26.2 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Blaski i cienie wirtualnych walut

Koniecznie przeczytaj

Wirtualne waluty mogą stać się kiedyś globalnymi środkami płatniczymi. Jednak dalszy brak regulacji prawnych w tym zakresie może przynieść bardzo negatywne skutki dla światowej gospodarki.

Początek 2017 r. zdaje się zapowiadać złoty wiek walut wirtualnych. Kurs najbardziej popularnego Bitcoina wzrósł o kolejne 2,5 proc., osiągając rekordowy poziom 1022 USD. To najlepsze notowania Bitcoina od prawie trzech lat. Równo rok temu, na początku stycznia 2016 r. za jednego Bitcoina trzeba było zapłacić około 400 USD. Oznacza to, że kurs tej wirtualnej waluty wzrósł grubo ponad 100 proc. Spora część analityków rynków finansowych jest przekonana, że w 2017 r. może sięgnąć poziomu prawie 3 000 USD. Wielu z nich podkreśla, że dalszemu wzrostowi kursu tej wirtualnej waluty sprzyjać będzie niestabilna sytuacja finansowa na świecie – przede wszystkim w Europie i na Bliskim Wschodzie.

Za początkiem hossy Bitcoina stały wyniki unijnego referendum w Wielkiej Brytanii. Wyspiarze w ciągu dwóch lat muszą na nowo uregulować swoje relacje z UE. Trudno jest przewidzieć, jakie przyniesie to następstwa zarówno dla samego Zjednoczonego Królestwa, jak i dla poszczególnych krajów członkowskich UE. Dotyczy to także naszego kraju. Nie mamy też pewności, czy drogą, którą poszła Wielka Brytania, nie zdecydują się pójść w przyszłości także inne kraje. Właśnie ta niepewność, jaka zapanowała po brytyjskim referendum w sprawie Brexitu, stała się początkiem wspomnianej przez nas wcześniej hossy Bitcoina. Jego kurs poszybował w górę, osiągając w lipcu 2016 r. rekordowy poziom 750 USD. Kolejnym wydarzeniem, które bez wątpienia miało wpływ na notowania Bitcoina, były ostatnie amerykańskie wybory prezydenckie, które wbrew oczekiwaniom wygrał Donald Trump. Wygrana miliardera spowodowała kolejny efekt niepewności, tym razem dotyczącej nowego kursu amerykańskiej polityki. Sytuacja jaka zapanowała w USA po zwycięstwie Trumpa, była również stymulatorem dalszego wzrostu notowań Bitcoina. W grudniu ub. r. jego kurs szybko przekroczył cenę 900 USD, aby potem już nieco wolniej, ale dalej piąć się w górę. Czas pokaże, czy za rok będzie dokładnie tak, jak mówi dzisiaj część analityków finansowych sugerujących, że ta internetowa waluta zyska wartość, jakiej jeszcze nigdy nie miała w swojej historii.

Krótka historia Bitcoina

Po raz pierwszy Bitcoiny zostały wprowadzone do wirtualnego obiegu w 2009 r. Istnieją jednak spory co do tego, kto był ich twórcą. Według jednej wersji była to grupa osób, która w sieci posługiwała się pseudonimem Satoshi Nakamoto, która to nazwa odnosić się miała zarówno do oprogramowania komputerowego, jak i sieci peer-to-peer o tej samej nazwie. Według innej teorii twórcą Bitcoina miał być australijski przedsiębiorca z branży IT – Craig Steven Wright, który nawet jak twierdzą niektóre branżowe magazyny, miał przedstawić dowody na to, że posługując się pseudonimem Satoshi Nakamoto stworzył najpopularniejszą dzisiaj wirtualną walutę.

Spór o autorstwo, nie zmienia to zasadniczego faktu, Bitcoin jest abstrakcyjną walutą, której powstanie było wynikiem implementacji konceptu teoretycznego b-money zwanego inaczej kryptowalutą, jaki został opisany w 1998 r. przez matematyka Wei Daia, a precyzyjniej przez amerykańskiego pisarza Nicka Szabó. Jego spopularyzowaniem zajęła się kilka lat później grupa Cypherpunków, propagująca stosowanie w sieci silnej kryptografii, jako drogi do światowych zmian społecznych i politycznych. Bitcoiny w praktyce tworzy ciąg komputerowych znaków (klucz kryptograficzny), generowanych przez komputery podłączone do sieci. Mogą one zostać zapisane na komputerze osobistym w formie pliku portfela lub przetrzymywane w prowadzonym przez osoby trzecie zewnętrznym serwisie zajmującym się przechowywaniem takich portfeli. W każdym z tych przypadków Bitcoiny mogą być przesłane do innej osoby przez Internet do dowolnego posiadacza adresu Bitcoin. Tak naprawdę każda osoba uczestnicząca w sieci Bitcoin ma portfel zawierający dowolną liczbę par kluczy kryptograficznych. Adresy bitcoinowe, które są generowane z kluczy publicznych za pomocą funkcji haszującej, działają jako miejsce źródłowe oraz miejsce docelowe dla wszystkich płatności. Odpowiadające im prywatne klucze autoryzują płatności tylko dla posiadającego je użytkownika. Dodatkowo adresy te nie zawierają żadnej informacji na temat ich właściciela i są zazwyczaj anonimowe. Bitcoin, pomimo tego, że istnieje tylko w Internecie, jest coraz powszechniej używany dzisiaj jako środek płatności. W 2013 r. w Kanadzie zaczęto instalować pierwsze bankomaty na Bitcoiny. Za ich pomocą można wymienić gotówkę na Bitcoiny lub sprzedać je i wypłacić dolary kanadyjskie. Na pilotażowe wprowadzenie Bitcoinów do obiegu zdecydowali się również w ubiegłym roku Szwajcarzy. W kilku miastach szwajcarskich umożliwiono obywatelom płacenie lokalnych podatków i usług komunalnych w Bitcoinach. Mogą oni je nabyć zarówno w bankomatach, jak i w biletomatach szwajcarskich kolei państwowych. Transakcji tych można dokonać za pomocą smartfona, wirtualnego portfela i gotówki, a kwota pojedynczej transakcji nie może przekraczać 500 szwajcarskich franków. Pilotażowa sprzedaż Bitcoinów została uruchomiona w ostatnich latach także w USA, Chinach, Rosji, Australii, Wielkiej Brytanii, a także w wielu innych krajach. Szacuje się, że Bitcoinów można używać dzisiaj w co najmniej dziesięciu tysiącach miejsc na świecie. Coraz częściej zdarza się, że organizacje pozarządowe otrzymują dotacje w formie Bitcoinów. Dzieje się tak nawet mimo tego, że ich sytuacja prawna w krajach, w których działają, nie jest określona. Tak jest m.in. w przypadku Electronic Frontier Foundation walczącej o wolności obywatelskie amerykańskiej organizacji pozarządowej. Bitcoiny zawdzięczają swoją popularność przede wszystkim anonimowości nabywców, pełnej niezależności od systemu bankowego i niezwykle niskim kosztom przeprowadzania transakcji, również tych o charakterze międzynarodowym.

Bitcoin nie jest sam na rynku walut wirtualnych

Bitcoiny nie są jednak jedyną kryptowalutą, która cieszy się dzisiaj zainteresowaniem. Coraz ważniejszym konkurentem Bitcoina jest Ven. Ta wirtualna waluta po raz pierwszy pojawiła się na Facebooku w 2007 r. za sprawą chińskiego portalu społecznościowo-biznesowego Hub Culture, który po raz pierwszy posłużył się Venem jako środkiem do zakupu różnego rodzaju usług i wirtualnych dóbr. Jednak dopiero rok później, gdy Hub Culture wszedł w bliższy alians z kanadyjską korporacją Thomson Reuters Indices, będącą jednym z największych imperiów wydawniczych, możliwe stało się spopularyzowanie Vena. Przestał być on już tylko ciekawostką, a stał się środkiem płatniczym wykorzystywanym w wielu transakcjach, zazwyczaj mających charakter międzynarodowy. Ven jest kursowo powiązany z realnymi walutami, co samo w sobie jest pomysłem niezwykle prekursorskim. W praktyce jednak wartość Vena określa koszyk kilku walut oraz dóbr. Coraz częściej też staje się on środkiem płatniczym wykorzystywanym w poważnych transakcjach międzynarodowych. Głównie dlatego, że uchodzi za bardzo stabilną walutę i nader odporną na wszelkie kryzysy na rynku finansowym. M.in. Hub Culture wynegocjował nie tak dawno kontrakt na produkcję złota w Afryce Południowej z jednym z poważnych europejskich kontrahentów, posługując się właśnie Venem. W ostatnich latach Venem zaczęły się także posługiwać niektóre fundusze międzynarodowe. Oferując na rynku niektóre swoje produkty, coraz częściej dopuszczają go jako jeden z rodzajów płatności. Istnieje jednak pogląd, że Ven nie może być alternatywą dla Bitcoina, ponieważ jest walutą stworzoną i całkowicie zarządzaną przez jedną firmę (Hub Culture), która może podjąć wobec niego własne, czysto arbitralne decyzje. Jak się podkreśla, takiej kontroli nie poddany jest Bitcoin, który jest w pełni suwerenną walutą.

Za młodszą siostrę Bitcoina uchodzi Litecoin. Ta wirtualna waluta powstała w 2011 r. i miała być odpowiedzią na rzekomo sztucznie „pompowany” kurs Bitcoina. Zasada, na której opiera się Litecoin, jest podobna do Bitcoina, przy czym klucz kryptograficzny, jakim się posługuje, jest znacznie wydajniejszy. Powoduje to, że można dużo szybciej dokonać transakcji za pomocą Litecoina, zwłaszcza na niewielkie sumy. Litecoin jest też walutą o wiele bardziej stabilną od Bitcoina. Jego obecny kurs kształtuje się na poziomie około 3 tys. USD. Litecoin jest uznawany za walutę wirtualną dopiero wschodzącą, ale ma dobre perspektywy. Eksperci szacują, że w sieci jest obecnie około 17 tysięcy Litecoinów. Jednak jak podkreślają, za kilka lat suma Litecoinów będących w wirtualnym obiegu może sięgać nawet 100 000 sztuk.

Inna walutą, jaka istnieje dzisiaj na wirtualnym rynku jest PPCoin. Jego powstanie również miało związek z Bitcoinem, któremu część użytkowników zarzucała, że jest trudno dostępny. Ważnym aspektem powstania PPCoina było także to, że Bitcoin przy dużym na niego popycie i ograniczonych możliwościach nabywania (ich generowania w sieci) mógł stać się przedmiotem działań manipulacyjnych. Właśnie te obawy legły u podstaw stworzenia PPCoina. Co do zasady, na jakiej się opiera PPCoin, przypomina ona również Bitcoina. PPCoin działa w sieci p2p., ale w przeciwieństwie do Bitcoina jest systemem całkowicie scentralizowanym. Posiada również znacznie mniej skomplikowany algorytm (klucz kryptograficzny) służący do jego „wydobycia” w sieci. PPCoin jest również znacznie lepiej zabezpieczony przed kradzieżą, czego twórcy dokonali za pomocą rozwinięcia systemu certyfikatów. Ograniczona została również liczba PPC, jaka może być w obiegu. Roczny wzrost „wydobycia” PPCoinów nie może przekraczać 1 proc. PPCoin jest również znacznie tańszy od innych wirtualnych walut. Kosztuje dzisiaj zaledwie 15 amerykańskich centów.

W ubiegłym roku na rynku wirtualnych walut pojawił się jeszcze jeden gracz: Freicoin. Jest również oparty na algorytmie kryptograficznym Bitcoina. Za jego wynalazcę uchodzi Mark Friedenbach – amerykański inżynier fizyk związany z kalifornijskim Santa Clara University. Freicoin różni się znacząco od innych wirtualnych walut. W jego systemie wbudowana została tzw. opłata przestojowa, związana z przechowywaniem określonej sumy Freicoinów przez jakiś czas. Jest to w zasadzie odpowiednik depozytu bankowego, np. sztabek złota w sejfie bankowym. Dzięki temu mechanizmowi właściciele Freicoinów zmuszeni są do ich ciągłego inwestowania, albowiem jeśli nie są one w obrocie i jedynie leżą na wirtualnym koncie, szybko tracą na wartości, nawet około 5 proc. rocznie. Według twórcy waluty, Marka Friedenbacha, na rynku jest obecnie około 20 proc. z prawie 100 milionów Freicoinów, które w ogóle mogą się pojawić w obiegu. Cena jednego Freicoina wynosi dzisiaj niewiele, zaledwie 0,06 USD. Jest to na pewno waluta, która dopiero wchodzi na rynek. Na razie z Freicona korzysta tylko garstka niszowych handlarzy internetowych. Ale może się to zmienić.

Wiele firm z branży IT już stworzyło albo pracuje nad stworzeniem własnych walut i wprowadzeniem ich na rynek. Kilkanaście miesięcy temu firma OpenCoin z San Francisco, która zajmuje się oprogramowaniem komputerowym, wprowadziła na rynek swojego Ripple, będącego zarówno walutą, jak i siecią wirtualnych płatności. Na razie jest jedynie 100 mld Ripple, przy czym większość pozostaje w rękach jego twórców. Firma zamierza jednak niebawem rozdać po 2000 Ripple’ów wśród 40 tys. ludzi. Zakłada również, że w przyszłości na rynek trafi około 50 mld jednostek tej waluty. Obecnie konsumenci mogą zarejestrować portfel Ripple’a na stronie ripple.com i, za pośrednictwem firmy Bitstamp, przelać tam pieniądze ze swojego konta bankowego. Z podobną inicjatywą wyszedł w ostatnim czasie również Amazon.com – amerykańska firma zajmująca się handlem elektronicznym (e-handlem), prowadząca obecnie największy na świecie sklep internetowy. Amazon także stworzył swoją własną wirtualną walutę, nazwaną Amazon Coins. Na razie jednak służy ona prawie wyłącznie do kupowania towarów w sklepie internetowym tej firmy. Jeden dolar wart jest 100 Amazon Coins. Jak na razie historia rynku wirtualnych walut jest bardzo krótka, bo sięga zaledwie dziesięciu lat. Ale jak już wspomnieliśmy to historia, która nadal trwa. Być może nawet jest to dopiero jej początek, a prawdziwego jej końca nie jesteśmy nawet w stanie sobie dzisiaj wyobrazić. Być może wirtualne waluty całkowicie wyprą tradycyjne waluty i staną się najważniejszym globalnym środkiem płatniczym. Czas pokaże, czy tak rzeczywiście się stanie.

Rozwój i zagrożenia

Tak czy inaczej, rynek walut wirtualnych rozwija się dzisiaj bardzo dynamicznie. Na pewno będą one odgrywały za jakiś czas znacznie większą rolę na światowym rynku gospodarczym niż obecnie. Ale rozwoju wirtualnego rynku nie da się przewidzieć także z innego powodu. Nie tworzy się on bowiem w oparciu o reguły prawa, będąc w zasadzie na jego marginesie. Określenie statusu prawnego wirtualnych walut wywołuje dzisiaj na świecie ogromne kontrowersje. W zdecydowanej większości krajów są one albo nieuregulowane, albo nieformalnie dozwolone. Jak na razie tylko kilka krajów zdecydowało się na wprowadzenie pewnych ograniczeń lub całkowitego zakazu ich obrotu. W Polsce obrót walutami wirtualnymi jest w tej chwili praktycznie w ogóle nieuregulowany. Warto również zaznaczyć, że na terenie UE zazwyczaj obowiązuje wykładnia zakładająca, że regulacje prawne dotyczące tradycyjnego sektora finansowego nie przenoszą się na waluty wirtualne. Taka sytuacja stwarza z jednej strony przestrzeń do bardzo dynamicznego i nieskrępowanego rozwoju, ale z drugiej może sprzyjać zmniejszeniu (w porównaniu z tradycyjnymi walutami) ochrony użytkowników wirtualnych walut. Instytucje publiczne nie mają obecnie żadnych instrumentów skutecznego nadzoru nad podmiotami prowadzącymi działalność w obszarze walut wirtualnych. Trudno zatem będzie im ustalić, czy wirtualne waluty nie są przedmiotem przestępstw. Na ten problem zwróciła uwagę w 2012 r. amerykańska FBI, która podkreślała m.in., że Bitcoiny mogą być niebawem wykorzystywane w handlu nielegalnymi towarami, narkotykami i procederze prania brudnych pieniędzy. Być może dlatego Amerykanie jako pierwsi zabrali się za uregulowanie ram prawnych wirtualnych walut, wprowadzając jasne przepisy w tym zakresie. I tak np. w USA podmioty prowadzące platformy wymiany wirtualnych walut i administratorzy odpowiednich systemów rozliczeniowych są uznawani za instytucje płatnicze (money transmitters), przez co podlegają przepisom zapobiegającym procederowi prania pieniędzy. Podobny status takim instytucjom przyznała ostatnio Francja, wymagając, aby ubiegały się one o stosowną licencję. Zbliżone wymogi zastosowali również Szwajcarzy. Jednak wiele krajów nie podjęło jeszcze żadnych kroków w tym zakresie. Także polskie władze. A szkoda, bo wirtualne waluty są już obecne w naszym kraju (działają m.in. bankomaty wypłacające Bitcoiny). Najwyższy więc czas zabrać się za prawną regulację rynku wirtualnych walut, bo brak przepisów w tym zakresie wcześniej czy później będzie generował patologie i przestępstwa.

Autor

Poprzedni artykułPolski wschód wschodu
Następny artykułSkok po kasę

Najnowsze