Europa zamyka fabryki chemiczne. Polimery Police mogą na tym skorzystać
W Policach od trzeciego kwartału 2025 r. nie pracuje instalacja polipropylenu. ORLEN chce przejąć pełną kontrolę nad kompleksem w momencie, gdy europejscy producenci chemii zamykają część swoich zakładów.

Ich wycofanie może stworzyć miejsce dla produkcji z Polic. Najpierw trzeba ją jednak wznowić, a następnie utrzymać na poziomie pozwalającym pokrywać koszty i zarabiać. Police będą przy tym konkurować o klientów także z dostawcami spoza Europy. Europejska petrochemia przez lata przeczekiwała słabszą koniunkturę, ograniczając produkcję. Dziś część instalacji ma zostać wyłączona na stałe. Wysokie koszty energii i surowców zbiegły się ze słabym popytem i konkurencją producentów korzystających z tańszej bazy surowcowej, między innymi w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Komisja Europejska szacuje, że względem 2021 roku Unia straciła około 15 proc. mocy instalacji krakingu parowego, nazywanych steam crackerami. Powstają w nich podstawowe składniki tworzyw sztucznych, między innymi etylen i propylen. Według KE średni wiek europejskich crackerów wynosi około 47 lat. Instalacje bywają jednak modernizowane, więc sam wiek nie przesądza o ich sprawności. O zamknięciu decydują perspektywy sprzedaży, rentowność i wydatki potrzebne do dalszej pracy.
W Policach droga do gotowego tworzywa zaczyna się od propanu. Instalacja PDH przekształca go w propylen przez odłączenie wodoru; stąd nazwa technologii – odwodornienie propanu. Następnie z propylenu powstaje polipropylen, oznaczany skrótem PP. Jest wykorzystywany między innymi w opakowaniach, artykułach gospodarstwa domowego i częściach samochodowych. Kompleks zaprojektowano na 429 tys. ton propylenu i 437 tys. ton PP rocznie. Oba etapy mieszczą się w jednym zakładzie. W części europejskiej petrochemii propylen pochodzi natomiast z crackerów przerabiających cięższe surowce, gdzie powstaje obok etylenu. Ich wyłączanie może ograniczać lokalną podaż tego półproduktu. Gdyby podniosło to jego cenę, wzrosłyby koszty konkurentów kupujących propylen na rynku. Police mogą wytwarzać go samodzielnie, a ich koszt pozostaje związany z ceną propanu i wydatkami na jego przetworzenie.
Takie zamknięcie zapowiedział TotalEnergies. Koncern zamierza zakończyć pracę starszego steam crackera w Antwerpii do końca 2027 roku. Wskazał na nadpodaż etylenu oraz decyzję ważnego odbiorcy o nieprzedłużeniu kontraktu wygasającego w tym samym terminie. Inny charakter miała transakcja LyondellBasell, który w maju 2026 roku zakończył sprzedaż czterech europejskich zakładów firmie AEQUITA. Zmienił się właściciel, lecz sama sprzedaż nie usunęła ich mocy z rynku. Dla Polic znaczenie ma więc to, ile propylenu i polipropylenu rzeczywiście zniknie z europejskiej oferty i kiedy nastąpią wyłączenia. Równie ważny jest los fabryk zużywających te produkty. Jeżeli one także ograniczą działalność, wraz z podażą spadnie popyt, a poprawa warunków dla pozostałych producentów może być niewielka.
Poland, Turkey and the New Defence Map: Why 2027 Could Be a Turning Point
Europa równocześnie buduje nowe moce. Borealis rozwija w belgijskim Kallo instalację PDH, która według raportu OMV za 2025 rok ma wytwarzać 740 tys. ton propylenu rocznie. W tym samym raporcie jako planowany termin rozpoczęcia pracy wskazano drugą połowę 2026 roku. To skala większa od instalacji propylenu w Policach. Nowy zakład może uzupełnić część podaży traconej wraz ze starymi crackerami. Rynek gotowego polipropylenu mogą zaś zaopatrywać dostawcy zagraniczni. Dla producenta opakowań liczą się parametry tworzywa, niezawodność dostaw i cena po doliczeniu transportu oraz pozostałych kosztów. Jeżeli porównywalny produkt sprowadzony do Europy będzie tańszy, zamknięcie pobliskiej fabryki może przynieść zamówienia importerowi. W efekcie europejscy producenci mogą pozostawać pod presją cenową nawet przy mniejszej liczbie działających zakładów.
Wynik Polic będzie zależał od tego, ile zostanie na tonie sprzedanego PP po opłaceniu surowców, energii i pozostałych kosztów zmiennych. Rosnąca cena tworzywa niewiele pomoże, jeśli jeszcze bardziej wzrośnie koszt zużywanego propanu. Dla ilustracji: poprawa tak rozumianej marży o 100 euro na tonie przy niezmienionej sprzedaży 437 tys. ton rocznie dawałaby 43,7 mln euro dodatkowego wyniku. Przy niezmienionych kosztach stałych o tyle wzrosłaby EBITDA, czyli wynik operacyjny przed amortyzacją. To przykład dla sprzedaży odpowiadającej pełnym rocznym mocom instalacji PP. Rzeczywista marża zależy od zużycia propanu i energii na tonę tworzywa, kosztów pozostałych materiałów oraz wartości produktów ubocznych. Proste odjęcie ceny tony propanu od ceny tony polipropylenu nie uwzględnia tych zależności. Na koszt surowca wpływają też warunki zakupu. Własny terminal morski umożliwia Policom sprowadzanie propanu z różnych kierunków i wybór dostawców. Do ceny zakupu dochodzą jednak fracht, przeładunek, magazynowanie i finansowanie zapasów. Taniej kupiony propan może stracić część przewagi w drodze do zakładu.
Policom potrzebni będą też odbiorcy gotowi regularnie kupować ich tworzywo. Technologia zakładu pozwala oferować różne gatunki PP, dostosowane do odmiennych zastosowań. Wyższa cena bardziej wymagającego produktu musi jednak pokrywać także koszty jego wytworzenia i zapewnienia jakości. Przy powrocie po postoju istotne będzie przekonanie klientów, że kolejne partie utrzymają uzgodnione parametry i dotrą na czas. Wydatki na utrzymanie instalacji i załogi trzeba ponosić także przy ograniczonej produkcji. Większa sprzedaż pomaga je pokryć, jeśli cena dodatkowej tony przewyższa dodatkowe koszty jej wytworzenia i dostarczenia. Rozruch wymaga przy tym gotówki na surowiec i zapasy. Jeśli dostawcom trzeba zapłacić, zanim pieniądze za tworzywo wpłyną od klientów, spółka potrzebuje finansowania kapitału obrotowego. Dlatego rosnąca sprzedaż może początkowo pochłaniać pieniądze, nawet gdy poprawia wynik. EBITDA nie uwzględnia tych zmian, podobnie jak wydatków inwestycyjnych, odsetek i podatków.
Poza finansowaniem produkcji trzeba jeszcze uporządkować dotychczasowe zobowiązania spółki. W przedwstępnej umowie ORLEN zadeklarował na ich rozliczenie 1,35 mld zł. Środki mają posłużyć spłacie wierzycieli, a Polyolefins pozostanie z długiem wobec ORLENU w tej samej wysokości. Kluczowi wierzyciele będą mogli otrzymać jeszcze dodatkowe wypłaty, jeśli wcześniej zysk spółki pokryje wszystkie środki zainwestowane przez koncern. Za pozostałe akcje Grupy Azoty Polyolefins ORLEN ma natomiast zapłacić 4 zł. Symboliczna cena akcji może więc mówić więcej o ciężarze zobowiązań niż o potencjale samej instalacji. Szansa ORLENU polega na tym, że ten sam kompleks może być wart znacznie więcej, jeżeli po restrukturyzacji zacznie zarabiać na rynku, z którego trwale znika część konkurencyjnych mocy.
ORLEN może wykorzystać swoją skalę zakupów, sieć sprzedaży i doświadczenie w prowadzeniu petrochemii. Oszczędności w zakupach lub łatwiejszy dostęp do odbiorców pomogłyby Policom także przy utrzymującej się słabej koniunkturze. Historyczny budżet projektu, przekraczający już w 2023 roku 7,2 mld zł, nie wyznacza jego dzisiejszej wartości. Dla kupującego liczy się gotówka, którą kompleks zdoła wypracować po opłaceniu działalności, remontów i kolejnych nakładów. Trwałe zamknięcia części europejskich instalacji mogą ułatwić zdobywanie zamówień i poprawić marże. Police skorzystają jednak dopiero wtedy, gdy będą w stanie regularnie produkować i sprzedawać PP po cenie pokrywającej wszystkie koszty oraz zapewniającej zwrot z zaangażowanego kapitału. O powodzeniu przejęcia rozstrzygnie rentowna praca kompleksu przez kolejne lata.