8.6 C
Warszawa
czwartek, 29 września 2022

Rozłam u Merkel

Koniecznie przeczytaj

Rachunek za wybory

Czy zmiana władz w SPD i bunt chadeków we wschodnich landach zakończą rządy Angeli Merkel?

W pierwszy weekend grudnia Socjaldemokraci wybrali nowe kierownictwo partii. Nowymi przewodniczącymi SPD zostali niechętni chadekom Saskia Esken i Norbert Walter-Borjans. Nowi szefowie SPD są przeciwni kontynuowaniu koalicji z CDU/CSU. Chcą nowej koalicji – z Die Linke oraz Zielonymi. To jednak dopiero początek problemów Angeli Merkel. Część polityków CDU i CSU również nie chce dalszej współpracy z SPD. Młodym chadekom, szczególnie tym ze wschodnich landów, marzy się sojusz z prawicową Alternatywą dla Niemiec.

Rachunek za wybory
Od tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego SPD targana była coraz większymi kryzysami. Najpierw do dymisji podała się szefowa formacji – Andrea Nahles. Zaledwie po roku kierowania formacją ogłosiła swoje całkowite odejście z polityki. Wówczas podejrzewano, że stery przejmie skrajnie lewe skrzydło socjaldemokratów, które zerwie koalicję z CDU/CSU. Tak się jednak nie stało. Katastrofa z eurowyborów (spadek z 27,3 proc. do 15,8 proc.) okazał się tylko przedsmakiem tragedii dla SPD. W sondażach SPD, partia z 150-letnią tradycją runęła do 12 proc. Niedawne wybory do parlamentów krajowych potwierdziły, że sytuacja jest opłakana. We wrześniu w bastionie SPD – Brandenburgii, poparcie dla partii spadło aż o 5,7 punktów procentowych, do 26,2 proc. W Saksonii SPD miała najgorszy wynik – zaledwie 7,7 proc. Był to spadek o aż 4,7 p.p. Efektem wyborów w tych landach było załamanie się koalicji CDU-SPD. Straty bowiem były tak ogromne, że formacjom brakuje głosów do kontynuowania samodzielnych rządów. Sytuacja powtórzyła się pod koniec października w Turyngii. Wybory wygrała Lewica kierowana przez Bodo Ramelowa (twór powstały z komunistów z dawnego NRD oraz rozłamowców z SPD), ale jej wynik był gorszy od oczekiwań. SPD z 12,4 proc. w 2014 roku spadła do 8,2 proc.

Skręt w lewo
Pasmo tegorocznych porażek musiało odbić się na wewnątrzpartyjnych wyborach. Jednak to, kto przejął władzę w SPD, musiało zszokować wszystkich – na czele z chadekami. Nowymi przewodniczącymi zostali bowiem Saskia Esken i Norbert Walter-Borjans. To przedstawiciele najbardziej lewicowego skrzydła SPD, orędownicy zerwania koalicji rządowej z CDU/CSU. Mimo że tuż to po ogłoszeniu wyników Esken dyplomatycznie oświadczyła mediom, iż o kontynuacji koalicji z chadekami Angeli Merkel działacze zadecydują na najbliższym zjeździe SPD, to nietrudno zgadnąć, jakie rozwiązanie będą „lobbować” nowi liderzy. Jeszcze przed wyborem na przewodniczących nowi szefowie chcieli zerwania koalicji z Merkel i zawiązania nowej z Die Linke oraz Zielonymi. Mało tego, lewicowy duet na czele SPD to zwolennicy podnoszenia podatków i nakładów socjalnych. A tej drogi boją się chadecy, czujący oddech AfD na swoich plecach. Sekretarz generalny CDU Paul Ziemiak i inni politycy Merkel tuż po ogłoszeniu wyników w SPD wezwali koalicjantów do utrzymania umowy. Szanse na to są jednak znikome. Tym bardziej, że własny apel wystosowała do SPD Lewica.

– Nasz kraj potrzebuje zmiany społeczno-gospodarczej, a to jest możliwe tylko poprzez sojusze na lewo od chadecji – powiedziała przewodnicząca Lewicy Katja Kipping, zachęcająca nowe kierownictwo do zerwania koalicji z chadekami. – Ta radykalna zmiana w przywództwie SPD nie oznacza nic dobrego dla koalicji rządowej. Saskia Esken oraz Walter-Borjans bowiem muszą się teraz wykazać, jeśli nie chcą doprowadzić do sporów z własnymi zwolennikami. Oznacza to jednak także rozwiązanie porozumienia rządowego i przesunięcie na lewo. Unia chadecka jednak na to nie przystanie. Głównie w CDU już panuje niechęć spowodowana tym, że SPD zbyt mocno odciska piętno na koalicji rządowej. Zatem będzie to dla niej burzliwe zakończenie roku – ocenił dziennik „Reutlinger General-Anzeiger”.

Chadecy chcą zmian
Wrogie chadekom kierownictwo u koalicjanta nie wyczerpuje listy problemów Angeli Merkel i Annegret Kramp-Karrenbauer. Zmiany partnera chce również duża część chadeków. Szczególnie tych we wschodnich landach, które w wyniku jesiennych wyborów opanował chaos. Kierownictwo CDU zabroniło bowiem swoim lokalnym politykom zawierania koalicji z Alternatywą dla Niemiec. To jednak prawica jest najbardziej pożądanym i naturalnym sojusznikiem dla chrześcijańskich demokratów. W Brandenburgii AfD zajęła drugie miejsce z wynikiem 23,5 proc. To zaledwie 2,7 p.p. różnicy od lidera i wzrost poparcia aż o 11,3 p.p. CDU uzyskała 15,6 proc. głosów (spadek o 7,4 p.p.). W Saksonii AfD zdobyła 27,5 proc. głosów. To wzrost o aż 17,7 p.p. Od „poturbowanego” lidera – CDU – dzieli ją zaledwie 4,9 p.p. CDU zdobyła 32,1 proc., ale był to spadek o aż 7,3 p.p. W Turyngii AfD zdobyła zaś 23,4 proc., a CDU 21,8 proc. Dla AfD był to wzrost poparcia o 12,8 proc. Dla CDU spadek o 11,7 proc. Według niemieckich politologów prawica po prostu przejęła wyborców Angeli Merkel oraz zagospodarowała tych, którzy dotychczas nie głosowali lub wybierali formacje umiarkowane. Domagająca się obniżenia podatków i opanowania problemu z migrantami AfD od lat rośnie w siłę właśnie za sprawą tych dwóch kwestii. Cieszy się również sympatią mniej zamożnych Niemców, których dotychczas kusiła Lewica.

– Ludzie z niższych warstw społecznych czują, że to my jesteśmy ich głosem w parlamencie. To zresztą zrozumiałe. Któż bowiem ponosi koszty masowej imigracji? To nie są ludzie, którzy zarabiają 10 tys. euro miesięcznie. Cenę płacą osoby mało zarabiające, które konkurują o gorzej płatne prace, o tanie mieszkania, o zapewnienie edukacji swoim dzieciom. Oni widzą, że w Niemczech dzieje się źle i mają poczucie, że tylko Alternatywa dla Niemiec jest w stanie to zmienić – przekonywał w wywiadzie dla portalu wPolityce Georg (Grzegorz) Pazderski, szef berlińskich struktur AfD. Z drugiej strony CDU i liberalnym niemieckim mediom coraz trudniej „straszyć” wyborców. AfD od dawna pilnuje, by do formacji nie mieli wstępu skrajni nacjonaliści czy narodowi socjaliści z NPD. Równolegle do wyborów w SPD nowe władze wybrała też AfD. Nowym przewodniczącym Alternatywy został Tino Chrupalla. Chrupalla, który nie kryje, że jego celem jest zdobycie wyborców centrum, wygrał dzięki poparciu nawet najbardziej radykalnych delegatów. Teraz pochodzący z Saksonii dekorator wnętrz będzie współrządził AfD z Jörgiem Meuthenem, profesorem ekonomii z Badenii-Wirtembergii.

– Nadszedł czas, aby wysłać jasny sygnał nowym przywództwem złożonym z przedstawicieli zarówno wschodu, jak i zachodu. (…) Jeżeli chcemy sukcesu, musimy się zmienić. Musimy się przesunąć w kierunku centrum. To się uda, CDU wciąż bowiem dryfuje na lewo – powiedział nowy lider AfD. Co ciekawe – ustępujący współprzewodniczący AfD Alexander Gauland (nie ubiegał się o reelekcję) oświadczył, że ma nadzieję, iż nowemu pokoleniu uda się stworzyć rządową koalicję z CDU – a przynajmniej uda się utworzyć takie koalicje na szczeblu krajów związkowych.
– Nazywają nas nazistami, faszystami i prawicowymi terrorystami. Musimy być roztropni i wytrwali. Nadejdzie dzień, kiedy osłabiona CDU będzie miała tylko jedną opcję: nas – powiedział Gauland delegatom. A w to, że niebawem Merkel i jej następczyni będą musiały dogadać się z prawicą, wierzy coraz więcej ekspertów. Dyrektor Instytutu na rzecz Demokracji i Społeczeństwa Obywatelskiego Matthias Quent wprost ocenił, że istnieje „duże prawdopodobieństwo, że w ciągu kilku lat będziemy mieli koalicję AfD-CDU, najprawdopodobniej na poziomie landów wschodnich”.

– To może doprowadzić do rozłamu w CDU. Niektórzy członkowie CDU na wschodzie otwarcie mówią, że są zwolennikami takiej koalicji – zaznaczył dyrektor Quent, podkreślając, że koalicji z prawicą opierać się będą chadecy z zachodnich landów.

Autor

Poprzedni artykułZła passa bankierów
Następny artykułBułgarski HUB

Najnowsze