14.6 C
Warszawa
środa, 12 czerwca 2024

Aplikacja adwokacka. oczekiwania a rzeczywistość

Z młodym pokoleniem prawników – mec. Agatą Kwasowską i mec. Miłoszem Kołcz-Otwinowskim rozmawia adw. Zofia Gajewska.

Jakie było Państwa wyobrażenie o aplikacji adwokackiej, a jakie się okazało w rzeczywistości?

M.K.-O.: Nie jest tak teatralnie, jak w produkcjach amerykańskich.

A.K.: Otóż to: adwokaci siedzą za biurkami, nie poruszają się swobodnie jak na filmach po sali sądowej, nie wygłaszają płomiennych mów końcowych i nie ma spektakularnych przesłuchań świadków. Na pewno jednak wyobrażałam sobie siebie jako adwokata procesowego. Jak się potoczy moje życie – jeszcze zobaczymy. Ale faktem jest, że od aplikacji oczekiwałam, że będę się pojawiać na sali sądowej. I w sumie się nie rozczarowałam, bo chodzę na rozprawy. Choć nie w takim zakresie, jak myślałam, że będę chodziła.

M.K.-O.: Odwołując się do seriali i filmów: jest w nich pokazana jedynie fasada pracy prawnika, czyli styczność z sądem. Natomiast pomija się obraz tytanicznej pracy, która to poprzedza – żmudne siedzenie i pisanie. Na co dzień pracujemy zawodowo, a do tego dochodzi nam jeszcze udział w aplikacji.

Czy aplikant musi pracować w kancelarii adwokackiej?

A.K.: Nie. Ale w moim przypadku tak jest.

M.K.-O.: Ja od kilku miesięcy pracuję w instytucji państwowej – w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego. Równie dobrze ktoś może pracować jako prawnik wewnętrzny w spółce. Dróg realizowania się jest sporo.

Czy można zostać adwokatem bez aplikacji?

M.K.-O.: Można, dzięki doświadczeniu zawodowemu zdobytemu po przepracowaniu kilku lat przy stosowaniu prawa. Stosunek lat względem aplikacji wynosi odpowiednio 4-5 do 3. Przy czym decydując się na aplikację, przechodzimy szkolenie przygotowujące nas do roli profesjonalnego prawnika.

A.K.: Aplikacja daje też możliwość wykonywania czynności procesowych dzięki odpowiedniemu upoważnieniu – substytucji od głównego pełnomocnika po pół roku od jej rozpoczęcia. To nieocenione doświadczenie przyjrzenia się zawodowi od podszewki. Po aplikacji, wg statystyk, łatwiej i szybciej zdaje się końcowy egzamin zawodowy.

Ile osób jest na aplikacji?

A.K.: Na moim roku jest nas kilkaset osób. I na każdym roku jest podobnie, a grupy, których jest tyle ile liter w alfabecie, od A do Z, liczą po około dwadzieścia osób.

M.K.-O.: Izba Warszawska jest większa, jeżeli chodzi o liczbę aplikantów niż wszystkie pozostałe izby w całej Polsce razem wzięte. W mniejszych ośrodkach jest nawet tylko kilkunastu, kilkudziesięciu aplikantów na jednym roku aplikacji.

Skończyłam prawo i chcę iść na aplikację. Co powinnam zrobić?

M.K.-O.: Należy wylegitymować się dyplomem ukończenia studiów prawniczych i przystąpić do egzaminu, który z reguły ma miejsce z końcem września. Więc jeżeli ktoś np. obronił się w czerwcu czy podczas wakacji, nadal ma szansę, by do niego przystąpić. Dokumenty i opłaty wnosi się mniej więcej do połowy sierpnia.

Na egzaminie zdający mają przed sobą 150 pytań jednokrotnego wyboru. Są one tworzone na podstawie obszernej (bo liczącej około kilkudziesięciu ustaw, w tym kodeksów) listy, która też jest oczywiście publikowana. Każda osoba, która otrzyma przynajmniej 100 punktów z owych 150 pytań, uzyskuje prawo do rozpoczęcia aplikacji – to ważny i pozytywny aspekt owego egzaminu.

A jak wygląda przebieg aplikacji adwokackiej?

A.K.: Po rozpoczęciu aplikacji przez pierwsze 3 miesiące jesteśmy zobowiązani odbyć praktyki w sądach, a później w prokuraturze. Aplikanci są tam wybierani losowo, przydzieleni do konkretnych sądów i sędziów. W moim przypadku były to praktyki w wydziale karnym, w wydziale pracy i w wydziale cywilnym. Uczestniczyłam w rozprawach, siedząc w ławach przeznaczonych dla publiczności, przysłuchiwałam się, obserwowałam. W wydziale karnym dodatkowo dostawałam akta i sama przygotowywałam projekty wyroków, weryfikowanych następnie przez sędziego. Zajmowało to po kilka godzin dziennie, choć w głównej mierze czas ten zależał od rozkładu rozpraw sędziego w danym tygodniu. Stąd też można było umówić się co do godzin przyjścia, czy zakresu obowiązków. Praktyki kończyły się oceną wystawioną przez danego sędziego.

M.K.-O.: Kiedyś usłyszałem zdanie, że nigdy nic nie trwa tak krótko jak aplikacja adwokacka. I może rzeczywiście coś w tym jest, bo w sumie jestem już w połowie tej drogi, a Agata jeszcze bliżej ku końcowi. Jest co robić i przebiega to dość sprawnie. Aplikacja zawsze zaczyna się od stycznia i każdy kolejny, drugi, trzeci rok też rozpoczyna się z początkiem roku kalendarzowego i trwa do grudnia. Pierwszy rok to materie prawa karnego. A zanim jeszcze dostaniemy dostęp do jego tajników, musimy zdać sprawdzian z etyki i historii adwokatury. To pierwsze 2-3 miesiące. Natomiast później rzeczywiście jest to już stricte prawo karne, które kończy się kolokwium po całym roku i rozpoczyna się drugi rok, poświęcony prawu cywilnemu. Blok jest zakończony kolokwium na przełomie października i listopada, podobnie jak rok wcześniej w tych samych miesiącach kolokwium z prawa karnego. Z kolei na trzecim roku rozpoczyna się weryfikacja wiedzy (kolokwia się skończyły), plus „wchodzi” prawo administracyjne i prawo gospodarcze.

A.K.: W miesiącach letnich (lipiec-sierpień) mamy wakacje od zajęć, ale nie od pracy.

Jak często odbywają się zajęcia?

A.K.: Różnie. Zależy to od specyfiki roku i od potrzeb, bo w okolicach kolokwium rocznego zajęć jest więcej, do 2-3 razy w tygodniu. Ale zasadą jest, że zajęcia odbywają się raz w tygodniu, choć zależy to od prowadzącego czy od planu szkolenia. Ja mam zajęcia mieszane, trochę stacjonarnych, a trochę online.

Czyli kończą Państwo pracę, piją kawę i zaczynają zajęcia?

A.K.: Tak. I jest to niestety obciążające, zwłaszcza dla kogoś, kto od rana wykonuje pracę umysłową. Zajęcia na ogół trwają od 17.30 do 20:00.

M.K.-O.: To dlatego ten czas tak szybko leci, bo rzeczywiście naszpikowany jest nie tylko pracą zawodową, ale też obowiązkami, szkoleniami.

Czy przed egzaminem zawodowym mają Państwo możliwość nauki, wzięcia urlopu?

A.K.: Z ustawy przysługuje nam miesiąc urlopu. Egzamin końcowy to życiowa sprawa, stąd korzysta się jeszcze ze swojego urlopu wypoczynkowego. W sumie, jak wiem z doświadczenia moich starszych kolegów, że około 3 miesiące są wystarczające do tego, by usystematyzować wiedzę.

Czy robią Państwo coś dodatkowo w zakresie zawodowym, związanego z samorządem adwokackim? Czy też ta aktywność dopiero się zaczyna w momencie, kiedy stajecie się adwokatami?

A.K.: Działam na rzecz kobiet w adwokaturze, chociażby w kwestii macierzyństwa. Urlop po urodzeniu dziecka dla kobiety adwokata jest kwestią nadal nieuregulowaną, stąd będącej „na działalności” młodej mamie-adwokat (adwokat nie może być zatrudniony na umowę o pracę) urlop wynikający z kodeksu pracy nie przysługuje.

M.K.-O.: Jestem wiceprzewodniczącym samorządu aplikantów. Na poprzednim roku byłem członkiem Prezydium samorządu. Dbam m.in. o to, by szkolenie aplikantów było na odpowiednim poziomie.

Opracowała Beata Tomczyk

ZOBACZ MATERIAŁ VIDEO

Najnowsze