7.9 C
Warszawa
poniedziałek, 18 października 2021

Afganistan: skrzyżowanie bezdroży

Koniecznie przeczytaj

Właśnie tak realnie przedstawia się geopolityczne znaczenie Afganistanu. Jeśli popatrzeć na globus, ten kraj z pozoru jawi się skrzyżowaniem ważnych szlaków strategicznych, biegnących z północy na południe oraz ze wschodu na zachód. Szkopuł polega na tym, że taką rolę Afganistan odgrywał za Aleksandra Macedońskiego. Od czasów epoki hellenistycznej to skrzyżowanie zdecydowanie nie było remontowane i teraz przedstawia się w stanie opłakanym, zwłaszcza po przeszło czterdziestu latach nieustającej wojny.

Pierwsze panikarskie komentarze po niedawnym blamażu Amerykanów w Kabulu przedstawiały zaistniałą sytuację jako otwarcie strategicznych połączeń pomiędzy Iranem a Chinami oraz republik Azji Centralnej z wybrzeżem Oceanu Indyjskiego, z talibami w roli policjanta kierującego ruchem na skrzyżowaniu tych dróg. Jeśli jednak spojrzymy na tę sprawę trzeźwiej, zobaczymy, że szlak północ-południe jest raczej drogą znikąd-donikąd, a niedoszła arteria wschód-zachód to dwie ślepe uliczki, kończące się w znacznej odległości od siebie, których nikt przedłużać, ani łączyć nie zamierza. Jeśli pośrodku tego wszystkiego jest jakaś wysepka z umownym „talibem z drogówki”, to ów funkcjonariusz może co najwyżej kierować ruchem chwastokłębków przewiewanych przez pustynny wiatr.

Azja Centralna jest biedna i jedyne co mogłaby eksportować do pakistańskich portów to delegatury lokalnej mafii, żyjącej z porwań dla okupu i handlu ludźmi, a konkurencja na tym rynku jest mocno zasiedziała (i obsługuje pływające obozy koncentracyjne na Morzu Południowochińskim, którym zawdzięczamy tanie krewetki w naszych supermarketach). Pakistan zresztą też nie kwapi się do otwierania granicy z Afganistanem, zwłaszcza że próba dokładnego ustalenia jej przebiegu mogłaby się skończyć całych szeregiem wojen granicznych tak jak z Indiami. Dlatego właśnie Amerykanie nie dozbrajali poważniej władz w Kabulu, żeby te nie wywołały zaraz konfliktu z Pakistanem, będącym znacznie poważniejszym i solidniejszym sojusznikiem USA. W porównaniu z Afganistanem zwłaszcza.

Owszem, wiele się mówi o bajecznych złożach minerałów w Hindukuszu, a zwłaszcza metali ziem rzadkich, niezbędnych do wytwarzania najnowocześniejszej elektroniki. Kiedyś kuło się miecze z brązu, potem ze stali, teraz z litu, neodymu, europu i spółki. Dlatego też, nawiasem mówiąc, Unia Europejska startująca od idei wspólnego rynku węgla i stali, żeby zapobiec nowej wojnie w Europie, właśnie ku tej nowej wojnie jawnie zmierza, ponieważ nie potrzeba teraz stali na czołgi, tylko erbu na drony. Żelazo, wolfram i mangan to już nie są surowce strategiczne, więc idea integracji europejskiej wynaturzyła się w Związek Totalitarnych Regionów Europejskich, właśnie cynicznie pacyfikujący Polskę.

Wróćmy jednak do złóż Afganistanu, których eksploatacja wcale tak bajkowo nie wygląda. Każdorazowo trzeba do nowej kopalni wybudować drogę, po czym zabezpieczyć ją przed bandami rabunkowymi, żeby w ogóle dało się nią cokolwiek wozić. A zabezpieczenie takiego szlaku transportowego można wykonać tylko na dwa sposoby. Pierwszy to wyszkolić i wyposażyć lokalną policję, acz bez żadnych gwarancji, że ta policja będzie naprawdę spełniać swoją funkcję i nie okaże się przypadkiem bardziej lojalna wobec miejscowych układów klanowych, niż względem swoich sponsorów i mecenasów. Wielkie tradycje środkowoazjatyckiej korupcji wskazują zdecydowanie na to pierwsze, a więc tu i na siły bezpieczeństwa wykosztować się trzeba i dodatkowo liczyć się ze stratami wynikłymi z nieustających rabunków, bo rzadko, jeśli w ogóle ci „lokalni policjanci” dotrą w porę na miejsce, aby czemukolwiek zapobiec. Drugi sposób więc to wysłać własne wojska, żeby zabezpieczyły teren, czyli go okupowały. Czym się to w Afganistanie kończy, wiadomo aż nadto dobrze od czasów młodości królowej Wiktorii. I pytanie jeszcze gdzie miałby stanąć bank, który obsłuży bieżące transakcje tej kopalni oraz wypłaty dla robotników? W gotówce oczywiście, bo przecież bankomaty, hmm…

Chińczycy niedawno, owszem skusili się na wariant z finansowaniem policji lokalnej – w przypadku kopalni miedzi w Aynak, jednak rezultaty nie są na tyle obiecujące, żeby powtarzać ten eksperyment na szerszą skalę. Z kolei zastępowanie Amerykanów w roli kolejnego mocarstwa do pogrzebania na afgańskim cmentarzysku imperiów, zupełnie się Państwu Środka nie uśmiecha. Jeśli już, to Rosja spróbuje do Afganistanu wrócić, ponieważ rosyjska obsesja imperialna jest odporna na wszelką naukę na błędach. Rosjanie dla pijaru i chwilowego rauszu mocarstwowości gotowi są na kolejną smutę, mają to wliczone w koszty swojej wielkorusko-bizantyjskiej pychy. „Nie samym chlebem człowiek żyje”, jak mawia Aleksander Dugin, geopolityczny szaman Putina, zaznaczając, że ponad tym chlebem, czyli gospodarką stoi idea wyjścia Rosji nad „ciepłe morza”, to jest pokonania Rimlandu przez Heartland, a konkretnie okupacja Afganistanu i Pakistanu. Rzecz naprawdę trudna do wykonania, zważywszy na różnicę potencjałów ludnościowych zainteresowanych krajów. Przypomnijmy, że Rosjan jest 140 milionów, a samych Pakistańczyków 220 milionów, więc jeśli ten „przepływ strategiczny” zostanie uruchomiony, to raczej z południa na północ, zatem będzie całkiem odwrotnie, niż się wielkorusom roi. Jedyne co republiki islamskie przed tym powstrzymuje, to islamizm, który jest bardzo skuteczną kotwicą rozwojową. Przekonują się już o tym afgańscy talibowie, gdyż na podstawie średniowieczne trawo szariatu, żadną miarą nie da się zbudować sprawnego, współczesnego państwa, zwłaszcza startując ze stanu upadku po wojnie czterdziestoletniej. Mówiąc brutalnie, bardziej opłaca się zamykać ludzi w obozach pracy z obiema rękami, niż im te ręce obcinać, więc nawet już niesławnej pamięci Związek Radziecki byłby tu państwem gospodarczo sprawniejszym niż szariacki emirat. Jeśli jednak jakimś politycznym cudem Pakistan zacznie być rządzony ze sprawnością porównywalną do chińskiej, to się napuszeni rosyjscy geostratedzy zdziwią ogromnie. Nawet i bez cudu gospodarczego w Pakistanie, zauważyć wypada, że Rosja jest wielka tylko geograficznie i ze swoimi ambicjami globalnymi jawi się złośliwym karłem w kapeluszu o dziesięć tysięcy kilometrów za dużym… Nie przypadkiem Chińczycy trzymają Putina krótko i akurat mu poluzowali względem naszej wschodniej granicy, skoro Polska w konflikcie z Chinami opowiedziała się po stronie USA. Klucze do Usnarza Górnego leżą w Pekinie, jakby ktoś nie wiedział. Białoruś już od dobrych trzech lat jest chińskim protektoratem, na chińskim utrzymaniu, więc Łukaszenka z Putinem nie mogliby się bawić w tę wojenkę hybrydową bez milczącego przyzwolenia prezydenta Xi Jinpinga.

Wróćmy jednak do Azji Centralnej, skoro własną rolą w geopolityce nijak nie potrafimy się zająć. W bliższej perspektywie należy spodziewać się, że Afganistan przynajmniej częściowo pogodzi zwaśnione Chiny i USA, ponieważ oba te państwa są żywotnie zainteresowane, żeby kraj ten nie stał się znów wylęgarnią islamskich terrorystów, a na to wszystko obecnie wskazuje. Zapewne więc chińskie i amerykańskie drony będą wkrótce bombardować, skrzydło w skrzydło, afgańskie cele, rozjątrzając tam i tak już bardzo silną społeczną traumę nagłej i niezawinionej śmierci z nieba, w końcu doprowadzając do tego, że w Afganistanie już zupełnie nie da się żyć. Obecnie szacuje się, że realnie mieszka w tym kraju niespełna 20 mln ludzi, myślących tylko o tym, żeby jak najszybciej wyprowadzić się gdzie indziej. Zwłaszcza, po tym jak Amerykanie jednak pokazali młodym Afgańczykom rąbek amerykańskiego snu. Nie na tyle, by ci młodzi mogli go teraz śnić u siebie, ale dość, żeby nie zdołali już nigdy spokojnie zasnąć, godząc się z islamistycznym reżymem. I wtedy Pakistan faktycznie mógłby dokonać aneksji północnego sąsiada, realizując ideę zawału Heartlandu i wyjścia Rimlandu nad Morze Arktyczne, spuszczając naprawdę zimny prysznic na pychę rosyjskich geostrategów.

A my może do tej pory poradzimy sobie wreszcie z korkiem w Małaszewiczach, o którym wspominałem w poprzednim felietonie. Dobra wiadomość jest taka, że Kaliningrad też już zaczął się chińskimi kontenerami zatykać…

Autor

Najnowsze

Zielony kryzys energetyczny

Afera Pfizera

Nowe wejście smoka

Powtórka z ZSRR?

Joe Biden gorszy od COVID-19?