12 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Austriacki reset

Koniecznie przeczytaj

Jak ujawniona przez niemieckie media afera doprowadziła do przedterminowych wyborów w Austrii.

Kanclerz Austrii Sebastian Kurz zapowiedział przeprowadzenie przedterminowych wyborów parlamentarnych tak szybko jak to możliwe. To efekt opublikowanego nagrania, na którym wicekanclerz Austrii Heinz-Christian Strache oferował państwowe kontrakty rzekomej inwestorce z Rosji. Aferę ujawniły niemieckie gazety, które opublikowały m.in. nagranie wideo z Ibizy, gdzie Strache rozmawia z kobietą, podającą się za krewną rosyjskiego oligarchy Igora Makarowa. Strache miał zaproponować jej, by wykupiła połowę udziałów w najpoczytniejszej austriackiej gazecie „Kronen Zeitung”. W zamian za wsparcie jego formacji w wyborach Rosjanka miała otrzymać państwowe kontrakty.

Kac Ibiza
Opublikowane na tydzień przed wyborami do Parlamentu Europejskiego nagranie, które wysadziło austriacki rząd, wzbudza spore zainteresowanie europejskiej prawicy. Wolnościowa Partia Austrii (Freiheitliche Partei Österreichs) miała być jednym z filarów wielkiej koalicji uniosceptyków obok m.in. Alternatywy dla Niemiec, francuskiego Zjednoczenia Narodowego i włoskiej prawicy Matteo Salviniego. Sam fakt, że „bombę” odpaliły niemieckie media („Sueddeutsche Zeitung”, a następnie „Der Spiegel”), wzbudzał niemałe kontrowersje. Nagranie pochodzi sprzed wyborów w 2017 roku. Akcja rozgrywała się w lipcu 2017 roku, na zakrapianej imprezie w willi na Ibizie. Lider Wolnościowej Partii Austrii Heinz-Christian Strache wraz z kolegą z formacji Johannem Gudenusem i dwiema młodymi kobietami rozmawiali o polityce. Jedna z nich przedstawiała się jako „Alona” i twierdziła, że jest obywatelką Rosji, siostrzenicą bliskiego Putinowi oligarchy Igora Makarowa (ten znajomości z kobietą się wyparł i zaznaczył, że jest jedynakiem). Rzekoma Rosjanka miała być zainteresowana inwestycją w Austrii. Padł pomysł zakupu udziałów w największym austriackim tabloidzie „Kronen-Zeitung”, który po przejęciu miał zmienić linię, tak aby wesprzeć kampanię wyborczą FPÖ. Za taką pomoc Strache miał obiecać odwdzięczenie się w postaci państwowych zleceń. Ponadto na nagraniu austriaccy politycy chwalili „rozprawienie” się z mediami na Węgrzech przez Victora Orbana. Strache przechwalał się też, jakoby kilku miliarderów wpłaciło na kampanię FPÖ pieniądze za pośrednictwem stowarzyszenia użyteczności publicznej jako pośrednika (wymienieni biznesmeni zaprzeczyli tym rewelacjom). Rozmowa zeszła też na temat wsparcia finansowego ze strony rosyjskiej.

Taśma na mieście
O tym, że coś wisi w powietrzu, wiadomo było od co najmniej kwietnia. Wówczas wybuchł skandal po żarcie popularnego niemieckiego satyryka Jana Böhmermanna. Podczas wręczenia austriackiej nagrody telewizyjnej Romy satyryk w przekazie wideo stwierdził, że nie może odebrać nagrody osobiście, gdyż „właśnie totalnie nakoksowany i pod wpływem Red-Bulla baluje z partnerami biznesowymi z FPÖ w wilii rosyjskiego oligarchy na Ibizie” i negocjuje, jak mógłby przejąć „Kronen Zeitung”, ale nie może o tym rozmawiać. Żart Niemca ostro skrytykowały austriackie media, zarzucając Böhmermannowi, że poniża rząd Austrii. Po wyjściu na jaw nagrania menedżer Böhmermanna, Peter Burtz potwierdził, że komik znał treść spotkania. Burtz zaprzeczył jednak, by ktoś oferował Böhmermannowi nagranie. Po wybuchu afery FPÖ i austriackie media podejrzewały, że za prowokacją mogą stać m.in. socjaldemokraci z SPÖ, koalicjant w postaci chadeckiej ÖVP kanclerza Sebastiana Kurza, a nawet izraelski spec od PR Tal Silberstein, Amerykanie, Niemcy lub Rosjanie. Ci ostatni wydali oświadczenie, że nawet nie wiedzą, czy „Alona” w rzeczywistości jest obywatelką Federacji. Silbersteina podejrzewano, ponieważ w trakcie wyborów miał rzekomo prowadzić kampanię oczerniania przeciwników lewicy. Chadecy mieli zbierać haki na potencjalnych, a zarazem nielubianych koalicjantów. Z kolei z RFN Austria pozostaje w konflikcie od kiedy na jaw wyszły działania na jej terenie niemieckiego wywiadu. Część austriackich dziennikarzy i polityków prawicy podejrzewało, że nagranie i afera to robota Amerykanów, którym nie podobała się neutralna polityka Austrii wobec Rosji. W ramach koalicji z chadekami FPÖ dostała resort Spraw Wewnętrznych i Obrony.

Upadek rządu
Po piątkowej publikacji nagrań przez niemieckie media wicekanclerz Heinz-Christian Strache podał się do dymisji. – Tak, to było głupie, nieodpowiedzialne i to był błąd – ocenił imprezę sprzed dwóch lat Strache. Strache ocenił publikację jako „zamach polityczny” i oświadczył, że chce, aby jego miejsce w partii i rządzie zajął Norbert Hofer, który w 2017 roku o włos przegrał wybory na prezydenta Austrii. Sam kanclerz Austrii stał się szybko obiektem ataku niemieckich polityków i ministrów. Szef MSZ Niemiec Heiko Maas ocenił w mediach, że wchodząc w koalicję z prawicą Kurz postąpił nieodpowiedzialnie.

– Musimy przeciwstawić się głośno i wyraźnie, aby prawicowi populiści w Europie nie mieli jeszcze większego wsparcia – przekonywał Maas w rozmowie z „Bild am Sonntag”. Kurza skrytykowała też następczyni Angeli Merkel, nowa liderka chadeków Annegret Kramp-Karrenbauer. Według Kramp-Karrenbauer nagranie jest dowodem, że prawica, niezależnie od pochodzenia, jest gotowa sprzedać interes swojego kraju dla własnych korzyści. Późnym wieczorem w sobotę kanclerz Sebastian Kurz zapowiedział przeprowadzenie przedterminowych wyborów parlamentarnych tak szybko, jak to możliwe. Kurz stwierdził też, że FPÖ niszczy jego plany przeprowadzenia reform i nie ma wrażenia, że koalicjant zamierza zmienić swoje postępowanie.

– Zaproponowałem prezydentowi Republiki (Alexandrowi Van der Bellenowi) zorganizowanie nowych wyborów, i to jak najszybciej – dodał Kurz. Prezydent Van der Bellen, również w sobotni wieczór, poinformował, że ocenia przedterminowe wybory jako konieczne. Po niedzielnych rozmowach kanclerza i prezydenta Kurz poinformował, że zwrócił się do szefa MSW, którym to kierował polityk FPÖ, aby ustąpił. W odpowiedzi rzecznik FPÖ zapowiedział, że jeżeli Kurz odwoła Herbeta Kickla, to wszyscy ministrowie z ramienia FPÖ odejdą z koalicyjnego rządu.

– Minister spraw wewnętrznych nie zdecydował się na dymisję, więc po rozmowie z prezydentem zdecydowałem, że sam zaproponuję prezydentowi dymisję ministra. Poinformowałem o tej decyzji osobiście samego ministra, a także przewodniczącego Austriackiej Partii Wolności Norberta Hofera w rozmowie telefonicznej – powiedział w poniedziałek wieczorem kanclerz Kurz. W odpowiedzi na decyzję Kurza w poniedziałek wieczorem, zgodnie z zapowiedzią, wszyscy ministrowie z ramienia FPÖ opuścili koalicyjny rząd. W skład 13-osobowego rządu Kurza wchodziło sześciu ministrów z FPÖ. Teraz, do czasu wyborów, ich miejsca mają zostać obsadzone przez ekspertów. Kurz nie zgodził się bowiem na koalicję z lewicą, która chciała blokować jego reformy gospodarcze – jak redukcja podatków, czy cięcia w polityce socjalnej.

 

Autor

Poprzedni artykułW IKEA Łódź się miga
Następny artykułKrach na rynku kart paliwowych

Najnowsze