25 C
Warszawa
poniedziałek, 27 czerwca 2022

Bat na banki

Koniecznie przeczytaj

Bank musi prostym i zrozumiałym językiem wyjaśniać warunki umowy kredytowej. Wyrok europejskiego Trybunału Sprawiedliwości daje nadzieję frankowiczom.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że sytuacja, w której wszelkie ryzyko walutowe obciąża kredytobiorcę, przy braku udzielenia mu kompleksowej informacji o ryzyku, jest niedopuszczalna.

Sądy krajowe będą musiały rozstrzygać, czy klientom podano w sposób jasny wszystkie informacje, które mogły mieć wpływ na podjęcie decyzji o zaciągnięciu kredytu.

Historia choroby

Wyrok to pokłosie sprawy kredytobiorców z Rumunii, którzy zadłużali się w obcej walucie w latach 2007–2008. Swoje wynagrodzenia otrzymywali w lokalnych lejach, natomiast kredyty zaciągnęli we frankach szwajcarskich (w tej walucie zobowiązali się też spłacać raty). Kredytów udzielał im bank Românească. Zgodnie z umowami, zgodzili się przyjąć na siebie ryzyko związane ze zmianami kursu waluty.

Gdy kurs leja rumuńskiego w stosunku do franka szwajcarskiego uległ zmianie na niekorzyść kredytobiorców, ci zwrócili się do sądów krajowych z żądaniem stwierdzenia, że w zapisach dokumentów znajdował się „nieuczciwy warunek umowny”, zgodnie z którym kredyt podlega zwrotowi we franku szwajcarskim, bez uwzględnienia ewentualnej straty z powodu ryzyka kursowego.

Jak wyjaśnia red. Krystian Matejko z portalu Bezprawnik.pl, który opisał historię rumuńskich frankowiczów: „podstawą tego żądania było twierdzenie, że przy zawieraniu umów to bank prezentował swoje produkty w tak zniekształcony sposób, że uwypuklone były jedynie korzyści, a ryzyko chowało się w gąszczu innych zapisów. Według kredytobiorców brak naświetlenia potencjalnego ryzyka oraz prawdopodobieństwa jego ziszczenia, w świetle praktyk banku, należy uznać za warunek nieuczciwy zgodnie z dyrektywą 93/13/EWG”.

Nieoczekiwany sojusznik

Rumuński sąd apelacyjny z zapytaniem w tej sprawie zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Trybunał stwierdził, że warunek umowy, w którym kredytobiorca spłaca kredyt we franku szwajcarskim bez uwzględnienia ewentualnej straty, stanowi główny przedmiot umowy kredytowej i może być badany przez sądy, jeżeli nie został on wyrażony prostym i zrozumiałym językiem.

Trybunału Sprawiedliwości wyjaśnił, że kredytodawcy muszą w sposób przejrzysty przekazać informacje i zaprezentować mechanizmy działające w sytuacji zmian kursów waluty. Kredytobiorca musi więc być w stanie oszacować ryzyko na podstawie przekazanych mu informacji.

Co więcej, Trybunał Sprawiedliwości stwierdził, że sąd krajowy musi rozpatrywać sprawy w „świetle całokształtu działalności banku przy sprzedaży tego produktu, uwzględniając formy reklamy i wszystkie pozostałe informacje stosowane przez bank w procesie negocjacji umowy kredytu” – czytamy na portalu Bezprawnik.pl.

Oznacza to, że sądy krajowe będą musiały w toku sprawy ustalić, czy klientom podawano wszystkie możliwe informacje, które mogły być podstawą podjęcia kredytu. Kredytobiorca musi przede wszystkim być poinformowanym, o możliwym wzroście (lub spadku) wartości waluty, w jakiej udzielono mu kredytu, i jaki będzie miał on wpływ na spłatę zobowiązań w przypadku jej wahań kursowych i wzrostu stopy procentowej.

Klient banku musi też być w sposób klarowny poinformowany, że podpisując umowę kredytową, ponosi ryzyko kursowe oraz, że w przypadku zmiany kursu waluty może mieć trudności ze spłaceniem rat. Dodatkowo bank musi przedstawić symulację wahania kursów walut, tak by przedstawić ryzyko zaciągania kredytu w walucie innej niż ta, w której klient uzyskuje dochody.

Mały, duży wyrok?

Dla zadłużonych we franku szwajcarskim wyrok Trybunału Sprawiedliwości to potężna oręż w walce z bankami. Zobowiązuje on bowiem rozpatrujące sprawy frankowiczów sądy krajowe, do zbadania okoliczności podejmowania przez klientów kredytów w obcej walucie.

Sądy będą musiały zbadać, czy banki, reklamując swój produkt, jakim był kredyt walutowy, działały w sposób przejrzysty. Sprawdzić jakie działania podejmował bank w celu ostrzeżenia klienta do chwili podpisania z nim umowy.

– Zasada „widziały gały, co brały” nie może być uznawana, jeżeli nie zbada się całości działań banku (reklama, negocjacje) w sprzedaży danego produktu finansowego. Początek sprzedaży zaczyna się od udzielenia informacji, a ta, już na tym etapie, musi być jasna, klarowna i kompletna – podsumowuje red. Matejko.

Wyrok ten na pewno zmotywuje frankowiczów do podejmowania sądowej  walki z bankami. Bankom natomiast może przysporzyć problemów z udowadnianiem, że w sposób wystarczająco jasny przekazywały klientom wszelkie możliwe informacje.

Autor

Poprzedni artykułDziennikarze łapówkarze
Następny artykułTajny podatek PiS

Najnowsze