21.6 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Zagraniczna ekspansja polskich firm

Koniecznie przeczytaj

Jak informuje Business Insider Polska, nasze duże spółki mają ogromne apetyty kapitałowe. Prawie połowa planuje w ciągu dwóch lat właścicielskie przejęcia zagranicznych podmiotów.

Wskaźniki polskiego eksportu biją kolejne rekordy, wskazując na dobrą kondycję naszej gospodarki, a szczególnie przedsiębiorczości. To prawda, ale na drodze zagranicznych sukcesów leży niemało przeszkód do pokonania. Od mniej lub bardziej pozytywnych wskaźników ważniejsze jest jednak kluczowe wyzwanie, przed jakim stoi nasz biznes. To próg Gospodarki 04. Tylko jego przejście zagwarantuje trwały sukces eksportowy i premiowane miejsce w globalnej wymianie handlowej.

Jest dobrze

Na początek coś miłego. Wskaźniki polskiego eksportu biją kolejne rekordy, co oznacza zagraniczną ekspansję gospodarczą na niespotykaną wcześniej skalę. Już 2016 r. zamknął się wynikiem 186 mld dolarów ze sprzedaży towarów lub usług. Uzyskany rezultat oznaczał wzrost eksportu o 6 proc. rok do roku. Przyniósł nam także 8 miejsce wśród eksporterów Unii Europejskiej, a w globalnym rankingu 21. pozycję. Z danych GUS za drugi kwartał 2017 r. wynikało, że dochody eksportowe wyniosły 206 mld złotych, co oznaczało wzrost o 10 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2016 r. Jeśli zaś policzyć łącznie cztery kwartały ubiegłego i obecnego roku, to padł rekord eksportu 800 mld zł. Kolejne miesiące potwierdzają tendencję wzrostową.

Co ciekawe, nasza wymiana zagraniczna nie ogranicza się jedynie do czystego handlu, zwiększyły się bowiem zagraniczne inwestycje polskich podmiotów gospodarczych. Najważniejsze, że od dwóch lat polski bilans handlu zagranicznego jest dodatni. W trzecim kwartale ubiegłego roku nadwyżka wyniosła 15 mld zł, a w połowie 2017 r. wynosiła pieć mld zł. Rośnie też eksport usług, których roczna wartość osiągnęła kwotę 204 mld zł.

Co wpływa na tak dobre wyniki?

W dużej mierze odpowiedź na tak zadane pytanie przynosi badanie zlecone przez koncern Siemens we współpracy z Ministerstwem Rozwoju. Jak wskazuje nazwa, raport „Smart Industry Polska 2017” jest poświęcony segmentowi małych i średnich firm. I tak okazuje się, że już blisko jedna trzecia z ankietowanych podmiotów działa na rynkach zagranicznych, konkurując z powodzeniem z lokalnymi odpowiednikami. Co ważne, aż 89 proc. badanych firm ma czysto polski kapitał, a jedynie 10 proc. opiera się na kapitale zagranicznym bądź mieszanym. Jakkolwiek 80 proc. polskiego eksportu dokonuje się w przestrzeni gospodarczej UE, to z raportu wynika, że 46 proc. małych i średnich przedsiębiorstw operuje na rynkach nowych członków Unii, 33 proc. zaś na rynkach spoza UE.

Jak twierdzą autorzy badania, optymizmem napawa fakt, że nasze podmioty są za granicą konkurencyjne również wobec ponadnarodowych koncernów. Przykładem jest branża samochodowa, która pozostaje wschodzącym sektorem eksportowym polskiej gospodarki. Tworzą ją podmioty, które przeszły z poziomu startupów do kategorii małych firm inżynierskich z młodymi szefami i kadrą robotniczą. Wyspecjalizowały się w produkcji krótkich serii lub nawet pojedynczych części i akcesoriów samochodowych.

Według Tomasza Hajduka z Siemensa, wejście takich firm z Polski zrewolucjonizowało rynek podwykonawców i zaopatrzeniowców wielkich koncernów motoryzacyjnych, z natury zajmujących się dostarczaniem rozwiązań dla masowego klienta. Nasze firmy zawdzięczają sukces elastyczności działania, czyli dostosowaniu się do potrzeb finalnych producentów, a to z kolei wynika z dobrego poziomu innowacyjności. Jak wskazuje raport, w ubiegłym roku ponad 60 proc. badanych podmiotów wdrożyło produkty, usługi lub procesy produkcyjne, które zostały określone jako innowacyjne.

Skąd się biorą? 37 proc. badanych wskazało na inspirację własnych zespołów pracowniczych. 87 proc. wdrożeń produkcyjnych to wynik wewnętrznych prac usprawniających. W 37 procentach o wprowadzeniu innowacji zadecydowały zakupy nowego wyposażenia lub oprogramowania. Tylko 35 proc. zmian wynikało ze współpracy z kontrahentami lub zewnętrznymi doradcami. Niepokojącym sygnałem jest natomiast ilość zakupionych patentów, praw autorskich lub wzorów. 6 proc. to stanowczo za mało, ale jest to wynik bardzo skąpych środków własnych przedsiębiorstw, czyli ograniczonych kapitałów.

Przytoczone wyniki odnoszą się do segmentu małych i średnich firm, co nie znaczy, że wyższa kategoria wagowa nie wniosła znaczącego wkładu eksportowego. Do tradycyjnych branż, które w 2017 r. odnosiły zagraniczne sukcesy, należą wytwórcy okien i stolarki budowlanej. Według danych ASM – Centrum Badań i Analiz Rynkowych polskie firmy produkują 21 proc. okien w Europie, pozostawiając z tyłu najgroźniejszych konkurentów – Niemcy i Włochy. Z kolei branża meblowa skupia już 23 tys. podmiotów i jest bodaj najbardziej proeksportową sferą polskiej gospodarki. Na dziesięć produktów, dziewięć trafia za granicę, co czyni z naszego kraju czwartą potęgę meblarską świata.

W tyle nie pozostają sektory nazywane niszowymi tylko z racji oryginalności używanych surowców lub wytwarzanych produktów, bo na pewno nie ze względu na skalę działania. Na przykład przemysł jubilerski wyspecjalizował się w wyrobach z bursztynu. Do tego stopnia, że polski udział w światowym handlu bursztynem wzrósł do 70 proc. Nic dziwnego, skoro nasze zasoby bursztynu są szacowane na ok. 700 tys. ton o nominalnej wartości 7 bln zł. Podobnie jest ze stoczniami jachtowymi i morskimi biurami projektowymi. W niszy jednostek pływających o długości 9 metrów Polska ustępuję jedynie USA. Obroty sektora są szacowane na miliard złotych rocznie, z których zdecydowana większość pochodzi z eksportowych transakcji.

Rekordy bije również nasz przemysł rolno-spożywczy. W 2016 r. wyeksportował towary i usługi o wartości 24 mld euro. Przykładem jest branża pieczarkarska. Z ok. miliona ton grzybów konsumowanych w Europie
330 tys. ton pochodzi naszych pieczarkarni. Co ciekawe, połowę wpływów eksportowych sektora rolno-spożywczego zawdzięczamy właśnie hodowcom pieczarek. A co powiedzieć o rynku kosmetycznym, którego wartość w kraju wynosi ok. 3,5 mld euro? Działa na nim ponad 100 firm o pozycji ugruntowanej za granicą.
Co ważne, rynki zbytu nie ograniczają się jedynie do UE, wychodząc daleko poza jej obszar, a także Europę. Polskie wyroby są zauważalne i dobrze notowane na obszarze b. ZSRR na czele z Rosją oraz w Ameryce Południowej, a także na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Szczególnie rynek arabski jest bardzo wymagający ze względu na ograniczenia obyczajowe i religijne. Jedna z naszych firm popisała się wręcz podręcznikową elastycznością marketingową. Wprowadziła na tamtejsze rynki odpowiedni lakier do paznokci. Produkt stał się hitem wśród muzułmanek, co pociągnęło za sobą oczywisty wzrost obrotów i zysków ze sprzedaży. I na koniec prawdziwy motor napędowy w sferze usług eksportowych, jakim pozostaje transport samochodowy. Gałąź zatrudnia już 700 tys. pracowników i potrzeby rekrutacyjne stale rosną. Taki jest skutek renomy polskich przewoźników w całej Europie.

Wyliczankę można jeszcze długo kontynuować i wśród flagowych specjalizacji polskiej gospodarki z łatwością znalazłyby się przemysł drobiarski, skórzany czy też futrzarski. Ważne, że w 2017 r. filary naszego eksportu wyznaczyły nowe horyzonty przedsiębiorczości. Mowa o wzroście zagranicznych inwestycji bezpośrednich, a szczególnie o kolejnym etapie obecności zagranicznej, jakim są przejęcia kapitałowe. Na przykład firma OT Logistic za 50 mln euro wykupiła większościowy pakiet morskiego portu w Rijece.
OT Logistic jest polskim operatorem transportu śródlądowego, znanym bardziej z działalności w Zachodniej Europie, niż w kraju. Niemniej jednak wskazany zakup jest elementem konsekwentnej strategii biznesowej firmy, która tworzy korytarz transportowy pomiędzy portami Bałtyku i Adriatyku, wraz z odpowiednią infrastrukturą.

Innym dużym inwestorem jest Grupa Azoty, która za 29 mln dol. przejęła pakiet kontrolny African Investment Group z Dakaru. Inwestycja umożliwia Azotom produkcję nawozów sztucznych z miejscowego surowca oraz ich dystrybucję w całej Afryce. W tyle nie pozostaje gdański Lotos, który wykupił udziały w norweskich złożach gazowych i roponośnych pod dnem Morza Północnego.

Bardzo dynamicznie rozwijają się spółki motoryzacyjne Boryszew, Solaris i producent przyczep samochodowych Wielton. Zasięg inwestycji jest duży, od Meksyku przez Rosję, po Francję. Zgodnie ze strategią marketingową Wieltonu ostatni kraj ma odgrywać rolę przyczółku w dalszej ekspansji handlowej i produkcyjnej na terenie Włoch, Hiszpanii i Portugalii.

Innym przykładem żelaznej konsekwencji inwestycyjnej jest KGHM Polska Miedź. Już w 2011 r. koncern wykupił za 9 mld zł kanadyjską spółkę surowcową Quadra. W kolejnych latach dodał kopalnie chilijskie, przy tym nie ogranicza się wyłącznie do inwestowania zgodnego z profilem działalności. Zarząd KGHM widzi firmę jako integratora naszego biznesu za granicą oraz chce przecierać szlaki dla innych firm.

Gospodarka 4.0.

Gdy uważniej przyjrzeć się naszym sukcesom ekonomicznym, to można dostrzec dwa motory napędowe. Są nimi doskonała jakość wytwarzanych towarów i usług oraz ich umiarkowana cena, wynikające z niskich kosztów siły roboczej oraz produkcji. Polacy nie dość, że są pracowici (2 tys. godzin rocznie, a więc najwięcej w Europie) to jeszcze dobrze wykształceni. Tyle że nasze PKB przekroczyło już połowę średniej unijnej (na starcie 30 proc.), a więc koszty pracy będą rosły, natomiast gospodarka i społeczeństwo zbliżają się do pułapki średniego rozwoju.

W beczce miodu zawsze znajdzie się łyżka dziegciu. W przypadku eksportu są to różnorakie bariery i przeszkody, które na swojej drodze napotyka polski biznes. Rozwiązanie wielu z nich zależy od polskiego ustawodawcy, a szerzej od władz państwowych. Bez względu na wielkość biznesu i profil jego działania wspólną bolączką jest nadmierna ilość regulacji gospodarczych, na którą narzekają zarówno małe podmioty, jak i wielkie firmy. Na przykład w przypadku małej i średniej przedsiębiorczości wspominany wcześniej raport na pierwszym miejscu stawia bariery administracyjne. Prozaiczne trudności formalne i urzędowe.

Przy tym mowa niekoniecznie o rodzimej biurokracji. Poważne straty generuje operacyjna nieznajomość rynku działania. Stawki celne, opłaty taryfowe, system licencji i zezwoleń czy też przepisy obcej jurysdykcji prawnej, to tylko niektóre z barier dotkliwych szczególnie dla małych podmiotów, których nie stać na współpracę z zewnętrznymi firmami doradztwa i pośrednictwa. Ich kontynuacją jest nieznajomość zwyczajów, także tych biznesowych, która blokuje poprawną budowę relacji międzyludzkich, opartych w dużej mierze na wzajemnym zaufaniu. Do anegdot można zaliczyć zaproponowanie muzułmańskiemu partnerowi alkoholu i dania z wieprzowiny, a przecież to najcięższa obraza i objaw lekceważenia, które mogą kosztować fortunę. Na kolejnych miejscach znalazły się bariery finansowe, czyli brak dostępu do łatwych i tanich kredytów oraz dostępu do wykwalifikowanych kadr. 35 proc. badanych podmiotów wskazało skąpość kapitałów własnych jako główną przyczynę hamującą działalność i innowacyjność. Jednocześnie 47 proc. ankietowanych oczekuje wymiernej pomocy, najlepiej w wymiarze finansowym.

Z koniecznością wsparcia zgodzili się uczestnicy tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Sopocie, oceniając jednak pomoc finansową na zadowalającym poziomie. Od kilku lat banki komercyjne oraz Bank Gospodarstwa Krajowego tworzą instrumenty kredytowe i gwarancyjne wspierające polską przedsiębiorczość za granicą. Swoje oferty rozszerza również KUKE, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu (poprzednio PAIZ). Ostatnia instytucja buduje sieć zagranicznych przedstawicielstw, która docelowo ma objąć swoim zasięgiem 70 państw świata. W latach 2002–2017 r. PAIH zakończyła ponad 700 projektów inwestycyjnych o łącznej wartości 18 mld euro.

Wśród pozostałych barier działalności biznesowej na czołowe miejsca wsuwa się potrzeba wypracowania nowych kierunków eksportowych. Nie może być nadal tak, że 80 proc. eksportu trafia do UE, z czego ponad połowa polskiego handlu oraz inwestycji jest generowana współpracą z Niemcami. Potrzebna jest ciągła dywersyfikacja rynków zbytu i poszerzenie geografii eksportu o Azję, Ameryki i Afrykę. Oczywiście są to regiony podwyższonego ryzyka gospodarczego, z czego wynika podstawową obawą polskich podmiotów o zwrot poniesionych nakładów i zysku.

Ponadto nadal kuleje marketing. Piętą achillesową są niedostateczne nakłady przeznaczane na promocję polskiej marki. Okazuje się, że w UE rozpoznawalność tożsama z zaufaniem do jakości naszego eksportu jest dobra. Na obszarze poradzieckim towar polski jest utożsamiany z europejskim, czyli zachodnim. Gorzej jest w Azji i Afryce, gdzie marka Made in Poland najczęściej nic klientowi nie mówi.

Kolejny wątpliwy obszar to kwestie kadrowe. Fachowa i zaufana kadra jest podstawą każdego przedsięwzięcia eksportowego. Tymczasem z doborem odpowiednich ludzi jest niemały, a właściwie narastający problem. To wynik drenażu polskich mózgów przez międzynarodowe koncerny, choć podobnie rzecz ma się z polskimi robotnikami wykwalifikowanymi i każdego rodzaju specjalistami.

Kluczowym wreszcie zagadnieniem jest wsparcie ze strony własnego państwa, a więc dyplomacja biznesowa, z którą do niedawna były ogromne kłopoty. Nasi oficjele bronili się, jak mogli, nie tylko przed włączaniem reprezentacji polskich przedsiębiorców w skład delegacji zagranicznych, ale nawet przed wysłuchaniem ich postulatów. Dopiero od niedawna sytuacja ulega poprawie, co wraz z informacyjnym i finansowym wsparciem wyspecjalizowanych agend rządowych zaczyna powoli przynosić pozytywne efekty.
Podczas szczytu Europa Środkowa–Chiny w formacie 16+1, premier Beata Szydło umiała się upomnieć o równe szanse polskich firm doznających praktyk dyskryminacyjnych i protekcjonizmu na największym rynku Azji. Z kolei obecny premier Mateusz Morawiecki zainicjował długofalowy program Marka Polskiej Gospodarki. Celem projektu realizowanego przez PAIH jest promocja oraz wielorakie wsparcie zagranicznej działalności naszego sektora małych i średnich firm. Oprócz dotychczasowych 10 kluczowych branż priorytet uzyskało 9 sektorów przedsiębiorczości. Jednak to daleko nie wszystko wobec kluczowego wyzwania, przed jakim staje cały polski biznes.

Chodzi o fenomen gospodarki 4.0. czyli o czwartą rewolucję technologiczną, a zatem przemysłową. Od tego, czy Polska wprowadzi nowe rozwiązania, zależy nie tylko nasz eksport i miejsce w globalnej wymianie handlowej, ale przede wszystkim przyszłość kraju, a więc nasza suwerenność i bezpieczeństwo.

Co kryje się w pojęciu gospodarki 4.0? W skrócie chodzi o wpływ robotyzacji i sztucznej inteligencji na produkcję i rynek usług, a więc na konsumpcję. Tak rewolucyjna zmiana reguł gospodarczych i wymogów biznesowych wymaga stworzenia odpowiednich modeli przedsiębiorczości. Mają dostosować tradycyjne firmy do zaostrzonej konkurencji. Nie ma wątpliwości, że na pierwszy ogień pójdzie sektor energetyczny oraz innowacyjny. Przykładem niech będą Chiny. Już co trzeci startup światowej marki o wartości przekraczającej miliard dolarów jest chińską własnością. Pekin wie co robić, aby sprostać przyszłości.

Oczywiście Polska nie może porównywać się z Chinami, ale nasz biznes musi wejść do gry. Przy tym kluczowe znaczenie w tworzeniu nowej gospodarki ma obecność państwa. Tylko państwo może sprostać zadaniu kreatora i regulatora innowacji.

Jak można się domyślać, repolonizacja kluczowych sektorów czy najcenniejszych aktów gospodarczych, w połączeniu ze Strategią Odpowiedzialnego Rozwoju, to nic innego jak elementy przygotowania polskiego biznesu do cyfrowej rewolucji. Taką wizję roztoczył wicepremier Jarosław Gowin, odpowiedzialny za szkolnictwo wyższe i rozwój naukowo-techniczny, a więc za know-how i przygotowanie odpowiednio wykształconych kadr. Innymi słowy, państwo podjęło aktywny plan wygenerowania odpowiednich środków oraz potencjału intelektualnego dla technologicznego skoku polskiej gospodarki. Jakie będą skutki, to zależy od szeregu czynników, a przede wszystkim od likwidacji barier ekonomicznych, w tym eksportowych.

Pozytywnym trendem, są dobre nastroje w wymianie handlowej z zagranicą. Jak informuje Business Insider Polska, duże spółki mają ogromne apetyty kapitałowe. Prawie połowa planuje w ciągu dwóch lat właścicielskie przejęcia zagranicznych podmiotów. Przede wszystkim w Europie Środkowej i Zachodniej, a ich celem jest rozszerzenie sieci sprzedażowej na tamtejszych rynkach zbytu.
Za najlepszy sposób bezpośredniej inwestycji uważa się finansowanie kapitałowe w celu przejęcia pakietów akcji lub odkupienia udziałów. Jeśli chodzi o przedział finansowy, plany obejmują inwestycje od 40 do 400 mln zł. Jest to niewątpliwie metoda pozyskiwania nowych technologii, wdrażania innowacji i podnoszenia międzynarodowej konkurencyjności polskich spółek. Bo gospodarka 4.0 to nie tylko wyzwanie. Mimo bardzo dobrych wyników 2017 r. to bodaj największa szansa dla naszych eksporterów, której z pewnością nie można przegapić.

Autor

Poprzedni artykułOświadczenie
Następny artykułTuba z kasą

Najnowsze