10.9 C
Warszawa
czwartek, 29 października 2020

Chorzy na eksport

Koniecznie przeczytaj

Pełzający lockdown

Nie zrobiono nic...

Górski Karabach. Nowe ludobójstwo Ormian?

Do tej wojny nigdy by nie doszło...

Lockdown w wersji pełzającej

Pod dyktando paniki

Perły polskiego biznesu

25 najbardziej przedsiębiorczych kobiet

Dzięki unijnym przepisom Polacy mogą skorzystać z usług niemieckich lekarzy. NFZ musi refundować zabiegi Polaków przeprowadzane za granicami naszego kraju.

Polscy pacjenci coraz częściej wybierają leczenie poza granicami naszego kraju. Powodem są kolejki do lekarzy specjalistów, a także długi okres oczekiwania na niektóre zabiegi. Średni czas oczekiwania w Polsce na świadczenia zdrowotne w ramach państwowego systemu opieki zdrowotnej wynosi średnio 3 miesiące. Najdłużej oczekujemy na endoprotezoplastykę stawu kolanowego. Obecnie jest to 3,5 roku. Półtora roku krócej oczekujemy na operację usunięcia zaćmy. Dlatego, żeby nie czekać na zabieg coraz częściej udajemy się do Niemiec, Czech czy Wielkiej Brytanii. Umożliwia to dyrektywa o transgranicznej opiece zdrowotnej. Na jej podstawie polski pacjent ma prawo skorzystać ze świadczeń w innym kraju Unii Europejskiej, a następnie ubiegać się o zwrot kosztów od Narodowego Funduszu Zdrowia.

Unijne regulacje

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2011/24/UE z dnia 9 marca 2011 roku „w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej” umożliwiła obywatelom państw członkowskich UE korzystanie z usług medycznych na terenie całej Unii. Jednym z podstawowych celów tej dyrektywy było określenie zasad ułatwiających dostęp pacjentów do świadczeń medycznych pacjentów na terenie UE. Pobocznym celem było natomiast ustanowienie ram współpracy pomiędzy państwami członkowskimi w zakresie opieki zdrowotnej. Zasadą jest, że pacjent ma możliwość korzystania ze świadczeń zdrowotnych w innym państwie członkowskim oraz ma możliwość zwrotu poniesionych kosztów. W ramach dowolności, państwa członkowskie mogą zadecydować o zwrocie innych wydatków, takich jak koszty noclegu, podróży czy opłat. Jedynym warunkiem ma być dokumentacja określająca te opłaty. Na podstawie dyrektywy uzależnienie zwrotu kosztów świadczeń opieki zdrowotnej od uzyskania przez pacjenta zgody może dotyczyć wyłącznie świadczeń, „które wiążą się z planowaniem w celu zapewnienia wystarczającego i stałego dostępu do zrównoważonego zakresu leczenia wysokiej jakości w danym państwie członkowskim lub dotyczącym konieczności kontroli kosztów i uniknięcia, o ile jest to możliwe, marnotrawstwa zasobów finansowych, technicznych i ludzkich”. Będzie też tak w przypadku, gdy obejmować będą pobyt danego pacjenta w szpitalu, przez co najmniej jedną noc, lub też leczenie stwarza poważne ryzyko dla pacjenta bądź społeczeństwa. Brak zgody może zostać wydany tylko wtedy, gdy w ocenie wiedzy klinicznej istnieje zagrożenie bezpieczeństwa pacjenta, którego nie można zaakceptować. Każde państwo członkowskie musi też powołać co najmniej jeden krajowy punkt do spraw transgranicznej opieki zdrowotnej. Jednym z zadań tej instytucji jest informowanie o prawach pacjentów, procedurach reklamacyjnych oraz mechanizmach dochodzenia środków naprawczych, a także o istniejących możliwościach prawnych i administracyjnych rozstrzygania sporów tj. szkody powstałej w związku ze świadczeniem transgranicznej opieki zdrowotnej. W Polsce dokonują tego wojewódzkie oddziały NFZ.

Jak to działa w praktyce?

Według oficjalnych danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w ostatnich dwóch latach złożono łącznie 15 506 wniosków o zwrot kosztów leczenia w ramach dyrektywy transgranicznej. Zrefundowano zabiegi na łączną kwotę prawie 50 milionów złotych. W 2015 roku zrefundowano zabiegi za prawie 18 milionów złotych. W 2016 roku było to ponad 31 milionów złotych. Operacje usunięcia zaćmy to ponad 91 proc. wszystkich wniosków. Odsetek nieuwzględnionych wniosków wynosi zaledwie jeden procent. Tak zwana dyrektywa o leczeniu transgranicznym otworzyła nowe możliwości w leczeniu Polaków. Dyrektywa obowiązuje od końca 2013 roku. Zgodnie z jej treścią państwa UE mają obowiązek zwrotu, swoim ubezpieczonym chorym, kosztów leczenia w innych krajach wspólnoty.

Jak skorzystać z zagranicznego systemu zdrowia? Należy uzyskać skierowanie do specjalisty od polskiego lekarza. Ważne, aby lekarz, który kieruje na zabieg, miał podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Gdy świadczenie będzie wykonywane dłużej niż jeden dzień, wymagana jest także zgoda dyrektora wojewódzkiego oddziału NFZ. Wystarczy, abyśmy zostali w zagranicznym szpitalu zaledwie na jedną noc. Zgoda jest także niezbędna, gdy będziemy chcieli przeprowadzić badanie diagnostyczne takie jak badanie rezonansem magnetycznym, tomografem komputerowym, badanie genetyczne. Gdy już przejdziemy badania lub zabieg powinniśmy z odpowiednim wnioskiem zwrócić się do oddziału NFZ. Chodzi o wniosek z refundacją. Po przejściu zabiegu mamy na to 6 miesięcy. Gdy nie zmieścimy się w czasie, możliwość refundacji przepadnie. Poza wnioskiem o zwrot poniesionych kosztów leczenia w innym państwie członkowskim UE lub Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu należy dołączyć własne oświadczenie. Do tego należy załączyć przetłumaczoną na język polski dokumentację medyczną z leczenia za granicą. Należy też przedstawić oryginalny rachunek lub fakturę za wykonane świadczenie. Musimy też udokumentować wydatki poniesione za granicą. Może być to wyciąg z konta lub inny dowód wpłaty. Należy też okazać dowód ubezpieczenia za okres, w którym korzystaliśmy ze świadczeń zdrowotnych za granicą. Wniosek wraz z załącznikami powinniśmy złożyć w Oddziale Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia właściwym ze względu na nasze miejsce zamieszkania. Decyzja powinna zostać wydana w terminie 30 dni. Trzeba pamiętać, że NFZ zrefunduje tylko świadczenia mieszczące się w tzw. koszyku świadczeń gwarantowanych i tylko w takim stopniu, w jakim płaci polskim podmiotom. Jeżeli więc świadczenie za granicą jest droższe, to fundusz zwróci nam tylko część kwoty. Jeżeli jednak dany zabieg jest tańszy niż w naszym kraju, to NFZ zwróci tylko kwotę, jaką naprawdę zapłaciliśmy.

NFZ nie zapłaci za te świadczenia, które nie znajdują się w koszyku, nawet jeśli mają one na celu ratowanie naszego życia. To samo tyczy się szczepień ochronnych, leczenia długoterminowego oraz przydziału narządów do przeszczepów. W ramach dostępu do transgranicznych świadczeń medycznych możemy korzystać z leków, ale tylko tych refundowanych. Narodowy Fundusz Zdrowia zwróci choremu pieniądze za leki przepisane przez zagranicznego lekarza tylko, gdy przedstawimy poświadczoną notarialnie kopię całej dokumentacji medycznej. Co więcej, gdy dokumentacja nie będzie w języku polskim lub angielskim będziemy musieli przedstawić tłumaczenie. Z tej opcji nie korzystają powszechnie nasi rodacy, bo koszty notariusza i tłumacza są znacznie większe niż refundacja. Co ciekawe NFZ ma roczny limit refundacji świadczeń zagranicznych. Dlatego, gdy przekroczy roczny limit, fundusz zawiesi wypłaty aż do kolejnego roku.

Kiedy możemy być pewni, że dyrektor Oddziału Wojewódzkiego NFZ wyrazi zgodę na świadczenia zawarte w wykazie świadczeń wymagających uprzedniej zgody NFZ stanowiącym załącznik do rozporządzenia Ministra Zdrowia? Otóż, gdy wnioskodawca nie może zostać poddany leczeniu w kraju w terminie niezbędnym dla stanu zdrowia, a wnioskowane leczenie jest świadczeniem gwarantowanym w Polsce. Zbyt długi czas oczekiwania na leczenie w kraju jest traktowany jako niemożność leczenia.

Imigracja lecznicza

Turystyka medyczna to też świadczenia odbierane przez obywateli UE w Polsce. Medyczni turyści z Niemiec czy Skandynawii przyjeżdżają leczyć się do Polski. W tym przypadku wygrywamy konkurencyjnością lub atrakcyjnością form leczenia. Presja zagranicznych pacjentów zaczyna doskwierać polskim. Jest to widoczne zwłaszcza w przypadku leczenia sanatoryjnego. Nie brakuje też gości zza wschodniej granicy. Polskie Towarzystwo Turystyki Medycznej szacuje, że w 2015 roku obcokrajowcy zostawili w naszym kraju 1,5 miliarda złotych z tytułu świadczeń medycznych. Liczbę pacjentów szacuje się na poziomie 450 tysięcy osób. Polskim hitem są usługi dentystyczne, operacje plastyczne oraz zabiegi medycyny estetycznej. Leczenie uzdrowiskowe w naszym kraju cieszy się tak dużą popularnością, że jedno z uzdrowisk podpisało umowę na leczenie i rehabilitację pacjentów z Kuwejtu. To uzdrowisko stara się też pozyskiwać pacjentów z innych wysoko rozwiniętych krajów Bliskiego Wschodu, takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Arabia Saudyjska. Do Polski zagraniczni pacjenci trafiają dzięki niskim cenom, wysokiej jakości świadczonych usług oraz wyjątkowemu klimatowi. Jest to jednak trochę smutne, że za unijne fundusze polskie placówki zostały wyposażone w najwyższej klasy aparaturę medyczną, która leczy Niemców czy Szwedów.

To tylko biznes?

W Polsce mimo przedstawionych wyników, nie ma dobrze rozwiniętej i prawidłowo zorganizowanej turystyki medycznej. Niektóre podmioty medyczne, jak wspomniane wyżej uzdrowisko, we własnym zakresie szukają pacjentów wśród obywateli innych państw. Niektóre ośrodki są też potężnie przeinwestowane. Oferują usługi medyczne, na które nie stać polskich pacjentów, natomiast brakuje im zainteresowania chorych z zagranicy. Polskie szpitale nie doceniają jeszcze wagi działań marketingowych skierowanych do bogatych klientów. Chociaż w odbiorze społecznym nastawienie na zagranicznych klientów może być postrzegane negatywnie, to rozwój turystyki medycznej może stymulować rozwój systemu ochrony zdrowia. Dodatkowe środki w systemie, nowe standardy czy inwestycje infrastrukturalne podniosą jakość świadczeń medycznych świadczonych powszechnie.

Poprzedni artykułBędzie wojna
Następny artykułJak zarządzać stresem

Najnowsze

Lockdown w wersji pełzającej

Pod dyktando paniki

Cenzura z YouTube

O tym, że serwisy społecznościowe takich gigantów jak Facebook czy Google cenzurują zamieszczane przez użytkowników treści, wiadomo od dawna.

Samozwańczy cenzorzy internetu

Powstała grupa samozwańczych cenzorów internetu zwalczająca nie tyle fake newsy, co wolność słowa i opinie, z którymi się nie zgadzają.

Podatnicy nie chcą nowego JPK-VAT

Pomysł od początku ułomny prawnie

Życie na podsłuchu

Ceną za tę wygodę jest nasza prywatność