14.7 C
Warszawa
wtorek, 4 października 2022

Ekonomia “Króla Albanii”

Koniecznie przeczytaj

Podatki nie służą bowiem do napełniania budżetu państwa – ten rząd może sobie „zapełnić”, kreując pieniądz.

Kiedy niemal równo rok temu przedstawiałem na tych łamach podstawowe założenia Nowoczesnej Teorii Pieniądza (GF nr 04/2018) w najdzikszych snach nie podejrzewałem, że temat wedrze się przebojem do publicznej agendy w tak… hmm, powiedzmy, że niecodziennych okolicznościach. Jak zapewne państwo wiedzą, przyczyną zamieszania stał się internetowy manifest Pawła Mikołajuwa, znanego szerzej jako Popek i „król Albanii”. Ów raper i zawodnik MMA pod koniec ubiegłego roku ogłosił powołanie partii „Młoda Polska”, co wówczas można było odebrać jako oryginalny happening. Jednak niedawno Popek w kolejnym wystąpieniu nagranym przed Ministerstwem Finansów oznajmił, że podstawą programową jego ugrupowania będzie Modern Money Theory (MMT), czyli właśnie Nowoczesna Teoria Pieniądza (bądź – Nowoczesna Teoria Monetarna). Na dodatek udało mu się pozyskać do współpracy głównego przedstawiciela tego nurtu, czyli Warrena Moslera. Tu już robi się poważniej, monetarne koncepcje Moslera od lat zdobywają bowiem konsekwentnie przyczółki na amerykańskich uniwersytetach i z niszowej ciekawostki stają się pełnoprawnym elementem ekonomicznej debaty.

Więcej – tzw. luzowanie ilościowe praktykowane przez FED jako odpowiedź na globalny kryzys z roku 2008 nawiązuje w znacznym stopniu właśnie do MMT, a zatem przynajmniej część założeń Nowoczesnej Teorii Pieniądza znalazła praktyczne zastosowanie. Przypomnę pokrótce, o co chodzi. Otóż Modern Money Th eory wywodzi się z tzw. chartalizmu głoszącego, że pieniądz jest wytworem państwa, a jego powszechność wynika z obowiązku uiszczania w nim podatków. Nie ma wartości sam w sobie – jest jedynie jej miernikiem sankcjonowanym przez państwo, które jest zarazem jedynym jego źródłem. Dodam, że takie stanowisko bliskie jest idei pieniądza suwerennego, wg której to państwo winno być wyłącznym emitentem waluty, banki komercyjne zaś co najwyżej jej dystrybutorem. Jak wiemy, dziś dominuje inny model, w którym to banki udzielając kredytu, tworzą pieniądz „z niczego” dzięki systemowi rezerwy cząstkowej, czego rezultatem jest stan, w którym większość znajdujących się w obiegu pieniędzy jest efektem bankowej kreacji. Zwolennicy MMT i pieniądza suwerennego twierdzą zaś, że przywilej kreacji „ex nihilo” winien przysługiwać jedynie państwu. Idźmy dalej. Konsekwencją takiego podejścia jest postawienie na głowie tradycyjnego poglądu, wedle którego budżet państwa, żeby zaspokoić potrzeby, musi wpierw pozyskać pieniądze w formie podatków lub emitując obligacje, czyli się zadłużając.

Pada tu często porównanie do gospodarstwa domowego – nie można wydawać więcej, niż się zarabia i pożyczać więcej, niż jest się w stanie oddać. Tymczasem, nic z tych rzeczy – państwo może bowiem (w przeciwieństwie do zwykłych ludzi) „drukować” pieniądze (czy po prostu dopisywać je sobie do rachunku) potencjalnie bez ograniczeń i w ten sposób finansować sektor publiczny bądź stymulować gospodarkę. Warren Mosler używa tu obrazowego porównania z operatorem tablicy podczas meczu koszykówki, któremu nie mogą skończyć się cyfry – podobnie bankowi centralnemu nie mogą skończyć się pieniądze. Wtóruje mu Allen Greenspan, mówiąc, iż „nie ma niczego, co mogłoby powstrzymać rząd federalny przed wykreowaniem takiej ilości pieniądza, jakiej potrzebuje, by komuś zapłacić”. Jak łatwo jednak zauważyć, nad MMT wisi widmo nadmiernej inflacji. I tu do głosu dochodzą dwa instrumenty – podatki i obligacje. W Nowoczesnej Teorii Monetarnej podatki nie służą bowiem do napełniania budżetu państwa – ten rząd może sobie „zapełnić”, kreując pieniądz. W MMT podatki to po prostu instrument kontroli ilości pieniądza w obiegu – jego nadmiar jest za ich pomocą ściągany z gospodarki i w momencie uiszczenia zobowiązania ulega „zniszczeniu”.

Podobnie rzecz się ma z obligacjami – skłaniając obywateli do oszczędzania w obligacjach, rząd również „kasuje” nadmiarowy pieniądz. Co ważne, państwo w takim ujęciu nie może zbankrutować – pod warunkiem, że zadłuża się we własnej walucie. A zatem wszystko zależy tu od zdrowego rozsądku. Na marginesie, warto zauważyć, że gigantyczne „luzowanie ilościowe” nie doprowadziło do nadmiernej inflacji. No dobrze, powiedzą sceptycy – ale oddać władzę nad pieniądzem nieodpowiedzialnym politykom? Cóż, ujmę to tak – w tej chwili analogiczną władzę ma sektor finansowy, który już pokazał, co potrafi , doprowadzając do krachu w 2008 r. Czy aby na pewno politycy byliby mniej odpowiedzialni niż banda spekulantów pompująca kolejne „bańki”? Na dodatek, w przypadku katastrofy przynajmniej byłoby wiadomo, kogo należy postawić pod ścianą – szefa banku centralnego, premiera, ministra finansów…

Poza tym, w system można wmontować bezpieczniki, powierzając stosowne kompetencje autonomicznym podmiotom – w Polsce np. NBP czy Radzie Polityki Pieniężnej, która również i dziś pełni rolę regulatora, ustalając stopy procentowe. Tak więc, mimo zasygnalizowanych tu niebezpieczeństw, nie skreślałbym lekką ręką MMT jako ekonomicznej „herezji”.

Autor

Poprzedni artykułO co ten zgiełk?
Następny artykułSąd nad Renault

Najnowsze