Sami sobie dokładamy chaosu
Żyjemy w rzeczywistości turbulentnej i nieprzewidywalnej. Zapewnienie militarnego i gospodarczego bezpieczeństwa kosztuje państwa coraz więcej. W takiej rzeczywistości najważniejszym celem wszystkich organów państwa powinna być minimalizacja wszelkiej niepewności i stabilizacja koniunktury. Tak, by obywatele mogli żyć bezpiecznie i dostatnio, a gospodarka mogła się systematycznie rozwijać.

Niestety, niedawne zamieszanie wokół podatku od nadzwyczajnych zysków dla sektora paliwowego i nadchodzący konflikt wokół postawienia Prezesa NBP przed Trybunałem Stanu świadczą o czymś zgoła przeciwnym. Państwu najwidoczniej mało jest zewnętrznych konfliktów, bo komplikuje sobie sytuację, jak tylko może, podsycając niepewność i wewnętrzne spory.
Podatek od nadzwyczajnych zysków – dwie ustawy, jedna retroakcja
Dobrze widać to na przykładzie programu CPN. Jego założenie jest proste: obniżka VAT, akcyzy i mechanizm maksymalnej ceny mają złagodzić skutki kryzysu na rynku paliw. Podatek od nadzwyczajnych zysków miał pomóc pokryć koszty tej interwencji. Państwo miało więc przejąć część korzyści osiąganych przez sektor paliwowy w czasie kryzysu i „podzielić się” z tymi, którzy na kryzysie tracą.
To wszystko jest zrozumiałe, ale problem tkwi w wykonaniu. Nadzwyczajna sytuacja uzasadnia nadzwyczajne rozwiązania, ale nie uzasadnia wszechobecnego chaosu przy ich wdrażaniu.
Prześledźmy jeszcze raz kalendarium: koncepcja podatków od nadzwyczajnych zysków została ogłoszona w marcu, szczegółowe założenia pojawiły się w maju, a rząd przyjął projekt w czerwcu. Przepisy miały wejść w życie 1 sierpnia, jednak pod koniec lipca prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego przed podpisaniem, zatrzymując jej wejście w życie.
We wrześniu rząd przedstawił kolejną wersję. Ostatecznie, dość nieoczekiwanie, Prezydent podpisał ustawę 1 października, choć zaskarżył ją następczo do Trybunału. Zasadnicze przepisy zaczną obowiązywać 1 listopada, ale obejmą działalność prowadzoną od marca 2026 r. Podatek obejmie także osiem miesięcy poprzedzających wejście w życie zasadniczych przepisów podatkowych – mówimy tu o naprawdę znacznej retroakcji.
Co z tego wynika? W ciągu ostatnich trzech miesięcy mieliśmy uchwalone dwie ustawy nakładające retroaktywny podatek na sektor paliwowy. Ustawa, co do której są poważne zarzuty w zakresie jej konstytucyjności trafiła dwukrotnie do Trybunału, który nie zdążył się na ten temat wypowiedzieć. Mimo tego weszła w życie i objęta jest wobec tego domniemaniem konstytucyjności.
Projekt nie zastąpi ustawy
Dla biznesu to bardzo dotkliwa niepewność. Firma podejmuje decyzje o zakupach, finansowaniu dostaw i inwestycjach według obowiązujących reguł gry. Tymczasem przez kolejne miesiące musi uwzględniać możliwość, że w życie może wejść podatek z mocą wsteczną. Podatek, od którego wejścia w życie uzależniono obniżkę cen paliw, coraz bardziej istotną dla wyborców.
Sama zapowiedź podatku nie zastępuje przecież ustawy – uchwalonej przez Sejm, podpisanej przez prezydenta. Przedsiębiorca potrzebuje znać jego ostateczną konstrukcję, a nie tylko polityczne czy gospodarcze uzasadnienie.
Podpis prezydenta również nie zakończył całej historii. Ustawa została skierowana do TK drugi raz, w ramach kontroli następczej, a zarzuty dotyczące działania prawa wstecz pozostały aktualne w ocenie Pałacu Prezydenckiego. Oznacza to, że spór o konstytucyjność ustawy nie został zakończony. Być może w „normalnym” kraju Trybunał byłby w stanie wypowiedzieć się co do konstytucyjności podatku w momencie, gdy prezydent skierował ustawę po raz pierwszy w trybie kontroli prewencyjnej. Ale w „naszym” kraju jest to obecnie niemożliwe, bo wskutek politycznych działań ta instytucja nie jest w stanie obecnie orzekać w pełnym składzie, wymaganym do rozpatrzenia takich spraw.
Równolegle niepewność dotyczyła kierowców i firm kupujących paliwo. Pierwsza odsłona CPN obowiązywała od końca marca do końca czerwca. Kolejna wróciła na dwa ostatnie tygodnie sierpnia. Od 3 października działa trzecia, przewidziana do końca grudnia. Odbiorcy otrzymywali więc pomoc przeplataną okresami bez osłony, a przedsiębiorcy musieli uwzględniać kolejne zmiany przy wycenianiu usług i planowaniu kosztów.
CPN stał się zakładnikiem sporu między rządem a prezydentem. Rząd przedstawiał blokadę podatku jako przeszkodę w finansowaniu pomocy. Prezydent zarzucał rządowi utrzymywanie wysokich cen i uchwalenie wadliwych, retroaktywnych przepisów. Można odnieść wrażenie, że w tym całym zamieszaniu nie chodziło o rozwiązanie problemu rosnących cen paliw, tylko o zdobycie wyborczego paliwa dla polityków.
Dlaczego z NBP trzeba ostrożnie
Zamieszanie wokół CPN to może być tylko preludium do tego, co czeka nas wokół Narodowego Banku Polskiego. Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej zarekomendowała postawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu.
Nie chodzi o to, że Prezes NBP powinien być z automatu nietykalny. Ale trzeba wziąć pod uwagę jego szczególną rolę dla funkcjonowania kraju. To nie jest, z całym szacunkiem dla tych urzędów, Prezes Najwyższej Izby Kontroli, czy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Funkcjonowanie banku centralnego ma znaczenie przy postrzeganiu Polski przez krajowe i zagraniczne rynki finansowe.
Dlatego, jakiekolwiek „majstrowanie” przy NBP, którego niezależność zapisana jest w Konstytucji, w traktatach unijnych i szerzej rzecz biorąc w DNA nowoczesnych banków centralnych, musi być dokonywane bardzo ostrożnie. To ostatni urząd, który chcemy poświęcić na rzecz politycznego zamieszania.
Czy Polacy przetrwają pierwsze 72 godziny kryzysu? Zapytaliśmy na MSPO w Kielcach
Bez Prezesa, bez wiceprezesów?
Dzieje się, jak zwykle, zgoła odwrotnie. Jeśli Sejm zgodnie z rekomendacją Komisji postawi Adama Glapińskiego w stan oskarżenia bezwzględną większością głosów i uzna, że zgodnie z ustawą o Trybunale Stanu jest zawieszony w sprawowaniu funkcji, czeka nas kolejny spór prawny o kluczowy organ państwa.
Dlaczego? Trybunał Konstytucyjny w wyroku ze stycznia 2024 r. (opublikowany w Dzienniku Ustaw i bez kwestionowanych przez rząd sędziów w składzie) wydał wyrok, w którym uznał za niekonstytucyjne, oskarżenie przed TS i zawieszenie Prezesa NBP uchwałą Sejmu podjętą jedynie bezwzględną większością głosów. Ten wyrok został uwzględniony w treści ustawy o Trybunale Stanu.
Do tego dochodzi problem obsady banku. Kadencja ostatniego wiceprezesa, Adama Lipińskiego, kończy się 4 listopada. Jeśli nie nastąpią nowe powołania, próba wykonania zawieszenia prezesa przypadnie na moment, w którym zabraknie także wiceprezesów. Tymczasem ustawa wskazuje jako zastępcę właśnie wiceprezesa będącego pierwszym zastępcą prezesa – na tym stanowisku zresztą nadal jest wakat po zakończeniu kadencji Marty Kightley. Czy wtedy NBP będzie funkcjonował bez swojej głowy? A co, jeśli Adam Glapiński, powołując się na wyrok TK, nie podda się zawieszeniu? Czy do NBP wejdzie policja?
Kolejny dodatek do premii za ryzyko?
Spór mógłby ponadto trafić do TSUE, który mógłby zbadać działanie Sejmu w świetle unijnych przepisów i tymczasowo rozstrzygnąć, czy Adam Glapiński może pełnić swoje obowiązki. Moglibyśmy zatem mieć jednocześnie próbę odsunięcia prezesa, kwestionowanie jej skuteczności i oczekiwanie na decyzję europejskiego sądu.
Dla rynku finansowego taki konflikt może być sygnałem, że do ryzyka wojny, inflacji i wysokiego deficytu dochodzi niepewność dotycząca działania banku centralnego. Inwestorzy mogą zażądać wyższej premii za to ryzyko.
Jak zachowa się wówczas polska waluta? Czy czeka nas presja na złotego? Słabszy złoty może podnosić koszty importu, a droższe finansowanie ograniczać inwestycje i obciążać budżet. Polityczny konflikt o NBP mógłby więc utrudnić realizację tego samego celu, któremu ma służyć CPN: ograniczenia kosztów ponoszonych przez obywateli.
Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy przede wszystkim państwa, które potrafi podejmować decyzje, jasno określać ich warunki i odpowiadać za ich konsekwencje. Przedsiębiorcy muszą wiedzieć, według jakich zasad rozliczą swoją działalność. Obywatele powinni móc ufać, że instytucje odpowiedzialne za ich bezpieczeństwo gospodarcze będą sprawnie działać także podczas politycznego sporu.