13.4 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Tajny budżet Putina

Koniecznie przeczytaj

Rosja zaczyna przypominać ZSRR w okresie poprzedzającym rozpad. Wówczas wydatki zbrojeniowe wzrosły gwałtownie z pułapu 77,3 mld rubli do 120 mld, co przyczyniło się do gospodarczego krachu.

Opiniotwórczy portal militarny Janes.com szacuje, że w latach 2017–2018 Moskwa znacząco obniży wydatki wojskowe. Tymczasem rosyjscy eksperci wskazują na odwrotną tendencję. Nie dość, że oficjalne nakłady obronne pozostają na niezmienionym poziomie, to dodatkowe środki zostały ukryte w tajnych artykułach państwowego budżetu. Potwierdza się zatem opinia, że rosyjskie władze kłamią, choć nie do końca wiadomo, kogo bardziej chcą oszukać. Czy obiektem manipulacji są zachodni wojskowi, czy też sami Rosjanie? W kraju bieda piszczy, finanse trzeszczą pod naporem sankcji, tymczasem w marcu 2018 r. Putin stanie do wyborów prezydenckich.

Anatomia wydatków

Jak poinformował Janes.com. w 2017 r. Rosja przeprowadziła największą redukcję wydatków zbrojeniowych od początku lat 90. XX w. Zgodnie z cytowanym przez portal oświadczeniem ministerstwa skarbu, wydatki resortu obrony Rosyjskiej Federacji uległy zmniejszeniu z 3,8 bln rubli (65,4 mld dolarów) do 2,8 bln rur (48,4 mld dol.). Dla przypomnienia, od 2011 r. środki pozostające w dyspozycji rosyjskich wojskowych rosły w tempie ok. 20 proc. rocznie. Hipotetyczna redukcja o okrągły bilion rubli lub o 25 proc. przywróciłaby poziom finansowania armii z 2014 r.

Taka sytuacja znalazła odzwierciedlenie w międzynarodowych statystykach, w których do 2015 r. rosyjski budżet obronny zajmował trzecie miejsce, po amerykańskim i chińskim. W 2016 r. Rosję wyprzedziła Arabia Saudyjska, a w kolejnym, Indie, Wielka Brytania, Francja, ale także Niemcy i Japonia. W ocenie Janes.com zakładana redukcja rosyjskich wydatków obronnych świadczyć ma przede wszystkim o narastających trudnościach finansowych, których odzwierciedleniem są kłopoty budżetu, borykającego się ze sporym deficytem. Ponadto problemy finansowe mają skutkować zamrożeniem wojskowych programów badawczych w tak ważnych dziedzinach, jak budowa PAK FA, czyli myśliwca piątej generacji. Pod znakiem zapytania staje seryjna produkcja czołgów T-14 Armata oraz opartych na tej platformie bojowych pojazdów piechoty, a także kołowego transportera opancerzonego Bumerang. Słowem, byłby to cios w program modernizacji armii, znany jako GPW 2015–2020.

Analogiczne trudności objęłyby z pewnością planowanie kolejnej fazy unowocześnienia sił zbrojnych w nowej perspektywie finansowej, wyznaczonej przez Kreml na lata 2020–2025. Jak wynika z wcześniejszych informacji, armia zażyczyła sobie na ten cel 35 bln rubli, które miały zostać wydatkowane, m.in. na wprowadzenie w życie projektu żołnierza XXI w. czyli systemu indywidualnej ochrony i boju taktycznego, znanego szerzej pod kryptonimem Ratnik. Teraz jednak okrojeniu musiałaby ulec tak ambitne projekty, jak strategiczny samolot bombowy czy pełnowymiarowy lotniskowiec dla marynarki wojennej.

W tym miejscu pora na zdemaskowanie pierwszej manipulacji. Otóż rosyjski budżet, wzorem zachodnich odpowiedników, rozdziela kwestię obrony zewnętrznej i bezpieczeństwa krajowego. Naprawdę chodzi o finansowanie dwóch armii, tradycyjnej i wewnętrznej, którą stanowi powołana niedawno Federalna Służba Gwardii Narodowej, zwana w skrócie Rosgwardią. Jeśli pierwsza liczy niespełna milion żołnierzy, w tym 330 tys. w podstawowym komponencie wojsk lądowych, to Rosgwardia liczy 400 tys. osób, i jest na gwałt rozbudowywana do pułapu 600 tys. funkcjonariuszy. GPW – 2020 jest zaś jednolitym programem modernizacyjnym dla obu formacji. Uzupełnieniem są potrzeby MSW i służb specjalnych, na czele z FSB, której częścią są wojska pograniczne liczące kolejne 100 tys. żołnierzy. Każda z armii i służb dysponuje, oczywiście, własnym budżetem. Tym bardziej znaków zapytania wywołanych trudnościami finansowymi jest sporo, podobnie jak pochopnych ocen zdolności bojowej rosyjskiej armii, wyrażanych przez zachodnie media.

Chyba najdalej posunął się pod tym względem austriacki tytuł „Contra Magazin”. Nie zważając na agresywną postawę Rosję w świecie, wyrażoną zaangażowaniem militarnym w Syrii i Donbasie, postawił kuriozalną tezę. Gazeta twierdziła, że Kreml jest niezainteresowany wyścigiem zbrojeń, a więc eskalacją międzynarodowego napięcia, czego dowodem jest nieskrywana niechęć do zwiększania wydatków militarnych.

Niestety, również szacunki Janes.com, a tym bardziej austriackie gadanie, mijają się najwyraźniej z prawdą, o czym świadczą komentarze rosyjskich ekspertów. Zgodnie z nimi budżety rosyjskich sił zbrojnych oraz struktur siłowych nie tylko nie uległy zmniejszeniu, lecz także ich łączne wydatki jedynie wzrosły. Co więcej, osiągnęły poziom odnotowywany ostatnio w ZSRR. Problem polega jednak na tym, że trudno oszacować dokładne wielkości, powiększeniu uległy bowiem nakłady, które rosyjski rząd po prostu utajnił. Najwidoczniej i w tej kwestii kierował się radzieckimi wzorcami: niejawna część budżetu państwa sięgnęła nieomal 25 proc., bijąc swoisty rekord. Aby wyjaśnić przyczyny takiego stanu rzeczy i rozwikłać zagadkę manipulacji danymi, trzeba powrócić do przeszłości.

Anatomia budżetu

Zgodnie z analizami niezależnych ekspertów finansowych, trend utajniania wydatków budżetowych Rosji zaczął narastać w 2009 r. Symptomatyczne, że było to zbieżne z decyzją Kremla o podjęciu radykalnej reformy sił zbrojnych. Ta z kolei została podyktowana niezbyt optymistycznymi wnioskami wyciągniętymi z tzw. wojny pięciodniowej pomiędzy Moskwą i Tbilisi. Co prawda, 56. Armia zgniotła gruziński opór, ale – jak twierdzili wojskowi komentatorzy – bardziej dysproporcją sił i duchem rosyjskiego żołnierza, niż nowoczesnymi metodami i środkami pola walki. A już z całą pewności Kreml uznał za niedopuszczalne straty lotnictwa.

Utajnianie, równoznaczne z ukrywaniem prawdziwych wydatków, zaczęło się od 10 proc. budżetu 2009 r. aby ulec podwojeniu w 2015 r. Takie dane potwierdził Bank Światowy, który oszacował, że dwa lata temu Rosja wydała na bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne nie – jak deklarowała – 65,4 mld dolarów, ale aż 87 mld dol. Nakłady specjalne stanowiły zatem 7,4 proc. PKB, nie zaś oficjalne 4,4 proc. Tymczasem w 2015 r. światowy lider – USA – miał budżet obronny w wysokości 561 mld dolarów, co odpowiadało 3,1 proc. PKB. Drugie na świecie Chiny poświęciły na obronę 188 mld dolarów, czyli 1,68 PKB.

W 2016 r. niejawne zapisy rosyjskiego budżetu sięgnęły już 22,3 proc. ogółu wydatków, a według Laboratorium Gospodarki Wojskowej Instytutu Polityki Ekonomicznej im. Jegora Gajdara, nawet 23,7 proc. Rosyjski ustawodawca ustanowił tym samym rekord nieodnotowywany od lat 80. XX w. Według Instytutu Gajdara stabilny i długotrwały wzrost wydatków na armię i bezpieczeństwo, w połączeniu z tendencją ich utajniania, każą poważnie wątpić w oficjalne deklaracje rządowe. Te dotyczą zarówno redukcji specjalnej puli środków, jak i zmniejszenia ilości niejawnych artykułów ustawy budżetowej, odpowiednio do: 17 proc. w 2017 r.; 16,7 proc. w 2018 i ponownie 17 proc. w 2019 r.

Wypada zadać pytanie o motywy, jakie kierują Kremlem w podejmowaniu decyzji o utrzymaniu tak wysokiego poziomu wydatków? W sondażu rosyjskich analityków na pierwsze miejsca wysuwają się zdecydowanie koszty kampanii syryjskiej, wojny w Donbasie, rosnące apetyty finansowe kompleksu zbrojeniowego, służb specjalnych oraz potrzeby Rosgwardii i wreszcie konieczność logicznego doprowadzenia do końca GPW-2020, czyli programu modernizacji armii. Wasilij Zacepin z Laboratorium Gospodarki Wojskowej mówi, że w 2017 r. tylko wydatki zbrojeniowe wzrosły o 678,3 mld rubli. Podobna skala nakładów jest przewidywana w 2018 r. bo ustawodawca przyznał ministrowi finansów prawo bieżącego zwiększania puli środków budżetowych o 10 proc. Oczywiście – na korzyść armii i struktur siłowych. Zacepin ocenia również, że w bieżącym roku, owe 23,7 proc. utajnionego budżetu przekłada się między innymi na sumę 3,899 bln rubli wydatków wojskowych, wobec oficjalnej deklaracji redukującej takie nakłady o bilion rur. Skąd zatem wynika różnica?

To proste. Kreml wpędził budżet w pułapkę kredytową o strukturze podobnej do piramidy finansowej. Jest to konsekwencja radosnej twórczości gospodarczej kremlowskich urzędników, którzy przyznali gwarancje kredytowe państwowym koncernom przemysłu obronnego. Wszystko zaczęło się w 2010 r., gdy kreatywni menedżerowie administracji prezydenta wpadli na pomysł innowacyjnej technologii pozwalającej sfinansować gigantyczne koszty GPW-2020. Polegała na połączeniu dotacji państwowych i kredytów komercyjnych z państwowymi gwarancjami.

Wówczas cena baryłki ropy naftowej zbliżała się do 120 dolarów, a Kreml uwierzył, że wkrótce osiągnie 200 dolarów i tak będzie już zawsze. Tymczasem dwa lata później rosyjska gospodarka uległa schłodzeniu i przestała reagować na 100 dolarów za baryłkę, a chwilę potem nastąpił światowy krach cen tego surowca. Ministerstwo finansów potwierdziło wówczas smutną prawdę, że w takich warunkach budżet nie udźwignie dalszych kosztów modernizacji armii. Tymczasem program był tak zaawansowany, że jego zamrożenie oznaczało gigantyczne straty, nie wspominając o zobowiązaniach socjalnych podjętych wobec zawodowych żołnierzy i funkcjonariuszy służb specjalnych. Wtedy twórcy piramidy wpadli na kolejny genialny pomysł, aby do finansowania włączyć państwowe banki.

Sposób myślenia był prosty. Instytucje finansowe kontrolowane przez państwo włożą środki w produkcję specjalną oraz towarzyszące projekty socjalne (np. zdrowotne, edukacyjne czy mieszkaniowe), a następnie zrefinansują sobie koszty, zaciągając tanie kredyty w zachodnich bankach. Niestety, nadszedł 2014 r. i decyzja o aneksji Krymu, skutkująca sankcjami, zamknęła przed Rosją zachodnie rynki finansowe. Tak powstała dziura kredytowa, która w 2017 r. zamknęła się kwotą 1221 mld rubli. Kreml zatem podjął decyzję o spłacie połowy tego zadłużenia w bieżącym roku, a kolejna wielka operacja wygaszania kredytów czeka rosyjski budżet w 2019 r.

Istota pułapki finansowej, w jaką Putin wprowadził Rosję, polega na tym, że, ze względu na szpiegomanię, praktycznie nie istnieje konwersja produkcji sektora specjalnego w cywilną gospodarkę. Ustawa o tajemnicy państwowej utajnia wszystko i wszędzie, a zatem koncerny zbrojeniowe nie mogą spłacić kredytów komercyjną działalnością.

Przy okazji można rozwiać kolejny mit o wysokich dochodach Rosji z eksportu broni. Zdecydowana większość transakcji na zagranicznych rynkach jest dokonywana za pieniądze rosyjskiego podatnika. Kreml otwiera bowiem odbiorcom linie kredytowe lub obejmuje specjalny eksport państwowymi gwarancjami. Zgodnie z szacunkami taka polityka przynosi ogromne straty, obliczane obecnie na 100 mld dolarów, z jakimi zalegają główni partnerzy zbrojeniowi Rosji.

Ponadto na niekorzyść budżetu grają problemy GPW – 2020. Triumfalne informacje ministra obrony Siergieja Szojgu o przezbrojeniu armii i struktur siłowych w nowy sprzęt mijają się z prawdą. Modernizacja to nie to samo, co nowe pokolenia sprzętu. Tymczasem w większości przypadków chodzi o unowocześnienie starych modeli jeszcze radzieckiej konstrukcji, a profity przemysłu obronnego z tego rodzaju działalności nie są duże. Podczas gdy programy konstrukcji nowej broni są bardzo, ale to bardzo kosztowne, bo wymagają ogromnych inwestycji w badania naukowe. Wymagają także czasu, dlatego dziś większość z nich daleka jest od rozpoczęcia fazy seryjnej produkcji, której eksport czy sprzedaż własnej armii stanowi o dochodowości całego przedsięwzięcia. Przy tym odcięcie od zachodnich źródeł finansowania i technologii oraz brak środków własnych, pozyskiwanych dotąd ze sprzedaży ropy naftowej sprawia, że tworzy się błędne koło. Gdzie zatem szukać ratunku?

Tajne artykuły

Ratunkiem jest więc manipulacja budżetem. Pierwszą możliwość daje bezwzględne cięcie wszystkich wydatków cywilnych. I tak połowę z tegorocznej raty zbrojeniowych kredytów, czyli z sumy 678,3 mld rubli, przyniosło radykalne obniżenie wydatków na oświatę i ochronę zdrowia. Obie pozycje zostały obcięte odpowiednio do kwot 557 i 456 mld rubli. Zatem finansowanie dziedzin tak kluczowych dla przyszłości Rosjan zostało zmniejszone od 38 do 45 proc, jeśli chodzi o edukację w wieku przedszkolnym i wyższe studia, oraz o 25 proc. w przypadku zdrowia. Na obie pozycje tegoroczny budżet przeznaczył łącznie jedynie 5,8 proc. wydatków. Na tym nie koniec, bo specjalne paragrafy budżetu są finansowane na rachunek modernizacji infrastruktury, która zdaniem większości rosyjskich ekonomistów znajduje się w stanie krytycznym. Ucierpiały także transfery z budżetu federalnego do budżetów rosyjskich regionów, a to one przecież odprowadzają do centralnej kasy większość podatków. Jak w takiej sytuacji Putin wyobraża sobie dalszą lojalność regionalnych elit, tego nie wiadomo. Już dziś z narodowościowych republik zawsze niespokojnego Północnego Kaukazu dochodzą pomruki niezadowolenia, wywołane zmniejszeniem puli, którą tamtejsze klany władzy rozkradały w tłustych latach surowcowej prosperity.

Takie manewry budżetowe to jednak tylko część prawdy. Drugą stanowią na wskroś cywilne artykuły ustawy, które również częściowo utajniono. Zgodnie z rosyjską tradycją niejawne są od zawsze i prawie w całości paragrafy poświęcone finansowaniu sił zbrojnych, służb specjalnych i MSW. Tymczasem w budżecie utajniono część takich wydatków jak gospodarka narodowa – 7 proc.; edukacja – 4,5 proc.; ochrona zdrowia – 3,6 proc. Ponadto na listę trafiły badania naukowe – 119 mld rubli o niewiadomym przeznaczeniu; kwestie ogólnopaństwowe – 11 proc.; relacje międzynarodowe – 51 mld tajnych rubli; ale także pomoc sanatoryjna i ambulatoryjna – 6,4 oraz 8,5 mld – czy druki periodyczne – 0,1 proc., a nawet dział kultura – 1 proc.

To oczywiście tylko przykłady, bo rosyjski budżet wyłącza z odkrytego dostępu łącznie 14 działów i 13 kierunków wydatków państwa. Co więcej, o ich przeznaczeniu nie mają pojęcia nawet deputowani Dumy, którzy na sygnał z Kremla głosują nad ustawą budżetową bez względu na jej zawartość. Wgląd w nią mają nieliczni, czyli wyselekcjonowani członkowie komisji parlamentarnych, dobrani według klucza najwyższej lojalności lub przeszłości zawodowej w armii i służbach specjalnych. Pora zatem na najciekawszą informację dotyczącą łącznej sumy, na jaką opiewają niejawne artykuły. Jeśli szacunki wskazują, że wydatki obronne i bezpieczeństwa stanowią 3,8 bln rubli, to tajne paragrafy – kolejne 2,1 bln rur. Dopiero łączna kwota daje wyobrażenie o faktycznych nakładach Rosji na szeroko rozumianą sferę specjalną, w tym zbrojenia. Nie ma żadnej wątpliwości, że w tajnych fragmentach cywilnych wydatków, Kreml „upchał” kwoty przeznaczone na finansowanie armii, służb specjalnych i pozostałych struktur siłowych.

Trudno zatem nie zgodzić się z opinią cytowanego na początku Wasilija Zacepina, który mówi wprost: gospodarka już nie wytrzymuje takich nakładów, największym brzemieniem dla finansowej wydolności państwa jest zaś bez wątpienia program zbrojeniowy. Wojenny ciężar stał się zasadniczym hamulcem rozwoju ekonomicznego, który zaważy na przyszłości Rosji. Nie ulega także wątpliwości, że – jak mówi dyrektor Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych Aleksander Chramczychin – redukcja wydatków militarnych o bilion rubli, zadeklarowana przez rząd, należy do wirtualnych decyzji. Z kolei inny ekspert Instytutu Gajdara, Andriej Mamiedow, który corocznie opiniuje projekty budżetowe, wskazuje na groźną dysproporcję. Wydatki wojskowe i utajnione ciągle rosną, podczas gdy stale ubywa środków przeznaczonych na wsparcie produkcji i innych dziedzin rozwojowych.
Rosja znajduje się w coraz gorszej sytuacji finansowej i budżety lat 2014–2018 to tzw. ustawy cierpienia, konstruowane pod ogromną presją oszczędności. Jednak te są wprowadzane nierównomiernie, przede wszystkim kosztem finansowania kapitału ludzkiego, infrastruktury oraz wzrostu gospodarczego. Jak twierdzi Wasilij Kołtaszow z Instytutu Globalizacji, prowadząc taką politykę, władzom nie uda się ani rozwiązać najbardziej palących problemów gospodarczych, ani tym bardziej zmienić wektora rozwoju ekonomicznego, co jest bodaj kardynalnym problemem współczesnej Rosji. Wystarczy porównać jej udział w światowym PKB, który wynosi 1,77 proc. podczas gdy amerykański – 24,21 proc., chiński natomiast – 15,41 proc. Identycznej dysproporcji podlega wartość samych PKB. Rosyjski wynosi 1,176 bln dolarów; amerykański – 18,124 bln dol. a chiński – 11,219 bln.

Tymczasem Putin woli inwestować w siłę i represje, zbliżając kraj do nieuchronnego progu egzystencjalnej katastrofy. Obecna Rosja zaczyna pod tym względem przypominać ZSRR w okresie poprzedzającym rozpad. Wówczas również wydatki zbrojeniowe wzrosły gwałtownie z pułapu 77,3 mld rubli do 120 mld, co przyczyniło się do gospodarczego krachu. Dziś sytuacja jest równie złożona, gdyż w 2018 r. kompletnemu wyczerpaniu ulegnie Fundusz Rezerwowy, gromadzony na wypadek dekoniunktury. Finał będzie taki, że Rosja z ogromnymi obciążeniami zbrojeniowymi i kredytowymi nie da rady wywiązać się ze zobowiązań socjalnych wobec obywateli. Jej rezerwy sprowadzą się wyłącznie do walutowo-kruszcowych zasobów banku centralnego, niezbędnych do podtrzymania kursu słabnącego rubla. Nic dziwnego, że rosyjscy ekonomiści, nieomal jak jeden mąż, wołają o redukcję nakładów specjalnych i rezygnację z tajnych artykułów budżetu.

Autor

Poprzedni artykułPolacy wygrywają z lekarzami
Następny artykułBój o miasta

Najnowsze