14.6 C
Warszawa
czwartek, 13 czerwca 2024

Odpowiedzialność zarządu za długi w spółce z o.o.

Szymon Chmielewski, radca prawny, rozmawia z adw. Radosławem Ambroziakiem.

Sz.Ch.: W pierwszej kolejności za zobowiązania spółki odpowiada sama spółka, tzn. nabywając usługi i towary, ma obowiązek za nie zapłacić, a nie że zarząd płaci za te zobowiązania z własnej kieszeni. Kiedy pojawia się problem?

Spółka jest osobą prawną, a nie fizyczną. Czyli możemy ją stworzyć i zamknąć, a czas jej działania jest ograniczony. W związku z tym inaczej rozkłada się odpowiedzialność. Przede wszystkim powstaje wtedy, kiedy spółka nie jest w stanie wykonać swoich wymagalnych zobowiązań. Innymi słowy, są długi i w majątku spółki nie wystarcza środków na to, żeby je spłacić.

Jak powinien zareagować zarząd? W końcu przecież widzi, że albo nie może spłacić wszystkich zobowiązań, albo prowadzi spór sądowy, który zmierza w złą stronę, pojawia się widmo komornika lub też działa on już aktywnie, prowadząc egzekucję wobec spółki.

Poruszyłeś bardzo ciekawy temat, bo trafia on wprost w regulację art. 299 KSH. Legendarny artykuł – każdy członek zarządu powinien znać go na pamięć. Wydźwięk tego artykułu sprowadza się do tego, że jeżeli egzekucja w stosunku do spółki jest bezskuteczna, to członek zarządu może odpowiadać całym swoim osobistym majątkiem. Czyli przechodzimy z odpowiedzialności osoby prawnej, na odpowiedzialność osób, które nią kierują. Skuteczność egzekucji jest bardzo konkretnym określeniem. Bardzo łatwo jest je uchwycić, jeżeli chodzi o ramy prawne, bo sprowadza się to do tego, że po prostu wszczęto wobec spółki postępowanie egzekucyjne…

…które nie doprowadziło do zaspokojenia całego zobowiązania wierzyciela. Ale czy jest to jedyny przypadek? Czy zawsze członek zarządu musi czekać na skuteczność egzekucji, żeby dostrzec problem?

Domyślam się, dlaczego zadaje pan to pytanie, bo jest to jeden ze szkolnych błędów, jeżeli chodzi o edukację członków zarządu. Dostają oni bardzo prostą informację: „należy zacząć się martwić dopiero w momencie, gdy komornik umorzy egzekucję ze względu na brak środków”. A to niestety nie do końca jest tak. Nasze sądy wypracowały model, w którym nie zawsze skuteczność egzekucji należy stwierdzać samym postępowaniem egzekucyjnym.

W jaki sposób może to nastąpić?

Sądy mówią tak: wierzycielu, jeżeli widzisz, że twoja egzekucja kompletnie nie ma sensu, w spółce nie ma żadnego majątku, to nie musisz wszczynać egzekucji, tylko i wyłącznie po to, żeby doprowadzić do postanowienia o bezskuteczności. Możesz szukać zaspokojenia bezpośrednio od członka zarządu, kierując pozew bezpośrednio do niego – powołując się przed sądem na fakt, że ta bezskuteczność jest tak oczywista, że widać ją na pierwszy rzut oka.

Dodajmy, że w art. 299 KSH są przesłanki uwalniające członków zarządu z odpowiedzialności.

Są, i to bardzo istotne.

Ustawodawca, kształtując art. 299, przede wszystkim kierował się tym, żeby premiować rzetelnych dłużników, a karać tych, którzy usuwają majątek spod egzekucji.

Premią jest brak odpowiedzialności osobistym majątkiem. Przejawia się to tym, że członek zarządu nie odpowiada za zobowiązania spółki nawet w przypadku bezskutecznej egzekucji: jeżeli złożyliśmy wniosek upadłościowy w terminie lub jeżeli w odpowiednim terminie otworzono postępowanie restrukturyzacyjne wobec spółki. Słowem, spółka nie zapłaciła, ale jako zarząd korzystam z wymienionych dwóch instrumentów prawa, które służą naprawieniu tej sytuacji. Upadłość oczywiście powoduje to, że cały majątek spółki trafia do naszych wierzycieli w drodze likwidacji. W związku z tym złożony w terminie wniosek rozwiązuje ten problem. Restrukturyzacja również jest postępowaniem, które służy temu, żeby zorganizować zobowiązania spółki tak, aby w jak najwyższym stopniu spłacić jej wierzycieli, ale jednocześnie nie doprowadzając do upadłości spółki.

Jeśli chodzi o termin, to pomiędzy wnioskiem upadłościowym a restrukturyzacyjnym jest bardzo ciekawa semantyczna różnica. Czy zechciałby Pan wyjaśnić, w czym rzecz?

To kolejna pułapka na nieuważnego członka zarządu. Przepis mówi, że jako członek zarządu nie odpowiadamy za zobowiązania spółki, jeżeli złożyliśmy wniosek upadłościowy w terminie bądź otworzono postępowanie restrukturyzacyjne. Pułapka zawiera się w tym, że wniosek wystarczy złożyć do sądu w odpowiednim terminie, żeby uwolnić się (chociażby potencjalnie) od odpowiedzialności. Za to w postępowaniu restrukturyzacyjnym, żeby zachować ustawowy termin, to wniosek musi być już pozytywnie rozpoznany a postępowanie otwarte. Czyli nie wystarczy, że wyślemy wniosek do sądu drogą internetową, musimy też zadbać o to, żeby sąd miał odpowiednią ilość czasu, żeby zadecydować, czy przychyla się do naszych żądań i otwiera postępowanie restrukturyzacyjne.

Niemniej, złożenie wniosku upadłościowego i otwarcie restrukturyzacji, czyli tzw. przesłanki twarde, nie wyczerpują katalogu przesłanek. Są jeszcze tzw. przesłanki miękkie.

Jeżeli już stwierdzono wobec naszej spółki bezskuteczność egzekucji, nie udało nam się w terminie złożyć wniosku upadłościowego czy otworzyć restrukturyzacji, to możemy jeszcze przekonywać sąd o tym, że mimo niedokonania swojego obowiązku – nie zawiniliśmy. Inaczej mówiąc, obowiązek w istocie nie został dokonany, ale bez naszej winy bądź też mimo niedokonania tego obowiązku nie powstała w majątku naszego wierzyciela szkoda. Ustawodawca bardzo celowo ukształtował ów przepis: zawiera on kilka poziomów okoliczności, które pozwalają członkowi zarządu bronić osobisty majątek przed wierzycielami spółki.

Przesłanka braku winy nie jest przesłanką zero-jedynkową, nie jest więc łatwa do uchwycenia (stąd nazywamy ją miękką). Bo o ile złożenie wniosku upadłościowego w terminie jesteśmy w stanie wykazać dokumentami, o tyle brak winy jest okolicznością, którą nieco trudniej jest wykazać, stąd uporządkowałbym je w dwóch katalogach. W pierwszym znalazłyby się te, dzięki którym łatwiej będzie wykazać brak winy, jak trwała choroba członka zarządu, tymczasowe aresztowanie bądź pozbawienie wolności.

Ale częstszym, moim zdaniem, przypadkiem jest sytuacja, w której członek zarządu pozostaje w dylemacie: z jednej strony wykonuje bieżący monitoring nad sytuacją spółki i wie, że ma problem. Ale jednocześnie ma wizję pokonania trudności, np. spodziewa się podpisania dużego kontraktu, który przyniesie spółce płatności, które pozwolą się uporać z problemami finansowymi. Co prawda orzecznictwo sądowe nie pomaga w tej argumentacji, bo pojawiają się tutaj dosyć jednoznaczne orzeczenia mówiące o tym, że członek zarządu mimo wszystko powinien był złożyć wniosek o upadłość, mimo subiektywnego przekonania o tymczasowości problemów finansowych. Jednak praktyka udowadnia możliwość stworzenia skutecznej argumentacji w sądzie, gdzie wykażemy na twardych danych, że członek zarządu miał rację w tym, że nie składał wniosku o upadłość, bo miał przesłanki, żeby sądzić, że dany projekt w przyszłości się uda.

Opracowała Beata Tomczyk

ZOBACZ MATERIAŁ VIDEO

Najnowsze