-0.2 C
Warszawa
piątek, 9 grudnia 2022
Advertisement

Europejska droga jednokierunkowa?

Koniecznie przeczytaj

Nacisk Komisji Europejskiej na elektromobilność się nie zmniejsza. W tym kierunku chce iść także Parlament Europejski, co potwierdził swoją decyzją kilka dni temu. Politycy są zdeterminowani do skończenia ery samochodów spalinowych. Jednak to wszystko nie jest takie proste.

Elektromobilność to słowo, które zrobiło w ostatnich latach olbrzymią karierę. Co jednak najciekawsze udało się zbudować takie postrzeganie samochodów napędzanych prądem, jakby  sam pomysł tego typu auta był szczytowym osiągnięciem technologii ostatnich lat. Jakby niemalże zostały one w tych ostatnich latach wymyślone. Nic bardziej mylnego. Samochód elektryczny jest tak stary, jak koncepcja samochodu w ogóle, a jeszcze na początku dziewiętnastego wieku nie było pewne, co wygra. Czy napęd elektryczny, czy spalinowy? Wtedy zwyciężył spalinowy, bo sieć dróg zaczęła gwałtownie rosnąć, a napełnienie zbiornika z paliwem było prostsze. Doszło poza tym do gwałtownego spadku cen benzyn i oleju napędowego, efekt skali zrobił swoje. Jednak warto przypomnieć, że w 1910 roku jedna trzecia taksówek jeżdżących po Nowym Jorku była elektryczna.

Już w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku firmy motoryzacyjne próbowały wrócić do koncepcji elektryków. Choćby GM czy Nissan. Jednak nie tylko wielkie koncerny pracowały nad tym napędem. Wiele startupów w tym obszarze powstawało choćby w Dolinie Krzemowej. Wtedy do przełomu, także w sferze postrzegania „elektryków”, nie doszło. Wszystko zmieniło się w dopiero w dwudziestym wieku. Co ciekawe wcale nie na skutek jakiegoś przełomu technologicznego. Szeroko rozumiany klimat był inny. Szczególnie w Kalifornii. Moda na „ekologiczność” samochodów triumfowała. Używam słowa „moda”, bo do dzisiaj w kwestii faktycznej czystości napędu elektrycznego trwa burzliwa dyskusja niepozbawiona wpływu, po jednej i po drugiej stronie, mocnego lobbingu.

Co jednak ciekawe nie Stany Zjednoczone, gdzie w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego i na początku tego wieku działo się najwięcej, ale Europa wydaje się liderem, jeśli chodzi o tempo odchodzenia od napędu spalinowego. Stary Kontynent wprowadza konkretne i rewolucyjne rozwiązania. Z jednej strony jest to program „Fit 55”, czyli ograniczenie emisji CO2 o 55 proc. do roku 2030, z drugiej zakaz sprzedaży samochodów emisyjnych od roku 2035. A wszystko w kontekście neutralności klimatycznej do roku 2050. Oczywiście to jeszcze dużo czasu i wiele może się zmienić, no ale formalnie tak to na razie wygląda. A jeśli ktoś myślał, że wojna w Ukrainie i związana z nią mocna komplikacja na rynku surowców energetycznych, także w kontekście produkcji prądu, coś zmieni, to na razie absolutnie na to nie wygląda. Zresztą mam wrażenie, że dyskusja o „elektrykach” i decyzje dotyczące zmian na rynku w tym aspekcie są bardziej wyrazem niemalże światopoglądu. A kilka problemów nam się ewidentnie rysuje.

Pierwszy to wspomniana ekologiczność samochodu na prąd, wszystko jedno czy bateryjnego, czy na wodór. Jak już wspomniałem, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o bezdyskusyjną ekologiczność napędów alternatywnych. Badania są, ale wyniki potrafią różnić się diametralnie. Błąd założeń? Wspomniany lobbing? Trudności z precyzyjnym wskazaniem wszystkich czynników wpływających na ekologiczność procesów od powstania samochodu i wszystkich jego podzespołów do jego utylizacji? Te same problemy w przypadku produkcji prądu, benzyny i oleju napędowego? Pewnie wszystko po trochu. 

Założenia Komisji prowadzą do tego, że w roku 2030 ma być w Unii Europejskiej 16 mln ładowarek do samochodów elektrycznych. Samo ich powstanie będzie wyzwaniem. A skąd wziąć prąd do tych ładowarek? Jak go przesłać? Czy to jest w ogóle wykonalne? 

No i wreszcie cena. Wciąż różnica w cenie samochodu elektrycznego i spalinowego jest olbrzymia. Jednak to tylko jeden problem. Czy wiecie Państwo, ile kosztuje prąd w ładowarkach? Odpowiedź jest niestety prosta: dużo. Jeśli chcielibyście z nich korzystać, szczególnie z tych szybszych, to nawet przy cenie benzyny na poziomie 8 złotych za litr elektryk będzie niestety droższy. Szczególnie w trasie.

Jeździłem wiele razy „elektrykami” i zapewniam Państwa, że jeździ się świetnie. Jednak problemów i wyzwań związanych z elektromobilnością jest wiele. Moim zdaniem proces elektryfikacji transportu nie będzie przebiegał tak prosto, jak się niektórym wydaje. A w dyskusji o zmianach za dużo jest emocji i lobbingu. Za mało naprawdę rzeczowej analizy. A w tle jest jeszcze polityka. Czy wiecie Państwo, że 80 proc. rynku kobaltu, który jest potrzebny na przykład w bateriach litowo-jonowych kontrolują Chiny?

Autor

Poprzedni artykułCicha jak minister finansów
Następny artykułRoluj Brytanio!

Najnowsze