|

Droga benzyna napędza elektryki. Najwięcej zyskują Chiny

Czy wysokie ceny paliw sztucznie napędzają sprzedaż elektryków? Kto naprawdę korzysta na drożejącej benzynie? Czy europejska polityka klimatyczna wzmacnia chińską motoryzację? Znany ekonomista dr Artur Bartoszewicz nie ma złudzeń: politycy powinni ponieść konsekwencje.

Według danych dostępnych w bazie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców w ostatnim dniu sierpnia br. liczba zarejestrowanych w Polsce elektrycznych (BEV) samochodów osobowych i dostawczych o DMC do 3,5 tony przekroczyła już 160 tys. egzemplarzy.

Dotychczas zarejestrowano w naszym kraju dokładnie 160 457 aut elektrycznych (BEV) oraz 163 189 hybryd typu plug-in, czyli łącznie 323 646 egzemplarze. Blisko 96 proc. wtyczkowozów (309 622 sztuki) stanowią samochody osobowe, odpowiednio: BEV – 147 656 i PHEV – 161 966 sztuk – podał portal samar.pl. 78,2 proc. tegorocznych rejestracji wtyczkowozów stanowią samochody nowe, kupione w salonach dealerskich (59 950 szt.), natomiast pozostałe 21,8 proc. (16 718 szt.) sprowadzono z zagranicy.

Z kolei portal gramwzielone.pl zauważył, że „wzrost liczby samochodów elektrycznych w Polsce wpisuje się w szerszy trend obserwowany na rynku europejskim”.

– Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) wynika, że od stycznia do kwietnia 2026 r. w Unii Europejskiej zarejestrowano blisko 747 tys. nowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Oznacza to, że pojazdy tego typu odpowiadały już za 19,7 proc. wszystkich nowych rejestracji, podczas gdy rok wcześniej ich udział wynosił 15,3 proc. Łącznie wszystkie pojazdy zelektryfikowane – samochody elektryczne, hybrydy plug-in oraz klasyczne hybrydy – stanowiły około 67,5 proc. rynku nowych aut w UE. Jednocześnie udział samochodów benzynowych spadł do 22,5 proc., a diesli do 7,7 proc. – przeanalizował portal gramwzielone.pl.

Paliwo za drogie

Rosnące ceny benzyny i oleju napędowego coraz wyraźniej zmieniają kalkulacje kierowców planujących zakup nowego samochodu. Gdy tankowanie tradycyjnego auta staje się coraz większym obciążeniem dla domowego budżetu, samochody elektryczne przestają być postrzegane wyłącznie jako kosztowna technologiczna alternatywa i zaczynają realnie konkurować z modelami spalinowymi.

Czy wysokie ceny paliw są wyłącznie skutkiem sytuacji geopolitycznej? Kto korzysta na tym, że kierowcy coraz częściej przesiadają się do samochodów elektrycznych? Czy Europa, walcząc z paliwami kopalnymi, nie otworzyła jednocześnie rynku przed chińskimi producentami?

Dr Artur Bartoszewicz wskazuje, że za zmianą motoryzacyjnych wyborów stoją nie tylko ceny ropy, ale także polityka, podatki i unijne regulacje. Na tej zmianie szczególnie mocno korzystają producenci z Chin. Europejski rynek z jednej strony konsekwentnie ogranicza rolę paliw kopalnych, z drugiej nie zbudował wystarczająco silnej ochrony własnego przemysłu motoryzacyjnego przed konkurencją z Azji. W efekcie transformacja energetyczna i drogie paliwa mogą nie tylko zmieniać preferencje kierowców, ale również przyspieszać ekspansję chińskich marek samochodów elektrycznych w Europie.

– Cena paliw w średnim i długim okresie prawdziwie kształtuje decyzje o zakupie wybranych modeli samochodów. Z uwagi na przedłużający się kryzys paliwowy, generujący znaczne wzrosty cen paliw, a przede wszystkim medialną narrację, kształtującą oczekiwania dalszego wzrostu cen paliw, możemy obserwować swoisty nacisk na zmianę postawy klienta samochodów. Modele elektryczne, które przez lata były drogim substytutem z braku doświadczeń klienta w ocenie kosztów ich eksploatacji, dziś stają się dostępne i przy presji cenowej paliw tradycyjnych są realną, wręcz dominującą konkurencją na rynku motoryzacji – ocenia dr Artur Bartoszewicz, ekonomista i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

– Co ciekawe, to utrata dostępu do tanich paliw została podyktowana stanowiskiem krajów Zachodu wobec Rosji, a Europejski Zielony Ład jeszcze pogorszył tę sytuację. Zaburzenia geopolityczne tworzą dodatkowe turbulencje. Beneficjentem sytuacji są producenci chińscy. Europa nie jest przygotowana na konkurencję z tym rynkiem, nie broni również własnego rynku. W konsekwencji zalewanie rynku elektrycznymi samochodami chińskimi staje się faktem – tłumaczy dr Bartoszewicz.

Znaczenie spekulacji

Z czego faktycznie bierze się wzrost cen paliw? W ocenie dr. Bartoszewicza jest on związany nie tylko z realnymi zaburzeniami dostaw i wzrostem cen ropy z powodu międzynarodowych konfliktów.

– To również mechanizm spekulacyjny, podbijający cenę na rynkach międzynarodowych, ale też presja na rynku polskim wobec głównego uczestnika tego rynku, który jest spółką Skarbu Państwa, na utrzymanie wyższych cen. Dzięki tej polityce zasilany jest budżet państwa w wyższe wpływy z podatku VAT. Przy obecnej katastrofalnej sytuacji fiskalnej to jest opcja ratowania budżetu państwa przed katastrofą – mówi dr Bartoszewicz. Dodaje też, że „ostatecznie to polityka unijna określiła reguły, jakie dziś panują na tym rynku”.

– Błędy w zakresie dywersyfikacji dostaw, a przede wszystkim w ochronie własnych zasobów, doprowadziły do uzależnienia od dostaw z rynków niestabilnych, ogarniętych ogromnym ryzykiem politycznym. Za te decyzje europejscy i polscy politycy powinni ponieść realne konsekwencje, nawet karne w kontekście ich działań na szkodę państw członkowskich i nadużywania ich pozycji w zakresie kreowania decyzji szkodliwych społecznie i gospodarczo – podkreśla ekonomista.

Europa może znaleźć się w pułapce własnej transformacji. Im droższe będą paliwa tradycyjne, tym szybciej kierowcy zaczną wybierać elektryki, ale nie musi to oznaczać sukcesu europejskiego przemysłu. Jeśli rynek nadal będzie otwarty na tańszą konkurencję z Chin, beneficjentem zmian mogą zostać przede wszystkim producenci azjatyccy. Pytanie pozostaje jedno: czy wzrost cen paliw jest wyłącznie efektem rynku i geopolityki, czy także narzędziem przyspieszającym wymianę motoryzacyjnego parku w Europie?

Podobne wpisy