10 C
Warszawa
sobota, 24 września 2022

Ani słowa o Niemczech

Koniecznie przeczytaj

Wątek niemiecki pojawiający się w aferze „Amber Gold” jest wciąż ignorowany.

Afera Amber Gold rozgrzewa media i opinię publiczną. Jednak świadkowie wzywani przed komisję śledczą rozgrywają ją w blasku reflektorów, urzekając zgrabnymi historiami, a posłowie nie starają się lub nie potrafią rozwinąć najważniejszych wątków.

Nie dość, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie pomaga komisji (by nie rzec – mataczy), to na dodatek najbardziej istotny wątek niemiecki wciąż jest ignorowany.

Piramida za 500 złotych

14 czerwca 2009 roku Marcin P. (wcześniej używał innego nazwiska, ale przyjął żony) skończył odbywanie kary za aferę tzw. „Multikas”. Były to w założeniu punkty „pośrednictwa opłat”. Klienci opłacali w nich rachunki (np. za prąd i telefon), ale kasy nie przekazywały pieniędzy dalej. Marcin P. był dyrektorem finansowym w spółce „Nova”, która była podmiotem zależnym od „Multikasa”. Na końcu okazało się, że z firmy zniknęło ponad 170 tys. złotych.

– Z trzech miesięcy aresztu, jaki orzekł sąd, Marcin P. odsiedział w celi tylko niecałe trzy tygodnie. Resztę czasu – między 7 kwietnia, a 14 czerwca 2009 roku – spędził nad morzem. Pracował w Ośrodku Doskonalenia Kadr Służby Więziennej „Posejdon” w Ustce. (…) Ośrodek leży zaledwie 18 kilometrów od aresztu w Słupsku, Marcin P. nie był do Ustki dowożony z celi. Mieszkał w „Posejdonie” na stałe, w warunkach nieporównywalnie lepszych niż te w areszcie. Nawet nie był pod kluczem – relacjonował we wrześniu 2012 roku dziennik „Fakt”.

W czasie odbywania kary P. zarobił 572 zł i 89 gr.

Wychodząc z więzienia, P. skupił się na działalności spółki Grupa Inwestycyjna Ex, którą założył na początku roku (27 stycznia 2009 r.), zanim trafił „za kraty”. Kapitał zakładowy wynosił 5 tys. złotych. Udziałowcami był P. oraz założona przez jego żonę w lipcu 2008 roku spółka Salony Finansowe Ex (deklarowany kapitał zakładowy 50 tys. złotych). W lipcu 2009 roku Grupę przemianowano na Amber Gold. Nową nazwą Salonów było Amber Gold Invest.

Pieniądze z kapelusza

Pierwsze wpłaty do Amber Gold trafiły po kilku miesiącach działalności. Mimo to od lipca do października Amber Gold prowadziło gigantyczną kampanią reklamową w mediach. Nawet przyjmując dolne granice szacunków, były to ogromne pieniądze, liczone w milionach złotych. Powstaje więc pytanie za czyje pieniądze Amber Gold funkcjonowało w tym okresie? Kto opłacił logo, materiały promocyjne, wzory formularzy, umów, siedzibę? Jeżeli P. otrzymał na te działania pożyczki, to od kogo i jakie były warunki?

Kluczowe są tu też odpowiedzi od wykonawców, usługodawców – śledczy w ten sposób mogą ustalić kto i z jakiego konta przelał im należności. Historia operacji bankowych na kontach Amber Gold, spółek małżeństwa P. i ich prywatnych pozwoliłyby ustalić przepływy pieniędzy na samym początku powstawania piramidy.

Pierwsze reklamy Amber Gold zaczęły pojawiać się w prawicowej prasie (zapewne była stosunkowo najtańsza). Członek komisji – poseł Krzysztof Brejza wskazywał, że pierwszą była ta w „Naszym Dzienniku”. Pozostaje pytanie, czy śledczy zwrócili się do beneficjentów o wskazanie rachunku, z którego (i kiedy) otrzymali wynagrodzenia.

Ani słowa o Niemczech

– Kogo pan odwiedził w Niemczech w 2008, twierdząc, że przebywał pan u rodziny? O jakich podmiotach niemieckich mówił pan w zeznaniach? – dopytywał Marcina P. poseł Tomasz Rzymkowski. P. odpowiedzi odmówił – jak tłumaczył „w związku z toczącym się postępowaniem karnym”.

Wątek niemiecki pojawiający się w aferze jest non stop ignorowany. Jeżeli P. budował dom składowy na wzorach niemieckich, to może wskazać oryginał, na którym się wzorował. Co ciekawe – Amber Gold wystąpił o wpisanie do rejestru domów składowych dopiero w grudniu 2009 roku – twierdził Waldemar Pawlak. Znamienne jest też, że z listy domów składowych został wykreślony dopiero po pytaniach „Gazety Wyborczej” do Ministerstwa Gospodarki, o to, czy resort ma wiedzę, że P. był karany.

Wówczas (połowa 2010) do resortu gospodarki zaczęły spływać faksy z Niemiec. Zabezpieczyło je ABW, a funkcjonariusze nawiązali kontakt z dyrektorem departamentu w Ministerstwie Gospodarki Jarosławem Mąką.

Kim pan jest, panie Klein?

Jedną z kluczowych postaci w historii Amber Gold jest dr Joachim Klein. W 2011 roku Amber Gold przejęła niemieckie regionalne linie OLT (a wcześniej współpracujące z nimi polskie Jet Air). – Polska firma pojawiła się w momencie, gdy spółka Ostfriesische Lufttransport-Gesellschaft (OLT) ogłosiła, że zamierza zakończyć działalność jako regionalne linie lotnicze i zwolnić ok. 100 pracowników. (…) Firma Amber Gold pojawiła się znikąd i wykupiła wszystkie udziały w OLT. Spółka została przedstawiona jako „inwestor z Gdańska, który ostatnio zakupił linie Jet Air”. Nie podano więcej konkretów – pisała o tym wydarzeniu „Ostfriesen-Zeitung”.

– Dlaczego spółka zajmująca się działalnością finansową i niemająca doświadczenia w transporcie lotniczym skupuje linie lotnicze o słabej sytuacji finansowej? Na to pytanie przedstawiciele Amber Gold nie odpowiadają. W siedzibie spółki można jedynie usłyszeć, że AG nie udziela komentarza na ten temat – informował w 2011 roku portal Trójmiasto.pl.

W kwietniu 2012 roku na łamach „Rzeczpospolitej” pojawił się artykuł „OLT Express znów przejmuje”. Czytamy w nim: „Należąca do gdańskiej spółki Amber Gold linia, znów wyruszyła na zakupy. Celem przejęcia jest część aktywów regionalnej spółki Cirrus Airlines z bazą w Saarbrücken. Zakupu dokonał niemiecki oddział OLT Express. Kwoty transakcji nie ujawniono. – Przejęcie dotyczy tylko części aktywów Cirrus Airlines. OLT ze wsparciem polskiego właściciela, gdańskiej spółki Amber Gold, wykupiło dział marketingu i sprzedaży oraz bazę techniczną – wyjaśnia dr Joachim Klein, prezes OLT Express Germany. – Dzięki przejęciu możemy wykorzystać cenne doświadczenie pracowników Cirrusa w Saarbrücken i zaoferować im ciekawe perspektywy rozwoju w przyszłości. Jestem przekonany, że wspólnie zbudujemy silny i zmotywowany zespół. W nowej strukturze OLT Express planuje dalej rozwijać się w niszach rynkowych – dodał Klein. Dzięki transakcji OLT Express Germany utworzy drugą na terenie Niemiec bazę właśnie w Saarbrucken. Przewoźnik posiada już jedną bazę w Bremie”.

Kilka miesięcy później Amber Gold upada. Jednak tuż przed upadkiem, w sierpniu 2012 roku, niemiecki oddział OLT – OLT Express Germany został sprzedany za 1 euro. Według P. pełnomocnictwa miał dr Joachim Klein. – Majątek OLT Express Germany stanowiły cztery samoloty o wartości 25 mln zł, który kupiła za 1 euro holenderska spółka lotnicza. I nadal latają w jej barwach, z małym nadrukiem pod logo – OLT Express Germany – informowała Katarzyna Włodkowska z „Gazety Wyborczej”. Z kolei według Jana Błaszkowskiego z TVN, Marcin P. w niemiecki oddział OLT zainwestował ok. 13 mln dolarów: – Samoloty Marcin P. kupił na potrzeby OLT Germany za gotówkę. Chodzi o dwa Fokkery i dwa Saaby.

Według umów majątek sprzedawanej za 1 euro spółki był „bez żadnych obciążeń na rzecz osób trzecich”. – Po tym, jak Amber Gold ogłosił wycofanie się z branży lotniczej, dzięki Panta Holdings nareszcie udało się nam zakończyć okres niepewności OLT Express Germany – przekonywał wówczas media dr Klein, prezes linii OLT Express Germany. Sam Klein nie był dotychczas przesłuchiwany przed komisją śledczą. Nie wiadomo czy (a jeżeli tak w jakim zakresie) polskie służby i śledczy zwracali się o pomoc do swoich niemieckich odpowiedników.

Gdzie są pieniądze, gdzie jest złoto?

– Nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że za dwa tygodnie będziemy składać zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez BGŻ, który obsługiwał Marcina P. i gdzie miało zalegać złoto – zapowiedziała pod koniec października br. przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann. To właśnie w skrytkach BGŻ P. miał przechowywać złoto Amber Gold. W listopadzie 2016 roku prokurator Marek Siemczonek wspomniał przed komisją o informacji od ABW na temat pisma banku BGŻ, z którego wynikało, że nie jest prawdą, iż Amber Gold przechowuje złoto w tym banku. – Nie jest prawdą to, co podaje spółka Amber Gold do publicznej wiadomości, że przechowuje w tym banku złoto zakupione za pieniądze pochodzące z lokat i stanowiące ich zabezpieczenie, jak stwierdzało bowiem to pismo (…) nie dysponuje odpowiednio pojemnymi skrytkami bankowymi – zeznawał, powołując się na treść kopii pisma.

Były dyrektor biura bezpieczeństwa Amber Gold Krzysztof Kuśmierczyk twierdził, że „pieniądze z sejfów były odbierane przez BGŻ, a po rozwiązaniu umowy, przez Pocztę Polską; Poczta Polska zabierała pieniądze z placówek, przeksięgowywała na wskazane przez zarząd konto”. Twierdził też, że był obecny przy przewożeniu złota z BGŻ, ale dokładnej daty nie pamiętał. Miał również usłyszeć od małżeństwa P., że bank wypowiedział spółce skrytki i złoto trzeba było „natychmiast” stamtąd zabrać. – Jak dodawał, kruszec z banku osobiście odebrał Marcin P. i przeniósł do samochodu, w którym czekał m.in. świadek. Zostało ono przewiezione do starej centrali spółki i złożone w sejfie. Kuśmierczyk tłumaczył, że torba ze złotem ważyła ok. 20-30 kg, widział to złoto, ale go nie dotykał – relacjonowała Niezależna.pl.

Od 2008 roku kontrolę nad BGŻ (uzyskał zgodę KNF na wykonywanie ponad 50 proc. głosów na Walnym Zgromadzeniu) ma holenderski Rabobank (Rabobank International Holding B.V. – daw. Coöperatieve Centrale Raiffeisen-Bank).15 września 2014 roku francuska Grupa BNP Paribas przejęła od Rabobanku kontrolę nad BGŻ.

Członkowie komisji śledczej zapoznali się dotychczas z częścią dokumentów z teczki operacyjnego rozpracowania „Bursztyn” (akcja policji w latach 2010 – 2012). Dokumentacja z drugiej operacji – „Goldi” jest udostępniana komisji mniej chętnie. Jak ujawnił Wojciech Czuchnowski w „Gazecie Wyborczej”, tam znajdywały się informacje o działaniach służb, weryfikujących m.in. wątek „sfinansowania Amber Gold przez Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe”.

Autor

Poprzedni artykułNowoczesna windykacja
Następny artykułNowa spec policja

Najnowsze