Motywacje i presja sukcesu Jak rozmawiać z młodymi o wygrywaniu, żeby ich nie przegrać

Od ponad 20 lat prowadzę negocjacje – w salach zarządów, przy stołach mediacyjnych, w sytuacjach kryzysowych. Podpisałem wiele znaczących kontraktów w Polsce i za granicą. Jestem też autorem książek o negocjacjach i nauczycielem akademickim w kilku polskich uczelniach wyższych, uczącym praktycznych aspektów negocjacji. Ale powiem coś, co może zabrzmieć przewrotnie: najtrudniejsze negocjacje w moim życiu nie odbywały się w biznesie. Odbywały się przy kuchennym stole.

Zbyszek Dzideczek
ekspert negocjacyjny z ponad 20-letnim doświadczeniem, certyfikowany trener, coach i mentor The John Maxwell Team

Jeśli miałbym wskazać obszar, w którym presja sukcesu jest dziś najbardziej widoczna – to nie są korporacje. To są nasze domy. I mówię to zarówno jako zawodowy negocjator, jak i ojciec pięciorga dzieci oraz dziadek sześciorga wnucząt.

Młodzi żyją pod nieustanną oceną

Dzisiejszy nastolatek funkcjonuje w świecie rankingów. Oceny w szkole, wyniki sportowe, liczba obserwujących, sukcesy rówieśników. Każde potknięcie może być publiczne. Każde osiągnięcie – porównywane.

W negocjacjach wiem jedno – presja obniża jakość decyzji. Człowiek pod silnym napięciem przestaje myśleć strategicznie, zaczyna reagować emocjonalnie. Zamyka się albo atakuje.

Z młodymi jest podobnie. Kiedy słyszą wyłącznie: „Musisz być najlepszy”, „Powinieneś bardziej się starać”, „Inni już to potrafią” – nie rośnie ich motywacja. Rośnie lęk.

Sukces to nie ultimatum

W biznesie rzadko zaczynam negocjacje od żądań. Zaczynam od zrozumienia drugiej strony. Jakie są jej potrzeby? Czego się obawia? Co jest dla niej naprawdę ważne?

Z nastolatkami jest dokładnie tak samo. Jeśli chcemy rozmawiać o sukcesie, najpierw musimy zapytać: „Co dla ciebie oznacza sukces?”. Dla jednego będzie to dobra uczelnia, dla innego własny kanał w sieci, dla jeszcze innego – spokojne życie bez wyścigu. Motywacja nie rodzi się z presji. Rodzi się z poczucia wpływu.

Negocjacje zamiast wykładów

Wielu rodziców prowadzi monologi. Tłumaczą, pouczają, przekonują. Tymczasem negocjacje uczą jednej fundamentalnej zasady – kto mówi więcej, ten wie mniej. Zamiast wykładu o przyszłości warto zadać pytania: co jest dla ciebie teraz najważniejsze, czego się boisz, w czym czujesz się naprawdę dobry, jak mogę ci pomóc zamiast naciskać?

Kiedy młody człowiek czuje się wysłuchany, otwiera się. A dopiero wtedy można rozmawiać o ambicjach i odpowiedzialności.

Motywacja to energia, nie strach

W negocjacjach nie buduję porozumienia na strachu. Buduję je na korzyściach i wspólnym celu. W rodzinie działa to tak samo. Zamiast mówić: „Jeśli nie będziesz się uczył, nic w życiu nie osiągniesz”, lepiej zapytać: „Jakie drzwi chcesz mieć otwarte za kilka lat?”. To subtelna, ale kluczowa różnica. Strach paraliżuje. Wizja daje energię.

Presja sukcesu a relacja

Największym błędem, jaki obserwuję – także wśród dobrze wykształconych, ambitnych rodziców – jest warunkowanie relacji wynikami. Nieświadomie wysyłamy sygnał: „Jestem z ciebie dumny, gdy wygrywasz”. A co, gdy przegrywa?

W biznesie wiem, że długofalowe partnerstwo opiera się na zaufaniu, nie na chwilowych rezultatach. W rodzinie powinno być identycznie. Dziecko musi mieć pewność, że jest kochane niezależnie od ocen, medali czy wyborów zawodowych.

To daje odwagę do podejmowania wyzwań. Dziecko wie, że nawet jeśli coś się nie uda, nie straci najważniejszego – relacji.

Jak rozmawiać o sukcesie z nastolatkiem?

1. Oddziel osobę od wyniku. Krytykuj zachowanie, nie tożsamość.

2. Doceniaj wysiłek, nie tylko efekt. W negocjacjach liczy się proces – w życiu też.

3. Ustalaj wspólne cele. Nie narzucaj. Współtwórz.

4. Dawaj przykład. Jeśli sam żyjesz w permanentnym stresie sukcesu, młody człowiek to widzi.

5. Pozwól na błędy. Każdy dobry negocjator wie, że kilka przegranych rozmów to część drogi do mistrzostwa.

Najważniejsza lekcja

Jako dziadek widzę coś jeszcze wyraźniej niż jako ojciec – czas mija szybciej, niż nam się wydaje. Za kilka, kilkanaście lat nasze dzieci nie będą pamiętały wszystkich ocen. Będą pamiętały, czy czuły wsparcie.

Sukces jest ważny. Ambicja jest potrzebna. Świat nie nagradza bierności. Ale jeśli w pogoni za wynikiem stracimy relację, wygrana okaże się pozorna.

W negocjacjach uczę, że najlepsze porozumienia to te, w których obie strony czują się zwycięzcami. W rodzinie powinno być podobnie. Nie wychowujmy dzieci do wygrywania za wszelką cenę. Wychowujmy je do życia z odwagą, odpowiedzialnością i poczuciem własnej wartości.

Bo prawdziwy sukces zaczyna się tam, gdzie kończy się strach.

Podobne wpisy