2.4 C
Warszawa
sobota, 4 grudnia 2021

Polska – UE. Co najbardziej cieszy Moskwę?

Koniecznie przeczytaj

Wystąpienie Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim wywołało falę oburzenia unijnej lewicy i liberałów. Wspólnym mottem krytyki jest rzekome rozbijanie Unii od wewnątrz, a zatem działanie na korzyść Moskwy.

To prawda, że na Kremlu nie ma końca triumfalny bal. Tyle że korki od szampana strzelają na cześć głupoty tych polityków i państw UE, które najostrzej krytykują Polskę.

Krytyka czy żenada?

– Integracja europejska to dla nas wybór cywilizacyjny i strategiczny. Tu jesteśmy, tu jest nasze miejsce i nigdzie się stąd nie wybieramy. Chcemy Europę na powrót uczynić silną, ambitną i odważną – powiedział w Parlamencie Europejskim Mateusz Morawiecki. Jak wyjaśnił: – Praworządność jest zasadą i wartością, która jest równie ważna dla Warszawy, jak dla wszystkich innych stolic.

W obecności szefa naszego rządu w PE trudno dopatrywać się niechęci do dialogu i kompromisu, który jest fundamentem dyskursu i procesu decyzyjnego w Unii. W tym, co powiedział Morawiecki, jeszcze trudniej dostrzec chęć wyprowadzenia Polski z UE, a jednak jego wystąpienie spotkało się z histerycznym atakiem eurodeputowanych, Komisji Europejskiej, a przed wszystkim mediów.

„Przemawiając w Parlamencie Europejskim polski premier Morawiecki oskarżył UE o szantaż”, relacjonował niemiecki dziennik „Die Welt” należący do grupy medialnej Axel Springer. Faktycznie Polska ustami premiera odrzuciła język gróźb i szantażu, nie zgadzając się na taki sposób komunikacji UE.

Oburzeni byli także eurodeputowani. – Dzisiejszym przemówieniem sieje Pan zamęt i niezgodę w Unii Europejskiej. Takim politycznym krokiem osłabiacie Europę – powiedział Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej. Według szefa największego klubu PE słowa polskiego premiera bardzo cieszą rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i nie należy na to pozwalać. – Proszę o zaprzestanie takiego zachowania – zażądał Weber.

– Ci, którzy odrzucają zwierzchnictwo Trybunału Europejskiego, którzy odrzucają Unię Europejską jako wspólnotę prawną, którzy odrzucają niezależność sądownictwa, w rzeczywistości opuszczają Unię Europejską jako wspólnotę prawną – zagroził eurodeputowany.

Z kolei włoska „La Stampa” w imieniu zawiedzionej Europy Zachodniej skomentowała wystąpienie Mateusza Morawieckiego zarzutem. Wstępując do UE narody Europy Środkowej jakoby nie wybrały wspólnych wartości demokratycznych, tylko zamieniły komunizm na konsumpcjonizm. Głównym grzechem jest jednak obrona suwerenności, która przekłada się na rzeczywiste cele polskiego akcesu do Zjednoczonej Europy.

– Jeśli przełożymy je na język geopolityki, otrzymamy NATO, czyli Stany Zjednoczone w Europie, a potem Unia Europejska, czytaj finansowanie europejskie. Amerykańscy żołnierze i europejskie pieniądze to najlepszy świat, jaki Warszawa może sobie wyobrazić – komentuje dziennik, który jest własnością koncernu Fiat.

Zdaniem gazety, trudno się dziwić, że Zachodni Europejczycy, na czele z Francuzami i Niemcami, zareagowali na przemówienie Morawieckiego ostro. Paryż mówi głośno o de facto Polexicie. Berlin wypowiada się w podobnym tonie, przypominając Polsce o przyjętych zobowiązaniach traktatowych.

Z kolei Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w ripoście do polskiego premiera potwierdziła, że UE będzie działać, aby Polska nie podważała jedności UE. Jak powiedziała, Europa nie pozwoli, by stawką były nasze wspólne wartości.

Nawet portugalski nadawca radiowy Observador skomentował konflikt na linii Polska – Unia audycją „Rozszerzenie UE na Wschód: sowiecki dar czy koń trojański?” Teza brzmi: wystąpienie polskiego premiera to skutek uboczny zbyt pospiesznego rozszerzenia UE. Dziś Polska i Węgry atakują praworządność, wolność prasy i prawa człowieka.

Zdaniem portugalskich znawców tematu jest to skutek izolacjonizmu i zamknięcia wpisanego w geny wschodnich Europejczyków, pogłębionych sowiecką okupacją. Tymczasem Europa Zachodnia rozwijała się pod wpływem uniwersalistycznego dziedzictwa judaistyczno-chrześcijańskiego oraz grecko-rzymskiego, skoncentrowanych na szerzeniu takich wspólnych wartości jak prawo, porządek i postęp.

Duch tych narodów nie opiera się o sprzeciw wobec innych lub zamkniętej tożsamości. Zachód nie żyje wyłącznie własną historią, tylko współczesną różnorodnością i otwarciem na innych. Świadczyć o tym może kolonizacyjna ekspansja imperiów portugalskiego lub hiszpańskiego, które niosły cywilizacyjny kaganek.

„Jakże myliła się Zjednoczona Europa, która nie przewidziała, że różnice między Zachodem a Wschodem mogą spowodować kłopoty. Jednak Unia szczerze wierzyła, że wysiłki na rzecz szerzenia cywilizacji zmienią narody Wschodu. Uczynią je podobnymi sobie i prędzej czy później nadejdzie harmonia europejska” – brzmi pesymistyczny wniosek Observadora.

Słowem w UE nie krytykuje Polski tylko leniwy, bez względu na wygłaszane głupoty. Tak przy okazji, poglądy portugalskiego radia ocierają się mocno o rasizm, znany z ideologii jeszcze jednego imperium europejskiego niosącego cywilizacyjne wartości III Rzeszy.

Klub idiotów Putina

Dlaczego niemieckie, a za nimi unijne elity polityczne, postrzegają Ukrainę, a szerzej Europę Środkową wyłącznie przez pryzmat Rosji? Takie pytanie zadaje portal Ukraińska Prawda, odpowiadając: – Bo nie są gotowe do zwiększenia presji na Moskwę, kosztem poważnego ograniczenia więzi politycznych czy gospodarczych. Prymat narodowych interesów jest podstawą konsensusu dominującej większości niemieckich i zachodnich polityków. W grudniu 2020 r. biznesowa gazeta „Handelsblatt” przedstawiła szacunki niemieckich i unijnych strat finansowych wynikających z nałożenia sankcji na Rosję. Izba Handlowa w Düsseldorfie poinformowała, że jeśli chodzi o całą gospodarkę UE, roczne straty wynoszą 21 mld euro, w tym dla samych Niemiec 5,45 mld euro.

Przeprowadzona w ramach badania ankieta firm wykazała, że ​​niemieckie przedsiębiorstwa z sektora produkcyjnego, m.in. przemysłu motoryzacyjnego i chemicznego są najbardziej dotknięte antyrosyjskimi sankcjami. Obawiają się, że w przyszłości warunki prowadzenia biznesu z Rosją staną się jeszcze trudniejsze, bowiem zostaną wyparte z rynku przez międzynarodową konkurencję.

„Statystyka pokazuje po raz kolejny, że z ekonomicznego punktu widzenia sankcje są kosztowne dla strony wprowadzającej. Jeśli zostaną zaostrzone, straty gospodarcze wzrosną, jeśli zostaną osłabione możliwe będzie ponowne zwiększenie sprzedaży” – podsumował „Handelsblatt”, będący czołowym lobbystą zniesienia retorsji wobec Kremla oraz uruchomienia gazociągu Nord Stream-2. Podobną opinię wyraża nie mniej wpływowy Komitet Wschodni Niemieckiej Gospodarki, reprezentujący interesy ponad 15 tys. niemieckich firm oraz największych koncernów handlujących, inwestujących lub produkujących w Rosji.

Dlatego mimo obowiązywania unijnych sankcji kanclerz Merkel i rząd federalny były i są gorącymi rzecznikami współpracy paliwowej i energetycznej z Rosją, kosztem interesów Ukrainy i bezpieczeństwa całego regionu Europy Środkowej, na czele z Polską.

Z kolei w 2019 r. Emanuel Macron blokował negocjacje w sprawie przystąpienia Albanii i Macedonii Północnej do Unii. Zastrzeżenia Francji poparły wówczas Holandia i Dania. Francuski prezydent wyjaśnił, że nie zgadza się z przyjęciem nowych członków, ponieważ proces rozszerzenia budzi zbyt wiele kontrowersji. Oba kraje nie poczyniły żadnych postępów dlatego należało obawiać się, m.in. problemów korupcji i niezawisłości sądownictwa.

Macron wsparty przez Angelę Merkel nie miał i nie ma za to żadnych wątpliwości co do ocieplenia relacji z Moskwą. Rosja słynie z wzorcowego wymiaru sprawiedliwości, bezkompromisowego wykorzenienia korupcji, wolności słowa, czyli demokracji i gospodarki wolnorynkowej. Z drugiej strony prezydent Francji jest czołowym krytykiem Polski i rzecznikiem powiązania wypłaty unijnych środków z tzw. mechanizmem praworządności, czemu niejednokrotnie dawał wyraz w mediach i oficjalnych wystąpieniach.

Ten sam polityk jest autorem głośnego twierdzenia o śmierci mózgu NATO. Za bon motem idą konkretne, groźne dla polskiego i europejskiego bezpieczeństwa propozycje transformacji Sojuszu w organizację polityczną. Paryż chce zastąpienia NATO europejskimi siłami zbrojnymi, oczywiście pod komendą francuską.

I nie tylko, bo na corocznej odprawie dla francuskich ambasadorów Macron wyraził przekonanie: – Wypychanie Rosji z Europy jest niedopuszczalnym błędem. Przedstawił wizję włączenia Moskwy w europejską (czytaj unijną architekturę bezpieczeństwa), która ma na celu utworzenie wspólnej przestrzeni stabilności i dobrobytu od Lizbony do Władywostoku. Co najważniejsze, bez udziału dotychczasowego gwaranta ekonomicznej i zjednoczeniowej pomyślności starego kontynentu, jakimi są Stany Zjednoczone.

Pałeczkę zidiocenia na punkcie Rosji natychmiast przejęła od Macrona niemiecka kanclerz. Po tegorocznym szczycie Biden – Putin w Genewie, Niemcy i Francja wezwały do opracowania nowej strategii rosyjskiej Unii Europejskiej.

W tym celu kanclerz RFN chciała, aby UE zaprosiła na swój szczyt Putina, a jej inicjatywę poparł prezydent Francji. Ponadto Berlin konsultował propozycję z włoskim premierem Mario Draghi.

– Bez względu na to, jak się kłócimy, musimy jasno wyrażać swoje stanowiska, identyfikować nasze interesy, a następnie znaleźć rozwiązania – uzasadniała Merkel. Z kolei wysoki urzędnik Pałacu Elizejskiego cytowany przez prezydencki portal Elysée, dodał: – Macron popiera ten krok Niemiec i brał udział w opracowaniu planu dialogu z Rosją.

Jednak urząd prezydencki zapytany, czy inicjatywa Berlina i Paryża była konsultowana z innymi stolicami Unii, odpowiedział wymijająco: – Praktyką stosowaną od dawna przez Niemcy i Francję jest koordynacja oraz formułowanie agendy szczytów UE.

Merkel wydała natomiast polecenie swojej protegowanej Ursuli von der Leyen. Projekt kanclerskiego dokumentu wzywał Komisję Europejską, aby unijna służba dyplomatyczna opracowała dla Rosji konkretne propozycje współpracy klimatycznej, w Arktyce, transgranicznej, walki z terroryzmem oraz sytuacji w Syrii i Iranu.

– W związku z tym Rada Europejska wzywa do rewizji dotychczasowego formatu dialogu z Rosją, w tym na poziomie przywódców – podkreślał projekt rezolucji – niedoszłej z powodu oporu większości państw UE na czele z stolicami Europy Środkowej i Skandynawii.

Za to Kreml zareagował na niepowodzenie komunikatem demaskującym cele Berlina. Jego zdaniem, w dialogu z UE chodzi o przezwyciężenie wzajemnej wrogości i pojednanie narodów rosyjskiego i niemieckiego, które ma kluczowe znaczenie dla losów powojennej Europy i bezpieczeństwa naszego wspólnego kontynentu.

I tak, Putin stracił szansę wystąpienia w Parlamencie Europejskim, gdzie spotkałby się z bardziej stonowaną krytyką niż polski premier. A może nawet z aplauzem, w świetle artykułu, który napisał dla czołowych mediów Niemiec.

Kreuje się w nim, jako zwolennik integracji europejskiej, która ze względów kulturowych, cywilizacyjnych i ekonomicznych obejmowałaby Rosję. „My i Unia Europejska wiele zrobiliśmy na tej ścieżce” – napisał Putin, choć śmiały plan nie powiódł się, bo zwyciężyła logika konfrontacji. Jej odzwierciedleniem była ekspansja NATO na wschód. Następnie Europa poparła antykonstytucyjny zamach stanu na Ukrainie.

Putin odwołał się do koncepcji niemieckiej SPD, która z w czasie zimnej wojny proponowała rozwiązanie NATO i stworzenie europejskiego systemu bezpieczeństwa z udziałem ZSRS. Wówczas i obecnie strategia przewidywała wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z Europy i tak naprawdę Putin artykułem skierował identyczną propozycję pod adresem współczesnego Berlina.

Wyjaśniając intencje pryncypała, jeden z doradców Putina, Władysław Surkow uściślił – „Financial Times” – W ramach wspólnego bezpieczeństwa kraje europejskie powinny omówić z Rosją kwestie granic Ukrainy.

– Tak więc Wielka Europa, o której marzą Paryżu, a adresowana przez Moskwę do Berlina, musi zostać przypieczętowana rozbiorami Ukrainy. Nic tak nie cementuje przyjaźni, jak udany podział łupami – skomentował brytyjski dziennik. Można tylko zapytać, kiedy przyjdzie kolej na handel Polską?

Były już kanclerz Austrii z zadowoleniem przyjął propozycję unijnego szczytu z Putinem i omówienia wspólnych rozwiązań. W wywiadzie dla krajowych mediów Sebastian Kurz podkreślił – Bardzo się cieszę, że wreszcie pojawił się ruch w dialogu z Rosją. Gdy odbyło się spotkanie Biden-Putin, zażądałem, aby odbyła się podobna rozmowa na linii Bruksela – Moskwa. Jesteśmy bliżej Rosji niż Stany Zjednoczone.

Kurz zauważył także, że Angela Merkel i Emmanuel Macron regularnie mają bezpośrednie kontakty z Putinem, dlatego Austria domaga się prawa takiego samego dialogu.

O miejscu w kolejce klientów Putina nie zapomnieli Włosi, którzy w przeciwieństwie do Polski chcą wyjścia z UE. W 2020 r. zainspirowani przykładem Wielkiej Brytanii, powołali ruch polityczny Italexit. Z udziału w strefie euro kraj wyniósł ogromny dług publiczny, którego sam nie jest w stanie obsłużyć. Włochy przeżywają kryzys gospodarczy, a PKB spada. O pomoc zwracają się do swojego rosyjskiego idola.

Po Włoszech kolejnym słabym ogniwem jest Hiszpania. Tam sytuacja jest jeszcze gorsza i wkrótce może rozpocząć się proces dezintegracji królestwa. Skorumpowane elity nie umieją się przeciwstawić rosyjskiej dywersji w Katalonii. Tamtejsi separatyści już w 2017 r. wezwali Kreml do udzielenia wsparcia finansowego, a nawet militarnego.

Strach przed ratunkiem dla UE?

Praktycznie żaden z liczących się w Unii tytułów prasowych lub nadawców nie przedstawił opinii publicznej istoty polskiego stanowiska w PE. Tymczasem Morawiecki powiedział, że Polska wspiera rynek europejski, chce autonomii strategicznej wzmacniającej 27 państw, promuje konkurencyjność europejskiej gospodarki. Nie będzie jednak tolerowała działalności biznesowej o charakterze rajów podatkowych, co niestety czynią niektóre państwa Europy Zachodniej. Jak wyjaśnił, raje podatkowe, które tolerujemy w Unii, to zabór pieniędzy przez najbogatszych.

Szef rządu mówił też, że Polska opowiada się za polityką rozszerzeniową, która wzmacnia Europę. Informował również, że wschodnia granica UE jest obiektem białoruskiego, a więc rosyjskiego ataku, zatem Polska daje Europie bezpieczeństwo, stanowiąc barierę chroniącą UE.

Nie oznacza to, że Polska przechodzi obojętnie obok zmian zachodzących w Europie podwójnych standardów. Warszawa ma na myśli hasła solidarności i równości zapisane w traktacie akcesyjnym i praktykę ich respektowania.

– Dobiegające do nas paternalistyczne pouczenia o demokracji i praworządności, o tym, jak mamy kształtować własną ojczyznę, że dokonujemy złych wyborów, że jesteśmy zbyt niedojrzali, że nasza demokracja jest rzekomo młoda, to fatalny kierunek narracji – oświadczył premier w imieniu naszego społeczeństwa.

Krytykę europejskich środowisk lewicowych i liberalnych wobec Polski powinna zastąpić samokrytyka. Spojrzenie w lustro własnych błędów jest bolesne i stąd wypływa histeryczny atak. Popatrzmy. Elity starej Unii na czele z Niemcami i Francją zagoniły Europę w pułapkę zielonej gospodarki. Dziś UE pozbawiona źródeł energii jest zdana na łaskę Putina.

Włoska La Stampa z nieskrywaną satysfakcją podkreśliła ogromne zdenerwowanie von der Leyen, gdy ripostowała Morawieckiemu, grożąc Polsce sankcjami. Na tym samej sesji PE szefowa KE musiała przyznać uzależnienie energetyczne Europy od Rosji oraz fakt, że sama przyczyniła się do obecnego kryzysu uderzającego w pół miliarda obywateli UE.

Do takiej sytuacji doprowadzili pożyteczni idioci Putina na czele z nią samą, Merkel i Macronem. Kto zamyka kopalnie i elektrownie jądrowe, inwestując w nieefektywne źródła energii odnawialnej? Berlin i Paryż. Kto forsuje budowę gazociągu Nord Stream-2? Niemcy. Kto zawarł haniebny pakt z Bidenem i Putinem znoszący sankcje Donalda Trumpa wymierzone w gazociąg, umożliwiając obecny szantaż Gazpromu czyli Kremla? Berlin. Kto zdradził Ukrainę pozostawiając ten kraj na pastwę Rosji? Niemcy i Francja. Wreszcie kto zamiast bezwarunkowej pomocy Polsce i państwom bałtyckim broniącym UE przed prowokacją Łukaszenki, wbija Warszawie nóż w plecy? Po raz kolejny Berlin i Paryż oraz Bruksela.

Problem w tym, że to objaw strachu przed Polską i próba szukania ratunku u Putina. Jak twierdzi gazeta „The Telegraph”, Bruksela przecenia dolegliwość kar finansowych, bowiem Polska buduje jedną z najlepiej prosperujących gospodarek na świecie.

Według dziennika, to śmieszne, że politycy z Włoch (stosunek długu do PKB na poziomie 155 proc.) i Francji (stosunek długu do PKB na poziomie 115 proc.) grożą stabilnej Polsce. Po prostu nie rozumieją, że kurczące się i zadłużone gospodarki nie mają ani prawa, ani możliwości, by szantażować prosperujące państwo – komentuje dziennik.

– Warszawa nie zamierza wychodzić z UE, tym niemniej Zjednoczona Europa rozpoczyna wojnę, w której przegra tracąc w końcu Polskę – przestrzega – The Telegraph.

Opinię podziela centroprawicowy „Le Figaro” – Przez długi czas dwa największe kraje Europy myślały, że mogą z łatwością narzucić swoje wartości (interesy) nowym członkom Unii Europejskiej. Dziś ta iluzja znika na naszych oczach – ocenia francuska gazeta, komentując klęskę Berlina i Paryża. Wywołało ją stanowcze „nie” Polski dla odgrywania przez UE roli pożytecznego idioty Putina. Propozycję wspólnego szczytu z Rosją odrzuciły w Radzie Europejskiej Holandia, Polska i Szwecja.

– Myśleliśmy i myślimy błędnie, że wygraliśmy na zawsze. A teraz widzimy sprzeczności w samej UE – powiedział „Le Figaro” przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Zgromadzenia Narodowego Jean-Louis Burlange.

Jak wyjaśnił, klęskę poniosła stara Unia, która chciała narzucenia swojego modelu demokracji, który uważała za najlepszy. Burlange zadał ważne pytanie: dlaczego Europa 2021 nie ma nic wspólnego ze swoim pierwotnym założeniem, a Rosja jest tylko jednym z ważnych tematów, które dzielą dawne kraje komunistyczne i kraje założycielskie?

Francuski polityk wskazuje na Berlin i Paryż. Połowa Europy postrzega ich wzorzec multikulti, jako niezgodny w demokratycznymi standardami. Stąd wypływa trzecia linia podziału czyli kwestia swobód obyczajowych mniejszości. Jeśli na Zachodzie każdy chce wydawać się postępowy, zachęcając do małżeństw jednopłciowych lub praw osób transpłciowych, to na wschodzie Europy, która żyje chrześcijańską tradycją jest odwrotnie.

– Nie dość, że, jak ocenia „Le Figaro” – w Nowej Unii wyraźnie szykuje się tożsamościowy bunt przeciwko wielmożom ze starej części, to najważniejszą kwestią są polskie ambicje ratowania UE wraz z żelazną wolą ich realizacji. Nieprzypadkowo głos rozsądku, jakim było polskie credo w PE, wezwał, aby Europa zajęła się egzystencjalnymi problemami własnego społeczeństwa, a nie ideologią.

– Strategiczne błędy podkopują globalne aspiracje i unijną reputację. Tymczasem Bruksela najprawdopodobniej nigdy nie zgodzi się na nowy, skuteczniejszy format Zjednoczonej Europy, który zapewni jej przetrwanie. Świat się zmienia, idąc do przodu, a atrakcyjność UE oparta na niezwyciężoności ideologii zanika. Efektem końcowym nie będzie rozpad, ale zgnuśnienie – komentuje „The Telegraph”.

Tego samego zdania jest serwis Bloomberg, który prognozuje, że niewygaszona pandemia, kryzys energetyczny oraz finansowa zapaść strefy euro oznaczają dla polityków UE bardzo ciężką zimę.

Gnuśnemu końcowi wspaniałego projektu sprzeciwia się Polska. Niechętny naszym władzom szwedzki dziennik „Aftonbladet” o socjaldemokratycznej opcji, zadaje pytanie: – Jeśli Warszawa nie dąży do Polexitu, to jak reagować, jeśli jej celem jest zmiana Unii Europejskiej?

Zdaniem największej w Skandynawii gazety, teza Polexitu lansowana przez krajową opozycję i większość deputowanych PE ma wyraźną piętę achillesową. Żaden inny kraj członkowski nie ma tak silnego poparcia dla UE jak Polska.

Dlatego bardziej realistycznym scenariuszem polskiej gry jest zmiana UE od wewnątrz dla ratowania europejskiej integracji. Warszawa ma silnego sojusznika, którym są Węgry, zaś szereg innych krajów nie miałby nic przeciwko podążaniu za Polską, gdyby nabrały odwagi. To Słowacja, Bułgaria i Rumunia, których przykład może zainspirować również innych.

Słowackie centrum badawcze GLOBSEC, opublikowało wyniki badania opinii publicznej w Europie Środkowo-Wschodniej. Zdaniem autorów, chęć naszego regionu, aby być jak Zachód, straciła na atrakcyjności i nie jest tak ważna dla mieszkańców.

Chociaż stara UE, z wysokimi pensjami i standardami życia, jest nadal postrzegana jako gospodarczo lepsza od Europy Środkowo-Wschodniej, to jej społeczeństwo stawia na zachowanie własnej tożsamości. Na podstawie wyników sondaży, państwa na czele z Polską wypracowały podejście środkowo-zachodnie, definiując własną ścieżkę rozwoju. Nowa strategia opiera się na pokonaniu społecznych i historycznych kompleksów związane z dominacją mocarstw, takich jak Rosja, Niemcy i Francja.

A zatem, kto naprawdę pełni rolę pożytecznych idiotów Putina, uzyskując stałą kartę członkowską klubu rosyjskich klaunów? Jeszcze ważniejszym jest pytanie, czy UE może nałożyć surowe sankcje na Polskę, aby skłonić nas do podążania w kierunku rosyjsko-niemiecko-francuskiej dominacji?

Szwedzki dziennik ostrzega, że taki środek może spowodować jeszcze większy rozłam i niezgodę w Unii. Socjaldemokraci i liberałowie zadają sobie pytanie, jaki będzie los obecnych elit władzy Zjednoczonej Europy, jeśli nasz region stworzy własną unię, potencjalnie zdolną do wchłonięcia obecnej UE?

Autor

Poprzedni artykułPolski Ład nie lubi gotówki
Następny artykułCzarna dziura islamu

Najnowsze

Hunter skandalista

Patrona szukam!

Karkołomna ulga