2.2 C
Warszawa
piątek, 9 grudnia 2022
Advertisement

Jak zostać znanym twórcą?

Koniecznie przeczytaj

Opluwanie Polski i Polaków to dla naszych twórców sposób na zrobienie międzynarodowej kariery.

W PRL-u, aby zrobić karierę w literaturze, należało wydać jedną książkę i dwóch kolegów – głosił popularny żart. Dziś coraz częściej przepustką do kariery jest krytyka Polski i Polaków ze szczególnym uwzględnieniem obecnej władzy (której fanem nie jestem, ale trzeba znać proporcje).

Paweł Pawlikowski otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera w Cannes za film „Zimna Wojna”. Pisarka Olga Tokarczuk dostała brytyjską nagrodę Bookera za najlepszą książkę „Bieguni”. Pawlikowski zasłynął jako reżyser nagrodzonej Oskarem „Idy”, w której napiętnował Polaków jako antysemitów i morderców Żydów. Rozgrzeszając przy okazji stalinowskich oprawców żydowskiego pochodzenia, bo zrobił z nich tragicznych bohaterów nieumiejących zapanować na nad uczuciem zemsty. „Szumowska, Pawlikowski i Tokarczuk to beneficjenci «dobrej zmiany». Z całym szacunkiem, ale zawdzięczają nagrody temu, że zachodnie lewicowe salony chcą wesprzeć polskie ekspozytury w walce z «nacjonalistycznym reżimem»” – skomentował pisarz i publicysta Rafał Ziemkiewicz. Cała wymieniona trójka to bojownicy z obecną „totalitarną” władzą. Na krytyce PiS się jednak nie kończy, bo piętnują oni również Polaków, a także opowiadają banialuki na temat polskiej historii. Do najważniejszych odkryć pisarki Tokarczuk należy zaliczyć „Polacy to właściciele niewolników i mordercy Żydów”. Pisarki dokonującej tak odważnej i głębokiej analizy charakteru narodowego i historii Polaków po prostu nie można nie nagrodzić. Artystyczny salon zdając sobie sprawę z siły oddziaływania, stawia przede wszystkim na sztukę filmową, jako podstawowe narzędzie demaskowania obrzydliwej natury Polaków.

Reżyser Małgorzata Szumowska nakręciła film „Twarz” inspirowany prawdziwą historią człowieka, który podczas pracy w zakładzie kamieniarskim miał poważny wypadek i dosłownie stracił twarz. Wymagał specjalistycznej operacji, unikalnej w skali świata. Udało się mu pomóc, między innymi dzięki wsparciu rodziny i sąsiadów. Tymczasem u Szumowskiej kanwa tragedii została wykorzystana do przedstawienia historii dokładnie odwrotnej, niż miała miejsce w życiu. O dyskryminacji i odrzuceniu człowieka po wypadku. Cała historia okazała się zaś pretekstem do pokazania Polaków jako degeneratów, alkoholików i prymitywów. Nic więc dziwnego, że na niemieckim festiwalu w Berlinie został on nagrodzony „Srebrnym Niedźwiedziem”. Filmowe kłamstwo Szumowskiej nie jest wyjątkiem, ale regułą. Twórcy promowani przez tzw. warszawski salon, specjalizują się w filmach zakłamujących rzeczywistość.

Wystarczy przypomnieć „Człowieka z nadziei”, czyli lukrowaną biografię Lecha Wałęsy, w reżyserii Andrzeja Wajdy, „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego, „Idę” Pawła Pawlikowskiego czy „W ciemności” Agnieszki Holland. Nie chodzi tutaj oczywiście o to, że polscy twórcy filmów posługują się fikcją. Chodzi o to, że fabuła jest parawanem do kolportażu kłamstw. W Polsce czołówka salonowych artystów zarabia nie na tym, że robi dobry film, ale na tym, że dostaje pieniądze na zrobienie tegoż filmu. Sukces komercyjny to rzadkość. A aby dostawać pieniądze, trzeba realizować filmy takie, jakich oczekują ci, którzy owe pieniądze dają. Twórca komunistycznej rewolucji Włodzimierz Lenin powtarzał, że „kino jest najważniejszą ze sztuk”. Ten zbrodniarz doskonale wiedział, że właśnie kino stanowi sposób na masową indoktrynację społeczeństwa. Mało kto chodzi i ogląda filmy dokumentalne.

Popularyzacja historii odbywa się więc przy pomocy filmów fabularnych, często kina rozrywkowego. W Polsce twórcy filmów (poza paroma chlubnymi wyjątkami) mają tendencję do tworzenia fabuł opartych na kłamliwych tezach. Stają się świadomym (niestety) narzędziem we wrogiej Polsce propagandzie. Oczywiście każdy ma prawo robić sobie takie filmy, jakie chce, ale państwo polskie nie powinno finansować wymierzonej w Polskę i Polaków propagandy.

Autor

Najnowsze