|

Droższy gaz, wyższa inflacja w Europie

Wprawdzie problem, czy zimą będziemy marznąć, został niedawno w „GF” poruszony w kontekście problemów z gazem w Europie, ale zważywszy na wagę problemu oraz dynamikę wydarzeń w cieśninie Ormuz, warto sprawę poruszyć raz jeszcze.

W ostatni dzień wakacji portal Oil Price informował, że w poniedziałkowy poranek (31 sierpnia) europejskie ceny referencyjne gazu ziemnego wzrosły o 5 proc. Wzrost oznaczał przekroczenie 70 euro, czyli 81,20 dol. za megawatogodzinę (MWh). Była to najwyższa cena kontraktów terminowych na najbliższy miesiąc od ponad trzech i pół roku, od stycznia 2023 r. Ceny ropy naftowej również w tym samym czasie gwałtownie wzrosły, o 3,6 proc. Obecnie, czyli 6 września, gdy piszę ten tekst, Oil Price informuje, że cena gazu na Kontynencie „zmierza w kierunku wzrostu o 7 proc.”. I jest to czwarty z rzędu tygodniowy wzrost.

Ponieważ ceny tzw. nieodnawialnych źródeł energii, na których nadal opiera się świat gospodarczy, uzależnione są w dużym stopniu od tego, co dzieje się w jednym z „wąskich gardeł” globalizacji, a tam sytuacja jest i dynamiczna, i rozwojowa, stąd trudno wyrokować, „po ile stać będzie” gaz i ropa naftowa w momencie, gdy tekst się ukaże. W każdym razie tendencje są wyraźne i nieoptymistyczne. A jeśli dodamy do tego jeszcze jeden czynnik – stały – to sytuacja przed zimą dla naszego Kontynentu robi się nieciekawa. Tym stałym czynnikiem są zgromadzone zapasy gazu. A tu Europa okazuje się „szorować po dnie”.

Magazyn internetowy The Cradle w raporcie z 3 września zatytułowanym „Europa wkracza w zimę z >niebezpiecznie niskimi< rezerwami gazu w obliczu szoku podażowego w Zatoce Perskiej” informuje, powołując się na najnowsze dane Komisji Europejskiej, że zapasy gazu w UE wynoszą 65 proc., co stanowi najniższy poziom o tej porze roku od prawie dwóch dekad i znacznie poniżej pięcioletniej średniej wynoszącej ponad 80 proc.

Aby osiągnąć przynajmniej minimum poziomu zaopatrzenia w gaz, który zabezpieczy mieszkańców przed skutkami zimowej aury, czyli osiągnąć 75 proc. zmagazynowania zapasów, Europa będzie musiała zakupić 100 terawatogodzin gazu przed końcem roku, jak wynika z obliczeń Bloomberga. Koszt takich zakupów wyniósłby ponad 8 mld dol. według obecnych cen. Do tej pory rządy i przedsiębiorstwa użyteczności publicznej w całej Europie wstrzymały zakupy gazu ziemnego w nadziei, że pojawią się dodatkowe dostawy, a ceny spadną na tyle wcześnie, aby zapasy powróciły do normy jeszcze przed zimą.

Ceny gazu wzrosły dwukrotnie od lutego z powodu wojny USA i Izraela z Iranem. Cieśnina Ormuz pozostaje w zasadzie zamknięta, co zakłóca eksport gazu z Kataru, będącego głównym dostawcą międzynarodowym.


Zmiany w VAT, CIT i PIT!? Co naprawdę czeka polskich przedsiębiorców?


Na wojnie jedni tracą, inni – przeciwnie. Np. amerykańscy producenci gazu ziemnego odnieśli korzyści zarówno ze zniszczenia Nord Stream, jak i zamknięcia Cieśniny Ormuz. Stany stały się największym eksporterem gazu ziemnego na świecie, po tym jak kraj ten natychmiast zaczął wypełniać luki po utraconym zaopatrzeniu w gaz z Rosji, a następnie z Kataru, dostarczając droższy skroplony gaz ziemny (LNG) transportowany tankowcami przez Atlantyk i Pacyfik do Europy i Azji, zwraca uwagę The Cradle.

Amerykańska Agencja Energetyczna (EIA) potwierdza tę informację, pisząc o wzroście eksportu gazu po agresji Rosji na Ukrainę. Stany Zjednoczone wyeksportowały w 2023 r. więcej LNG niż jakikolwiek inny kraj. Według danych z miesięcznika „Natural Gas Monthly” średni eksport LNG ze Stanów Zjednoczonych wyniósł 11,9 mld stóp sześciennych dziennie – co stanowi wzrost o 12 proc. w porównaniu z 2022 r. Tymczasem eksport LNG z Australii i Kataru – dwóch największych eksporterów LNG na świecie – wahał się od 10,1 do 10,5 mld stóp sześciennych dziennie w latach 2020-2023, według danych Cedigaz. Rosja i Malezja zajmowały czwarte i piąte miejsce pod względem wielkości eksportu LNG na świecie w ciągu ostatnich pięciu lat (2019-2023). W 2023 r. średni eksport LNG z Rosji wynosił 4,2 mld stóp sześciennych dziennie, a z Malezji 3,5 mld. Amerykański dostawca gazu odnotował dzięki wojnie rosyjsko-ukraińskiej spore sukcesy. Tak spore, że mógłby właściwie cynicznie stwierdzić: „oby tak dalej”.

Portal Oil Price informował w pierwszych dniach września, że najniższe od prawie dwóch dekad poziomy zapasów gazu ziemnego w magazynach w Europie stwarzają ryzyko zaostrzenia wyścigu o dostawy LNG w nadchodzących miesiącach, gdyż Europa i Azja konkurować zaczną o kurczące się zasoby, a dostawy LNG z Bliskiego Wschodu są nadal zablokowane w Cieśninie Ormuz. –Istnieje ryzyko globalnej >walki o paliwo<, szczególnie w okresie zimy – powiedział agencji Bloomberg Go Katayama, główny analityk ds. LNG w firmie wywiadowczej Kpler. Analitycy ING twierdzą, że obecnie dostawcy LNG preferują wysyłkę spot LNG do Europy, a nie do Azji. Przypomnijmy, że dostawa spot oznacza natychmiastową, czyli „od ręki” (on the spot), dostawę towaru po bieżącej cenie rynkowej. Z kolei cena spot to aktualna rynkowa cena, po której dany surowiec może być natychmiast kupiony lub sprzedany z dostawą spot.

„Jednak w miarę jak zbliża się zima na półkuli północnej, konkurencja między tymi dwoma regionami prawdopodobnie się zaostrzy, zwłaszcza jeśli katarski LNG pozostanie praktycznie nieobecny na rynku do końca roku” – napisali w notatce na początku tego tygodnia stratedzy ds. surowców w ING Warren Patterson i Ewa Manthey. Aby już pod koniec tygodnia przekazać niedobrą dla Europy wieść, mówiącą, że Azjaci próbują udanie przelicytować Europę, podbijając cenę spot. W tej sytuacji „spread JKM-TTF ponownie się poszerzył, przez co mniej jasne stało się, czy ładunki gazu powinny być nadal wysyłane do Europy”. I znów wyjaśnienie: spread JKM-TTF to różnica cen pomiędzy azjatyckim indeksem gazu skroplonego JKM (Japan-Korea Marker) a europejskim hubem gazowym TTF (Title Transfer Facility). Jest on najważniejszym wirtualnym punktem handlu gazem w Europie (z siedzibą w Holandii), który dyktuje ceny gazu m.in. w Polsce.

Gdyby na tej podstawie tworzyć apokaliptyczne wizje Europy kulącej się z zimna w czasie największych mrozów, to The Cradle uspokaja: „Nie przewiduje się, aby Niemcy i inne państwa UE miały tej zimy doświadczyć niedoborów gazu, gdyż są w stanie pokryć koszty niezbędnych dostaw tego surowca pomimo wyższych cen”.

Jednak najważniejsza dla nas konkluzja, jaka wynika z przedstawionych przez The Cradle informacji, zawiera się w stwierdzeniu, że „droższe zakupy gazu doprowadzą do wyższej inflacji w Europie i zwiększą ryzyko długiego okresu stagnacji, powolnego wzrostu i deindustrializacji ”.

Jeśli dodamy do tego coraz większe ceny ropy i, co za tym idzie, benzyny na stacjach paliw? Cytowani wyżej eksperci Warren Patterson i Ewa Manthey pisali 4 września na portalu Think ING: „Najnowsze dane Insights Global pokazują, że zapasy produktów rafinowanych w regionie ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia, ważny region portowo-przemysłowy w Europie Północno-Zachodniej) spadły o 118 tys. ton tydzień do tygodnia, do 4,15 mln ton. Spadek ten był spowodowany głównie przez naftę, olej napędowy i paliwo lotnicze. Zapasy oleju napędowego wynoszące 1,61 mln ton są obecnie sezonowo niższe niż w 2022 r. O ile nie nastąpi poprawa w przepływach oleju napędowego w Zatoce Perskiej i/lub Rosji, rynek prawdopodobnie będzie się dalej zacieśniał w miarę zbliżania się zimy”.

EIA podała 4 września, że „wysokie marże na giełdach i ceny ropy naftowej wpływają na wyższe ceny na stacjach benzynowych”. Informacja dotyczy sytuacji na stacjach amerykańskich, ale wiemy doskonale, że jest ona boleśnie aktualna również w odniesieniu do naszych „cepeenów”.

Ceny cracków oleju napędowego w USA utrzymują się powyżej 100 dol. za baryłkę, a ceny detaliczne oleju napędowego w USA osiągnęły najwyższy poziom od połowy 2022 r. Czym są cracki i dlaczego są wysokie? Cracki to wskaźniki rentowności rafinacji ropy naftowej na produkty naftowe, takie jak benzyna i olej napędowy. Jedną z popularnych cen cracków oblicza się, odejmując cenę spot galonu ropy naftowej od ceny hurtowej galona produktu rafinowanego. Od maja cracki benzynowe w porcie nowojorskim były średnio o około 1 dolara za galon wyższe niż w 2025 r., kiedy osiągnęły szczyt na poziomie około 60 centów/gal. Cracki benzynowe są wysokie głównie z powodu ograniczonych zapasów benzyny na świecie. A dostawy benzyny są ograniczone z powodu zakłóceń w globalnej działalności rafineryjnej w Rosji, Chinach i na Bliskim Wschodzie. Ograniczenie podaży na świecie i wyższe ceny spowodowały wzrost kosztów importowanej benzyny i wzrost popytu na eksport benzyny ze Stanów Zjednoczonych. Jak widać, i tu Ameryka, mimo że i jej dotyczą problemy wyższych cen paliw na stacjach, potrafi wyciągnąć dla siebie „kasztany z ogniska”.

Europa stoi przed jeszcze jednym wielkim problemem, niezwiązanym, przynajmniej bezpośrednio, z tymi, o których mowa była wyżej, ale nie mniej uciążliwym dla rozwoju gospodarczego. Jest to zjawisko przeregulowania. Ilian Mihov, bułgarski ekonomista, profesor ekonomii w INSEAD, powiedział w wywiadzie z 6 września dla Money.pl, że w UE jest „za dużo państwa, za dużo regulacji, za mało odwagi”. Ekonomista dodał, że „Europa ma prawdopodobnie największą koncentrację kapitału ludzkiego na kilometr kwadratowy. Jej mieszkańcy są znakomicie wykształceni i nie brakuje im zdolności do działania. Im dłużej się temu przyglądaliśmy, tym wyraźniej widzieliśmy – i inni obserwatorzy doszli do tego samego wniosku – że problem leży po stronie rządów. To one (…) są źródłem spadku konkurencyjności Europy. Problem tkwi w zbyt dużej liczbie regulacji”. Ilian Mihov stwierdził również: „Słynne jest hasło, że Europa stanie się kiedyś muzeum. Uważam, że to jest realne zagrożenie”.

Podobne wpisy