24.2 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Tajny podatek PiS

Koniecznie przeczytaj

W projekcie budżetu na 2018 rok rząd przemycił ukryty podatek. Zapłacą za niego pracownicy i pracodawcy. – Jest to wysoce kontrowersyjne posunięcie – twierdzi ekspert.

Chodzi o z pozoru niewinne przesunięcie wydatków z Funduszu Pracy (FP) do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP). Dysponentem obu funduszy jest Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS). Zarówno FP, jak i FGŚP są funduszami celowymi, co oznacza, że zostały stworzone do realizacji ściśle określonych zadań. O ile FP jest instytucją potężną, a jego roczne wydatki wynoszą ponad 10 mld zł, o tyle FGŚP jest małym funduszem, do którego należy głównie ochrona finansowa pracowników, którzy stracili pracę w wyniku bankructwa pracodawcy. Środki w FGŚP pochodzą ze składek odprowadzanych przez pracodawców w postaci 0,1 proc. wynagrodzenia.

W ciągu kilku lat udało się odłożyć na Funduszu blisko 4,9 mld zł. Do tej pory kapitał ten był nietykalny. Teraz ma się to zmienić. Z projektu budżetu państwa na 2018 rok wynika, że rząd planuje obciążyć FGŚP kosztami zasiłków i świadczeń przedemerytalnych. Pośrednio zapłacą za to pracodawcy odprowadzający składkę. A na to nikt się z nimi nie umawiał. Wydatek ten spoczywał do tej pory na barkach FP. W 2018 r. z tego tytułu z FGŚP ubędzie ok. 2,1 mld zł, a w tym samym czasie przychody ze składek wyniosą bez mała 0,5 mld. Przy zachowaniu podobnej dynamiki przez najbliższe lata Fundusz już w 2020 roku może pogrążyć się w długu.

Eksperci i związkowcy jednym głosem krytykują nowe propozycje. – Jesteśmy zbulwersowani, to posunięcie uderza w pracodawców i pracowników – mówi w rozmowie z „Gazetą Finansową” wiceprzewodnicząca OPZZ Wiesława Taranowska, dodając, że w ministerstwie pracy związkowcy usłyszeli, że to rozwiązanie tylko na rok. – Nie mamy podstaw, by wierzyć rządowi – mówi ekspertka i uzasadnia: – W 2009 roku również zapewniano nas, że wydatki na staże dla dentystów, pielęgniarek i położnych zostały przeniesione do Funduszu Pracy tylko na rok, a zostało tak do dzisiaj.

Ukryty podatek na granicy prawa

Przesunięcie wydatków budzi wiele wątpliwości natury prawnej oraz podważa zaufanie pracodawców do rządu. – Jest to posunięcie wysoce kontrowersyjne, ponieważ zarówno Fundusz Pracy, jak i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych mają realizować określone cele – wyjaśnia w rozmowie z „Gazetą Finansową” Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny „Pracodawców RP”, i dodaje, że taki ruch sprawia, że w rzeczywistości składka, którą pracodawcy odprowadzają od wynagrodzenia pracowników, staje się ukrytym podatkiem.

I ciężko jest nie zgodzić się z tym stanowiskiem, ponieważ żaden z pracodawców nie „umawiał się” z rządem, że co miesiąc będzie potrącał pracownikowi 0,1 proc. na sfinansowanie zasiłków i świadczeń przedemerytalnych. Pieniądze te do tej pory czekały na „czarną godziną”, czyli na bankructwo zakładu pracy, rodzące ryzyko niewypłacalności zaległych wynagrodzeń. Można zakładać, że gdyby rząd poinformował pracodawców o swoich zamiarach, wówczas ci, jak jeden mąż, skrytykowaliby taki pomysł. Nikt jednak nie konsultował propozycji budżetowych z tym środowiskiem.

Tak samo związkowcy są zaskoczeni zmianą w funduszach. „Oczywistym jest, że nie powinno mieć miejsca utrzymanie niskiego stanu środków FGŚP, albowiem w następstwie takiego stanu rzeczy istnieje ryzyko szybkiego jego wyczerpania. (…) W ocenie stron nie ma przesłanek prawnych ani ekonomicznych uzasadniających taką zmianę.” – czytamy w uchwale Rady Rynku Pracy („W sprawie planu Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń pracowniczych na rok 2018”)

Kolejna kontrowersja wiąże się z zarzutami natury prawnej. – Posunięcie autorów projektu budżetu jest na granicy prawa albo nawet poza nią – twierdzi Kozłowski. Aktem prawnym, który reguluje funkcjonowanie FGŚP, jest ustawa (z 13 lipca 2006 r.) o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy. W art. 21a czytamy, że „ze środków Funduszu mogą być wypłacane także inne świadczenia na zasadach określonych w odrębnych ustawach, o ile Fundusz otrzyma dodatkowe środki finansowe przewidziane na ich wypłatę”. Problem w tym, że w FGŚP nie pojawiły się żadne „dodatkowe środki” przeznaczone na sfinansowanie zasiłków i świadczeń przedemerytalnych. Z art. 27 wspomnianej ustawy wynika ponadto, że realizacja innych celów nie może pomniejszać środków przeznaczonych na finansowanie roszczeń pracowniczych na wypadek niewypłacalności pracodawcy. A to właśnie ma miejsce w projekcie budżetu na 2018 rok.

Odchudzanie Funduszu Pracy

Jaki jest cel kontrowersyjnego i budzącego wątpliwości prawne przesunięcia wydatków z FP do FGŚP? – Zapewne chodzi tutaj o niezłamanie reguły wydatkowej – tłumaczy Łukasz Kozłowski i wyjaśnia, że ustawa o finansach publicznych nie obejmuje Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych wspomnianą reguła. Oznacza to, że FGŚP może „bezkarnie” generować deficyt, bez żadnych ustawowych konsekwencji. Z kolei regułą wydatkową objęty jest Fundusz Pracy, który w projekcie budżetu na 2018 rok został wyraźnie odchudzony z wydatków. O ile w budżecie na 2017 rok rząd oszacował wydatki FP na kwotę 12,2 mld zł, o tyle w planie na 2018 rok w tej samej rubryce („koszty realizacji zadań”) widnieje suma 8,2 mld. Z 4 mld różnicy (12,2 minus 8,2) 2,1 mld to opisane wyżej przerzucenie kosztów pomiędzy dwoma funduszami. Reszta to zwykłe zaciskanie pasa w FP, które również budzi kontrowersje. Rząd planuje bowiem oszczędzić w głównej mierze na aktywizacji bezrobotnych, na doradztwie zawodowym oraz na kształceniu pracowników. Autorzy projektu zamierzają zmniejszyć finansowanie różnych form przeciwdziałania bezrobociu aż o 931,6 mln zł. Przykładowo na Krajowy Fundusz Szkoleniowy zostanie w 2018 roku przeznaczona tylko połowa kwoty z 2017 r. (2017: 199,6 mln, 2018: 105,6 mln).

Chodzi o III filar

Łukasz Kozłowski sugeruje, że przesunięcie między funduszami oraz odchudzanie FP może mieć związek ze zbliżającą się zmianą w III filarze systemu emerytalnego, która wygeneruje nowe koszty po stronie finansów publicznych. Prace resortów rozwoju i pracy nad reformą emerytalną odbywają się w wielkiej tajemnicy. Jednak z medialnych przecieków wiadomo, że ukrywany projekt zakłada utworzenie tzw. pracowniczych planów kapitałowych. Do specjalnego funduszu obsługiwanego przez resort rozwoju wpłać mieliby zarówno pracownik (2 proc. wynagrodzenia), jak i pracodawca (1,5 proc. z możliwością dobrowolnego zwiększenia o 1 pp.). Co najistotniejsze – do składki miałby się dorzucać rząd w postaci zryczałtowanej rocznej kwoty z przedziału 120–200 zł.

Koszt takiej „zrzutki” może wynieść nawet kilkanaście miliardów złotych i niewykluczone, że właśnie z tego powodu rząd robi sobie wolne miejsce w Funduszu Pracy. Ponoć pomiędzy resortem pracy a resortem rozwoju miały trwać zacięte boje o to, z którego funduszu popłynie kasa na III filar. Wygląda na to, że Mateusz Morawiecki postawił na swoim.

„Gazeta Finansowa” skierowała do resortu finansów pytania o podstawę prawną i cel przesunięcia środków z FP do FGŚP. Resort odpowiedział, że to sprawa Ministerstwa Pracy. Tam z kolei zapewniono nas, że ministerstwo przygotuje dla nas odpowiedź. Do poniedziałku (25 września) nie uzyskaliśmy żadnych wyjaśnień.

Autor

Poprzedni artykułBat na banki
Następny artykułCzerwony dywan przed J.P. Morgan

Najnowsze