|

Ropa, gaz i węgiel nadal mają przyszłość

Na korzyść węgla, ropy i gazu przemawiają prawa fizyki, a tej nie da się zmienić drogą głosowania czy wolą polityczną nawet najmocarniejszego satrapy. Olej napędowy i nafta zasilają niemal cały ciężki transport – ciężarówki, pociągi, statki i sprzęt budowlany.

W 2022 r. Alex Epstein wydał książkę „Fossil Future: Why Global Human Flourishing Requires More Oil, Coal, and Natural Gas – Not Less” („Przyszłość paliw kopalnych: dlaczego globalny rozkwit ludzkości wymaga więcej ropy naftowej, węgla i gazu ziemnego, a nie mniej”). W pracy tej, podobnie jak we wcześniejszej „The Moral Case for Fossil Fuels” („Moralny argument za paliwami kopalnymi”), autor opowiada się za korzystaniem z paliw kopalnych jako tanich i ogólnie dostępnych źródeł energii potrzebnej do ogrzewania oraz produkcji energii elektrycznej, co pozwoliłoby na dalszą poprawę standardu życia, zwłaszcza w ekstremalnych sytuacjach pogodowych (falach mrozów lub upałów).

Jak czytamy w jednej z opinii na temat książki Fossil Future, filozof i ekspert ds. energii Alex Epstein przewiduje, że wszelkie negatywne skutki wykorzystania paliw kopalnych dla klimatu zostaną zrekompensowane przez wyjątkowe korzyści, jakie przynoszą one ludzkości. Wskazuje przy tym przede wszystkim na ich niezrównaną zdolność do dostarczania taniej i niezawodnej energii miliardom ludzi na całym świecie, zwłaszcza najuboższym.

Wbrew temu, co słyszymy od medialnych „ekspertów” o dzisiejszej „rewolucji odnawialnej” i „kryzysie klimatycznym”, rzeczywistość dowiodła – zdaniem autora – że Epstein miał rację. Paliwa kopalne nadal pozostają dominującym źródłem energii na świecie, a ich wykorzystanie szybko rośnie, podczas gdy szeroko reklamowane odnawialne źródła energii przyczyniają się do gwałtownego wzrostu cen prądu i częstszych przerw w jego dostawach.

Rozwój oparty na paliwach kopalnych doprowadził do spadku globalnego ubóstwa do rekordowo niskiego poziomu. Paliwa kopalne chronią również miliony ludzi przed skutkami niskich i wysokich temperatur, umożliwiając ogrzewanie budynków zimą oraz korzystanie z klimatyzacji podczas upałów.

Według międzynarodowego badania, w którym przeanalizowano ponad 74 mln zgonów w 384 lokalizacjach w 13 krajach, w różnych okresach między 1985 a 2012 r., zimna pogoda zabija 20 razy więcej osób niż upały. Co ciekawe, wyniki pokazują również, że liczba zgonów spowodowanych umiarkowanie ciepłą lub zimną pogodą znacznie przewyższa liczbę zgonów wywołanych falami upałów lub falami mrozów („The Lancet”, 2015, t. 386).


Wypalenie zawodowe nie bierze się znikąd. To nie jest zwykłe zmęczenie.


Liczba zgonów związanych z warunkami pogodowymi jest dziś najniższa w historii dzięki rozwojowi opartemu na paliwach kopalnych. Jak pokazuje Epstein, powszechne obecnie twierdzenia o nieuchronnej katastrofie klimatycznej i rychłej dominacji energii odnawialnej opierają się na tym, co nazywa „modelem antywpływowym” (anti-impact framework) – zestawie błędnych metod, fałszywych założeń i antyludzkich wartości, które sprawiły, że promowani przez media eksperci formułowali przez ostatnie pięćdziesiąt lat skrajnie błędne prognozy dotyczące paliw kopalnych, klimatu i odnawialnych źródeł energii.

Epstein opowiada się za zastąpieniem modelu antywpływowego modelem rozwoju człowieka (human flourishing framework). Ta alternatywna perspektywa ocenia politykę energetyczną oraz jej skutki środowiskowe przez pryzmat wpływu na dobrobyt, długowieczność i ogólną jakość życia człowieka.
W ciągu ostatnich dwóch dekad rządy na całym świecie wydały ponad 5 bln dol. na dotowanie energii wiatrowej, słonecznej i innych tzw. odnawialnych źródeł energii. Jednak nawet przy tak astronomicznym wsparciu finansowym świat nadal opiera się na węglowodorach, które zaspokajają 84 proc. jego zapotrzebowania na energię – to spadek jedynie o 2 pkt proc. od czasu, gdy 20 lat temu rządy zaczęły masowo inwestować w odnawialne źródła energii.

„Ogromne ilości kapitału są marnowane i źle alokowane. Powodują one spadek poziomu życia, a marnotrawstwo kapitału ogranicza postęp oraz wynalezienie i produkcję opłacalnych technologii” – zauważa Doug Casey na portalu International Man.

Mike Adams na stronie Green Tyranny przedstawia podstawowe fakty, dobrze wszystkim znane jeszcze ze szkoły, i gdyby nie trwająca od paru dekad histeryczna indoktrynacja, byłyby one równie dobrze znane aktywistom przyklejającym się butaprenem czy innym hemolem do jezdni.

„Węglowodory stanowią ukryty fundament współczesnej cywilizacji. Dostarczają skoncentrowanej energii, która umożliwia nam uprawę żywności, transport towarów i budowę infrastruktury. Bez ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla świat, jaki znamy, pogrążyłby się w ubóstwie, głodzie i chaosie” – pisze ekspert.

Autor nie neguje potrzeby budowy paneli słonecznych i turbin wiatrowych, pisząc, że „stanowią one cenne uzupełnienie naszego miksu energetycznego”. Jednak nie są w stanie „zastąpić tego, czego nie da się zastąpić”. Stąd dla Adamsa oczywisty jest wniosek, że „dążenie do rezygnacji z węglowodorów nie jest polityką środowiskową; to przepis na masowe zubożenie, zwłaszcza w krajach rozwijających się, które polegają na niedrogiej energii, aby wydobyć swoje społeczeństwa z pułapki przetrwania”.

Dlaczego „zielone” baterie nie rozwiążą problemu? Odpowiedź tkwi w „gęstości energii”. Na korzyść węgla, ropy i gazu przemawiają prawa fizyki, a tej nie da się zmienić drogą głosowania czy wolą polityczną nawet najmocarniejszego satrapy.

Olej napędowy i nafta zasilają niemal cały ciężki transport – ciężarówki, pociągi, statki i sprzęt budowlany – ponieważ wnoszą o rzędy wielkości więcej energii na kilogram niż jakakolwiek bateria, jaką kiedykolwiek wynaleziono. Bateria ciężarówki elektrycznej o dużej wytrzymałości waży około 8 tys. funtów (3600 kg), a często potrzeba dwóch takich, co daje łącznie 16 tys. funtów (7200 kg) masy własnej tylko po to, by przetransportować ładunek. W dodatku w zimnym klimacie wydajność baterii gwałtownie spada, a na trasach długodystansowych infrastruktura ładowania nie istnieje.

„Fantazja, że możemy po prostu zelektryfikować wszystko, ignoruje fundamentalną rzeczywistość gęstości energii” – czytamy w Green Tyranny.

Mike Adams wskazuje, że nawet najbardziej optymistyczne prognozy dotyczące ulepszeń akumulatorów nie mogą dorównać praktyczności paliw płynnych w przypadku ciężkich ładunków i ekstremalnych warunków klimatycznych.

„Popieram stopniowe ulepszenia, takie jak hybrydowe ciężarówki i lepsza wydajność paliwowa, ale twierdzenie, że możemy całkowicie zastąpić węglowodory, jest obrazą dla inżynierii i ekonomii. Próba zmuszenia każdej ciężarówki, pociągu i statku do jazdy na elektronach wspieranych przez wiatr i słońce to przepis na paraliż transportowy – a to oznacza puste półki, zatrzymane fabryki i uwięzione społeczności” – dodaje.


30 Years in Poland: Why Investors Keep Coming


Być może najniebezpieczniejszym złudzeniem jest to, że możemy wyżywić świat bez węglowodorów. Współczesne rolnictwo opiera się na nawozach azotowych wytwarzanych w procesie Habera-Boscha, który wymaga gazu ziemnego do wytwarzania ciepła, ciśnienia i wodoru. Żadna liczba paneli słonecznych ani turbin wiatrowych nie może skutecznie zastąpić tej reakcji chemicznej. O czym przekonali się producenci nawozów sztucznych podczas kryzysu w Cieśninie Ormuz w 2026 r., gdy dostawy
LNG ustały.

Brak nawozu oznacza brak żywności. A bez węglowodorów nie ma taniego nawozu. Każdy, kto opowiada się za wyeliminowaniem węglowodorów z rolnictwa, niezależnie od tego, czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie, opowiada się za masowym głodem. Pomysł, że możemy uprawiać rośliny, używając wyłącznie „zielonej” energii, to niebezpieczna bajka, która ignoruje podstawową chemię życia.

Dwutlenek węgla, którego wyeliminowanie jest celem tych samych polityk, to cząsteczka, która zazielenia planetę i jest niezbędna do fotosyntezy. Wojna z węglowodorami jest wojną z samą żywnością. To ponownie opinia publicysty Green Tyranny.

Adams zwraca również uwagę na to, że żadna liczba konferencji klimatycznych ONZ i 10 bln dol. wydanych na odnawialne źródła energii w ciągu ostatnich 30 lat nie zmieniła trendu klimatycznego ani trochę, o czym świadczą dane Globalnego Laboratorium Monitorowania (GML) Narodowej Agencji ds. Oceanów i Atmosfery, zebrane z ostatniego półwiecza. Jedynym rezultatem było wzbogacenie się wtajemniczonych przy jednoczesnym zniszczeniu bezpieczeństwa energetycznego zwykłych ludzi. „Moim zdaniem, dążenie do zerowej emisji netto nie jest naukową koniecznością, ale przejęciem władzy przez globalistów, którzy chcą scentralizować kontrolę nad energią, żywnością i finansami” – pisze Mike Adams.

Celem działalności człowieka powinien być dobrobyt, a nie wierność doktrynie. Taka gospodarka prowadzi do permanentnych kryzysów i zastojów. Stając się w ten sposób gospodarką wiecznych niedoborów i pustych półek, sytuacji bardzo dobrze znanej byłym krajom socjalistycznym. Ropa naftowa, gaz i węgiel pozostaną niezbędne przez kolejne dekady. „Marnowanie naszych najpotężniejszych źródeł energii w imię nieudanej narracji klimatycznej nie jest postępem; to sabotaż. Skupmy się na innowacjach, wydajności i wolności, a nie na wymuszaniu transformacji, która zgodnie z prawami natury nie może zadziałać” – podsumowuje swoje rozważania publicysta Green Tyranny.

Podobne wpisy