16.5 C
Warszawa
sobota, 25 września 2021

Blef ministra

Koniecznie przeczytaj

Złota setka

Rynek gazu

Restrukturyzacja

Niedawna wypowiedź ministra finansów sugeruje, że dopuszcza on możliwość wprowadzenia podatku przychodowego. Czy za tymi słowami kryje się rzeczywista chęć dokonania odważnych zmian?

Jak do tej pory, prezentując kolejne odsłony zmian podatkowych, Ministerstwo Finansów zachowywało nieprzejednane stanowisko i niemal całkowicie pomijało kwestię podatku od osób prawnych. Kolejne tury negocjacji z przedstawicielami środowisk przedsiębiorców skupiały się przede wszystkim na tym, w jaki sposób dostroić wielkie przemeblowanie w ramach podatku PIT tak, aby pogodzić ze sobą priorytety rządu i prowadzących własną działalność. Można było wręcz odnieść wrażenie, że temat zmian w CIT jest dla resortu kierowanego przez Tadeusza Kościńskiego całkowicie zamknięty, gdyż rząd zdał się niemal całkowicie na międzynarodową inicjatywę firmowaną przez amerykańską sekretarz skarbu Janet Yellen, która dąży do wprowadzenia globalnej minimalnej stawki CIT.

Minister nie wyklucza

Biorąc to pod uwagę, Mateusz Morawiecki uznał najwidoczniej, że nie ma większego sensu samodzielnie modyfikować podatku płaconym przez duże firmy, gdyż w sukurs przyjdzie mu międzynarodowe porozumienie firmowane przez grupę państw G-7. Wypowiedzi prezesa Rady Ministrów zdradzały wręcz niekrytą radość z powodu faktu, że polskie państwo zyska wreszcie środki na rozwój, gdyż wielkie korporacje zostaną zmuszone do płacenia podatków w miejscu, gdzie prowadzą swoją działalność i nie będą już mogły korzystać z rajów podatkowych w takim stopniu jak do tej pory.

Pomimo tego w jednym z udzielonych niedawno wywiadów minister finansów zaskoczył wszystkich i spytany o wprowadzenie podatku przychodowego odpowiedział, że nie wyklucza jego wprowadzenia. Dopytywany o szczegóły stwierdził, że podległy mu resort „rozmawia z rynkiem” i w razie osiągnięcia konsensusu w tej sprawie jest skłonny do wprowadzenia zmian. Wypowiedź ta, choć zdawkowa i niewiążąca się z żadnymi decyzjami, jest jednak w pewnym sensie przełomowa, gdyż od wielu lat kolejni ministrowie finansów praktycznie nigdy nie podejmowali tego typu wątków.

Wypowiedź ministra Kościńskiego przyczyniła się do rozgorzenia na nowo dyskusji na temat tego, w jaki sposób poradzić sobie najlepiej z unikaniem opodatkowania przez największe międzynarodowe podmioty. Pomysł wprowadzenia podatku przychodowego jest od lat promowany przez środowiska związane m.in. z Centrum im. Adama Smitha czy też Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Inicjatywę tę popiera również rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz, który postuluje, aby w zależności od charakteru prowadzonej działalności gospodarczej stawka podatku przychodowego wynosiła od 1,5 do 15 proc. Obowiązywałaby ona wówczas zarówno jednoosobowe działalności gospodarcze, jak i duże podmioty.

Blef ministra

O tym, jak nieefektywny jest podatek CIT, wiedzą zresztą sami rządzący, którzy mają najlepszy dostęp do wszystkich danych i stale monitorują kwoty pozyskiwane z podatków. Z tego właśnie powodu słowa ministra finansów należy raczej traktować jako grę zamierzoną pod przeforsowanie autorskich propozycji rządu. Przygotowanie odpowiedniego projektu zmian wymagałoby nieco czasu, a tymczasem wiadomo powszechnie, że rząd pilnie zabiega o to, aby wszystkie zmiany podatkowe związane z Polskim Ładem zostały zatwierdzone w ciągu najbliższych tygodni lub nawet dni.

Dodatkowo na całą sytuację mocno rzutuje fakt, że w Polskim Ładzie zawarte zostały przepisy, które w sposób bardzo ścisły nawiązują do wspomnianej już globalnej inicjatywy na rzecz wprowadzenia zmian w podatku CIT. Zgodnie z nimi wystarczy, że choć jeden mieszkaniec Polski będzie zasiadał w zarządzie zagranicznej spółki, a polski fiskus będzie mógł pobierać od niej podatek. Informację o zamiarze wprowadzenia tego przepisu przyjęto w większości jako rodzaj sensacji, lecz biorąc pod uwagę ustalenia na najwyższym międzynarodowym szczeblu, nie powinna ona dziwić.

Ministerstwo finansów chce przy pomocy nowego przepisu walczyć z procederem tworzenia sztucznych bytów gospodarczych zarejestrowanych poza granicami kraju. W świetle proponowanych zmian wystarczy, że w zarządzie spółki będzie zasiadał choć jeden polski rezydent, a już będzie to kwalifikowało ją do podlegania polskiemu CIT. Pomysł ten należy odczytywać przede wszystkim jako próbę uszczelnienia systemu podatkowego funkcjonującego na obecnych warunkach. Gdyby rządzący faktycznie rozważali przejście na podatek przychodowy, z pewnością nie traciliby nawet czasu na tego rodzaju regulacje.

Śmierć neoliberalizmu czy JDO?

Zachwalając całokształt zmian związanych z Polskim Ładem, wiceminister finansów Piotr Patkowski buńczucznie określił je mianem symbolicznej „śmierci neoliberalizmu”. Jego zdaniem wzorem reformatorów polskiego Oświecenia, którzy śmiało wystąpili z projektem zmian uderzających w uprzywilejowaną klasę szlachecką, obecna władza chce analogicznie przeciwstawić się beneficjentom neoliberalnej gospodarki, którzy nie od dawna bronią swoich przywilejów kosztem osób mniej zarabiających.

W rzeczywistości jednak na największych obrońców uprzywilejowanych klas neoliberalizmu wyrasta obecna władza, która skutecznie konserwuje podatkowy raj dla wielkich międzynarodowych korporacji. Rządy „dobrej zmiany” nie tylko nie zrewidowały całkowicie mylnej i nieefektywnej polityki podatkowej w stosunku do dużych podmiotów, ale wręcz przyczyniły się do utrwalenia niezwykle dla nich komfortowej sytuacji, w której nie muszą się nawet obawiać tego, czy prawodawca zmieni podstawowe zasady opodatkowania. O tak dużej stabilności prawa oraz niskich stawek prowadzący działalność mali przedsiębiorcy mogą wciąż jedynie pomarzyć.

Postawa „dobrej zmiany” jest do pewnego stopnia zrozumiała, ponieważ rządy na całym świecie cenią sobie rozmaite pozapodatkowe korzyści odnoszone z działalności wielkich firm. Nie dzielą się one wprawdzie wypracowanym zyskiem z obywatelami, ale w kontekście rynku pracy, wzrostu wynagrodzeń czy też kwestii handlowych i walutowych ich funkcjonowanie okazuje się niezwykle użytecznym narzędziem. W warunkach demokratycznych rządzący są na ogół rozliczani nie z wysokości przychodów do budżetu i szczelnego systemu podatkowego, lecz ze wzrostu gospodarczego przekładającego się na portfele obywateli.

Prowadzone od lat badania pokazują, że w krajach rozwiniętych podwyższanie podatku CIT przekłada się na niższy wzrost gospodarczy. W przypadku Polski sytuacja jest jednak diametralnie inna, gdyż poza nielicznymi wyjątkami i spółkami skarbu państwa największymi podmiotami są w ogromnej większości podmioty zagraniczne. W efekcie stosowany usilnie od lat system premiujący wielkie firmy powinien być postrzegany w zupełnie innym kontekście. Premier Mateusz Morawiecki od kilku lat przekonuje nieustannie o tym, że jest przywiązany do zasad patriotyzmu gospodarczego, lecz w kluczowej dla tej postawy kwestii pozostaje zadziwiająco bierny. Słowo bierny jest zresztą całkowicie nieadekwatne, ponieważ uderzające w mikrofirmy i osoby samozatrudnione zmiany podatkowe Polskiego Ładu stanowią w istocie wielki cios zadany polskiej przedsiębiorczości.

Gdyby Ministerstwo Finansów autentycznie rozważało zastąpienie CIT podatkiem przychodowym, najpewniej zajęłoby się tym projektem już kilka lat temu. Na razie cały wysiłek legislacyjny idzie w kierunku rzekomego „uśmiercania neoliberalizmu”, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że prawdziwą ofiarą tej rzezi będą raczej prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą.

Autor

Najnowsze