruchomienia zielonego korytarza, w ramach którego egipscy inspektorzy mieliby kontrolować zboże w polskim porcie przed załadunkiem. Jak zaznaczył resort, było „na tym etapie zbyt wcześnie”, by oceniać skalę przyszłego eksportu.

Pod koniec września „Gazeta Finansowa” zapytała, czy formalna zgoda na eksport pszenicy konsumpcyjnej już obowiązuje i czy zielony korytarz został uruchomiony. Dominika Pacholska z biura prasowego ministerstwa przedstawiła ramy polskiego eksportu zbóż oraz działania rządu na rzecz dywersyfikacji, nie odpowiadając na żadne z tych pytań. Główny Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa (GIORiN) odesłał redakcję z pytaniami do resortu.

Polski eksport żywności do Egiptu rośnie dynamicznie we wszystkich kategoriach z wyjątkiem zbóż. Roczne zapotrzebowanie Egiptu na pszenicę to mniej więcej 20-krotność całego rocznego polskiego eksportu do Afryki. Egipt kupował polską pszenicę już dekadę temu, gdy rynki afrykańskie odbierały niemal połowę polskiego eksportu tego zboża.

Nawet po dopełnieniu formalności za ładunek trzeba byłoby jednak zapłacić, a egipskie poszukiwania alternatyw dla dolara nie objęły dotąd handlu zbożem.

Kair zawarł z Rosją, Chinami i Indiami porozumienia dotyczące rozliczeń w walutach krajowych. Mohamed Elchime, profesor nauk politycznych na Capital University w Kairze, powiedział jednak „Gazecie Finansowej”, że podpisanie ramowej umowy i jej stosowanie na dużą skalę to dwie różne rzeczy. Ceny referencyjne, płynność, zabezpieczanie ryzyka i wymienialność walut sprawiają, że rozliczenia w handlu zbożem wracają do dolara.

Pierwszy ładunek z Polski zostałby więc wyceniony w dolarach, ubezpieczony w Warszawie, a zapłata za niego nastąpiłaby w ramach akredytywy, którą musiałby potwierdzić bank spoza Egiptu.

Oba elementy mechanizmu, który pozwoliłby rozliczyć taką transakcję, istnieją i oba były już wykorzystywane na tym rynku. Marcin Jedliński, rzecznik agencji i dyrektor ds. komunikacji, powiedział „Gazecie Finansowej”, że KUKE obejmuje ochroną ryzyko handlowe i polityczne związane z egipskimi nabywcami, a także jest gotowa ubezpieczać kontrakty rozliczane w walutach innych niż dolar czy euro. Wskazał, że Egipt należy do 5. kategorii ryzyka OECD, podczas gdy klasyfikacja publikowana przez europejskie agencje kredytów eksportowych umieszcza ten kraj obecnie w kategorii 6. Odmówił podania limitów zaangażowania.

Bank Gospodarstwa Krajowego, polski bank rozwoju, potwierdza akredytywy. W pisemnych odpowiedziach dla „Gazety Finansowej” bank wyjaśnia: „Dla eksportera istotne jest to, że BGK przejmuje na siebie ryzyko braku zapłaty. Polski eksporter otrzymuje środki po spełnieniu warunków transakcji, niezależnie od tego, czy zagraniczny kontrahent wywiąże się ze swoich zobowiązań. W praktyce to bank ponosi ryzyko niewypłacalności importera”.

BGK może również udzielić kredytu zagranicznemu nabywcy, gdy kontrakt realizuje polska firma. Rozwiązanie to określa jako „szczególnie atrakcyjne w krajach rozwijających się, gdzie warunki finansowania oferowane przez BGK są często korzystniejsze od oferty lokalnych banków”. Afrykę wskazuje jako najbardziej perspektywiczny kierunek. Jak pisze: „Dlatego w 2025 r. zwiększyliśmy limit wsparcia finansowego eksportu do Afryki i ekspansji na tamtejszych rynkach do 4 mld zł”.

O rynku będącym tematem tego materiału bank informuje: „Jeśli chodzi o Egipt, dostrzegamy duży potencjał tego rynku. Budujemy relacje z tamtejszymi bankami i uczestniczymy w oficjalnych misjach gospodarczych do tego kraju”. Odpowiedzi przesłała Alicja Kaczmarek z biura prasowego i relacji zewnętrznych banku.

Bank ma już takie transakcje za sobą. BGK potwierdził dwie egipskie akredytywy na rzecz Mine Master, dolnośląskiego producenta maszyn górniczych: pierwszą na 7,3 mln euro, a kolejną w listopadzie 2024 r. na 18,7 mln euro. Ta druga była największą akredytywą potwierdzoną przez BGK w ramach rządowego programu eksportowego i była w całości objęta gwarancją KUKE. Karol Rozenberg, starszy ekspert BGK ds. relacji w obszarze finansowania handlu, mówił wówczas: „Potwierdzając akredytywę na rzecz Mine Master, nasz bank przejął ryzyko braku zapłaty ze strony importera”.


From Dubai to Warsaw: Why This International Student Chose Poland


Pozostaje więc pytanie węższe od tego, które otwierało ten materiał. Instrumenty istnieją, zainteresowanie także, a polski bank potwierdzał już egipskie akredytywy. BGK nie odpowiedział jednak na zadane wprost pytanie, czy potwierdziłby akredytywę dla ładunku pszenicy na warunkach oferowanych przez Egipt. Maszyny górnicze to dobra inwestycyjne sprzedawane w jednorazowej transakcji konkretnemu nabywcy. Pszenica konsumpcyjna to towar masowy kupowany z 270-dniowym terminem płatności przez agencję należącą do sił powietrznych.

Znaczenie ma także to, który egipski bank wystawia akredytywę. BGK budował relacje z bankami korespondentami w Egipcie na podstawie porozumień zawartych w 2018 r. z Export Development Bank of Egypt i Banque Misr. W sierpniu Financial Crimes Enforcement Network (FinCEN), jednostka amerykańskiego Departamentu Skarbu, zaproponowała objęcie działalności Banque Misr w Zjednoczonych Emiratach Arabskich specjalnym środkiem przewidzianym w ustawie Patriot Act. Działalność ta stanowi jeden z kanałów dostępu egipskiego handlu do rozliczeń dolarowych. Dla banków korespondentów tego rodzaju wnioski są powodem do ograniczenia zaangażowania.

Nie przekreśla to jednak szans Polski. Ma ona atuty, by wejść na ten rynek: krótką trasę morską bez składki za ryzyko wojenne, gdy transport przez Morze Czarne pozostaje drogi, a obie Ameryki są daleko; agencję kredytów eksportowych gotową ubezpieczyć ryzyko związane z nabywcą; system zakupowy w Kairze, który premiuje relacje; oraz klienta aktywnie poszukującego dostawców.

Braki częściowo dotyczą formalności: zgody potwierdzonej między rządami, przejścia od deklarowanej gotowości do faktycznego uruchomienia zielonego korytarza oraz banku gotowego potwierdzić akredytywę z 9-miesięcznym terminem płatności. Częściowo zaś dotyczą wiedzy. Nabywcą jest spółka wojskowa, która nie publikuje ani swoich cen, ani nazw kontrahentów, choć jeszcze dwa lata temu handel ten odbywał się w drodze publicznych przetargów. Takie rynki premiują stałą obecność, a nie wizyty.

Jednocześnie trwają działania, które mogą to okno możliwości zamknąć. Korytarz proponowany przez tureckich eksporterów zakładałby utworzenie stref chronionych wokół terminali zbożowych, zapewnienie ochrony ubezpieczeniowej od ryzyka wojennego oraz zarządzanie ruchem statków ze Stambułu. Gdyby takie rozwiązanie powstało, ubezpieczyciele ponownie zmieniliby mapę stref ryzyka, koszty frachtu spadłyby, a przewaga, dzięki której polska pszenica jest konkurencyjna w Aleksandrii, zniknęłaby.

„Im dłużej dostawy z Ukrainy pozostają ograniczone, tym więcej czasu mają dostawcy z innych krajów na umocnienie swojej pozycji na rynku egipskim” – powiedział Feofilov.

Jak powstał ten materiał

„Gazeta Finansowa” przesłała pisemne pytania do KOWR, Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa (GIORiN), spółek Elewarr i Olewnik-Expo, agencji kredytów eksportowych KUKE oraz Banku Gospodarstwa Krajowego, polskiego banku rozwoju, a także do Afreximbanku w Kairze. Odpowiedzi nadesłały KOWR, ministerstwo, KUKE, Elewarr i Bank Gospodarstwa Krajowego. Olewnik-Expo i Afreximbank nie odpowiedziały. Przeprowadzono rozmowy z analitykami w Warszawie, Kijowie i Kairze. Przy danych liczbowych pochodzących z mediów tureckich, egipskich, rosyjskich i polskich wskazano źródła.

Podobne wpisy