|

Europa wybrała strategiczne kopalnie. Teraz część z nich może nie doczekać budowy

Unia Europejska chce wydobywać więcej litu, miedzi, grafitu, niklu i metali ziem rzadkich na własnym terytorium. Jeszcze kilka lat temu taki kierunek mógł brzmieć dość osobliwie w polityce kojarzonej przede wszystkim z ograniczaniem emisji i ochroną środowiska.

Dziś Bruksela patrzy na surowce inaczej. Bez nich nie będzie samochodów elektrycznych, transformacji energetycznej ani elektroniki specjalistycznej. Problem pojawia się wtedy, gdy polityczna lista priorytetów spotyka się z ekonomią kopalni. W sierpniu 2026 r. promotorzy 23 spośród 60 projektów strategicznych wybranych przez UE wystosowali wspólny apel o pilne wsparcie, wskazując m.in. na problemy z finansowaniem, płynnością, odbiorem produkcji i pozwoleniami. Francuski Viridian Lithium, również wpisany na listę strategiczną, wcześniej upadł. Samo uznanie projektu za ważny dla Europy nie sprawia więc, że bank chce go sfinansować, docelowy klient podpisać wieloletnią umowę, a inwestor zaakceptować stopę zwrotu.

Gdzie Europa chce wydobywać

Pierwsza lista powstała w ramach Critical Raw Materials Act. Komisja zatwierdziła 47 projektów strategicznych w samej Unii oraz 13 poza jej granicami. Nie są to wyłącznie kopalnie – lista obejmuje także przetwarzanie, recykling i substytucję, a pojedynczy projekt może łączyć kilka etapów łańcucha. Oficjalnie 25 działalności na europejskiej liście dotyczy wydobycia. Najwięcej przypada na Hiszpanię – sześć, następnie Portugalię z czterema. Finlandia, Szwecja i Rumunia mają po trzy, Francja i Czechy po dwa, a Niemcy i Grecja po jednym. W grę wchodzą m.in. lit, miedź, wolfram, nikiel, kobalt, grafit, magnez, boksyt i metale ziem rzadkich. Nie oznacza to jednak, że w Europie powstanie 25 zupełnie nowych kopalń. Część przedsięwzięć dotyczy rozbudowy istniejącego wydobycia, ponownego uruchomienia działalności albo kilku komponentów realizowanych w ramach jednego projektu. Polska również znalazła się na liście
47 projektów, ale bez własnego projektu wydobywczego:
POLVOLT dotyczy recyklingu metali bateryjnych, a projekt w Puławach – separacji metali ziem rzadkich. Sama mapa pokazuje zresztą ograniczenie tej polityki. Bruksela może wskazać, którego surowca potrzebuje, ale nie może wskazać miejsca, w którym natura powinna go zostawić.

Skąd w ogóle taka zmiana podejścia? W dużej mierze wynika z samej transformacji energetycznej. Zastępowanie paliw kopalnych technologiami niskoemisyjnymi nie oznacza, że gospodarka przestaje potrzebować surowców. Zmienia się raczej ich zestaw. Produkcja samochodów elektrycznych wymaga baterii, a ich wytwarzanie – m.in. litu, grafitu, niklu i manganu. Sieci elektroenergetyczne zużywają ogromne ilości miedzi i aluminium. Turbiny wiatrowe potrzebują metali, podobnie jak elektronika, magazyny energii czy nowoczesne uzbrojenie. Europa może więc ograniczać zależność od importowanej ropy i gazu, a jednocześnie zwiększać zależność od importowanego litu, grafitu czy magnesów. CRMA (o którym pisałem tydzień temu) ma ten proces częściowo odwrócić. Do 2030 r. co najmniej 10 proc. rocznego zapotrzebowania UE na surowce strategiczne ma pochodzić z wydobycia w Unii, 40 proc. ma być tutaj przetwarzane, a 25 proc. pochodzić z recyklingu. Jednocześnie nie więcej niż 65 proc. zapotrzebowania na dany strategiczny surowiec na określonym etapie przetwarzania powinno pochodzić z jednego państwa trzeciego. Ten ostatni próg najlepiej pokazuje zmianę myślenia: klimat pozostał ważny, ale obok niego pojawiło się bezpieczeństwo dostaw. Komisja wskazuje, że ponad 90 proc. wykorzystywanych w UE magnesów z metali ziem rzadkich pochodzi z Chin. Ograniczenia eksportowe dotyczące grafitu, galu, germanu czy samych metali ziem rzadkich pokazały, że materiał stanowiący niewielką część kosztu końcowego produktu może zatrzymać znacznie większy łańcuch produkcyjny.


Deficyt wymknął się spod kontroli? Ekspert ostrzega przed rachunkiem za obietnice


Zielona transformacja potrzebuje kopalń

Dlatego projekty strategiczne mają być traktowane preferencyjnie w procedurach administracyjnych. W przypadku wydobycia proces uzyskiwania pozwoleń ma co do zasady zamknąć się w 27 miesiącach, a dla projektów związanych wyłącznie z przetwarzaniem lub recyklingiem limit wynosi 15 miesięcy. Nie oznacza to zniesienia ocen oddziaływania na środowisko ani europejskich norm. Chodzi raczej o skrócenie sytuacji, w której inwestycja przez wiele lat krąży pomiędzy urzędami, konsultacjami i kolejnymi procedurami. I tu pojawia się jeden z ciekawszych konfliktów całej europejskiej transformacji. UE chce więcej własnego wydobycia, ale jednocześnie utrzymuje wysokie wymagania dotyczące ochrony wód, bioróżnorodności czy udziału społeczności lokalnych. Kopalnia litu pozostaje kopalnią niezależnie od tego, czy jej produkt trafi później do baterii samochodu elektrycznego. Nie ma tu większej sprzeczności technologicznej. Zielona transformacja nie eliminuje górnictwa – przenosi część popytu z paliw, które są spalane, na minerały wykorzystywane w urządzeniach, sieciach i magazynach energii. Spór dotyczy raczej tego, gdzie ten koszt wydobycia ma zostać poniesiony. Europa może sprowadzać surowce z Australii, Chile, Afryki czy Chin i pozostawić część skutków środowiskowych poza własnymi granicami, tak jak dotychczas. Może też zaakceptować, że część potrzebnego wydobycia powstanie w Europie, pod europejskimi normami. Druga opcja wygląda logicznie na poziomie polityki przemysłowej. Znacznie trudniej wtedy, gdy konkretny projekt ma powstać kilka kilometrów od miasta albo obszaru chronionego.

Jeszcze trudniejszy okazuje się rachunek finansowy. Łączne potrzeby inwestycyjne 47 strategicznych projektów w UE szacowane są na około EUR 22,5 mld. Nie oznacza to, że Bruksela chce sfinansować projekty o łącznej kwocie około EUR 22,5 mld. To kapitał potrzebny do realizacji przedsięwzięć, który ma pochodzić z wielu źródeł: banków, właścicieli, inwestorów prywatnych, państw członkowskich, Europejskiego Banku Inwestycyjnego i różnych innych instrumentów unijnych. W 2025 r. EBI przyjął orientacyjny cel około 2 mld euro finansowania inwestycji w łańcuch surowców krytycznych. Z kolei Komisja w ramach RESourceEU zapowiedziała EUR 3 mld funduszy UE w ciągu 12 miesięcy na projekty mogące szybko zwiększyć alternatywne dostawy. Tych kwot nie można jednak po prostu dodać i przedstawić jako jednej puli pieniędzy na nowe kopalnie. Dotyczą różnych instrumentów, etapów łańcucha i sposobów finansowania. Między projektem wpisanym na listę a pierwszą toną rudy nadal znajduje się bank, który patrzy na jakość złoża, nakłady inwestycyjne, przyszłą cenę surowca, koszta, harmonogram budowy, ryzyko regulacyjne oraz to, czy ktoś zobowiązał się później kupować produkcję. Kopalnia litu planowana przy bardzo wysokiej cenie surowca może wejść do produkcji kilka lat później, kiedy rynek będzie już w nadpodaży. Projekt strategiczny dla UE może wtedy nadal być słabą inwestycją dla jego właściciela.

Strategiczny nie znaczy rentowny

Najlepiej widać to jeszcze wcześniej – na etapie poszukiwań. Europejski Bank Inwestycyjny oszacował w 2026 r., że aby zwiększyć szanse osiągnięcia celu wydobywczego CRMA, nakłady na eksplorację w Unii powinny wzrosnąć z około 0,2 mld do około EUR 2 mld rocznie przez kolejne pięć lat. Skala wydaje się ogromna, dopóki nie spojrzy się na statystykę samego górnictwa. Według EBI z około 10 tys. wczesnych prospektów eksploracyjnych tylko jeden kończy jako działająca kopalnia. przez Większość odpada po drodze: złoża okazują się zbyt ubogie, zalegają zbyt głęboko, są trudne technologicznie do zagospodarowania albo po prostu zbyt drogie w eksploatacji. Czasem zmienia się cena surowca, czasem finansowanie, a czasem lokalna polityka. Tego elementu nie da się przyspieszyć samą regulacją. CRMA może skrócić procedury i poprawić dostęp do kapitału, ale nie zmieni jakości złoża ani ceny, po której za pięć czy dziesięć lat będzie sprzedawany wydobywany metal.

Europa wie więc już, jakich materiałów będzie potrzebować, gdzie znajduje się część złóż i które przedsięwzięcia chciałaby traktować priorytetowo. To nie jest mało. Problem zaczyna się w przejściu od politycznej decyzji do projektu, który potrafi zebrać setki mln lub kilka mld euro, uzyskać pozwolenia, przekonać społeczność lokalną, podpisać umowy z odbiorcami i jeszcze trafić z rozpoczęciem produkcji w moment, w którym cena surowca pozwala zarobić. Status strategiczny może zwiększyć szanse takiego projektu, ale nie zastąpi jego ekonomiki. Dlatego część przedsięwzięć wybranych przez Komisję prawdopodobnie nigdy nie rozpocznie produkcji. Paradoks całej polityki surowcowej UE polega na tym, że transformacja mająca zmniejszać zależność od paliw kopalnych jednocześnie zwiększa zapotrzebowanie na inne zasoby wydobywane spod ziemi. Europa może zdecydować, że potrzebuje więcej własnego górnictwa. Znacznie trudniej sprawić, żeby każda potrzebna jej kopalnia była jednocześnie opłacalna.

Podobne wpisy