14 C
Warszawa
sobota, 5 kwietnia 2025

Przedwyborcze pudrowanie

W obawie przed wynikiem wyborów prezydenckich rząd starannie maskuje realny stan publicznych finansów oraz państwa.

Kampania wyborcza stanowi tradycyjnie okres, w którym dzieją się cuda. Poszczególni kandydaci składają fantastycznie brzmiące obietnice, na kilka miesięcy stają się kimś, kim na co dzień nie są, a rządzący budują na potrzeby opinii publicznej PR-owe „wsie potiomkinowskie”, które zostaną zdemontowane tuż po zamknięciu lokali wyborczych.

Domknąć system

Tego rodzaju zjawisko powtarza się regularnie od lat w każdym państwie demokratycznym, jednakże w Polsce AD 2025 starania rządu na rzecz przypudrowania stanu państwa zyskują szczególne znaczenie w związku z planowanymi wielkimi zmianami politycznymi. Plany te dotyczą przede wszystkim swego rodzaju „domknięcia” systemu politycznego w Polsce, czyli przejęcia najważniejszego urzędu w kraju w celu całkowitego podporządkowania instytucji państwowej własnym partyjnym celom. Pod rządami „uśmiechniętej koalicji” ma miejsce bardzo niebezpieczna próba niekonstytucyjnego zawłaszczenia m.in. całego wymiaru sprawiedliwości, a w rządowych mediach całkowicie na poważnie debatuje się na temat możliwości stwierdzenia nieważności wyborów w razie zwycięstwa kandydata opozycji.

Drugim najważniejszym celem, do którego dąży obecny rząd, jest przyspieszenie procesu budowy europejskiego państwa federalnego. Do renegocjacji traktatów europejskich potrzebna byłaby konstytucyjna większość w parlamencie, ale eurokraci zamierzają zrealizować swój cel metodą faktów dokonanych. W tym celu od kilku tygodni trwa skoordynowana na poziomie całego kontynentu akcja straszenia rzekomo mającym wkrótce nastąpić wielkim atakiem Rosji. Eurokraci celowo torpedują rozmowy pokojowe USA z Rosją, ponieważ trwająca wojna w Ukrainie zapewnia im wymarzony pretekst do tego, aby ograniczyć uzależnienie od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, zwiększyć wydatki na zbrojenia, wyemitować wielkie ilości wspólnotowego długu i dzięki temu wylać pozatraktatowy fundament pod Państwo Europa.

Nie dziwi więc, że Komisja Europejska, zatwierdzając w listopadzie ubiegłego roku przedstawiony przez rząd Tuska plan wychodzenia z nadmiernego deficytu, udzieliła mu tym samym ważnego wsparcia w kampanii wyborczej. Obecny rząd gwarantuje Ursuli von der Leyen całkowitą uległość w kwestii oddawania kolejnych atrybutów suwerenności, co pokazało choćby jego stanowisko w sprawie tzw. polityki obronnej UE.

Kreatywna księgowość

Gdyby obowiązujące reguły finansowe brać na poważnie, Polska już teraz powinna ostro zaciskać pasa. Po pandemicznym festiwalu zbędnych wydatków oraz nakręconym przez dwie najważniejsze partie wyścigu na obietnice socjalne, polskie państwo już dawno temu powinno znaleźć się na dłuższym wydatkowym odwyku, lecz niestety w budżecie na 2025 r. zapisano deficyt na poziomie 5,5 proc. PKB.

Jednym z dobrych przykładów przedwyborczego pudrowania stanu gospodarki była ogłoszona niedawno zmiana sposobu liczenia inflacji. Dokonując modyfikacji skomplikowanego systemu wag w obliczeniach wskaźników cen towarów i usług, obecna władza zdołała niczym za dotknięciem magicznej różdżki obniżyć wskaźnik inflacyjny w styczniu o 0,4 pp. Teoretycznie tego rodzaju aktualizacje przeprowadza się nawet co rok, ale tegoroczna przyniosła ze sobą największą od lat korzystną dla władzy korektę. Gdyby zmiana metody obliczania inflacji faktycznie pozwalała lepiej uchwycić zjawiska rynkowe, można byłoby ją nawet pochwalić, ale dane ukazujące m.in. spadek konsumpcji indywidualnej świadczą raczej o tym, że wzrost cen daje się Polakom coraz bardziej we znaki.

Najważniejszą bodaj postacią zaangażowaną w budowanie PR-owych wiosek potiomkinowskich stał się w ostatnim czasie prezes InPostu Rafał Brzoska. Jego trwające już od wielu tygodni zabiegi na rzecz deregulacji są reklamowane jako „wielki pakiet deregulacyjny”, mający przynieść ulgę w szczególności małym i średnim przedsiębiorcom. Jak do tej pory najbardziej konkretne propozycje zmian dotyczą głównie rzeczy o niewielkim ciężarze gatunkowym (m.in. wprowadzenia domniemania niewinności podatnika, milczącego załatwienia sprawy w postępowaniach podatkowych czy też zniesienia obowiązku badań okresowych dla osób z trwałą niepełnosprawnością). Za rzeczy duże i naprawdę ważne, takie jak choćby niszczący polskich przedsiębiorców Zielony Ład, prezes InPostu się nie zabiera. Jego polityczny taniec dobrze sprzedaje się w mediach, lecz ustanie, gdy tylko nadejdzie szara, powyborcza rzeczywistość.

Przedwyborcze maskowanie problemów dotyczy w znacznym zakresie także służby zdrowia, która pod zarządem Izabeli Leszczyny znalazła się w największym kryzysie od lat. Kolejki w placówkach realizujących kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia urosły do takich rozmiarów, że mogłyby z powodzeniem zainteresować główne wydania czołowych mediów. Sprzyjające obozowi władzy media starannie pomijają jednak temat, nie ujawniając przed społeczeństwem prawdziwej skali problemu. Tymczasem nawet „Gazeta Wyborcza” donosiła niedawno, że Ministerstwo Finansów wciąż nie zatwierdziło planu finansowego dla NFZ na bieżący rok. Pieniądze na system zdrowia są dosypywane z budżetu na bieżąco, ale wiele wskazuje na to, że tuż po wyborach okaże się, iż system lecznictwa publicznego znajduje w faktycznej zapaści.

Spore powody do niepokoju dają także przedstawione niedawno dane dotyczące wykonania budżetu państwa za pierwsze dwa miesiące roku. Zamiast planowanych 106 mld zł polskie państwo zarobiło 76 mld zł, odnotowując jednocześnie deficyt rzędu 36 mld zł. Wiele jeszcze może się przez kolejne miesiące zdarzyć, jednak biorąc pod uwagę wieloletnie dane ukazujące realizację przychodów i wydatków, można nabrać poważnych obaw co do tego, czy rząd zdoła zapanować nad sytuacją. Szczególnie iż nie zrobił absolutnie nic, aby ograniczyć stronę wydatków lub doprowadzić do gospodarczego ożywienia.

Niszczycielski pakt

Przedwyborcze pudrowanie dotyczy niestety także różnego rodzaju fatalnych dla Polski zobowiązań, które podjęło państwo pod rządami Donalda Tuska. Rząd zaakceptował w pełni m.in. postanowienia Paktu migracyjnego, który w praktyce zaczął już być realizowany na dużą skalę pomimo oficjalnych zapewnień, że nie zostanie nigdy przyjęty. Jego znaczenie dla przyszłości Polski jest absolutnie fundamentalne i dalece wykracza poza zwykłe kwestie kulturowe. Jednym z głównych atutów naszego kraju była dotąd kulturowa homogeniczność, przekładająca się na dużo wyższy niż w krajach zachodnich poziom bezpieczeństwa. Polska nie przeżyła dotąd wielkiej fali imigracji z obcych kulturowo krajów i dzięki temu uchroniła się przed wielką falą przemocy i niepokojów.

Absolutnie skandaliczny jest przy tym fakt, że realizacja Paktu migracyjnego będzie się wiązała z horrendalnymi kosztami, gdyż w całej Polsce ma powstać co najmniej
49 regionalnych ośrodków dla nielegalnych imigrantów, w którym zapewnione mają być im nadzwyczaj komfortowe warunki. W sytuacji gdy polski budżet dosłownie trzeszczy od nadmiaru zobowiązań, tego rodzaju wydatki są nie tylko zbędne, ale po prostu destrukcyjne dla kondycji państwa, które pod rządami „uśmiechniętej koalicji” przejawia zastanawiająco autodestrukcyjne tendencje.

Na tym jednak niestety nie koniec. Jak uczy doświadczenie, szczególne wzmożenie w zakresie składania pustych obietnic i pudrowania stanu państwa ma z reguły miejsce na samym finiszu kampanii. Wypada więc tylko mieć nadzieję, że gdy po II turze wyborów prezydenckich starannie przygotowany makijaż zostanie wreszcie z Polski usunięty, jej mieszkańcy nie krzykną z przerażenia.

FMC27news