-0.3 C
Warszawa
czwartek, 8 grudnia 2022
Advertisement

Amerykanie nie chcą płacić!

Koniecznie przeczytaj

Jak USA szantażują polski rząd

My was bronimy przed Rosją, wy traktujecie ulgowo nasze firmy”, czyli jak USA szantażują polski rząd w sprawie opodatkowania amerykańskich korporacji.

Kto w Polsce ma decydujący wpływ na uchwalanie prawa podatkowego? Wbrew pozorom nie jest to takie banalne pytanie. Tylko w trakcie ostatnich kilkunastu miesięcy władze Stanów Zjednoczonych aż dwukrotnie ingerowały w procesy legislacyjne dotyczące opodatkowania dużych koncernów. I trzeba przyznać, że były w tym niezwykle skuteczne. Przy każdej takiej interwencji rząd PiS-u pod presją swojego „najlepszego sojusznika” wycofywał się rakiem ze swoich projektów. Na początku roku wystarczyło jedno tupnięcie nogą ambasador USA Georgette Mosbacher, a rząd podkulił ogon w sprawie opodatkowania spółki-matki Ubera. Kilka miesięcy później, za sprawą osobistej wizyty wiceprezydenta Mike’a Pence’a w Warszawie, resort finansów odłożył „na świętego Dygdy” podatek cyfrowy. Teraz z kolei wyszło na jaw, że Amerykanie kręcą nosem z powodu wysokiego – ich zdaniem – podatku od wydobycia miedzi, co ma rzekomo blokować ich inwestycje nad Wisłą. Przy każdej takiej okazji przedstawiciele władz USA wykorzystują ten sam szantaż: „my bronimy was przed Rosją i inwestujemy w waszym kraju, wy trzymacie ręce z daleka od naszych firm”. To swoiste wasalstwo legislacyjne przypomina stosunki pomiędzy metropolią a kolonią. Tragizm tej sytuacji polega na tym, że rząd PiS-u sam podstawił się pod ścianą, prowadząc jednowektorową politykę zagraniczną i stawiając wszystkie karty na relacje z USA.

Ambasador od podatków
Modus operandi zawsze wygląda tak samo: najpierw rząd zapowiada przełomowe zmiany w przepisach w opodatkowaniu wielkich korporacji, następnie jest reakcja Amerykanów, a na koniec politycy tłumaczą opinii publicznej, dlaczego wycofali się z projektów oraz przekonują, że wcale nie miało to związku z naciskami ze strony USA. Według takiego scenariusza, na początku tego roku, przebiegała operacja pt. „podatek od Ubera”. Najpierw mieliśmy głośną zapowiedź ówczesnego szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka. „Komitet Stały Rady Ministrów przyjął rozwiązania legislacyjne, które doprowadzą do tego, że Uber zacznie płacić podatki w Polsce” – zakomunikował szef KPRM. Równocześnie z tymi słowami resort infrastruktury i budownictwa przedstawił projekt zmian w ustawie o transporcie. To miała być przełomowa reforma, nad którą prace trwały kilka lat, a finalna wersja projektu zmieniała się aż ośmiokrotnie. Jedna ze zmian dotyczyła nałożenia obowiązku zarejestrowania firmy (w KRS lub CEIDG) na zagraniczne korporacje pośredniczące w usługach transportu, a więc na amerykańskiego Ubera oraz kilka mniejszych koncernów z tej samej branży (np. estońsko- chińskie Taxify). W ten sposób rząd chciał zmusić zarejestrowaną w Holandii spółkę-matkę Ubera do założenia nad Wisłą swojego oddziału, płacącego podatki na takich samych zasadach jak polskie firmy.

Ostateczna wersja nowelizacji była gotowa już w styczniu, a jej uchwalenie zaplanowano na marzec. Wydawało się wówczas, że rząd znalazł sprytny sposób na zmuszenie zagranicznego giganta do podzielenia się swoim zyskiem z polskim fiskusem, gdy nagle media ujawniły list ambasador Georgette Mosbacher do ówczesnego (oraz obecnego) szefa resortu infrastruktury i budownictwa Andrzeja Adamczyka. Amerykanka domagała się odstąpienia od prac nad projektem pod groźbą wycofania się Amerykanów z planów inwestycji nad Wisłą. „Nie rozumiem, dlaczego Polska rozważa taki krok (zmianę przepisów – red.)” – napisała Mosbacher do Adamczyka, strasząc, że nowe prawo będzie miało negatywny wpływ na cały sektor usług pośrednictwa w przewozie. Ujawniony list pochodzi z października 2018 roku, natomiast do prasy przedostał się dopiero w styczniu br., co każe zakładać, że był to tzw. przeciek kontrolowany, zainspirowany przez stronę amerykańską, niezadowoloną z braku reakcji rządu na pierwsze listowne ostrzeżenie, po którym ministerstwo nie zaniechało prac nad „podatkiem od Ubera”. Jakie były dalsze losy nowelizacji ustawy o transporcie? Temat szybko ucichł. Projekt wylądował w głębokiej resortowej szufladzie i nic bynajmniej nie wskazuje na to, by minister Adamczyk zamierzał po niego sięgnąć w nowej kadencji.

Pence w roli polskiego ministra finansów
Kwintesencją uległości PiS-u przed USA jest historia związana z podatkiem cyfrowym. Już pod koniec roku premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że taka danina zostanie rychło wprowadzona. „Jeżeli ktoś w naszym pięknym kraju sprzedaje swoje usługi, to niech płaci od tego podatki, a nie rozlicza się minimalną, czasami mikroskopijną stawką” – stwierdził szef rządu, mając na myśli głównie wielkie amerykańskie korporacje z branży IT: Google, Amazon, Facebook, Apple. W październiku 2018 r. Komisja Europejska opracowała wytyczne dla państw członkowskich dotyczące wprowadzenia tzw. podatku GAFA (nazwa pochodzi od pierwszych liter wyżej wymienionych firm). To oznaczało, że poszczególne kraje mogą we własnym zakresie uchwalić prawo wymierzone w amerykańskich gigantów. Europejscy biurokraci dali zatem wyraźny sygnał, że nie spotka się to z zarzutami o naruszenie unijnych zasad wolnego handlu. Szlaki przetarła Francja, która na początku roku, jako pierwsze państwo w Europie, wprowadziła podatek ze stawką 3 proc. od przychodów z tytułu usług cyfrowych świadczonych na terytorium Francji przez firmy z rocznym obrotem w tym kraju przekraczającym 25 mln euro, natomiast w ujęciu globalnym – 750 mln euro. Nowe prawo spotkało się to z ostrą reakcją przedstawicieli władz USA, którzy w odwecie zagrozili prezydentowi Emmanuelowi Macronowi wprowadzeniem sankcji na produkty znad Sekwany. Po kilku tygodniach dyplomatycznych przepychanek obie strony znalazły kompromis, który zakłada, że amerykańskie korporacje otrzymają od francuskiego fiskusa rekompensaty w wysokości różnicy pomiędzy uchwalonym podatkiem a tym, który zostanie zarekomendowany przez OECD.

W ślad za Francuzami zamierzają pójść rządy pozostałych państw UE, w tym czeski, który niedawno przedstawił projekt zakładający wprowadzenie 7 proc. stawki podatku GAFA. Jeszcze w marcu br. roku wydawało się, że polskie władze zamierzają podążyć tą samą drogą i wprowadzić cyfrową daninę. Wpływy z tego tytułu, w wysokości 217 mln zł, zostały nawet wpisane w kwietniowym Wieloletnim Planie Finansowym (WPF). Nie było wówczas żadnych wypowiedzi polityków związanych ze Zjednoczoną Prawicą zwiastujących wycofanie się z tego pomysłu. Dopiero na początku września o rezygnacji z polskiej wersji podatku GAFA poinformował… wiceprezydent USA Mike Pence, który akurat wizytował w Warszawie. „Stany Zjednoczone z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie przez Polskę propozycji podatku od usług cyfrowych, który utrudniłby wymianę handlową pomiędzy naszymi krajami” – rzucił wysoki rangą polityk USA tuż przed wylotem z Polski. Zatem o rezygnacji z uchwalenia nowej daniny Polacy dowiedzieli się od przedstawiciela obcego państwa, który przelotem wpadł tutaj na jeden dzień i powiedział, co miał powiedzieć. Mało tego, wypowiedź Pence’a bezdyskusyjnie zawierała w sobie element szantażu, dotyczący wymiany handlowej pomiędzy oboma krajami. Wszak jedyną stroną, która w sposób istotny odczułaby owe „utrudnienie”, byłaby Polska, a nie USA.

O całą sprawę został zapytany wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. Zwykle elokwentny przedstawiciel głowy państwa tym razem łamał sobie język, dowodząc, że słowa Pence’a to: „wątek ogólnej pochwały tego, jak w Polsce jest prawidłowo zbudowany system podatkowy, jak nasze obciążenia fiskalnie nie hamują możliwości inwestowania w Polsce” (TVN24). Jednocześnie Mucha nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, kiedy premier Morawiecki podjął decyzję o rezygnacji z podatku cyfrowego. Z jego wypowiedzi wynika, że on sam nie wiedział, że taka decyzja w ogóle została podjęta. Co dalej z cyfrową daniną? Zgodnie z oficjalnym przekazem PiS-u rząd czeka teraz, aż UE przedstawi dyrektywę ujednolicającą we wszystkich państwach członkowskich kwestię podatku GAFA. Do tego czasu resort finansów nie zamierza wychodzić przed szereg z własnym projektem, o którym wszyscy wiedzą, że istnieje, skoro dochody z tego tytułu zostały uwzględnione w WPF. Taka strategia to nic innego jak gra na czas i zrzucenie odpowiedzialności na Brukselę.

Kongresmeni piszą list
Uległość przedstawicieli rządu w sprawie podatków GAFA i „od Ubera” najwyraźniej zachęciła sojuszników z USA do kolejnych aktów ingerencji w polskie prawo podatkowe. Nie da się bowiem w inny sposób wytłumaczyć ujawnionego przez „Rzeczpospolitą” pod koniec listopada br. listu kilku członków amerykańskiego Kongresu do premiera Morawieckiego. W dokumencie tym kongresmeni Neal P. Dunn i Joe Wilson narzekają, że zbyt wysoka stawka podatku od wydobycia miedzi stanowi przeszkodę dla amerykańskich inwestycji w polskie kopalnie tego surowca. Autorzy listu wprost domagają się obniżenia wysokości tej daniny, posługując się przy tym sprawdzonym szantażem odwołującym się do ochrony polskich granic oraz relacji handlowych pomiędzy oboma krajami. „Skoro Stany Zjednoczone są gwarantem polskiego bezpieczeństwa przed atakiem ze strony Rosji, to należą się im szczególne przywileje także w obszarach, które z obroną nie mają wiele wspólnego” – piszą kongresmeni, wyraźnie sugerując, że obecność wojsk USA w Polsce ma swoją konkretną cenę.

Dalej politycy piszą: „Uważamy, że najlepszym sposobem na wzmacnianie wzajemnych interesów w zakresie bezpieczeństwa narodowego i utrzymanie naszego niezwykle ważnego sojuszu jest ściślejsza współpraca gospodarcza”. To ostatnie zdanie znaczy ni mniej, ni więcej, że przyszłość sojuszu gospodarczo- militarnego pomiędzy USA a Polską jest w dużej mierze uzależniona od tego, czy amerykańskie firmy dostaną nad Wisłą fiskalną taryfę ulgową. Co zrobią politycy PiS w tej sprawie? Na razie nie słychać, by rząd planował likwidację lub też zmniejszenie wysokości podatku od wydobycia miedzi. Wpływy z tego tytułu zostały zapisane w budżecie państwa na 2020 rok. Ostatnie miesiące udowodniły jednak, że wszystko może się zmienić w ciągu jednej wizyty przedstawiciela władz USA.

Autor

Poprzedni artykułProblemy z ulgą
Następny artykułPiS w pułapce Laffera

Najnowsze