8.6 C
Warszawa
czwartek, 29 września 2022

Dniówki trenerów

Koniecznie przeczytaj

Ile inkasują szkoleniowcy w polskiej ekstraklasie i jak to się ma do zarobków w najbogatszych klubach świata? „Gazeta Finansowa” zajrzała do portfeli zarówno trenerów znad Wisły, jak i tych zagranicznych.

Medialne spekulacje jakoby Adam Nawałka miał objąć funkcję trenera Lecha Poznań, wywołały dyskusję na temat zarobków szkoleniowców polskiej ekstraklasy. Okazało się bowiem, że „Kolejorz” może nie sprostać finansowym wymaganiom byłego selekcjonera Polski. Czy Nawałka żąda aż tak dużo? Czy może Lech po prostu skąpi na pensję trenera? Na każde z tych pytań można po części odpowiedzieć twierdząco. Jak na polskie warunki, istotnie, Nawałka oczekuje kontraktu niemającego precedensu w historii (150 tys. zł miesięcznie i drugie tyle dla jego sztabu). Z drugiej zaś strony budżet Lecha nie zawaliłby się, gdyby zarząd klubu spełnił warunki 61-letniego szkoleniowca (roczne przychody klubu wynoszą ok. 100 mln zł). „Kazus Nawałki” z ostatnich dni sprowokował potrzebną w polskiej piłce debatę na temat zarobków trenerów ekstraklasy. „Gazeta Finansowa” postanowiła sprawdzić, ile inkasują szkoleniowcy ekstraklasy oraz jak to się ma do zarobków w sytych europejskich klubach.

Chiny kuszą Nawałkę

Po nieudanym dla reprezentacji Polski mundialu Adam Nawałka rozwiązał swój kontrakt z Polskim Związkiem Piłki Nożnej i od tamtej pory pozostaje bez pracy. Już wówczas jednak mówiło się, że jest kwestią czasu, kiedy wróci do swojego fachu i znów usiądzie na ławce trenerskiej. Wątpliwości budziło jedynie pytanie, kto i za ile zatrudni byłego selekcjonera biało-czerwonych. Od sierpnia w medialnych spekulacjach przewinęła się kilkupunktowa lista klubów, które chętnie widziałyby Nawałkę w swoich szeregach. Najwyższe notowania w walce o 61-letniego trenera miała Legia Warszawa, przechodząca na początku sezonu przez sportowe turbulencje, które zmiotły z ławki trenerskiej chorwackiego trenera Deana Klafurića.

Zbawcą „Wojskowych” miał być właśnie Adam Nawałka, który, zanim objął reprezentacyjne stery w 2013 roku, wcześniej trenował m.in. Górnik Zabrze (2010–2013, bez większych sukcesów). Szkoleniowiec dał jednak zarządowi Legii jasny sygnał, że nie jest zainteresowany ich ofertą. Podobnie uczynił zresztą wobec propozycji z KGHM Zagłębie Lubin. Był to czytelny znak, że Nawałka czeka na coś „większego”. Tym „czymś” nie były również oferty z Armenii, Iraku i Iranu, które trener zdecydowanie odrzucił, zapewne uznając, że praca w tamtejszych ligach byłaby bardziej degradacją, aniżeli nagrodą za wyciągnięcie polskiej reprezentacji ze sportowego dołka. Po kilku miesiącach od powrotu z rosyjskiego mundialu na biurku Nawałki wylądowały jednak oferty, nad którymi trener musiał się zastanowić trochę dłużej. Ich nadawcami były bowiem chińskie kluby, wypchane po uszy miliardami juanów z państwowych spółek. Nie są znane konkretne kwoty zaproponowane przez klubu z Państwa Środka. Można jednak zakładać, że oferty z Legii czy Zagłębia były przy nich śmiesznie niskie.

Jak donoszą media, Nawałka nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie. Z jednej strony kwoty z kilkoma zerami są dla niego kuszące, z drugiej zaś liczył na zatrudnienie w jednym z klubów ze Starego Kontynentu, niekoniecznie z polskiej ekstraklasy. W międzyczasie w prasie pojawiły się doniesienia, że Nawałka prowadzi zaawansowane rozmowy z dyrekcją Lecha Poznań. W ostatnich tygodniach „Kolejorz” przechodzi przez sportowy kryzys, którego pokłosiem było zwolnienie chorwackiego trenera Nenada Bjelicy. Schedę po nim miałby objąć właśnie Adam Nawałka. Na przeszkodzie w podpisaniu umowy stoją jednak wygórowane żądania trenera co do wynagrodzenia oraz zasad pracy. Krótko mówiąc, były selekcjoner Polski chce zarabiać tyle, ile żaden trener przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu jeszcze nie zarabiał. Ponadto Nawałka oczekuje pełnej autonomii w prowadzeniu pierwszej drużyny, co kłóci się z polityką Lecha, która zakłada, że w sprawach stricte piłkarskich (np. transferów) dużo do powiedzenia ma również dyrektor sportowy.

Od przekroczenia tych dwóch przeszkód do ewentualnego podpisania kontraktu jeszcze daleka droga. Do czasu zamknięcia wydania „GF” Nawałka nie złożył żadnego podpisu pod umową z Lechem. Gdyby jednak prezes „Niebieskich” Karol Klimczak zgodził się podpisać kontrakt na warunkach Nawałki, wówczas ten ostatni stałby się najlepiej zarabiającym trenerem polskiej ekstraklasy w historii. Do tej pory takowym był wspomniany Nenad Bjelica, na którego „Kolejorz” łożył miesięcznie ok. 30 tys. euro. O 10 tys. mniej inkasował w Legii Warszawa Chorwat Romeo Jozak.

Selekcjonerzy – milionerzy

Finansowe wymagania Nawałki znacznie przewyższają jego zarobki z czasów prowadzenie reprezentacji Polski. PZPN płacił mu wówczas ok. 270 tys. euro rocznie (ponad 1 mln zł); miesięcznie daje to blisko 100 tys. zł. W porównaniu z wynagrodzeniami selekcjonerów najlepszych reprezentacji to wyjątkowo niska kwota. Wystarczy przypomnieć, że spośród trenerów 32 reprezentacji, które występowały na rosyjskim mundialu, pensja Nawałki sytuowała go na przedostatnim miejscu. Mniej od niego inkasował jedynie szkoleniowiec Senegalu (200 tys. euro).

Listę krezusów otwierał Niemiec Joachim Loew (3,85 mln euro rocznie), tuż za nim był Brazylijczyk Tite (3,5 mln euro), natomiast płacowe podium zamykali ex aequo Francuz Didier Deschamps i Hiszpan Julen Lopetegui (po 3 mln). Są to jednak niewielkie kwoty w porównaniu do sum, jakie chiński związek piłkarski przelewa na konto Marcello Lippiego. 70-letni Włoch posadę trenera reprezentacji „Państwa Środka” objął dwa lata temu i od tamtej pory zarobił 36 mln euro (18 mln za rok pracy), co oznacza dniówkę na poziomie… ok. 50 tys. euro. Łatwo zatem obliczyć, że Lippi w sześć dni zarobi więcej niż Adam Nawałka, inkasował w trakcie roku jako trener biało-czerwonych.

Jeszcze większy rozmach od Chińczyków mają Katarczycy, którzy kilka tygodni temu zaproponowali Francuzowi Zinedinowi Zidanowi roczną pensję w wysokości 50 mln euro. Były szkoleniowiec Realu Madryt (2016–18) nie przyjął jed- nak tej lukratywnej oferty, mimo iż przewyższała ona ponad 7-krotnie pensję, na jaką mógł liczyć w stolicy Hiszpanii (7 mln euro rocznie).

Klubowe stawki

Nieco inne stawki trenerskich wynagrodzeń obowiązują w topowych europejskich klubach. Co ciekawe, wartości zarobków nie idą w tym wypadku w parze z wielkością budżetu poszczególnych drużyn. Najlepszym tego przykładem jest wspomniany Real Madryt, który zajmuje drugie miejsce wśród najbogatszych klubów świata, ustępując miejsca jedynie Manchesterowi United (roczny budżet „Królewskich” wg Deloitte to 676 mln euro, o 1 mln mniej od „Czerwonych Diabłów”). Mimo tego potencjału finansowego Real nie należy do klubów, w których trenerzy zarabiają najwięcej. Co ciekawe, obecny trener Realu, Santiago Solari, może liczyć jedynie na 300 tys. euro w skali roku. Tak niska pensja w porównaniu z konkurencją wynika z faktu, że zatrudnienie niedoświadczonego Argentyńczyka było awaryjnym rozwiązaniem związanym z nagłym zwolnieniem Julena Lopeteguiego. Ten ostatni miał w kontrakcie zapisaną roczną pensję na poziomie 6 mln euro.

Na hiszpańskim podwórku więcej inkasują Diego Simeone jako szkoleniowiec Atletico Madryt oraz Ernesto Valverde z FC Barcelony. Obaj zarabiają rocznie ok. 14 mln euro. Pieniędzy na pensje dla trenerów zdecydowanie nie żałują kluby z angielskiej Premier League. Nie ma się zresztą co dziwić, to bowiem najbogatsza liga na świecie. Wystarczy wspomnieć, że na 20 najbardziej majętnych klubów, aż 10 występuje w angielskich rozgrywkach. Najwięcej zarabiają szkoleniowcy dwóch klubów z Manchesteru. Mowa o Hiszpanie Pepu Guardioli, któremu właściciele Manchesteru City (szejkowie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich) zapisali w kontrakcie roczną pensję w wysokości 21 mln euro. O 1 mln mniej inkasuje natomiast Portugalczyk Jose Mouringo zatrudniony w Manchesterze United. Finansowe podium angielskiej ligi zamka Niemiec Jürgen Klopp z wynagrodzeniem 16 mln euro.

 

Autor

Poprzedni artykułMiliardy w telefonach
Następny artykułInterpretacyjny bałagan

Najnowsze