-2.2 C
Warszawa
piątek, 21 stycznia 2022

Global Gateway. Droga donikąd Unii Europejskiej

Koniecznie przeczytaj

Unia Europejska pracuje nad inicjatywą Global Gateway, która do 2027 r. ma przynieść 300 mld euro inwestycji. Program atrakcyjny biznesowo ma łączyć promocję demokracji i standardów zarządzania gospodarką, z powstrzymywaniem globalnej ekspansji Chin. Niestety w tak rozbieżnych celach strategii kryje się zarzewie klęski.

Mocarstwowe ambicje

– Pandemia pokazała, jak mocno połączony jest świat, w którym żyjemy. W ramach globalnej rekonstrukcji chcemy zbudować lepszą przyszłość. Model europejski polega na inwestowaniu zarówno w twardą, jak i miękką infrastrukturę, a więc technologie cyfrowe, klimat i energię, transport, zdrowie, edukację i know-how. Będziemy wspierali budowę inteligentnych gospodarek, z poszanowaniem najwyższych standardów społecznych i  środowiskowych, zgodnie z demokratycznymi wartościami UE – zapowiedziała Ursula von der Leyen, informując o nowej inicjatywie Komisji Europejskiej. Global Gateway (Światowa Brama) jest skierowana do państw rozwijających się Afryki, Azji, a nawet Ameryki Łacińskiej.

Według szacunków Banku Światowego przepaść cywilizacyjna między bogatymi i ubogimi regionami szybko się pogłębia. Zróżnicowanie gospodarcze znacznie przyspieszyło w dobie pandemii. Jeszcze przed jej wybuchem państwa o średnim, a zwłaszcza niskim PKB, odczuwały niedobory kapitałowe w dziedzinie infrastrukturalnej, szacowane na 2,7 bln dolarów. Tymczasem unijni decydenci twierdzą, że Global Gateway pomoże sprostać najpilniejszym globalnym wyzwaniom, takim jak zmiany klimatyczne i ochrona środowiska oraz poprawa bezpieczeństwa zdrowotnego i poziomu edukacyjnego. Realizacja takich celów przyniesie wzrost konkurencyjności zacofanych regionów, wpływając korzystnie na usprawnienie globalnych łańcuchów dostaw.

W związku z tym, w latach 2021- 2027 Unia Europejska chce przeznaczyć na inicjatywę 300 mld euro. Oficjalna strona Komisji, ec.europa.eu, informuje, że projekt zostanie sfinansowany za pomocą unijnych dotacji o wartości 18 mld euro, które z założenia przyciągną ok. 280 mld euro inwestycji państw członkowskich. Pieniądze napłyną zatem z Europejskiego Banku Centralnego, narodowych budżetów, ale przede wszystkim od sektora prywatnego zainteresowanego eksportem kapitałów oraz inwestycji. Aby publiczno-prywatny mechanizm zadziałał, Komisja Europejska rozważa stworzenie nowego instrumentu kredytowego dla firm wychodzących poza unijne rynki. Takie wsparcie jest niezbędne, żeby europejski biznes mógł na rynkach trzecich konkurować z podmiotami zagranicznymi dotowanymi przez własne rządy. Znajomość priorytetów wskazanych przez KE jest zatem bardzo ważna z punktu widzenia polskiej przedsiębiorczości.

UE chce zainwestować w tworzenie regionalnych i kontynentalnych sieci światłowodowych, komunikację satelitarną i cybernetyczną chmurę. Mają ułatwić rozwój globalnej współpracy, w tym dostęp do biznesowej i prawnej informacji. Przykładem jest wsparcie kwotą 15 mln dolarów zaplanowanej budowy 35 tys. km szybkich łączy telekomunikacyjnych w Ameryce Łacińskiej.

Głównym celem wyznaczonym przez KE jest integracja, a więc poprawa wydajności narodowych systemów energetycznych. Jednak warunkiem jest połączenie inwestycji z dekarbonizacją gospodarek, czyli przejściem na odnawialne źródła energii. Na poprawę efektywności energetycznej Afryki Subsaharyjskiej i Północnej, Unia przeznaczy dotacje w wysokości 3,4 mld euro.

KE postanowiła zainwestować także w infrastrukturę transportową: koleje, drogi, porty, lotniska i przejścia graniczne. Pomoże to krajom objętym programem Global Gateway zdywersyfikować łańcuchy dostaw. Bruksela zapewni 4,6 mld euro na budowę zrównoważonych połączeń transportowych, w tym utworzenie sieci śródziemnomorskich z Afrykę Północnej do Europy.

Nie bez przyczyny Ursula von der Leyen poświeciła wiele uwagi pandemii. Cały świat zwraca uwagę na nierówności pomiędzy bogatą Północą i biednym Południem w dostępie do szczepionek. Plan UE będzie zatem również bramą zdrowotną rozszerzającą lokalne zdolności farmaceutyczne. Jako pierwsza pomoc otrzyma Afryka, jednak na razie przewodnicząca KE nie zadeklarowała wysokości dotacji na ten cel.

Natomiast pomoc edukacyjna pochłonie 400 mln euro subwencji. Chodzi o rozwój nauki online, możliwość zagranicznych stażów, a więc pozyskiwanie specjalistów dla unijnych gospodarek. Kluczową rolę odegra skierowany do młodzieży program Erasmus+.

Ambicje Światowej Bramy są jednak globalne. Projekt jest odpowiedzią na bolączki ogólnoświatowej infrastruktury transportowej. Według grupy G-20, w 2040 r. deficyt środków niezbędnych dla jej utrzymania i modernizacji wzrośnie do 13 bilionów euro. Dlatego Bruksela uzasadnia projekt korzyściami dla unijnego biznesu, a więc ekspansji handlowej. Światowa Brama ma być ogromną szansą dla europejskich firm, także z branży logistycznej. Pytanie tylko, czy dla wszystkich, a więc także polskich? Z pewnością na projekcie zyskają podmioty gospodarcze państw śródziemnomorskich, takich jak Hiszpania, Francja i Włochy. Jednak jest tajemnicą poliszynela, że na uruchomienie Global Gateway szczególnie naciskał Berlin. Spójrzmy prawdzie w oczy, wśród gospodarek UE tylko niemiecki biznes ma globalne możliwości inwestycyjne, a więc eksportowe. Oczywiście także Polska jest obecna na rynkach całego świata, ale w przeciwieństwie do RFN jedynie w określonych niszach.

Można więc śmiało stwierdzić, że projekt unijny to naprawdę brama dla ekspansji przemysłowej, kapitałowej i technologicznej Niemiec. Otworzy nowe rynki zbytu przed niemiecką gospodarką, szczególnie że w grę wchodzi geopolityka.

Brama donikąd

Berlin nie ukrywa, że chce odbudować strategiczny alians gospodarczy z USA. Waszyngton już realizuje własny, analogiczny do Global Gateway projekt, znany pod nazwą Build Back Better World. Jest wymierzony w chińską inicjatywę Nowego Jedwabnego Szlaku. Choć Ursula von der Leyen nie wymieniła Chin z nazwy, to geopolitycznym motywem Komisji Europejską jest podążanie amerykańskim śladem.

Od 2013 r., kiedy Xi Jinping ogłosił projekt Jednego Pasa-Jednej Drogi, Pekin zainwestował w globalną infrastrukturę setki miliardów dolarów. Celem jest geostrategiczna ekspansja, obejmująca zarówno opanowanie złóż surowcowych, jak i rynków zbytu.

Kluczem powodzenia jest kontrola nad dwiema odnogami transportowymi. Korytarz lądowy biegnący przez Azję Środkową i Rosję połączy Chiny z Europą. Szlak morski z Afryką i Ameryką Południową. Dlatego przez ostatnie lata Pekin intensyfi kował kontakty dyplomatyczne, gospodarcze i militarne z państwami tranzytowymi oraz surowcowymi. Przejmował na własność lub budował drogi, linie kolejowe i modernizował porty. Według szacunków amerykańskich, grono sygnatariuszy inicjatywy Jeden Pas – Jedna Droga liczy 139 państw. Łączna wartość ich gospodarek stanowi 40 proc. światowego PKB. Jest to niezwykle istotna kwestia, bo Pekin działa niezwykle toksycznie. Udziela kredytów oraz inwestuje tak, aby pod groźbą spirali zadłużenia uzależnić od siebie kraje partnerskie.

Tymczasem na pytanie dziennikarzy, czy Global Gateway będzie konkurentem dla chińskiej inicjatywy, von der Leyen odparła twierdząco, nazywając Komisję Europejską „komitetem geopolitycznym”. Pekin natychmiast nadał Światowej Bramie status niebezpiecznego wyzwania. Tyle że według ukazującego się w Waszyngtonie magazynu „The Diplomat”, który specjalizuje się w problemach strefy Azji i Pacyfiku, Xi Jinping może spać spokojnie. UE na starcie przegrywa rywalizację z Chinami, zatem buduje kosztowną bramę donikąd.

Po pierwsze chodzi o to, że Global Gateway jest zlepkiem unijnych strategii wewnętrznych, przepakowanych w chaotyczny program międzynarodowy o globalnych aspiracjach. Ponadto realna suma unijnych inwestycji to ułamek kapitałów już zmobilizowanych przez Chiny.

„The Diplomat” zwraca także uwagę na kluczową bolączkę UE. Europa jest zjednoczona tylko z nazwy. W rzeczywistości rozrywają ją wewnętrzne konflikty na różnych poziomach, co uniemożliwia wypracowanie wspólnej, ekonomicznej polityki zagranicznej. Tymczasem projekty w rodzaju Global Gateway są z natury geopolityczne, ponieważ mają na celu zwiększenie własnego wpływu kraju inwestującego, jednocześnie minimalizując przestrzeń dla innych.

„Kto skorzysta na miliardowych inwestycjach w sytuacji międzynarodowej konkurencji gospodarczej poszczególnych państw członkowskich UE?” – zasadnie pyta amerykański periodyk?

Ponadto, jeśli chodzi o Azję, unijna inicjatywa będzie rywalizowała przede wszystkim z Tokio, a nie z Pekinem. To nie Chiny, ale Japonia jest największym inwestorem infrastrukturalnym, zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej.

Wreszcie inicjatywa Global Gateway nie jest konkurencją dla Jedwabnego Szlaku, ponieważ państwa, do których jest skierowana, wybierają i będą wybierały Chiny. Przyczyną są niedemokratyczne formy rządów. Wiele państw Afryki i Azji to skorumpowane reżimy autorytarne bądź dyktatury, które nie są zainteresowane promocją demokracji i wolnego rynku. Jakiekolwiek powiązanie inwestycji lub kapitałów z kwestiami praw człowieka, czy pluralizmu światopoglądowego jest dla nich nie do przyjęcia. Za to Chiny dają pieniądze bez żadnych warunków dodatkowych. Pekinu nie interesują prześladowania opozycji politycznej czy społeczeństwa obywatelskiego.

„Global Gateway” to wspaniała, ale nietrafiona strategia. Zamiast próbować konkurencji z Chinami i lamentować nad biedą Afryki oraz Azji, UE może coś zmienić, bardzo ostrożnie i stopniowo wpływając na standardy całego świata – doradza „The Diplomat”.

Autor

Najnowsze