17.5 C
Warszawa
sobota, 25 września 2021

Fiskus i sądy tkwią w absurdzie

Koniecznie przeczytaj

Złota setka

Rynek gazu

Restrukturyzacja

Skarbówka i sądy zapętliły się w absurdach podatku VAT dotyczących prawidłowej stawki w restauracjach.

Saga z dylematem dotyczącym tego, czy restauratorzy powinni naliczać 5 lub 8 proc. VAT, trwa w najlepsze. Rozpoczęła się ona w 2016 r., kiedy to fiskus dostał wytyczne z resortu finansów do kontrolowania firm, które stosowały niższą stawkę. Właścicielom takich firm wydawało się, że mogą spać spokojnie, posiadali oni bowiem indywidualne interpretacje, w których fiskus potwierdził prawo do stosowania niższej daniny. Po tym, jak połowie 2016 r. resort finansów ogłosił (w formie interpretacji ogólnej), że nie można stosować stawki 5 proc., pewność restauratorów zamieniła się w strach przed niezapowiedzianą wizytą fiskusa. Ich obawy okazały się słusznie.

Tak w skrócie wyglądała geneza batalii przedsiębiorców z fiskusem, która trwa do dzisiaj. Przez ten czas na łamach „GF” wielokrotnie opisywaliśmy, do jakich absurdów doprowadziło zróżnicowanie stawki VAT w zakresie działalności restauratorów – za każdym razem z nadzieją, że będzie to ostatni tekst na ten temat. W kwietniu br. do sprawy włączył się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który wydał jedno z najbardziej kuriozalnych orzeczeń w sprawach podatkowych, z jakimi mieliśmy do czynienia. To oznacza, że ta żenująca saga będzie się ciągnąć latami.

Kiedy 5, a kiedy 8 proc.?

W większości przypadków spory dotyczą działalność tzw. fastfoodów, które oferują swoim klientom spożycie posiłków w czterech podstawowych modelach. W pierwszym (drive in) zamawiający podjeżdża samochodem do wyznaczonego punktu i tam zostaje wydany posiłek. W drugim (walk through) klient podchodzi do okienka, zamawia danie na wynos i odchodzi. W trzecim (food court) spożycie posiłku odbywa się na wyznaczonym obszarze galerii handlowej. W ostatnim (tradycyjnym) modelu klienci posilają się przy stoliku w restauracji. Mogłoby się wydawać, że w każdym z tych modeli dochodzi do dostawy gotowego posiłku, a zmieniają się tylko okoliczności jego spożycia przez klientów. Okazuje się jednak, że to właśnie te okoliczności, w kontekście prawidłowej stawki VAT, mają kluczowe znaczenie. Otóż w sytuacji, gdy klient zamawia na wynos, wówczas zastosowanie ma 5 proc. stawka. Jeżeli natomiast usiądzie przy stoliku, to wtedy nie dochodzi już do dostawy posiłku, lecz do usługi restauracyjnej, która opodatkowana jest stawką 8 proc.

Kilka lat temu w środowisku restauratorów wybuchła moda na składanie wniosków o indywidualne interpretacje. Wszyscy chcieli mieć „podkładkę” od fiskusa, że mogą stosować stawkę 5 proc. niezależnie od sposobu, w jaki klienci konsumują posiłki. We wnioskach przedsiębiorcy wskazywali kod PKWiU odnoszący się do dostaw posiłków i na tej podstawie otrzymywali interpretację potwierdzające prawo do niższej stawki.

NSA pyta TSUE

Po niekorzystnej dla podatników interpretacji ogólnej resortu finansów (z czerwca 2016 r.) na restauratorów została nasłana armia urzędników z zamiarem przeprowadzenia kontroli podatkowych i określenia w decyzjach wyższej daniny do zapłaty. Firmy, które stać było na profesjonalnych doradców, zaskarżyły orzeczenia fiskusa, a sprawy wylądowały na sądowej wokandzie. Sądy administracyjne nie do końca były pewne, kto w tym sporze ma rację. Raz orzekały na korzyść podatników, inny zaś razem z wyroków cieszył się fiskus. Z uwagi na te wątpliwości NSA wystosował do TSUE pytanie prejudycjalne w zakresie prawidłowej wykładni przepisów Dyrektywy VAT, odnoszących się do zróżnicowania stawek (postanowienie NSA z dnia 6 czerwca 2019 r., sygn. akt I FSK 1290/18).

W kwietniu br. unijny trybunał wydał orzeczenie, które zamiast rozstrzygnąć sprawę definitywnie, uczynił ją jeszcze bardziej skomplikowaną. Otóż TSUE stwierdził, że w każdej indywidualnej sprawie polski fiskus powinien badać, czy z wydaniem posiłku wiążą się jakieś usługi towarzyszące, wskazujące na usługę restauracyjną, a nie na dostawę gotowego posiłku.

Konsekwencje

Na podstawie wyroku TSUE niektóre sądy administracyjne zaczęły orzekać w sposób urągający zdrowemu rozsądkowi i logice. Przykładem jest tutaj chociażby wyrok (nieprawomocny) WSA w Bydgoszczy z 13 lipca br. (sygn. akt I Sa/Bd 265/19). Sprawa dotyczyła spółki prowadzącej kawiarnię, w której można kupić lody. Klienci mieli dwa wyjścia: albo kupowali lody przy okienku i odchodzili z nimi, gdzie chcieli, albo siadali przy stoliku i byli obsługiwani przez pracownika kawiarni. WSA stwierdził, że w tym pierwszym przypadku zastosowanie ma stawka 5 proc., natomiast w drugim – 8 proc. Orzeczenie sądu uwzględnia tylko dwa możliwe scenariusze, a przecież może być ich znacznie więcej. Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której klient kupuje lody na wynos, kasjer nabija paragon ze stawką 5 proc., po czym konsument postanawia, że jednak zje lody przy stoliku. Czy w takiej sytuacji sprzedawca powinien anulować paragon i wystawić nowy? A może przed zakupem klienci powinni składać pisemne oświadczenia pod rygorem odpowiedzialności karnej, gdzie i w jaki sposób zjedzą lody? Tego WSA nie rozważyło. Podobne przykłady można mnożyć. Te wszystkie absurdy są konsekwencją karkołomnych przepisów Dyrektywy VAT oraz fantazji sędziów zasiadających w unijnym trybunale.

Orzeczenie TSUE ma również inne, negatywne konsekwencje. Otóż fiskus został zasypany lawiną orzeczeń sądów administracyjnych, zobowiązujących skarbówkę do ponownego rozpatrzenia sprawy w sposób zgodny z wyrokiem unijnego trybunału. W praktyce oznacza to, że pracownicy fiskusa będą musieli drobiazgowo ocenić, czy fastfood sprzedaje gotowe posiłki, czy też świadczy usługi restauracyjne.

Autor

Poprzedni artykułBlef ministra
Następny artykułPrzekleństwo lockdownów

Najnowsze