-0.3 C
Warszawa
czwartek, 8 grudnia 2022
Advertisement

Bój o miasta

Koniecznie przeczytaj

PiS zaczyna przygotowania do przyszłorocznego boju o polskie miasta. Partia Jarosława Kaczyńskiego chce odzyskać władzę w największych aglomeracjach, w których do tej pory rządziła Platforma Obywatelska.

Podczas ostatniego zebrania kierownictwa PiS (27 września) w siedzibie partii na Nowogrodzkiej dominowały tematy bieżące, wśród których reforma sądownictwa przyciągnęła najwięcej uwagi. Nie mogło być inaczej, skoro jest to dzisiaj największe wyzwanie dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Mimo to pojawił się temat nadchodzących wyborów samorządowych. Kaczyński miał w pewnym momencie stwierdzić, że PiS musi za wszelką cenę zdobyć władzę w największych polskich miastach, zwłaszcza tych, które były do tej pory bastionami Platformy Obywatelskiej. Chodzi oczywiście o takie ośrodki jak, Warszawa, Gdańsk, Poznań, Wrocław, Szczecin, Łódź, Olsztyn, Białystok, Lublin, Katowice, Kraków i Rzeszów.

W sytuacji malejącego poparcia dla PO i rosnących notowań partii rządzącej cel ten wydaje się całkowicie realny. Prezes PiS uznał, że sprawie wyborów samorządowych poświęcone zostanie odrębne spotkanie kierownictwa partii, na którym poruszona kwestia wyłonienia odpowiednich kandydatów. Dopiero wówczas uruchomiona zostanie partyjna machina wyborcza.
Można zatem przyjąć, że w już ciągu najbliższych tygodni powróci temat wyborów samorządowych.

Na razie w partii Kaczyńskiego mają miejsce zakulisowe boje o to, kto wstawi swojego kandydata na prezydenta w poszczególnych polskich miastach. Najbardziej czytelnym wyrazem tych zmagań są publikacje w mediach, sugerujące konkretne propozycje polityków PiS na prezydentów poszczególnych polskich miast. W ostatnim tygodniu bohaterami takich publikacji byli m.in. Patryk Jaki, obecny wiceminister sprawiedliwości i szef Komisji Weryfikacyjnej, marszałek Senatu RP, Stanisław Karczewski, oraz posłanka Małgorzata Wassermann, która kieruje sejmową komisją śledczą ds. afery Amber Gold.

Można przyjąć za pewnik, że w mediach pojawią się dalsze publikacje, a ich bohaterami będą kolejni działacze PiS, cieszący się poparciem Kaczyńskiego, uznani za niemal pewnych kandydatów na przyszłych prezydentów polskich miast. Żeby ubiegać się o takie stanowisko, trzeba przecież najpierw mieć polityczne „namaszczenie” samego Naczelnika. I dopiero po tym można realnie myśleć o starcie. Wiele wskazuje jednak na to, że lider prawicy będzie chciał wyznaczyć tych kandydatów już w najbliższych tygodniach.

Bastiony Platformy

W strategicznych planach PiS kluczowe będzie zdobycie władzy nie tylko w samej Warszawie, lecz także w innych dużych ośrodkach. W żadnym z nich dzisiaj nie rządzi prawica. Nie jest to nowe zjawisko. Wprost przeciwnie, dzieje się tak od wielu kadencji. Przyjrzyjmy się zatem, jako, dokładnie, wygląda geografia polityczna w dużych polskich miastach.

W Warszawie od przyspieszonych wyborów w roku 2006 (wynikających z wakatu na tym stanowisku po wyborze Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP) włodarzem stolicy nieprzerwanie pozostaje Hanna Gronkiewicz-Waltz. Wydaje się jednak, że są to już ostanie miesiące jej rządów. Ustalenia Komisji Weryfikacyjnej, badającej sprawę reprywatyzacji w Warszawie, na tyle pogrążyły obecną panią prezydent, że zaczęła się od niej odwracać jej macierzysta Platforma.

Jej przewodniczący, Grzegorz Schetyna, w ubiegłym tygodniu usiłował wywrzeć presję na Gronkiewicz, by stawiła się wreszcie przed Komisją Weryfikacyjną i dała odpór wszystkim zarzutom, jakie są wysuwane pod jej adresem. Szef Platformy doskonale zdaje sobie sprawę, że takie spotkanie może ostatecznie pogrążyć warszawską prezydent. Schetyna najwyraźniej chciałby się już pozbyć uciążliwej wiceprzewodniczącej PO, tym bardziej, że od dawna należy ona do jego politycznych przeciwników. Krótko mówiąc, sama Gronkiewicz już chyba zrozumiała, że nie może po raz kolejny ubiegać się o urząd prezydenta Warszawy ze wsparciem swojej partii i będzie musiała niebawem ostatecznie pożegnać się ze stanowiskiem. A to na pewno ułatwi PiS bój o Warszawę.

Równie ważne dla PiS będzie zwycięstwo w Gdańsku, w którym od prawie 20 lat (od 1998 r.) rządzi Paweł Adamowicz, jeden z najzacieklejszych wrogów partii Kaczyńskiego. Nie bez powodu o Adamowiczu pisano w ostatnim czasie najwięcej spośród wszystkich włodarzy polskich miast. Prezydent Gdańska już od dawna powinien mieć kłopoty prawne z racji majątku, jaki posiada (35 rachunków bankowych w 11 instytucjach finansowych), którego nie tylko nie chce w pełni ujawnić w swoich oświadczeniach majątkowych, ale – jak się wydaje – jego pochodzenia nie jest nawet w stanie w żaden sposób przekonująco udokumentować. Nawet jeśli Adamowicz zdecyduje się po raz kolejny kandydować na urząd prezydenta Gdańska, nie wydaje się, aby mógł cel ten osiągnąć. Sami gdańszczanie najwyraźniej chcą już kogoś nowego na tym stanowisku. A poza tym prokuratorzy z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej intensywnie pracują nad zebranym w jego sprawie materiałem dowodowym i kwestią czasu jest przedstawienie zarzutów. Trudno byłoby mu zatem z takim „bagażem” prowadzić walkę wyborczą z konkurentami, którzy będą ubiegać się o stanowisko prezydenta Gdańska.

Równie długim stażem legitymuje się prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który pełni to stanowisko od 2002 r. Mimo kreowania się na apolitycznego działacza (dwukrotnie usiłował tworzyć nowe polityczne byty, ale bez sukcesu), tak naprawdę był politykiem usytuowanym blisko PO, zawsze mając jej poparcie. Dziś niewiele już pozostało z wizerunku wielkiego menadżera, który chciał uczynić z Wrocławia miasto, które będzie skutecznie rywalizowało z innymi europejskimi metropoliami. Sam zresztą już w listopadzie ubiegłego roku ogłosił, że nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję prezydencką. Mimo to jego bliski kolega Grzegorz Schetyna, z którym znają się od wielu lat, gorąco go namawia do ponownego startu.

Nieco inna sytuacja panuje w Poznaniu, gdzie prezydentem jest również związany z PO Jacek Jaśkowiak, sprawujący swój urząd dopiero pierwszą kadencję. Poznań to jeden z największych mateczników PO. Wcześniej przez wiele lat prezydentem tego miasta był Ryszard Grobelny, również polityk PO. Jednak Jaśkowiak nie jest jednak tak „wytartym” prezydentem, jak jego partyjni koledzy. Ma więc szansę powalczyć i nie jest pozbawiony szans. Możemy więc być pewni, że Jaśkowiak będzie chciał wystartować do wyborczej walki i ubiegać się o reelekcję.

Z kolei w Szczecinie prezydentem jest 44-letni Piotr Krzystek, który pełni swój urząd już trzecią kadencję (od 2006 r.). Jednak w magistracie Krzystek jest dłużej, wcześniej był zastępcą prezydenta Mariana Jurczyka. Szczeciński samorządowiec również jest politykiem PO, chociaż trudno zaliczyć go do baronów Platformy, tak jak obecnego prezydenta Gdańska. Nie jest też jednak zwykłym partyjnym szeregowcem. Dwa lata temu był jednym z tych, którzy tworzyli kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego. Teraz Krzystek na pewno będzie ubiegał się o reelekcję, chyba że uniemożliwi mu to CBA, jeśli rzeczywiście zechce „zbadać” jego majątek.

Z kolei Łódź jest miastem rządzonym od 2010 r. przez Hannę Zdanowską z Platformy. W jej przypadku jest jednak mało prawdopodobne, by powtórzyła swój sukces z 2014 r. W sierpniu br. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko łódzkiej prezydent, zarzucając jej poświadczenie nieprawdy we wniosku kredytowym swojego życiowego partnera, więc PO będzie musiała w Łodzi wystawić kogoś zupełnie nowego.

W podobnej sytuacji jak Zdanowska jest także związany z PO prezydent Lublina Krzysztof Żuk, który prawdopodobnie złamał przepisy ustawy antykorupcyjnej, zasiadając w latach 2014–2016 w radzie nadzorczej spółki PZU Życie S.A. Wojewoda lubelski wygasił mandat Żuka, ten jednak postanowił odwołać się do sądu, który ostatecznie rozstrzygnie, czy rzeczywiście powinien opuścić fotel prezydenta Lublina. Od tego rozstrzygnięcia będzie zależało to, czy urzędujący prezydent Lublina (rządzi miastem od 2010 r.) będzie mógł ubiegać się w przyszłym roku o reelekcję.

Ludźmi Platformy są również prezydenci Białegostoku – Tadeusz Truskolaski – i Katowic – Marcin Krupa. Pomimo że obaj lubią kreować się na bezpartyjnych samorządowców, są od lat blisko związani z Platformą. Truskolaski rządzi Białymstokiem już trzecią kadencję, ale zamierza ubiegać się o kolejne cztery lata. Z kolei Krupa, który jest prezydentem Katowic od 2014 r., systematycznie umacnia swoją pozycję polityczną przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi. Został m.in. wybrany przewodniczącym zgromadzenia Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM), które ma pomóc w rozwoju gospodarczym tego regionu. W każdym razie Krupa intensywnie szykuje się do nowych wyborów i raczej trudno będzie z nim wygrać.

Niejako dopełnieniem obrazu prezydentów dużych polskich miast są włodarze Krakowa, Rzeszowa i Olsztyna, związani z SLD. Jacek Majchrowski rządzi Krakowem od 2002 r., czyli równo piętnaście lat. 70-letni Majchrowski jest już jednak politykiem mocno oderwanym od rzeczywistości. Poza tym za jego rządów doszło w dawnej stolicy do wielu nieprawidłowości, zwłaszcza tych związanych z przetargami dotyczącymi sprzedaży atrakcyjnych miejskich nieruchomości. Majchrowski ponosi również odpowiedzialność za to, że miasto wyrzuciło „w błoto” ogromne pieniądze na promocję kandydatury Krakowa jako organizatora zimowych igrzysk olimpijskich, pomysł z góry skazany na porażkę. Najwyraźniej jest więc prezydentem, który powinien odejść i dać szansę komuś zupełnie nowemu.

Od Majchrowskiego specjalnie nie odbiega pokoleniowo prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz, który zdobył stanowisko w przedterminowych wyborach w 2009 r. Wcześniej Grzymowicz był zastępcą prezydenta Czesława Małkowskiego, odwołanego w wyniku referendum, będącego wynikiem seksualnych skandali. Grzymowicz również nie myśli o odchodzeniu z olsztyńskiego magistratu i jak wszystko wskazuje, będzie walczył o reelekcję.

Zdecydowanie jednak bije wszystkich na głowę obecny prezydent Rzeszowa, 77-letni Tadeusz Ferenc, który rządzi miastem już 15 lat. Patrząc na jego karierę polityczną, można powiedzieć, że to prawdziwy postkomunistyczny beton. Takich ludzi na stanowiskach prezydentów miast już chyba w Polsce nie ma. A poza tym w jego wieku trudno jest już czymkolwiek skutecznie zarządzać. Niewątpliwie w Rzeszowie również przydałby się generacyjna zmiana, co na pewno stwarza sporą szansę dla PiS. Pamiętajmy jednak o tym, że te tereny to największy bastion PSL i to ludowcy będą za wszelką cenę chcieli mieć w mieście swojego człowieka.

Co zrobi PiS?

Jest jasne, że kluczem do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach samorządowych będą sami kandydaci, wystawieni przez PiS w poszczególnych miastach. Na pewno muszą to być ludzie młodzi, energiczni, dalecy od istniejących samorządowych układów i mocno zdeterminowani, by dokonać radykalnych zmian. Tylko gdy spełnią te warunki, będą mieli szansę na to, aby przekonać do siebie wyborców i pokonać konkurencję.

Na pewno takim kandydatem w Warszawie może być Patryk Jaki, który umiejętnie buduje swój polityczny kapitał. Ułatwia mu to bez wątpienia funkcja wiceministra i szefa Komisji Weryfikacyjnej. Szybko się też uczy. Poza tym jest politykiem bardzo dynamicznym, pełnym energii i głodnym politycznego sukcesu. To, że nie pochodzi z Warszawy, niekoniecznie będzie mu przeszkadzało. Wydaje się, że ktoś spoza stolicy, kto nie jest w niej zakorzeniony, rzeczywiście będzie w stanie zaprowadzić tutaj porządek. I Patryk Jaki wydaje się dzisiaj najlepszym kandydatem do wykonania takiego zadania.

Równie dobrą kandydatką jest Małgorzata Wasserman, która zapewne będzie ubiegała się o stanowisko prezydenta Krakowa. Również skutecznie buduje swój kapitał polityczny, korzystając z tego, że kieruje sejmową komisją śledczą ds. afery Amber Gold. Wassermann jest młoda, energiczna i nie boi się politycznych wyzwań, czego najlepszym dowodem jest to, że zgodziła się kierować tak ważną komisją śledczą. W przeciwieństwie do Patryka Jakiego, Wassermann jest z Krakowa i ma lepsze od niego wyczucie potrzeb mieszkańców miasta. Jest jasne, że zarówno Jaki, jak i Wassermann będą mieli przewagę nad innymi kandydatami, jacy mogą pojawić się w Warszawie i Krakowie.

Oficjalnie nie znamy kandydatów PiS na prezydentów polskich miast. Nie znaczy to jednak, że w samej partii nie toczy się już pod dywanem walka partyjnych bulterierów, gotowych zrobić wszystko, aby przeforsować swoich kandydatów. Ostateczne decyzje i tak będą jednak należały do Jarosława Kaczyńskiego.

Na razie jednak rzecznik PiS – Beata Mazurek – stara się wyciszyć emocje związane z nadchodzącymi wyborami samorządowymi i przekonuje, że nie ma jeszcze decyzji w sprawie kandydatów na prezydentów miast. Tyle tylko, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, że ostateczne decyzje mają zostać podjęte już w najbliższych tygodniach. Wtedy PiS zacznie poważnie myśleć o tym, jak uruchomić machinę wyborczą i przygotować się do kampanii. Ta zacznie się najprawdopodobniej już na początku przyszłego roku. Będzie więc znacznie dłuższa niż zazwyczaj.

PiS chce przełamać barierę wielkich miast, w których partia Jarosława Kaczyńskiego przegrywała do tej pory wyborczą rywalizację z PO. Tym razem ma się to zmienić i prawica zamierza zdobyć duże miasta, które przez lata były bastionami PO. Czy cel ten rzeczywiście uda się zrealizować?

Wydaje się, że przyszłe wybory samorządowe stwarzają dla PiS taką szansę. Głównie dlatego, że PO jest dzisiaj partią spadającą w sondażach społecznego poparcia. Partia Schetyny nie ma bowiem żadnego pomysłu na rządzenie nie tylko Polską, lecz także polskimi miastami. Nie wystarczy bowiem być przeciwnikiem PiS-u, trzeba jeszcze mieć konkretny plan działania na przyszłość. Tylko wtedy bowiem pojawia się szansa na wygraną w wyborach.

W przypadku polskich metropolii w grę wchodzi jeszcze jeden istotny czynnik. Ludzie PO rządzą w większości z nich od wielu lat, wzbudzając coraz większe niezadowolenie. Partyjne układy, korupcja, brak przejrzystości procedur, ignorowanie potrzeb mieszkańców, kompletnie nierealistyczne plany oraz całkowite wyalienowanie dotychczasowych włodarzy polskich miast są zasadniczymi przyczynami tego rozgoryczenia. To społeczne nastawienie wydaje się wielką szansą wyborczą dla PiS.

Autor

Poprzedni artykułTajny budżet Putina
Następny artykułKoniec taniego latania?

Najnowsze