25.7 C
Warszawa
wtorek, 22 czerwca 2021

Taśmy Zarifa. Kto rządzi Iranem?

Koniecznie przeczytaj

Afera z irańskim ministrem spraw zagranicznych w roli głównej potwierdziła międzynarodowe domysły. Oficjalne instytucje władzy szyickiej teokracji to atrapy. Iranem rządzi Korpus Strażników Islamskiej Rewolucji. Dlaczego kompromitujące materiały ujrzały światło dzienne właśnie teraz?

Rewelacje

W Teheranie wybuchła polityczna bomba. W tajemniczy sposób wypłynęły kompromitujące nagrania. Aby odpowiedzieć na pytanie: kogo? – autora czy Korpusu Strażników Rewolucji (KSIR) – trzeba poznać okoliczności skandalu.

Mohammad Zarif jest szefem irańskiej dyplomacji od 2013 r. Wydawał się tak silną figurą na bliskowschodniej szachownicy, że w 2015 r. magazyn „Time” umieścił ministra wśród 100 najbardziej wpływowych polityków świata.

Zachód tkwił w błędzie do kwietnia 2021 r., gdy Zarif w nieoficjalnej rozmowie z ekonomistą i politycznym sojusznikiem Saeedem Laylazem podzielił się detalami irańskiej rzeczywistości.

Okazało się, że ktoś zarejestrował niedyskrecje ministra. Zapis trafił do nadającej w Londynie stacji telewizyjnej Iran International, która natychmiast przekazała rewelacje czołowym tytułom świata.

Sam zainteresowany nie usiłował nawet zaprzeczyć autentyczności nagrania, ograniczając się do stwierdzenia, że to, co powiedział, nie było przeznaczone dla szerokiego audytorium. Prawdę mówiąc, inne zachowanie nie miało sensu, międzynarodowe komentarze można bowiem sprowadzić do wspólnego mianownika.

„Rola ministra spraw zagranicznych, reprezentującego Iran na arenie międzynarodowej, jest fikcyjna. Wszystkie decyzje podejmą wspólnie duchowy przywódca islamskiej republiki i KSIR. Tak samo „ważny” jest parlament” – napisał „The New York Times”.

Nieco inaczej brzmiały komentarze irańskich elit władzy. W opinii byłego wiceprezydenta i politycznego „jastrzębia” Mohammada Ali Abtahi „ujawnienie niedyskrecji Zarifa można porównać jedynie z wykradzeniem przez Izrael tajemnic irańskiego programu nuklearnego”.

Co zawierają taśmy? Przede wszystkim negatywną ocenę generała Kasema Sulejmaniego, którego w styczniu ubiegłego roku zabiły amerykańskie drony. Dowódca elitarnej jednostki KSIR o kryptonimie „Jerozolima” cieszył się takimi wpływami, że prowadził własną politykę zagraniczną.

Z całych sił przeciwdziałał zawarciu tzw. jądrowej transakcji, na mocy której Zachód zniósł sankcje gospodarcze wobec Iranu w zamian za wstrzymanie projektu bomby atomowej.

Sulejmani był architektem szyickich rewolucji w Libanie, Syrii, Jemenie, Iraku i faktycznej wojny z Arabią Saudyjską, które przyniosły setki tysięcy śmierci. Kierował zamachami terrorystycznymi na całym świecie. Zbrodniarz cieszył się jednak bezwzględnym zaufaniem i poparciem najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Ali Chamenei.

Gdy zginął, KSIR poprzysiągł zemstę USA. Zarif ujawnił, że rozkaz dowódców Korpusu o rakietowym ostrzale amerykańskich baz w Iraku poznał na 45 minut przed odpaleniem pocisków, a więc później niż CIA.

Potwierdził również, że KSIR od początku do końca wiedział, iż zestrzelił ukraiński Boeing ze 176 osobami na pokładzie. Zarif wspomina, że po akcie powietrznego terroryzmu generałowie Korpusu zażądali, aby MSZ kłamał światu w żywe oczy.

Gdy jednak poprosił o fakty, tak aby wersja była spójna, to jak twierdzi, dowódcy z najbliższego otoczenia Ali Chamenei spalili go wzrokiem. – Bóg mi świadkiem – powiedział w zarejestrowanej rozmowie – że zareagowali, tak jakbym powiedział: nie wierzę w Allaha!

Oczywiście, jak dodał – Szanowałem i kochałem Kasema Sulejmaniego, ale czy musiał przerzucać oddziały KSIR do Syrii cywilnymi samolotami narodowego przewoźnika Iran Air?

– Dlaczego o 200 izraelskich atakach lotniczych na syryjskie bazy KSIR dowiedziałem się od amerykańskich dyplomatów? Bo Sulejmani ukrywał masakrę Irańczyków przed własną opinią publiczną – żalił się w nagranych taśmach.

Jednak największą z ujawnionych tajemnic jest spisek Sulejmani – Putin. Gdy w 2015 r. Zarif usiadł do negocjacji rozbrojeniowych z europejskimi i amerykańskimi delegatami, Sulejmani natychmiast poleciał do Moskwy, która jest przecież jednym z gwarantów transakcji jądrowej.

Na Kremlu ustalił, że Putin zrobi wszystko, aby do porozumienia Iran – Zachód nie doszło. Moskwa postawiła oczywiście bardzo wysoką cenę. W chwili własnej ingerencji w syryjską wojnę domową zażądała od Iranu wystawienia lądowego korpusu ekspedycyjnego, który do dziś tam ugrzązł, za cenę miliardów dolarów, których Teheran nie ma.

– Jeśli myślicie, że Rosja interweniowała po stronie Asada na naszą prośbę, jesteście w błędzie. To Putin wciągnęli Iran w wojnę – ujawnił Zarif.

Nic dziwnego, że były sekretarz stanu Mike Pompeo tak skomentował aferę w Twitterze: „Decyzja Donalda Trumpa o likwidacji Sulejmaniego miała ogromne znaczenie dla Iranu i Bliskiego Wschodu. Jeśli nie wierzycie, zapytajcie Zarifa”.

Dlatego media pytają, czy minister celowo dopuścił do przecieku informacji, popełniając tym samym polityczne harakiri, czy padł ofiarą spisku jastrzębi z KSIR, którzy przygotowali prowokację?

Straceniec czy ofiara?

Publikacja taśm wywołała wściekłość twardogłowej frakcji, która rządzi Iranem. – Po wysłuchaniu trzygodzinnych wywodów ministra przeżyłem większy wstrząs, niż tej nocy, gdy poległ męczennik za wiarę generał Sulejmani – miał powiedzieć duchowy przywódca Iranu Ali Chamenei.

„30 lat służby dyplomatycznej nie nauczyło ministra, gdzie przebiegają nieprzekraczalne czerwone linie naszych interesów” – fala krytyki popłynęła z irańskich mediów. Jednak myślący Irańczycy zadają pytanie, dlaczego taśmy wypłynęły właśnie teraz? Wskazują co najmniej dwa powody.

Po pierwsze, chodzi o zerwanie rozmów na temat amerykańskich warunków powrotu do transakcji jądrowej. Bez zgody Waszyngtonu Teheran nie uwolni się od dotkliwych sankcji gospodarczych blokujących rozwój kraju.

– Ujawnienie taśm związało praktycznie ręce naszym negocjatorom w Wiedniu – tak obecną sytuację zdefiniował emirackiej telewizji Al Arabiya anonimowy przedstawiciel MSZ Iranu.

Po drugie, 18 maja w Iranie odbędą się wybory prezydenckie, w których szansę zwycięstwa ma obóz obecnego prezydenta ajatollaha Hasana Rouhaniego, który opowiada się za dialogiem z USA.

Głowa państwa patronuje strategii Zarifa, uchodzącego za rzecznika liberalizacji reżimu i stopniowego otwarcia Iranu na świat. Wiadomo, że ceną kompromisu ze Stanami Zjednoczonymi jest pohamowanie mocarstwowych ambicji konserwatywnego skrzydła władzy.

Mówiąc dosłownie, chodzi o zastopowanie rozpętanych konfliktów, rezygnację z broni atomowej i rakietowych zbrojeń oraz uznanie prawa Izraela do istnienia.

Przeforsowanie takich postulatów oznacza nałożenie kagańca na KSIR, czyli początek końca rządów szyickich fanatyków. Trzeba pamiętać, że Korpus to nie tylko 150 tys. żołnierzy wyszkolonych, uzbrojonych i opłacanych lepiej niż armia.

KSIR kieruje programem jądrowym oraz dowodzi siłami rakietowymi Iranu. Ponadto w dyspozycji Korpusu znajduje się zmilitaryzowana milicja Basidż (Związek Mobilizacji Uciemiężonych). Licząca 3 mln członków formacja donosicieli kontroluje na co dzień lojalność Irańczyków, zapobiegając buntom ekonomicznym i politycznym.

Tylko z tego tytułu KSIR dysponuje wielomiliardowym budżetem, natomiast astronomiczna korupcja dowodzącej generalicji jest powszechnie znana. Jednak prawdziwa siła szyickich fundamentalistów opiera się na kontroli gospodarki. Według ostrożnych szacunków zachodnich wywiadów, udziały własnościowe KSIR sięgają w niej 40 proc.

– Państwo w państwie i gigantyczne przedsiębiorstwo komercyjne – tak eksperci Deutsche Welle nazywają aktywy polityczne i własnościowe Korpusu. Tylko koncern budowlany Khatam al-Anbiya (Pieczęć Proroka) Construction zatrudnia 250 tys. osób. Jest zarazem inwestorem i wykonawcą linii kolejowych, autostrad, teherańskiego metra.

Ponadto firmy KSIR mają poważne udziały w służbie zdrowia, przemyśle naftowo-gazowym, samochodowym, górnictwie, przemyśle stoczniowym oraz zbrojeniowym. Korpusowi podlega cały sektor know-how.

Jeśli irańskie PKB w dolarowym ekwiwalencie jest szacowane na 440 mld, to udział KSIR wynosi nie mniej niż 140 mld dolarów, które praktycznie pozostają poza społeczną kontrolą.

Trudno zatem dziwić się politycznym jastrzębiom, że bronią swojego kawałka tortu do upadłego. Tymczasem otwarcie Iranu na świat, forsowane przez Mohammada Zarifa, położyłoby kres dobrobytowi wybranych.

Polityczna liberalizacja oznacza napływ zagranicznych inwestycji i szybką zmianę struktury własnościowej irańskiej gospodarki. Zakończenie wojen, czyli sztucznej wrogości z większością sąsiadów i Zachodem, podważa rację bytu i dalszego istnienia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że irańska afera taśmowa wynika z takich obaw, wskazując na sprawców prowokacji.

Autor

Najnowsze