4.6 C
Warszawa
poniedziałek, 25 października 2021

Rząd wprowadzi paszporty covidowe?

Koniecznie przeczytaj

Koniec krypciochy w internecie?

Niemcy chcą polskich eurofunduszy

Ratunek we francuskim atomie?

Polski rząd bez żadnych większych zastrzeżeń zaakceptował prace nad tzw. covidowym paszportem. Rozwiązanie to budzi jednak szereg wątpliwości.

Jedną z obietnic towarzyszących powoływaniu do życia wspólnoty europejskiej było uczynienie ze Starego Kontynentu jednej, wielkiej strefy wolnego przepływu towarów i usług, ale i swobodnego przemieszczania się. Wszelkie głosy sceptycyzmu wobec takiego rozwiązania, które przecież posiada istotny wpływ na funkcjonowanie gospodarki każdego kraju członkowskiego, były zawsze torpedowane jako przejaw nacjonalizmu, zaściankowości i wrogości wobec idei integracji europejskiej. Obecnie okazuje się, że wolność przemieszczania się została wzięta w bardzo głęboki nawias, a wrogami integracji są ci, którzy wygłaszają krytyczne głosy pod adresem covidowych paszportów, łamiących podstawowe zasady opisane w traktatach.
Niezbędne narzędzia
Stanowiące przedmiot niezwykle intensywnych prac rozwiązanie zyskało błyskawicznie status „niezbędnego narzędzia” w kontekście powrotu do normalności. Czy jednak rzeczywiście za normalną można uznać sytuację, w której podmiotem decydującym o uprawnieniach do przemieszczania się stają się centralne organy Unii Europejskiej? Gdyby którekolwiek z państw członkowskich chciało wprowadzić własny system regulowania przepływu osób przez swoje granice na podstawie jakiegokolwiek kryterium, znalazłoby się zapewne pod ogromną presją i spadłaby na nie surowa krytyka. Gdy to samo czyni Komisja Europejska, nie pytając nawet o zgodę mieszkańców Unii Europejskiej, wszystko okazuje się właściwie i całkowicie uzasadnione.
Według najnowszych doniesień paszporty covidowe miałyby zostać wprowadzone do użytku już 25 czerwca. Polski rząd ochoczo podjął się w tym zakresie współpracy, przydając każdej zaszczepionej osobie specjalny kod identyfikacyjny. Widać więc wyraźnie, że lobby dążące do jak najszybszego wprowadzenia w życie nowego narzędzia identyfikacji (i kontroli) już dawno zadbało o to, aby wszystko było zapięte na ostatni guzik, a sfrustrowane wielomiesięcznymi lockdownami społeczeństwo wyraziło aprobatę dla uprzednio przygotowanego systemu, byle tylko wyrwać się z domowego aresztu i wyruszyć na wymarzone wakacje.
W oficjalnych komunikatach prasowych czytamy, że najbardziej na wprowadzeniu covidowych paszportów zależy krajom turystycznym, takim jak Grecja, Hiszpania, Włochy czy też Chorwacja, które chcą jak najszybciej odrobić ogromne straty. Nietrudno jednak zauważyć, że o wiele większymi entuzjastami nowej formy identyfikacji społecznej są eurokraci, którzy mogą uzyskać w ten sposób nowe, niezwykle istotne z punktu widzenia budowy europejskiego superpaństwa narzędzie kształtowania polityki społecznej i gospodarczej.
Stały środek tymczasowy
Przedstawiciele władz medycznych we wszystkich krajach członkowskich już od dłuższego czasu przekonują, że nastały rzekomo nowe czasy i musimy wszyscy przygotować się na pojawienie nowych wirusów. Daje się w ten sposób do zrozumienia, że paramedyczny reżim cyfrowej kontroli stanie się trwałym elementem naszego życia. Pozwala tą zakładać, że covidowe paszporty z rozwiązania tymczasowego mogą przekształcić się w permanentne narzędzie społecznej kontroli.
Choć cały świat od ponad roku zmaga się z całą serią nieszczęść powiązanych z pojawieniem się chińskiego koronawirusa, Unia Europejska może mówić o jednym, wielkim pasmie sukcesów. Wprawdzie pod względem ekonomicznym kraje członkowskie mocno ucierpiały, lecz proces budowy europejskiego superpaństwa jeszcze nigdy nie przyspieszył tak mocno w tak bardzo krótkim czasie. Najlepszym tego dowodem jest choćby uznawana za „hamiltonowski moment Europy” emisja wspólnego, europejskiego długu publicznego. Wyjątkowe okoliczności towarzyszące zmaganiu się z koronawirusem umożliwiły jednocześnie znaczące przyspieszenie realizacji unijnej agendy zrównoważonego i zielonego rozwoju, który plasuje całą wspólnotę w samej awangardzie ekologistycznych rozwiązań. Wprowadzenie covidowych paszportów byłoby prawdziwym ukoronawaniem tego procesu, gdyż umożliwiłoby po raz pierwszy narzucenie pewnego ogólnego schematu kontroli społecznej zarządzanego z pominięciem rządów krajów członkowskich.
Formalnie tzw. Zielony Cyfrowy Certyfikat miałby zawierać jedynie informacje dotyczące tego, czy dana osoba została zaszczepiona, przebyła COVID-19 lub posiada negatywny test wyniku. Badające sprawę unijne agencje zajmujące się ochroną danych osobowych EPDB oraz EDPS orzekły, że zgodnie z obowiązującym prawem zwyczajnie nie można gromadzić żadnych dodatkowych danych o obywatelach. Rzecz jednak w tym, że covidowe paszporty mają służyć nie tylko do celów turystycznych, ale jako przepustka do tzw. normalnego życia umożliwiająca np. wstęp do kina czy sklepu. Już dziś tego rodzaju rozwiązania funkcjonują m.in. w Izraelu, którego kultura polityczna charakteryzuje się stosunkowo wysokim przyzwoleniem na ingerencję państwa w życie obywateli.
Sceptycyzm dotyczący powierzania państwu zbyt dużych kompetencji nie powinien być w żaden sposób łączony tylko i wyłącznie z postawą krytyczną wobec szczepionek. Tego typu narzędzie jak cyfrowy certyfikat jest zwyczajnie zbyt niebezpiecznym narzędziem w rękach jakiejkolwiek władzy, aby przyzwolić na jego funkcjonowanie. Jak zresztą pokazują liczne przykłady z całego świata, jego wprowadzenie nie jest absolutnie konieczne do zapanowania nad koronawirusem. Kraje i regiony, które zrezygnowały z wyniszczających gospodarkę oraz społeczeństwo lockdownów i ograniczeń, nie są dziś przecież sceną dla żadnych dramatycznych wydarzeń i masowego wymierania.
Protesty na świecie, cisza w Polsce
W Stanach Zjednoczonych, w których również pojawiła się inicjatywa wprowadzenia covidowych paszportów, cała kwestia wzbudza ogromne emocje. Administracja Joe Bidena pracuje nad odpowiednimi rozwiązaniami już od dłuższego czasu, lecz gubernatorzy m.in. stanów Floryda i Ohio wydali odpowiednie zarządzenia stanowczo sprzeciwiające się wdrażaniu tego rodzaju pomysłów. Pojawiła się nawet szersza inicjatywa, aby zabezpieczyć Amerykanów przed nowymi paszportami przy pomocy specjalnej ustawy. Donald Trump junior, choć nie sprzeciwia się samym szczepieniom, nazwał covidowe paszporty największym „afrontem dla naszych wolności w ostatnich latach”.
Skrajnie odmienne reakcje nowa propozycja wzbudza niestety w Polsce, gdzie polityczny mainstream zdaje się jak na razie nie dostrzegać związanych z nią zagrożeń. Wręcz przeciwnie, rząd Mateusza Morawieckiego aktywnie współpracuje z unijnymi regulatorami nad rozwiązaniem, które jest przedstawiane jako cenna inicjatywa. Dla Morawieckiego jedyną przeszkodą dla wprowadzenia do użytku nowych paszportów jest powszechny dostęp do szczepień.
Niezwykle zasmucające jest to, że unijne władze starają się wymusić wprowadzenie nowego środka identyfikacji, niejako zastraszając kolejne branże. Powrót do normalności jest na każdym kroku uzależniany od przyjęcia kontrowersyjnego rozwiązania. Jako że w wyniku pandemii setki tysięcy biznesów znalazło się na granicy upadłości, ich właściciele stali się wyjątkowo podatną na naciski grupą społeczną. W ten sposób właściciele linii lotniczych, sklepów, restauracji czy hotelów już dziś występują w roli najbardziej aktywnych zwolenników przejścia do systemu paszportowego, gdyż upatrują w nim szansę na wydostanie się z katastrofalnej sytuacji.
Paszporty covidowe to wręcz klasyczny przykład tego, że bardzo często największe zagrożenie tworzy samo państwo, które w imię zapewnienia zbiorowej ochrony przed danym niebezpieczeństwem systematycznie ogranicza nasze wolności. Podejmując pochopne decyzje, mające na uwadze jedynie chęć jak najszybszego powrotu do stanu przypominającego „starą normalność”, można łatwo popełnić błąd, którego skutki będą później odczuwane przez lata.

Autor

Najnowsze

Koniec krypciochy w internecie?

Niemcy chcą polskich eurofunduszy

Ratunek we francuskim atomie?

Raje (nie)utracone