14.9 C
Warszawa
czwartek, 6 października 2022

Wojna hybrydowa Niemiec

Koniecznie przeczytaj

Niemcy prowadzą wojnę hybrydową wymierzoną w nasz kraj. Toczy się ona na polu propagandowym, rękami niemieckich mediów.

W ubiegłym tygodniu opiniotwórczy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” opublikował artykuł na temat rzekomych kontaktów wiceszefa MON Bartosza Kownackiego, sugerując jego bliskie związki z prorosyjskim lobby w Polsce.

Kownacki według niemieckiego dziennika miał utrzymywać kontakty z członkami prorosyjskiej partii „Zmiana”, której szef – Mateusz P. – został w ubiegłym roku zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Do nawiązania tych kontaktów miało dojść przed pięciu laty, kiedy Bartosz Kownacki był obserwatorem wyborów prezydenckich w Rosji. Według „FAZ” Kownacki miał tam pojechać na zaproszenie Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych (ECAG) – think tanku założonego przez aresztowanego lidera „Zmiany”.

Niemiecki dziennik podając te informacje, powołał się na Konrada Rękasa – wiceszefa „Zmiany”, który stwierdził, że organizatorem misji obserwacyjnej rosyjskich wyborów prezydenckich był sam Kownacki i to on miał zapraszać do wzięcia udziału w niej działaczy prorosyjskiej „Zmiany”.

Publikacja „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wywołała wiele komentarzy i spekulacji na temat wiceszefa naszego resortu obrony. Sam Kownacki wydał w tej sprawie specjalne oświadczenie, w którym odciął się zdecydowanie od zarzutów, jakie pod jego adresem sformułował niemiecki dziennik. Poinformował, że nie utrzymywał i nie utrzymuje kontaktów z organizacjami prorosyjskimi oraz „Zmianą”, a także z samym Mateuszem P. Zaprzeczył również, jakoby wyjeżdżał do Rosji na zaproszenie Europejskiego Centrum Analiz Gospodarczych. Przypomniał, że obserwatorem wyborów w Rosji w 2012 r. został na zaproszenie Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych, organizacji afiliowanej i finansowanej przez Parlament Europejski. W trakcie swojego pobytu w Rosji, za zgodą marszałka sejmu posługiwał się paszportem dyplomatycznym, co samo w sobie oznacza, że nie był tam jako osoba prywatna. To w trakcie tego pobytu po raz pierwszy spotkał Mateusza P., jednak nigdy nie utrzymywał z nim kontaktów.

Materiał zamieszczony w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” był kolejnym mocnym uderzeniem niemieckiej prasy w polityka obozu rządzącego w Polsce. Miał na celu zwrócenie uwagi na to, że pośrednio ma on związki z kręgami politycznymi w Rosji. Takie oskarżenie jest dzisiaj bardzo nośne, o czym mogliśmy się przekonać w ubiegłym roku w trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA.

Środowisko Macierewicza na celowniku

Nie jest przypadkiem, że bardzo wpływowy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zaatakował polskiego wiceministra. Powszechnie wiadomo, że Kownacki jest politykiem związanym ze środowiskiem Antoniego Macierewicza. Polityka, jaką prowadzi w swoim resorcie Macierewicz, od dawna nie podoba się w niemieckim kręgom rządowym, uważającym go za strażnika amerykańskich interesów w Europie. Te, jak wiemy, coraz bardziej sprzeczne są z interesami Niemiec i rządzonej przez nie Unii Europejskiej.

Dotyczy to oczywiście przede wszystkim polityki obronnej. Jej istotą jest pogłębienie sojuszniczych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, dzięki czemu mamy szybciej zmodernizować armię i wzmocnić potencjał obronny. Chodzi w szczególności o zakup uzbrojenia dla polskiej armii, którego głównym dostawcą mają być teraz firmy amerykańskie.

Macierewicz znalazł się na celowniku Niemiec już w ubiegłym roku, gdy Polska wycofała się z kontraktu z francusko-niemieckim Airbusem, którego śmigłowce miała otrzymać polska armia. Minister wzbudził irytację Berlina w kwietniu 2016 r., gdy we współpracy z Dowództwem Wojsk Lądowych USA w Europie zorganizował w Polsce ćwiczenia „Anaconada 16”, których zasadniczym celem było sprawdzenie reakcji na zagrożenia militarne, a zwłaszcza na wojnę hybrydową, której ewentualność Polska bierze pod uwagę.

Zanim odbyły się ćwiczenia „Anaconda 16”, Niemcy utrudniali jak mogli, przemieszczanie się amerykańskich oddziałów do Polski. W pewnym momencie doszło nawet do tego, że Niemcy zamknęli granicę polsko-niemiecką, nie chcąc wypuścić oddziałów USA.

W Berlinie bardzo krytycznie oceniono również warszawski szczyt NATO, który miał miejsce w lipcu 2016 r. W czasie jego trwania szef MON podejmował starania, aby doprowadzić do przesunięcia przynajmniej części amerykańskich sił z Niemiec do Polski. Takie działania wzbudziły w Berlinie wściekłość. Macierewicz zirytował również mocno Niemców przed dwoma tygodniami, gdy zaczął mówić o konieczności niemieckich reparacji wojennych dla Polski za II wojnę światową.

Ostatni atak na wiceministra Bartosza Kownackiego może jednak mieć związek z reakcją Berlina na podpisane niedawno przez Polskę i USA memorandum w sprawie pozyskania systemu antyrakietowego „Patriot”, który ma być w przyszłości kluczowym elementem całego polskiego systemu obrony. To jednak narusza interesy Niemiec, a zwłaszcza niemieckich firm zbrojeniowych, które chciałby również zarobić na modernizacji polskiej armii i naszego systemu obronnego. I chyba dlatego mamy do czynienia z kolejnym atakiem propagandowym, wymierzonym w środowisko polityczne skupione wokół szefa MON.

Zresztą nie dzieje się tak po raz pierwszy. Ot, 30 czerwca br. do polskich księgarń trafiła książka „Macierewicz i jego tajemnice”, w której jednym z zarzutów pod adresem szefa MON było to, że w jego otoczeniu są ludzie mający wyraźne związki z Rosjanami. Autorem jest Tomasz Piątek, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który wcześniej był związany ze środowiskiem „Krytyki Politycznej”, mającej od dawna bliskie związki z niemiecką lewicą. Nie bez powodu książkę Piątka promowały polskie dzienniki i tygodniki, które należą do niemieckich koncernów prasowych. W każdym razie przypisanie Macierewiczowi związków z Rosjanami na pewno mocno uderzyło w szefa MON. Na pewno książka Piątka jest elementem całej akcji, jaką niemieckie media wytoczyły Antoniemu Macierewiczowi i jego otoczeniu. Nie jest to jednak jedyna kampania, jaką niemieckie media i należące do Niemców polskie media prowadzą dzisiaj w naszym kraju.

Polska wojna niemieckich mediów

Od początku rządów PiS mamy do czynienia ze wzmożonym atakiem propagandowym niemieckich mediów na Polskę. Jest on bardzo asymetryczny, strona niemiecka bowiem, oprócz potencjału medialnego swojego kraju, może liczyć na znaczące wsparcie polskich mediów, kontrolowanych przez potężne niemieckie koncerny prasowe. Najważniejszą bronią jest obficie stosowana dezinformacja.

Początki wojny propagandowej wobec Polski sięgają czasu, gdy prezydentem został Lech Kaczyński, a PiS (wspólnie z Samoobroną i LPR) sformowało rząd. Niemieckie media zaczęły wówczas frontalny atak na braci Kaczyńskich, usiłując ich zdyskredytować na arenie międzynarodowej. Jak pamiętamy, swoistym symbolem tych akcji była publikacja niemieckiego „Tageszeitung”, w której obu Kaczyńskich określono mianem „nowych polskich kartofli” i „złodziejaszków, którzy chcą zawładnąć światem”. Ataki niemieckiej prasy na Kaczyńskich nie ustały nawet po tym, jak jesienią 2007 r. PiS straciło władzę. Szyderstwa i drwiny z partii Jarosława Kaczyńskiego mogliśmy obserwować nawet wtedy, gdy w katastrofie smoleńskiej zginął brat prezesa PiS.

Po zwycięstwie Andrzeja Dudy i sukcesie PiS w wyborach parlamentarnych, ta propagandowa wojna niemieckich mediów zaczęła się ze wzmożoną siłą. Zanim jeszcze nastąpiło zaprzysiężenie rządu Beaty Szydło, niemiecka prasa już nazywała go „gabinetem grozy”, obwieszczając światu, że w Polsce dokonała się zmiana opcji politycznej z proeuropejskiej na „autorytarną” i „antyeuropejską”.

W tę kampanię włączyła się nawet niemiecka telewizja publiczna, która w styczniu 2016 r. wyemitowała wyjątkowo obrzydliwy program satyryczny. Nasz kraj został określony w nim jako „popo – Polska” (popo po niemiecku znaczy pupa), a samego Jarosława Kaczyńskiego nazwano w nim „gnomem”. Koniec rządów PiS przedstawiono w tym programie jako wypadek jadącego jednym rowerem Kaczyńskiego i Szydło, którzy wpadli na kupę gnoju.

Równie brutalnie atakowana była przez niemieckie media sam premier, którą niemieckie „Tageszeitung” określało jako „marionetkę” i zadawało retoryczne pytanie: „Jak długo jeszcze będzie premierem?”.

Szczególnie brutalne ataki na polskie władze miały miejsce w związku z kryzysem migracyjnym, jaki dotknął Europę. W czasie tych ataków wskazywano m.in., że według prezesa Jarosława Kaczyńskiego imigranci przyniosą do Polski „pasożyty i szariat”.

Praktycznie każda polska inicjatywa na polu międzynarodowym spotykała się z natychmiastową brutalną kontrakcją niemieckich mediów. Nawet takie wydarzenie, jak szczyt NATO w Warszawie służyło niemieckim mediom jako okazja do brutalnej nagonki na polskie władze. „Süddeutsche Zeitung” pisał wówczas m.in., że szczyt NATO w żaden sposób nie przysłużył się Europie, a jego głównym celem było zdobycie przez polski rząd pochlebstw ze strony USA.

Po szczycie w Warszawie niemieckie media konsekwentnie sugerowały, że Polska to taka amerykańska kolonia, dla której politycznym sukcesem jest jedynie pochlebstwo ze strony amerykańskiego prezydenta.

Niemieckie media sporo uwagi poświęcały również wewnętrznej sytuacji w Polsce. Szczególnie szydercze były publikacje dotyczące istniejącego w Polsce sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Dziennik „Süddeutsche Zeitung”, jedną z czerwcowych relacji na ten temat opatrzył zdjęciem manifestantów z KOD niosących wielkoformatowy portret Jarosława Kaczyńskiego, którego ustylizowano na podobieństwo wodza komunistycznej Korei Północnej i opatrzono napisem „Precz z Kaczorem – dyktatorem”.

Jarosław Kaczyński jest zresztą najważniejszym celem ataków niemieckich mediów. Na przykład w kwietniu br., „Der Spiegel” po raz kolejny w niewybredny sposób zaatakował prezesa PiS. Do okładkowego artykułu zatytułowanego „Świat znalazł się na krawędzi”, zamieszczona została wówczas fotografia przedstawiająca szefa PiS w towarzystwie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, premiera Węgier Victora Orbana, brytyjskiego posła do PE Nigela Farage’a oraz przywódczyni francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen. Wszyscy wymienieni byli na fotografii ubrani w nazistowskie mundury i przyozdobieni nazistowskimi swastykami. Dodatkowo na piersi Jarosława Kaczyńskiego widniał krzyż, ze złamanymi ramionami, co w zamierzeniu niemieckiego dziennika miało przypisać Kaczyńskiemu narodowy socjalizm podlany równie szkodliwym katolicyzmem. „Der Spiegel” nie omieszkał również podkreślić, że wszyscy umieszczeni na fotografii należą dzisiaj do najbardziej niebezpiecznych polityków na świecie i obwieścił, że z ich powodu może nawet rozpaść się Unia Europejska, co oczywiście będzie równoznaczne z końcem świata.

Ostatnie tygodnie pokazują jednak, że równie istotnym celem dla niemieckich mediów jest szef MON Antoni Macierewicz i skupione wokół niego środowisko, któremu niemieckie media usiłują przypisać bliskie związki z kręgami politycznymi w Rosji. A to w ich ocenie samo w sobie jest zagrożeniem zarówno dla Niemiec, jak i całej Europy.

O co chodzi w tej wojnie

Nie jest wcale tak, że „demokratyczne” i „suwerenne” niemieckie media samowolnie toczą wojnę z polskim rządem i partią Jarosława Kaczyńskiego. Dyspozycje w tej wojnie wydaje bezpośrednio otoczenie niemieckiej kanclerz Angeli Merkel. W praktyce wygląda to tak, że ludzie z jej najbliższego środowiska co jakiś czas organizują zamknięte spotkania z przedstawicielami niemieckich mediów. W trakcie tych spotkań serwowane są oceny na temat sytuacji w Polsce, a także polskiego rządu oraz jego działań. Niejednokrotnie są one bardzo krytyczne i odbiegają swoim charakterem od tradycyjnych briefingów prasowych przedstawicieli niemieckiego rządu i samej kanclerz Angeli Merkel. Biorący udział w tych spotkaniach przedstawiciele niemieckich mediów „przekuwają” później te oceny na konkretne publikacje, które mają uderzyć w polski rząd i partie Jarosława Kaczyńskiego.

Stosują przy tym znane techniki dezinformacji. Jedną z nich jest intoksykacja polegająca na negowaniu faktów bądź ich odwracaniu. Inną nader często stosowaną manipulacją jest wykorzystywanie prawdziwych informacji w taki sposób, aby prowadziły do wyciągnięcia fałszywych wniosków. Techniką wykorzystywaną przez niemieckich dziennikarzy jest także modyfikowanie motywu lub okoliczności, co w praktyce zazwyczaj polega na tym, że wskazywana jest przyczyna określonego działania w taki sposób, aby była niekorzystna dla Polski. W tekstach niemieckich dziennikarzy można również bardzo często spotkać interpretacje wydarzeń, jakie mają miejsce w naszym kraju. Zazwyczaj sprowadzają się one do takiego doboru słów, by wywoływać wyłącznie negatywne skojarzenia.

Najważniejsze jest jednak to, by publikacje na temat sytuacji w Polsce skutecznie dyskredytowały polskie władze, ośmieszały je, zwłaszcza jeśli dotyczy to inicjatyw na polu międzynarodowym. Polska ma systematycznie tracić wiarygodność, stać się całkowicie nieprzewidywalnym sąsiadem, z przerośniętymi ambicjami, z którym jakikolwiek dialog nie jest możliwy i którego należy pozostawić na marginesie. Tak naprawdę chodzi o odebranie Polsce jakiegokolwiek znaczenia w polityce europejskiej. Wojna jaką z polskimi władzami, którą prowadzą niemieckie media, ma do tego właśnie doprowadzić.

Na pewno wojna propagandowa jaką prowadzą dzisiaj Niemcy z Polską, będzie miała jeszcze wiele nowych odsłon i zapewne będzie jeszcze obfitowała w kolejne ataki na politykę polskich władz. Najważniejsze jest, aby polskie władze zdały sobie wreszcie sprawę z tego, że jest to swoista wojna hybrydowa, która toczy się na polu propagandy. O wiele większym wyzwaniem będzie znalezienie skutecznego sposobu przeciwdziałania.

Autor

Poprzedni artykułLepkie ręce Google?
Następny artykułPorachunki krzywd

Najnowsze