22.7 C
Warszawa
wtorek, 28 czerwca 2022

Kremlowskie gangi

Koniecznie przeczytaj

O związkach Kremla i mafii napisano naprawdę wiele, ale czas nie stoi w miejscu. Dziś Rosja prowadzi wojnę hybrydową i wciąż zaskakuje nowymi sposobami agresji.

Wymarzonym instrumentem ataków stał się rosyjski świat kryminalny. Przeszedł groźną ewolucję i przekształcił w globalną pajęczynę oplatającą zachodnie elity polityczne.

 

 Opiniotwórcza „Nowaja Gazieta” opublikowała wyniki dziennikarskiego śledztwa dotyczącego powiązań kremlowskiego establishmentu i bodaj najkrwawszego gangu w najnowszej historii Rosji. Na koncie tzw. Rodziny Asłana Gagijewa naliczono 40 zabójstw. On sam, okrzyknięty kilerem nr 1, został wydalony z Austrii i przekazany Moskwie na podstawie listu gończego Komitetu Śledczego Rosji. Jednak to nie liczba morderstw ani ich okrucieństwo wstrząsają najbardziej. Autorem medialnego dochodzenia jest szef działu śledczego Roman Anin.

Tak skomentował całą historię na antenie Radia „Echo Moskwy”: „Zajmuję się podobną tematyką od 12 lat i nie dziwię już niczemu. A jednak ta historia zmusiła mnie do nowego spojrzenia na nasz kraj. Jak się okazuje, w ogóle nie rozumiemy, kto nami rządzi, tymczasem od 20 lat u władzy znajdują się ludzie, którzy albo są członkami zorganizowanych grup przestępczych, albo są opłacani przez świat kryminalny”. Jak dodaje Anin, ścisły związek elit rządzących i grup przestępczych to bajka dla grzecznych dzieci, ponieważ tak naprawdę władza to mafia i odwrotnie.

Jakie fakty stoją u podstaw tak radykalnego wniosku? Banda Gagijewa powstała w kaukaskiej Republice Północnej Osetii. Jej członkowie sądzili, że walczą z niesprawiedliwością społeczną i z takim przekonaniem mordowali innych gangsterów, do których zaliczali urzędników państwowych, lokalnych oraz biznesmenów i bankierów. Tyle że wśród „braci”, jak tytułowali się bandyci „Nowaja Gazieta” zidentyfikowała kilku oficerów specnazu, funkcjonariuszy MSW i służb specjalnych, w tym z najbardziej utajnionego zarządu operacyjnego. Przede wszystkim porażają związki bandy z kremlowską wierchuszką. Wśród klientów, a zarazem przyjaciół chroniących gang, znaleźli się senatorowie, deputowani Dumy, naczelny prokurator obwodu leningradzkiego i szef departamentu Komitetu Śledczego. Nie mogło zabraknąć wpływowego urzędnika kremlowskiej administracji (kancelarii prezydenta), nomen omen głównego radcy biura ds. prawnych. O takich fiszkach, jak wiceministrowie rządu federalnego lub szefowie lokalnych władz Osetii nawet nie warto wspominać.

Jak to możliwe? Banda dzieliła interesy na rosyjskie i europejskie. Sam Gagijew urzędował w Wiedniu, skąd koordynował dochodowy biznes. Wśród partnerów gangu była mafia tambowska słynąca z naprawdę bliskiej współpracy z grupą osobistych przyjaciół Władimira Putina. To byli oficerowie KGB i urzędnicy Petersburga, którzy zaczynali oszałamiającą karierę wraz z rosyjskim prezydentem. Dziś są oligarchami ciągnącymi miliardowe zyski z rosyjskich surowców energetycznych, eksportu broni i bankowości. Podobnie jak sam Putin, wypłynęli na burzliwych wodach kryminalnej transformacji gospodarczej. Dzięki układowi z mafią.

Przykładem wspólnych działań bandy Gagijewa i grupy tambowskiej było nabycie, a następnie wydrenowanie z kapitałów niemieckiej stoczni. Afera była tak głośna, że kanclerz Angela Merkel poskarżyła się na „złych ruskich” samemu Putinowi. Rzecz jasna bez rezultatu, bo prezydent uznał, że to czysty biznes i nic ponadto. Trudno się dziwić, gdy bandyci przekazywali swoim mecenasom 1,2 mln euro miesięcznie tytułem dywidendy. A żeby wszystko było zgodne z wymogami rosyjskiego fiskusa, austriackie przelewy szły za pośrednictwem „Finansowej Kompanii Leasingowej”, korporacji, która zajmuje się rozwojem rosyjskiego lotnictwa cywilnego i otrzymuje z budżetu federalnego sute dotacje.

W takim razie, jeśli wzajemny układ był tak owocny, dlaczego „Wielki brat” Gagijew znalazł się w rosyjskim więzieniu? Roman Anin tłumaczy, że stał się ofiarą przykładnej wendetty, której chcą dokonać właściwi ojcowie chrzestni z kremlowskiego establishmentu. Nie dość, że banda przestała płacić, to dopuściła się złamania prawa omerty. Gdy szefowi zapadł się wiedeński grunt pod nogami, natychmiast wyśpiewał miejscowej policji wysokie powiązania. I to drugi powód zemsty. Według Radia „Swoboda”: „w otoczeniu Putina jest dość ludzi skompromitowanych przeszłością, czyli początkami biznesowej lub politycznej drogi, na którą weszli ramię w ramię z rosyjską mafią”. Coraz częściej z ust zatrzymanych bandytów można przecież usłyszeć: „to nie my jesteśmy zorganizowaną przestępczością, tylko tacy osobnicy jak Igor Sieczyn (prezes koncernu Rosnieft) i Siergiej Czemiezow (szef Rostechu, największego eksportera broni)”. W takich okolicznościach, aż trzy źródła ze służb specjalnych poinformowały dziennikarza „Nowej Gaziety”, że Gagijew nie doczeka procesu. Zginie w trakcie ucieczki lub jak wielu poprzedników, spontanicznie wypadnie z okna Komitetu Śledczego. Bo też celem ekstradycji i pokazowej egzekucji watażki jest zdyscyplinowanie świata kryminalnego. Pokazanie przestępcom właściwego miejsca w relacjach z państwem. I nic ponadto. W gruncie rzeczy rosyjska mafia pozostaje zbyt cennym aktywem Kremla, aby pochopnie ją niszczyć w imię teoretycznej sprawiedliwości.

Kryminalny internacjonał

W rzeczywistości sprawa ostyjskiego gangu to dla Kremla zupełna drobnica, choć nagłośnienie potencjalnego losu Gagijewa jest dla rosyjskiej władzy bardzo pożyteczne. Realnie Moskwa gra o wiele wyższą stawkę. Mark Galeotti wyrasta na czołowego eksperta Zachodu do spraw rosyjskich służb i zorganizowanej przestępczości zarazem. Ukuł termin Krimtern, czyli kryminalnej międzynarodówki. Jak tłumaczy w raporcie opublikowanym przez Europejską Radę Stosunków Międzynarodowych, chodzi o wykorzystanie sieci rosyjskojęzycznej mafii w Europie do politycznych gier Kremla. Brytyjczyk twierdzi, że UE styka się z jakościowo nowym fenomenem, jakim są RBOC (Russian Based Organized Crime), czyli: zorganizowaną przestępczością bazującą w Rosji. Chodzi o grupy kryminalne, które zainstalowały się w Europie, nie zrywając z Rosją (obszarem WNP), gdzie pozostawiły sporą część nielegalnego biznesu, a przede wszystkim kontakty służące ochronie.

To jasne, że RBOC znajdują się pod wnikliwą kuratelą służb specjalnych Kremla. Stanowią wygodny instrument hybrydowych działań mających na celu wewnętrzne rozbicie UE oraz podważenie spójności NATO. Z pomocą RBOC rosyjskie służby specjalne, zarówno cywilne, jak i wojskowe dokonują w Europie „delikatnych operacji”, czyli morderstw na zlecenie oraz wszelkich aktów dywersji. Dlaczego rosyjskojęzyczna mafia stała się aktywem Putina? Udział kryminalistów w działalności stricte politycznej pozwala Moskwie uniknąć złapania za przysłowiową „złodziejską rękę”. Taka współpraca jest możliwa na skutek ewolucji, jaką przeszła wschodnia przestępczość zorganizowana. Jak mówi Galeotti: „krótko ostrzyżone byczki w sportowych dresach i ze złotymi łańcuchami na szyi to już przeszłość koloryzowana przez zachodnią pop-kulturę”.

Tak samo, jak agresywny najazd rosyjskiej mafii na Europę, który miał miejsce na początku lat 90. XX w. Wtedy agresja napotkała zdecydowany opór narodowych grup przestępczych, czego dowodem były krwawe wojny toczone o wpływy. Wówczas prawidłowo zareagowały policje Europy, które pod presją zagrożonych obywateli, przestawiły się na walkę z rosyjskimi przestępcami. Obecnie sytuacja jest zdecydowanie inna. Wschodni przestępcy znaleźli oryginalną niszę w Europie, stając się partnerami miejscowych grup kryminalnych. Zadomowili się jako pośrednicy, oferując bogaty wybór nielegalnych transakcji, realizowanych na zamówienie włoskich, francuskich czy tureckich „kolegów”. Cały układ jest możliwy dzięki temu, że skorumpowana Rosja: „zamieniła się w rodzaj mafijnego supermarketu, na którego półkach można znaleźć broń, narkotyki, żywy towar i tysiąc innych usług, w rodzaju legalizacji przestępczych pieniędzy”.

Tym sposobem macki RBOC oplotły swoją siecią nie tylko UE i Europę, ale także obie Ameryki, Azję i Afrykę. To bodaj najważniejsze zagrożenie wynikające z globalnej skali ekspansji rosyjskiej przestępczości. Wszędzie przybysze ze wschodu stawiają się w pozycji partnerów i kontrahentów, pukających do przestępczych drzwi z identycznym pytaniem, czego potrzeba? Heroina, granatniki przeciwpancerne lub hakerzy, rosyjska mafia dostarczy każdy towar lub usługę za rozsądną cenę. Dziś rosyjscy bandyci zamienili się w biznesmenów działających na styku legalnej i pozaprawnej przedsiębiorczości, choć ta pierwsza jest tylko przykrywką lub wygodnym instrumentem kryminalnych operacji.

Nas interesuje najbardziej Europa, a według BBC rosyjscy bandyci równomiernie nasycili cały kontynent. Oczywiście z mafijnego punktu widzenia preferowane są kraje, w których żyją liczne diaspory emigrantów z byłego ZSRR. Do ulubionych miejsc operacji należą więc Hiszpania, Włochy, Niemcy, Grecja oraz Litwa, Łotwa i Estonia. Ponadto ogromne znaczenie mają kraje tranzytowe leżące na szlakach kryminalnego potoku towarowego. To znowu Niemcy, a w nieco mniejszej skali Rumunia, Bułgaria i państwa byłej Jugosławii. Inną kategorią są kraje pobytu, w których mafia nie prowadzi brutalnej działalności, stawiając na legalizację kryminalnych inwestycji oraz kapitałów. Na przykład w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, a bliżej w Czechach, roi się od mafijnych bossów, którzy ochoczo korzystają z ochrony prawnej, kształcąc swoje pociechy w renomowanych szkołach i wyższych uczelniach.

A co z tego ma Kreml? System RBOC zakłada, że organizacje przestępcze zachowały udziały w rosyjskiej gospodarce i z tego powodu mafiosi potrzebują ochrony państwa. Wielu z nich po przerwaniu gościnnych występów za granicą uciekło do ojczyzny, oddają się tym samym w ręce służb specjalnych. Wszystko razem działa jak układ naczyń połączonych, ponieważ w zamian za przymknięcie oczu na kryminalną działalność Kreml stawia RBOC warunki. Głównym jest dobrowolny, patriotyczny udział w prowadzeniu polityki zagranicznej Moskwy, choć tak naprawdę jest to propozycja nie do odrzucenia. Przykłady? FBI osaczyło na Cyprze nielegalnego agenta rosyjskiego wywiadu. Niestety w krytycznej chwili wyparował swoim prześladowcom. Oczywiście przy pomocy rosyjskiej mafii, która na Morzu Śródziemnym specjalizuje się w operacjach kontrabandy.

Z kolei w Turcji zabito kilku Czeczenów znanych z antyrosyjskich dywersji. Po pewnym czasie miejscowe służby postawiły zarzut zabójstwa mafijnemu kilerowi z Moskwy. Jeszcze innym przykładem było porwanie przez FSB oficera estońskiej służby bezpieczeństwa. W prowokacji brała udział mafia, która w strefie przygranicznej kontroluje przemyt papierosów i alkoholu. Oczywiście to najbardziej sensacyjne przykłady, ale związki świata kryminalnego i rosyjskiego establishmentu są widoczne w bardziej dochodowych dziedzinach.

Policja portugalska rozbiła grupę przestępczą legalizującą korupcyjne dochody wyprowadzone z Rosji poprzez kluby piłkarskie i sieć punktów bukmacherskich rozsianych po całej Europie. Hiszpańska Gwardia Cywilna aresztowała rosyjskich mafiosów z grupy tambowskiej inwestujących przestępcze środki w nieruchomości turystyczne i rozrywkowe. Dla odmiany szwedzki regulator zablokował sprzedaż 30 proc. akcji koncernu energetycznego Misen Energy AB, gdy miejscowa policja wykryła, że nabywca reprezentuje jednego z ojców chrzestnych rosyjskiej mafii Semena Mogilewicza. Nie trzeba dodawać, że przejęcie europejskich aktów energetycznych zajmuje poczesne miejsce w politycznych planach Kremla, dążącego do surowcowego uzależnienia UE. To tylko przykłady, które jednak układają się w żelazną regułę hybrydowej ekspansji politycznej i ekonomicznej Rosji w Europie, dokonywanej dziwnym trafem rękami rosyjskiej mafii. I na tym nie koniec, bo dziennikarskie śledztwa dopiero obnażają skalę kremlowskiego ataku.

Od Sarkozy po Trumpa

Francuskie wydawnictwo „Mediapart”, które zajmuje się publikacjami materiałów nie do końca wygodnych dla tamtejszej klasy politycznej, ujawniło rosyjski trop w nielegalnym finansowaniu kampanii wyborczej byłego prezydenta Nicholasa Sarkozy’ego. Otóż skarbnik nieżyjącego już libijskiego dyktatora Muamara Kadafi ego nabył po zawyżonej cenie pewną francuską willę, a zalegalizowaną w ten sposób kwotę przekazał ówczesnemu kandydatowi w wyborach prezydenckich. Problem w tym, że właścicielem obiektu był rosyjski biznesmen kojarzony jako mafijny rezydent.

Drugą część operacji wykonał już Kreml, który skorumpował francuskiego ministra spraw wewnętrznych. Z zawodu adwokat nie oparł się wykorzystaniu państwowego stanowiska do uzyskania lipnego kontraktu dla swej oficjalnie byłej kancelarii. Hojnym sponsorem okazał się Niżny Nowogród, który ofiarował tysiące euro miesięcznie za promocję miasta. Z tym że pośrednikiem okazał się ten sam mafijny biznesmen, który wziął udział w transferze libijskiej darowizny.

Co tam Francja. Dziennikarze „Financial Times” ujawnili właśnie zagadkowe powiązania Donalda Trumpa z mafią sołncewską. Jak obliczyli w 36 amerykańskich i kanadyjskich biurowcach zwanych Wieżami Trumpa miały lub mają swoje siedziby firmy kojarzone z rosyjską przestępczością zorganizowaną. Co prawda obecny prezydent USA ma być tylko jednym z wielu polityków amerykańskich korzystających obficie z „rosyjskich funduszy o niewiadomym pochodzeniu”, bo na liście płac mafii są były dyrektor FBI i szef republikańskiej większości Kongresu, ale nie zmienia to faktu.

Korzystając z fal emigracji radzieckich Żydów, mafia sołncewska i inne gangi zapuściły w USA głębokie korzenie. To ich miliardy miały uchronić Trumpa przed bankructwem i to mafia miała być udziałowcem niedoszłych inwestycji obecnego prezydenta w Rosji. Jak zatem twierdzi rosyjski „The Insider”, od przeszło 20 lat rosyjski świat kryminalny penetruje polityczną klasę USA, korumpując najważniejsze postacie, co obecnie przekłada się na skuteczność kremlowskiego ataku na amerykańską demokrację. Co więcej, według tego tytułu, na rozkaz Moskwy rosyjscy mafiosi w USA pośredniczyli w dialogu sztabu wyborczego Trumpa z Kremlem. To oni aranżowali spotkania, na których miano przekazać materiały kompromitujące Hillary Clinton.

Najnowszym tropem afery są rosyjskie powiązania Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego, wpływowego lobby amerykańskich producentów broni, które szczodrze wsparło kampanię wyborczą Republikanów i samego Trumpa. Osobą reprezentującą Kreml w amerykańskiej organizacji był dawny wiceprezes rosyjskiego banku narodowego, od lat kojarzony z izmaiłowską i sołncewską grupami mafijnymi. Niestety mimo tak wyraźnych tropów poddawanych przez media całego świata, Zachód wydaje się lekceważyć kryminalne zagrożenie płynące z Rosji. Czyżby rację mieli kremlowscy stratedzy, stawiając tezę, że zachodnie elity są tak samo skorumpowane, jak rosyjskie, zatem Europę i USA można łatwo pokonać, wykorzystując jedynie ich słabości. Wtedy można się będzie dogadać kosztem słabszych, co od lat jest politycznym celem Putina. Biznes jak zwykle, bez względu na metody, choćby miały być kryminalne.

Autor

Najnowsze