Opłata reprograficzna – rekompensata czy pozaustawowy podatek?
Pod koniec kwietnia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego podpisała nowelizację rozporządzenia o opłatach reprograficznych. Temat budzi poważne kontrowersje. Czy rząd tylnymi drzwiami wprowadza nowy podatek i kto poniesie koszty?

Skąd ta opłata się w ogóle wzięła? Polskie prawo autorskie pozwala każdemu legalnie skopiować utwór na własne potrzeby: za darmo i bez pytania o zgodę autora. Państwo, wprowadzając taką możliwość, musiało uregulować więc jakiś mechanizm rekompensaty. Zresztą zmusza nas do tego unijna dyrektywa 2001/29/WE, zgodnie z którą, państwo członkowskie, które wprowadza instytucję dozwolonego użytku osobistego musi zapewnić twórcom” godziwą rekompensatę”.
I właśnie tą rekompensatę ma zapewniać opłata reprograficzna, nakładana na podstawie art. 20 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Przepis ten, pojawił się już w tekście pierwotnym ustawy z 1994 r., a w praktyce zaczął funkcjonować w 1996 r. gdy weszło w życie pierwsze rozporządzenie wykonawcze określające stawki i zasady poboru.
Nakłada ona na przedsiębiorców obowiązek przekazania na rzecz twórcom opłat w wysokości nieprzekraczającej 3% ceny sprzedaży urządzeń i nośników, na których można przekazywać utwory objęte prawami autorskimi. Szczegółowy wykaz kategorii sprzętu oraz konkretne stawki określa rozporządzenie ministra właściwego ds. kultury. I właśnie zgodnie z kwietniową nowelizacją tego rozporządzenia, opłatą objętą będą m.in. smartfony, tablety, komputery, czy smart TV – w wysokości 1% ich ceny.
Tak więc jeśli chodzi o samą ideę opłaty reprograficznej, to ona nie wzięła się „z sufitu”. To próba zapewnienia twórcom rekompensaty, która należy im się zgodnie z prawem unijnym.
Wydaje się, że problem nie leży w idei, ale w jej wykonaniu. Pojawiają się istotne zarzuty choćby o adekwatność opłaty w dobie powszechnego streamingu, który zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie podlega opłacie reprograficznej – w końcu za te usługi płacimy w subskrypcji. Wątpliwy jest system dystrybucji tych niemałych pieniędzy (ok. 150 mln zł rocznie!) poprzez stowarzyszenia zrzeszające twórców. Ja chciałbym się jednak skupić na problemie z mojej „działki” – czy ta opłata to nie jest w praktyce podatek? Czy można było rozszerzyć ją rozporządzeniem?
Zgodnie z art. 84 Konstytucji wszystkie ciężary i świadczenia publiczne muszą być określone w ustawie. Art. 217 precyzuje ten wymóg, wskazując, że dla każdego takiego świadczenia nie wystarczy ustawowe upoważnienie in blanco. Ustawodawca musi wprost określić najważniejsze elementy takiej daniny, czyli przede wszystkim jej podmiot, przedmiot i stawkę.
Co oczywiste, tych warunków nie spełnia opłata reprograficzna. Bo jak można nałożyć opłatę od smartfonów na podstawie ustawy z 1994 r., kiedy takie urządzenia można było znaleźć co najwyżej w książkach sci-fi? Nie jesteśmy w Stanach Zjednoczonych, żeby stosować tak daleko posuniętą wykładnię historyczną.
Przepisy ustawy o prawie autorskim są zbyt mało precyzyjne pod kątem konstytucyjnych wymogów dla prawa podatkowego. W praktyce, to minister kultury może sobie samemu taki przedmiot opodatkowania określić, poprzez uznanie, które urządzenia uznaje za nośniki zdolne do utrwalania i zwielokrotniania utworów. Margines uznania przy ustalaniu stawki też jest duży- przecież przy kupowaniu laptopa za 10 tysięcy, 3% to byłoby aż 300 zł!
VAT do uproszczenia? A co ze szczelnością systemu?
Jakim cudem ten przepis jeszcze istnieje w obrocie prawnym? To dlatego, że uznaje się, że opłata reprograficzna jest zobowiązaniem cywilnoprawnym a nie publicznoprawnym (podatkowym). Dlaczego? Bo formalnie płacą ją przedsiębiorcy, nie na rzecz państwa tylko organizacji zrzeszających twórców.
Taka argumentacja jest moim zdaniem wątpliwa. Zacznijmy od tego, że obowiązek rekompensaty dla twórców, w myśl unijnej dyrektywy, spoczywa na państwu. To Polska tworząc prawo, uregulowała instytucję dozwolonego użytku osobistego, a więc naraziła daną grupę na potencjalne straty.
Przecież równie dobrze, państwo mogłoby tę opłatę zlikwidować i zamiast tego pokrywać rekompensatę z budżetu państwa.
Zresztą, istnieje wiele danin celowych, które nie trafiają do budżetu państwa a mimo wszystko uznawane są za daniny publiczne, które podlegają pod wymogi z art. 217 Konstytucji. Przykładowo taka danina solidarnościowa, która trafia bezpośrednio na rachunek funduszu solidarnościowego, z którego wspierane są osoby niepełnosprawne. Albo weźmy abonament na radio i telewizję, o którym pisałem ostatnio. Pobiera go poczta, a więc spółka akcyjna, której formalnie nie ma nawet w sektorze finansów publicznych. Abonament trafia do innych spółek akcyjnych, np. polskiego radia czy TVP. Mimo to, Trybunał Konstytucyjny uznał w 2004 r., że abonament to danina publiczna, a więc musi być szczegółowo uregulowana w ustawie.
Dlaczego? Słowo klucz: przymus. Stosunki cywilnoprawne, powinny co do zasady opierać się na jakiejś formie swobody stron do kształtowania własnej woli. We wszystkich omawianych przypadkach tego nie ma. Również w przypadku opłaty reprograficznej. To nie tak, że producenci umawiają się z twórcami na wysokość rekompensaty – państwo „wchodzi z butami” i wszystko ustala z góry rozporządzeniem.
Druga kwestia to brak ekwiwalentności – opłata to świadczenie wzajemne, po zapłaceniu którego możemy czegoś się domagać (np. wywozu śmieci). W przypadku opłaty reprograficznej nie otrzymujemy nic w zamian.
Trzecia kwestia to cel opłaty. Jeśli Marta Cienkowska wprost podkreśla, że celem nowelizacji było dostosowanie opłaty do wymogów prawa unijnego, to jest to problem państwa, nie nasz. Zgodnie z art. 9 Polska musi przestrzegać wiążącego ją prawa międzynarodowego. Trybunał Konstytucyjny jasno wskazał, że za jedną z najistotniejszych cech daniny publicznej jest istnienie celu publicznego, dla którego się ją ustanawia.
Różnorodność sytemu daninowego daje państwu wielką swobodę w finansowaniu swoich zadań. Może uchwalać podatki, które trafiają do wielkiego kotła zwanego budżetem państwa i z niego są dystrybuowane. A może też uchwalać celowe para-podatki, wpływające na konto odrębnego funduszu. Ważne jest to, że w obu przypadkach podatnik nie ma wyboru i musi płacić.
Tak więc opłata reprograficzna to mechanizm rekompensaty finansowej, który ma na celu wynagrodzić twórcom straty wynikające z dozwolonego użytku osobistego.