|

Afera szczepionkowa

Taniej zapewne było nadmiarowe szczepionki „zutylizować” w organizmach obywateli. Nie przewidziano tylko jednego: że pojawi się cudowny uzdrowiciel – Władimir Putin, który atakiem na Ukrainę z dnia na dzień zlikwidował ten pandemiczny interes.

1 kwietnia belgijski sąd wydał wyrok, na mocy którego Polska ma zapłacić Pfizerowi 5,6 mld zł i odebrać 64 mln dawek szczepionek przeciwko Covid-19. Od wyroku przysługuje nam jeszcze odwołanie, lecz patrząc na warunki umowy, która nie przewidywała możliwości odstąpienia, szanse powodzenia są niewielkie.

Oczywiście z miejsca rozpętała się na tym tle polityczna burza: przedstawiciele rządu Donalda Tuska grzmią o skrajnej niekompetencji i niegospodarności poprzedników z PiS, którzy z kolei odpierają zarzuty, podnosząc, iż nie mieli możliwości samodzielnego negocjowania warunków, gdyż pozostawało to w domenie Komisji Europejskiej, występującej w imieniu wszystkich krajów członkowskich.

Na dodatek umowa z Pfizerem została zawarta w skrajnie niekorzystnej formule „wszystko albo nic” – mogliśmy zatem albo odebrać i zapłacić za całą przynależną nam pulę, albo pójść z Pfizerem na wojnę. Wybraliśmy to drugie.

Zatem, jest afera czy nie? Jak najbardziej jest – tyle, że zaczęła się ona nie w Polsce, lecz w Brukseli, zyskując sobie miano „Pfizergate”. Rozmowy, które zresztą prowadziła osobiście Ursula von der Leyen (zwana na tę okoliczność „von der Pfizer”) z dyrektorem generalnym Pfizera Albertem Bourlą, przebiegały w sposób skrajnie nietransparentny.

Do rangi symbolu urosły słynne SMS-y wymieniane pomiędzy przewodniczącą Komisji Europejskiej a szefem Pfizera, które nagle „wyparowały” z telefonu Ursuli von der Leyen, gdy sprawie zaczęły się przyglądać media i Europejski Trybunał Obrachunkowy.

Efektem rozmów był gigantyczny kontrakt podpisany z konsorcjum Pfizer/BioNTech 20 maja 2021 r. (tzw. trzecia umowa ramowa), opiewający na 1,8 mld dawek szczepionki – nie licząc tego, co już zamówiono i dostarczono w ramach poprzednich umów. Jak łatwo zauważyć, taka ilość pozwalałaby na wielokrotne wyszczepienie całej populacji UE (450 mln mieszkańców), od noworodków do starców.

Na tak gargantuiczne zamówienie, połączone z przejęciem odpowiedzialności za niepożądane skutki uboczne i brakiem możliwości odstąpienia od umowy, naciskał Pfizer, grożąc, że w przeciwnym razie potraktuje priorytetowo innych kontrahentów.

Dopiero tutaj zaczyna się rola polskiego rządu, który w momencie zawierania umowy miał już zgromadzone rezerwy (mieliśmy zakontraktowane 109 mln dawek różnych szczepionek i 30 mln dawek w magazynach). Mimo to zgodziliśmy się na kolejne dostawy – 89 mln dawek, mających trafić do nas w latach 2022–2024 – jak się okazało, grubo ponad realne zapotrzebowanie.

Tyle że nie byliśmy tu żadnym wyjątkiem – podobnie przeszacowane zamówienia popłynęły od pozostałych państw UE (za wyjątkiem Węgier, które kupiły rosyjskiego Sputnika i od samego początku nie uczestniczyły w unijnym programie). Presję wywierała Komisja Europejska, grożąc, iż państwa, które się wyłamią ze wspólnych zakupów, nie będą mogły liczyć na dostawy w przyszłości.

Pamiętajmy też o panującej wtedy atmosferze – a bardzo łatwo się dziś o tym zapomina. Wygenerowana wówczas społeczna histeria, podsycana dodatkowo przez media i rozmaite „autorytety”, straszące masowym pomorem i ludźmi umierającymi na ulicach, stawiała praktycznie wszystkie rządy pod ścianą.

Przypomnijmy sobie te lockdowny, zamykanie lasów, absurdalne, chałupniczo szyte maseczki, paraliż służby zdrowia przestawionej na walkę z jedną chorobą, dwumetrowy „dystans społeczny” w sklepowych kolejkach i na ulicach… Wszystko to razem wzięte sprawiało wręcz wrażenie jakiegoś eksperymentu z zakresu inżynierii społecznej, mającego sprawdzić, na ile da się sterroryzować ludzi tak, by sami żądali, aby odseparować ich od siebie i pozbawić elementarnych praw i wolności.


Ceny ropy spadają – mocna reakcja rynku


W przypadku Polski swoje dokładała też ówczesna (a dziś rządząca) opozycja, nieustannie podgrzewająca nastrój paniki i żądająca jeszcze ostrzejszych restrykcji i jeszcze większych zakupów szczepionek.

Patrząc z perspektywy czasu, ówczesny rząd popełnił jeden błąd. Nie przystąpiliśmy (wraz z Rumunią) do wynegocjowanego przez KE w maju 2023 r. aneksu do umowy z Pfizerem, na mocy którego państwa UE w zamian za nieodebrane szczepionki miały zapłacić Pfizerowi odszkodowanie (nieoficjalnie ok. połowy pierwotnej ceny).

Zamiast tego odmówiliśmy dalszego przyjmowania szczepionek, powołując się na „siłę wyższą” – czyli napaść Rosji na Ukrainę, stawiającą nas w trudnej sytuacji finansowej w związku z kosztami udzielanej Ukrainie pomocy. Po prostu nie zgodziliśmy się na to, na co zgodziły się inne państwa, które zapłaciły odszkodowanie, a resztę zakupionych szczepionek po cichu wylały do zlewu.

Nawiasem mówiąc, ta „nadpodaż” szczepionek tłumaczy nacisk, jaki wywierano na trzecie i czwarte szczepienia – te wszystkie „dawki przypominające” i „boostery”, przy jednoczesnym straszeniu „nowymi wariantami” Covida.

Taniej zapewne było nadmiarowe szczepionki „zutylizować” w organizmach obywateli. Nie przewidziano tylko jednego: że pojawi się cudowny uzdrowiciel – Władimir Putin, który atakiem na Ukrainę z dnia na dzień zlikwidował ten pandemiczny interes.

Podobne wpisy