24.2 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Iran straszy zachód

Koniecznie przeczytaj

Czy konflikt między USA a Iranem może przerodzić się w wojnę?

W niedzielę 7 lipca władze w Teheranie poinformowały o rozpoczęciu wzbogacania uranu powyżej poziomu ustalonego w porozumieniu nuklearnym. Iran ma też ograniczać swoje zobowiązania wynikające z tej umowy co 60 dni. Co więcej, Teheran grozi wznowieniem projektu budowy reaktora jądrowego i domaga się, by sygnatariusze paktu z 2015 roku podjęli interwencję w sprawie sankcji, jakie na Iran nakłada Waszyngton. W rozwiązanie konfliktu zaangażował się prezydent Francji Emmanuel Macron, jednak Izrael naciska na USA w sprawie szybkiego zniesienia sankcji na ropę. Minister energetyki Izraela Juwal Szteinic ocenił, że działania Iranu to początek „marszu w kierunku broni jądrowej”.

Niebezpieczne „uprzejmości”
Od końca czerwca Iran i USA nie szczędzą sobie gorzkich słów. Powodem był skandal z zestrzeleniem amerykańskiego drona. Minister spraw zagranicznych Iranu Javad Zarif wypomniał Amerykanom ostrzał samolotu pasażerskiego z 1988 roku. Chodzi o zestrzelenie IR655 na wodach terytorialnych Iranu, w wyniku którego zginęło 290 osób (w tym 66 dzieci). Oliwy do ognia dolał przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu Mojtaba Zolnour, który zagroził USA, że jeśli Trump zaatakuje, to Izrael zostanie zniszczony „w ciągu pół godziny”. Z kolei republikański senator Lindsey Graham wywołał zamieszanie, twierdząc, że Izrael jeszcze w tym miesiącu zaatakuje Iran.

– Mam nadzieję, że prezydent rozumie, że jeśli oni (Irańczycy) zaczną wzbogacanie uranu (…) to musi on się przygotować na wysłanie najsilniejszego jak to możliwe sygnału, że tego nie można tolerować – apelował do Trumpa senator Graham. W rzeczywistości warta 130 mln dolarów maszyna miała być zestrzelona irańską rakietą ziemia–powietrze w rejonie Cieśniny Ormuz. Obie strony przerzucały się odpowiedzialnością za to zdarzenie i zarzucały prowokację. Jak ujawnił „New York Times”, zestrzelenie drona niemal zakończyło się atakiem USA na Iran. Przedstawiciele amerykańskiej armii czekali w gotowości, a sam prezydent zaaprobował atak. Z decyzji o zaatakowaniu Trump miał się wycofać w ostatniej chwili, wieczorem 19 czerwca. Administracja i zaplecze Trumpa miały do samego końca popierać atak odwetowy na irańskie radary i wyrzutnie rakiet. Za atakiem mieli opowiedzieć się m.in. sekretarz stanu Mike Pompeo, doradca ds. bezpieczeństwa John Bolton i szefowa CIA Gina Haspel. Jednak Trumpa mieli przekonać przedstawiciele Pentagonu. Po tych rewelacjach Biały Dom i Pentagon odmawiały komentarza. W końcu do sprawy odniósł się jednak sam prezydent Trump, który potwierdził rewelacje mediów.

– Byliśmy gotowi na przeprowadzenie odwetu, kiedy zapytałem, ilu (Irańczyków) zginie. 150 osób – odpowiedział generał. 10 minut przed uderzeniem zatrzymałem atak, bo byłby nieproporcjonalny do zestrzelenia bezzałogowego drona – oświadczył Trump. Konflikt zaognił szef Mossadu. Dyrektor izraelskiej agencji wywiadowczej Yossi Cohen w trakcie konferencji bezpieczeństwa przekonywał, że ma dowody, iż to właśnie Iran zaatakował amerykańskiego drona. – Mogę powiedzieć, z całą pewnością, opierając się na najlepszych źródłach wywiadu izraelskiego i zachodniego, że za atakami stoi Iran – zapewniał zebranych Cohen. Sami Irańczycy bronili się, że wina leży po stronie Amerykanów, a ich dron naruszył przestrzeń powietrzną Iranu. Przedstawiciele Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zaprezentowali mediom szczątki zniszczonego drona, które miały zostać wydobyte z irańskich wód terytorialnych (według Amerykanów dron znajdował się nad wodami międzynarodowymi).

Atomowy spór
Gdy wydawało się, że emocje wokół zestrzelenia drona zaczynają opadać, Iran poinformował o rozpoczęciu wzbogacania uranu do 4,5 proc. powyżej poziomu ustalonego w układzie nuklearnym z 2015 roku. O fakcie poinformował 7 lipca Behrouz Kamalvandi, rzecznik irańskiej Organizacji Energii Atomowej. Co istotne, z kolejnych wypowiedzi rzecznika wynika, że Iran może rozważać wzbogacenie uranu do 20 proc. Teheran wielokrotnie zapewniał, że energię jądrową wykorzystywałby jedynie na polu cywilnym (do produkcji broni jądrowej potrzeba 90 proc.). Działania te Iran uzasadniał wycofaniem się Trumpa z paktu oraz nakładaniem sankcji, uderzających w irańską gospodarkę. Chodzi o drastyczne ograniczenie eksportu ropy z Iranu. O tym, że sankcje okazały się dotkliwe, najlepiej świadczy fakt, że produkcja ropy spadła na najniższy od ponad 30 lat poziom. Wiceszef MSZ Iranu Abbas Arakczi w rozmowie z mediami wprost uzasadniał te działania tym, że Francja, Niemcy i pozostali członkowie umowy z 2015 roku nie pomogli Teheranowi w sprzedaży ropy (konflikt zaogniło niedawne zatrzymanie irańskich tankowców przez brytyjskie służby morskie). Zagroził też, że jeśli sytuacja się utrzyma, to co 60 dni Iran będzie dalej ograniczał swoje zobowiązania wynikające z tego porozumienia. Minister energetyki Izraela Juwal Szteinic komentując tę decyzję ocenił, że stanowi to początek „marszu w kierunku broni jądrowej”.

Adwokat „diabła”
Niedzielna decyzja Iranu nie została pozostawiona bez odpowiedzi Trumpa. W trakcie konferencji prasowej w poniedziałek 8 lipca Trump ostrzegł Iran przed konsekwencjami decyzji o wznowieniu wzbogacania uranu i zapowiedział, że wbrew ambicjom Iranu, państwo to „nigdy nie będzie mieć broni jądrowej”. We wtorek 9 lipca prezydent Emmanuel Macron zadzwonił do Donalda Trumpa. Według agencji AFP prezydenci zgodzili się, że „należy położyć kres destabilizującym zachowaniom Iranu na Bliskim Wschodzie”. To właśnie Francja od początku konfliktu dąży do zatrzymania jego eskalacji. Po ogłoszeniu rozpoczęcia wzbogacania uranu przez Iran, francuski doradca dyplomatyczny Emmanuel Bonne udał się do Teheranu, by rozmawiać z irańskimi władzami na temat „deeskalacji” napięcia, związanego z polityką jądrową Iranu. Jednak szans na powrót do paktu z 2015 raczej nie widać. Trump i jego zaplecze przekonują, że umowa była niekorzystna, a administracja Baracka Obamy doprowadziła do finansowania wrogiego USA kraju. – Prezydent Obama zawarł desperacką i straszną umowę z Iranem – dał im 150 miliardów dolarów plus 1,8 miliarda dolarów w gotówce! Iran był w wielkim kłopocie i ich (Obama) uratował. Dał im darmową ścieżkę do broni nuklearnej. Zamiast dziękować, Iran wykrzykiwał „śmierć dla Ameryki”. Zerwałem umowę (porozumienie nuklearne z Iranem – red.), która nie została nawet ratyfikowana przez Kongres i nałożyłem silne sankcje. Dziś Irańczycy są znacznie bardziej osłabionym narodem niż na początku mojej prezydencji, kiedy powodowali poważne problemy na całym Bliskim Wschodzie. Teraz są w depresji! – przekonywał kilka dni temu na Twitterze prezydent Trump.

Autor

Poprzedni artykułŚmierć legendy
Następny artykułIdiotokracja

Najnowsze