1.7 C
Warszawa
sobota, 28 listopada 2020

Śmierć pana Samsunga

Koniecznie przeczytaj

Mimo wszystko jestem optymistką

Sektor handlowy odpowiada za blisko 15 proc. naszego PKB. Skutki drugiego lockdownu odczuje, więc każdy uczestnik rynku – mówi Magdalena Kowalewska Contry...

Capital Park inwestuje na Polskim Haku

Firma Capital Park planuje inwestycje na tzw. Polskim Haku w Gdańsku. Spółka zawarła przedwstępną umowę zakupu dwóch działek w Gdańsku o łącznej...

Pierwsze mieszkania z zielonym certyfikatem

Osiedle Riverview w Gdańsku firmy Vastint jest pierwszą inwestycją mieszkaniową w Polsce, która posiada certyfikat LEED Gold.

Ekologiczna Jutrzenka wyrośnie we Włochach

Tereny zielone ze strefami wypoczynku, przestrzeń do uprawiania jogi, place zabaw, siłownia plenerowa i szklarnie do uprawy warzyw, ziół i kwiatów. Takie...

Lee Kun-hee w ciągu 15 lat zmienił firmę produkującą tandetny sprzęt gospodarstwa domowego w globalnego giganta zaawansowanej elektroniki.

25 października w Seulu zmarł 78-letni Lee Kun-hee – człowiek, dzięki któremu założony przez jego ojca w 1938 r. Samsung (w języku koreańskim oznacza to „trzy gwiazdy” i takie też było przez dekady logo firmy) z producenta tandetnych urządzeń stał się światowym gigantem nowoczesnej techniki wytwarzającym 1/5 PKB Korei Południowej. „Zmień wszystko poza żoną i dziećmi” – to było hasło, które wdrażał od 1987 r., gdy stanął na czele koncernu. Już w pierwszych pięciu latach jego rządów firma powiększyła się ponad dwukrotnie, ale dla Lee Kun-hee było to mało. Chciał, żeby to był światowy gracz, taki jak General Electric (GE), Procter & Gamble (PG) czy IBM. Wyznaczył nawet termin: miało to stać się przed 2000 r. Zdał sobie również sprawę, że osiągnięcie tego celu wymaga jeszcze szybszego rozrostu firmy. W chwili śmierci Lee był najbogatszym Koreańczykiem, z majątkiem wycenianym na ponad 21 mld dolarów (ponad 80 mld zł), a firma ponad 50 razy większa niż wtedy, gdy stawał na jej czele.

Wielka podróż Lee

Kiedy Lee został prezesem w 1987 r., miał w głowie zaszczepioną przez ojca potrzebę planowania dalekiej przyszłości. Nawet w czasach prosperity. Tuż po objęciu funkcji szefa stwierdził w wywiadzie dla „Forbesa”, że Samusung musi „przejść do branż wymagających większej ilości kapitału i technologii, a stawką może być przetrwanie firmy”. Symbolem jego wizjonerskiego podejścia było założenie na początku lat 90. firmy zajmującej się produkcją elektroniki do samochodów. Lee bowiem już wówczas przewidział, że elektronika stanie się nieodłączną częścią samochodów. Aby osiągnąć wymarzony cel, postanowił sprawdzić, jak firma radzi sobie za granicą. W 1993 r. wyruszył w podróż po świecie. W Kalifornii w USA ze smutkiem zauważył, że na witrynach sklepów są telewizory Sony i Panasonic, a odbiorniki Samsunga kurzą się pochowane po niskich półkach. Gdy dotarł do Niemiec, we Frankfurcie zwołał naradę wszystkich dyrektorów Samsunga. 7 czerwca Lee wygłosił swoje słynne trzydniowe przemówienie (z przerwą na sen). Tam właśnie padł jego słynny apel „Zmień wszystko oprócz żony i dzieci”, nawiązał też do słynnych słów Johna F. Kennedy’ego „nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla niego”. Na wzór dokumentów Organizacji Narodów Zjednoczonych to spotkanie dyrektorów Samsumga nazywane jest „Deklaracją frankfurcką”. To, co wówczas powiedział Lee, zostało spisane w postaci 200-stronicowej książki, którą mają obowiązek przeczytać wszyscy pracownicy Samsunga. Ponieważ w tamtym czasie niektórzy pracownicy Samsunga nie byli biegli w czytaniu, to przygotowano dla nich specjalny film animowany wykładający zasady. Lee kontynuował swoją podróż po wszystkich zakładach Samusunga, głosząc nowe zasady działania firmy.

Przemówienie było tak ważne dla rozwoju Samsunga, że kupił wszystkie meble i dekoracje z niemieckiej sali konferencyjnej hotelu Kempinsky i wysłał je do koreańskiej siedziby Samsunga. Tam precyzyjnie odtworzono pokój, w którym ogłoszono wielką zmianę w filozofii firmy. Pokój ów do dziś ma status parareligijny – nie wolno w nim wykonywać zdjęć, a ludzie w środku tylko szepczą, jak podczas odwiedzin w słynnych katedrach. Lee energicznie zaczął wprowadzać zmiany. Do historii przeszła decyzja z 1995 r., aby zniszczyć cały zapas – 150 tys. – telefonów komórkowych i innego sprzętu wyprodukowanego w fabryce w Gumi w Korei Południowej. Były bowiem słabej jakości i nie pasowały do nowego wizerunku i pozycji, do której aspirował Samsung. Około 2 tys. pracowników fabryki zebrało się na dziedzińcu i zostało zmuszonych do noszenia opasek z napisem „Najpierw jakość”. Lee i jego zarząd siedzieli pod transparentem, na którym widniało hasło: „Jakość jest moją dumą”. Wszyscy razem patrzyli, jak telefony, faksy i inne zapasy warte ok. 50 mln dolarów zostały rozbite na kawałki i podpalone. Pracownicy płakali.

W 2007 r. zidentyfikował następne zbliżające się zagrożenie dla Samsunga. Chiny zdominowały produkcję elektroniki z niższej półki, podczas gdy Japonia i Zachód przeważały w zaawansowanych technologiach. Firmy z Korei Południowej, w tym Samsung, znalazły się pomiędzy nimi, co – zdaniem Lee – było ogromnym ryzykiem biznesowym. Odpowiedzią na to było przeniesienie Samsunga do wyższej półki technologicznej i cenowej.

Wstydliwe sekrety milczącego króla

Lee Kun-hee urodził się 9 stycznia 1942 r. w Daegu, w okupowanej przez Japonię Korei. Założony cztery lata wcześniej Samsung zajmował się wówczas eksportem owoców i suszonych ryb. Lee w liceum uprawiał zapasy. Ukończył Uniwersytet Waseda w Tokio w 1965 r. Następnie studiował na Uniwersytecie George’a Washingtona, ale nie uzyskał dyplomu. Od 1968 r. pracował dla ojca w rodzinnej firmie.

Lee rzadko rozmawiał z mediami i miał reputację samotnika. Nadano mu nawet przydomek „króla-pustelnika”. Cieniem na sukcesie Lee kładą się afery korupcyjne z 1996 r. i 2008 r. Lee wówczas został oskarżony o korumpowanie prezydenta, a później o oszustwa podatkowe, a także przekupywanie polityków, co w 2008 r. zmusiło go do rezygnacji z kierowania firmą. „To my, łącznie ze mną, spowodowaliśmy kłopoty Narodowi naszym działaniem. Bardzo za to przepraszam i biorę za wszystko pełną odpowiedzialność, zarówno prawną, jak i moralną” – ogłosił wówczas publicznie.

Został nawet skazany na trzy lata więzienia w zawieszeniu, ale błyskawicznie został ułaskawiony (po raz drugi już w karierze), konieczne było bowiem jego wsparcie, aby Korea Południowa mogła być gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Po ułaskawieniu w 2010 r. wrócił na stanowisko szefa, jednak ciężka choroba (atak serca) w 2014 r. znów zmusiła go do oddania władzy w firmie. Problemy ze zdrowiem miał zresztą już wcześniej – w 2005 r. zdiagnozowano u niego raka.

Karę więzienia za odegranie kluczowej roli we wspomnianym skandalu korupcyjnym odbył natomiast jego syn Lee Jae-yong. Na tym kłopoty najważniejszej biznesowej rodziny Korei Południowej się nie kończą. We wrześniu bowiem prokuratorzy postawili mu kolejne zarzuty dotyczące transakcji w 2015 r., a syn od czasu jego zawału w 2014 r. był twarzą medialną firmy. Lee miał jeszcze trzy córki (jedna urodzona w 1979 r. zmarła w 2005 r.), doczekał się siedmiorga wnucząt.

Czebole, bo tak w Korei Południowej nazywano wielkie konglomeraty, odegrały po II wojnie światowej ogromną rolę w rozwoju kraju. Przez długi czas korzystały jednak z ogromnego wsparcia państwa, co sprzyjało tworzeniu się niejasnych układów polityczno- biznesowych, czasem trwających dekady. Rodzina Lee po prostu lepiej poradziła sobie z globalizacją swojego biznesu niż z zerwaniem nieprzejrzystych powiązań z politykami.

Najnowsze

Azja dyktuje tempo

Traktat RCEP podpisany

Katastrofalna cena awantur Erdoğana

Berat Albayrak podał się do dymisji

Czy dojdzie do eskalacji?

Polska i Węgry wetują

Co amerykańskie wybory oznaczają dla Polski?

„Karna ekspedycja” w Warszawie

Afera Interceptu

Czas totalitaryzmu w sieci?