8.9 C
Warszawa
niedziela, 25 lutego 2024

Wojna z Muskiem

Koniecznie przeczytaj

Wolność wypowiedzi, jaką zapewnił użytkownikom swojej platformy społecznościowej Elon Musk, budzi coraz większe zaniepokojenie mediów i polityków głównego nurtu.

Jakub Wozinski

Najnowszą odsłoną tego zjawiska był opublikowany niedawno przez „Wall Street Journal” artykuł, w którym autorka zarzuciła właścicielowi serwisu X, że wielokrotnie brał udział w imprezach, w czasie których uczestnicy eksperymentowali m.in. z kokainą, LSD, ecstasy, halucynogennymi grzybami czy ketaminą. Zapisujący się na tego rodzaju eventy, podpisują specjalne oświadczenia oraz pozostawiają wszelki sprzęt elektroniczny przed wejściem, dzięki czemu wszystkim gwarantuje się 100 proc. dyskrecji.

Złamana dyskrecja

Najwidoczniej jednak któryś z uczestników narkotycznej imprezy postanowił zaryzykować i uchylić nieco rąbka tajemnicy, ponieważ „WSJ” nie zdecydowałby się nigdy na publikację tego rodzaju materiału, nie mając do dyspozycji twardych dowodów. Swoje oburzenie zaistniałą sytuacją wyrazili przede wszystkim partnerzy biznesowi Muska z Tesli i SpaceX, którzy oświadczyli, iż zachowanie właściciela może negatywnie odbić się na wizerunku i działalności notowanych na giełdzie podmiotów. W świetle publikacji nawet wewnętrzne korporacyjne przepisy wspomnianych firm zakazują pracownikom korzystania z twardych narkotyków. Pracownikom bezsprzecznie, ale czy właścicielom?

W odpowiedzi na te zarzuty Musk stwierdził m.in., że postawa „WSJ” jest dość znamienna wobec faktu, że tradycyjne media papierowe od niemal dwóch dekad, czyli od momentu upowszechnienia się mediów społecznościowych, nieustannie tracą udział w rynku reklamowym. Zazdroszcząc portalowi X ogromnych zasięgów, gazeta miałaby w ten sposób wyrażać swoje frustracje związane z postępującą erozją wpływów i dochodów. Oprócz tego Musk zapewnił, że jeszcze nigdy nie miał pozytywnego wyniku testu narkotykowego. Po tym, jak w czasie występu w Joe Rogan Show zapalił jointa i popijał na wizji szklankę whiskey, miał nawet zgodzić się na to, aby NASA przeprowadzała na nim przez trzy lata wyrywkowe testy, jednakże nie wykazały nigdy niczego niepokojącego.

Jako zadeklarowany libertarianin Elon Musk wielokrotnie dawał do zrozumienia, że korzystanie z narkotyków nie jest dla niego czymś kłopotliwym. Mało tego, właściciel Tesli stwierdzał nawet czasami, że gdyby twarde narkotyki ułatwiały mu pracę i karierę, to z pewnością sięgałby po nie w sposób regularny.

Mając to na uwadze, trudno więc uznać materiał „Wall Street Journal” za szczególnie sensacyjny. Szczególnie, iż nadużywanie narkotyków to zjawisko nagminne wśród wielu przedstawicieli świata biznesu i finansów. Nie wszyscy dbają nawet o to, aby spotykać się za zamkniętymi drzwiami i bez telefonów. Z tego właśnie powodu rzekomo sensacyjny materiał nie podbił, delikatnie mówiąc, świata mediów, a mający świadomość powszechności opisywanego procederu komentatorzy tonowali bojowe nastroje autorki tekstu.

Konflikt z Gatesem i Disneyem

Działalność Elona Muska nie po raz pierwszy wzbudza tak wielkie poruszenie i ostentacyjnie wyrażaną wrogość ze strony wpływowych osób oraz środowisk. Wystarczy przypomnieć, że przed dwoma laty najcięższy kaliber dział wytoczył przeciwko niemu sam Bill Gates. Założyciel Microsoftu nie tylko sformował koalicję, której celem stało się całkowite pozbawienie ówczesnego Twittera wpływów z reklam, ale także kierował pod adresem Muska szereg gróźb. Jak się nawet później okazało, Gates postawił także znaczną sumę na spadek kursu Tesli, formując przy tej okazji szerszą koalicję wpływowych postaci „shortujących” akcje spółki swego ideowego przeciwnika.

Niedawno Musk wszedł w równie zaciekły spór z prezesem korporacji Disney, Bobem Igerem. Zarzucając właścicielowi portalu X, że rzekomo wspiera swoimi działaniami antysemityzm, Iger zadeklarował, że jego firma nigdy więcej nie będzie się na nim reklamować. Zapytywany w jednym z wywiadów o swoją opinię na ten temat oraz czy zamierza ugiąć się pod presją Musk, odparował w niecenzuralny sposób. Deklarując się jako absolutysta wolnego słowa, szef Tesli nie zamierza iść na żadne ustępstwa, nawet jeśli wynik finansowy jego portalu X nie napawa zbyt dużym optymizmem.

Otwartą wrogość wobec Muska oraz jego portalu deklaruje nie tylko wiele osób ze świata biznesu. Zakres swobody wolności wypowiedzi uwiera coraz bardziej także polityków z całego świata. W Unii Europejskiej szczególnie zapiekłym oponentem multimiliardera jest wiceszefowa Komisji Europejskiej Vera Jourova. Czeszka od dłuższego czasu prowadzi batalię przeciwko Muskowi i jego portalowi X, który wycofał się z unijnego porozumienia dla platform internetowych, w ramach którego właściciele są zobowiązani m.in. do współpracy z tzw. fact-checkerami, czyli współczesnymi cenzorami.

W Polsce szczególnie aktywny w zwalczaniu portalu X i panujących na nim wolności jest marszałek Szymon Hołownia, który przy różnych okazjach podkreślał, że wprawdzie opowiada się za swobodą wypowiedzi, ale jego zdaniem użytkownicy byłego Twittera idą zdecydowanie za daleko. Nie przeszkadza to zarówno jemu, jak i Jourovej, aktywnie korzystać z portalu do zdobywania potężnych zasięgów dla swojej działalności.

Swego czasu głośno było o zamiarach niemieckich sądów, przed którymi toczyło się kilkaset spraw dotyczących tzw. mowy nienawiści. Za dopuszczenie kontrowersyjnych wypowiedzi serwisowi Muska groziły kary idące w miliardy euro. W warunkach postępującego uszczelniania systemu debaty publicznej w Internecie serwis należący do Amerykanina przedstawia się jako wyjątkowo niebezpieczny. Komisja Europejska prze do tego, aby każdego Europejczyka wyposażyć w tzw. portfel tożsamości cyfrowej, który uniemożliwiłby anonimowe korzystanie z sieci. Możliwość występowania pod fikcyjną tożsamością daje oczywiście wielkie pole do nadużyć, ale jednocześnie dzięki niemu możliwa jest swobodna wymiana opinii na wiele ważnych kwestii.

Upadek albo sukces

Jedną z najistotniejszych przyczyn nieustającej fali ataków na Elona Muska jest bez wątpienia fakt, że sukcesywnie udaje mu się powiększać grono użytkowników i widzów swojego portalu.

W ostatnim czasie na portalu X pojawiła się ze swoim programem m.in. reprezentująca republikanów (a wcześniej demokratów) Tulsi Gabbard. Rekordy popularności bije wciąż polityczny show prowadzony przez Tucker Carlsona. Widzowie odwracają się od tradycyjnych mediów nie dlatego, że chcą rzekomych teorii spiskowych z portalu X, lecz dlatego, że dominujący w głównym nurcie medialnym przekaz jest często nie do zniesienia ze względu na swoje zideologizowanie.

Mający szczególny talent do zarabiania Musk nie bez powodu przeznaczył na zakup Twittera 44 mld dol. Na obecnym etapie wydaje się, że inwestycja ta nigdy się nie spłaci, lecz w dłuższej perspektywie platforma społecznościowa właściciela Tesli może spieniężyć atut, którego nie ma cała konkurencja. Nikt inny nie przyzwala na tak dużą swobodę wypowiedzi.

W czasie pamiętnego wywiadu udzielonego w listopadzie przy okazji Deal Book Summit Elon Musk odgrażał się nie tylko Bobowi Igerowi. Zapytany przez prowadzącego, co zrobi, jeśli bojkot firm reklamowych doprowadzi portal X do upadku, odpowiedział, że nic go to nie obchodzi i nie będzie tolerował szantażu względem siebie, a w razie bankructwa opublikuje wszystkie szczegóły oraz wskaże palcem winnych. Jak na razie scenariusz bankructwa się nie realizuje, a portal odnotowuje kolejne rekordy swoich zasięgów. Wynik wojny wciąż nie jest przesądzony.

Najnowsze