14 C
Warszawa
sobota, 5 kwietnia 2025

Rosyjskie służby blokują port w Świnoujściu?

Niemiecka, rzekomo obywatelska inicjatywa  Lebensraum Vorpommern, próbuje zablokować budowę terminala kontenerowego w Świnoujściu. Wśród jej członków znajdują się osoby związane ze skrajnie prorosyjską lewicową partią Die Linke, uznawaną przez samych Niemców za proputinowską V kolumnę. Kto naprawdę walczy przeciwko polskiej inwestycji?

Magda Groń

Organizacja z Niemiec Bürgerinitiative Lebensraum Vorpommern złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie na decyzję środowiskową dotyczącą budowy głębokowodnego terminala kontenerowego w Świnoujściu, próbując w ten sposób zablokować budowę. Złożyła także wniosek o wstrzymanie natychmiastowej wykonalności decyzji Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Zdaniem aktywistów przeprowadzone postępowanie administracyjne miało „nie uwzględniać w stopniu wystarczającym oddziaływania inwestycji na środowisko po stronie niemieckiej”.

Przypomnijmy, że nowy terminal kontenerowy to inwestycja warta ponad 10 mld zł. Port ma umożliwić Polsce obsługę największych statków transoceanicznych.

Jak zauważa Robert Smirnow, prezes firmy Seaconex, która działa w branży kontenerów morskich, inwestycja w Świnoujściu jest kluczowa dla bezpieczeństwa Polski.

– Warto zauważyć, że z tego portu jest bardzo blisko do tzw. szpicy NATO, czyli Very High Readiness Joint Task Force (VJTF) – siły szybkiego reagowania, która jest głównym elementem strategii odstraszania Rosji i która została utworzona w 2014 r. w odpowiedzi na ówczesną rosyjską agresję wymierzoną w Ukrainę – zaznacza Robert Smirnow. – Bez wątpienia Niemcy stracą część przeładunków w Hamburgu czy Bremerhaven. Próba ingerencji niemieckich organizacji w polską inwestycję w Świnoujściu może być wspierana czy nawet bezpośrednio inspirowana przez Rosję. Ten port to nie tylko duży biznes. To przede wszystkim międzynarodowa polityka – dodaje.

Przedsiębiorca zwraca uwagę także na inne państwo. Jak podkreśla – analizując ten temat, nie można pominąć kwestii chińskiej. Chińczycy mają już bowiem dużą część nabrzeża w Gdyni. – Pamiętam, jak skończyła się sprawa dokowania sprzętu
NATO-wskiego w Gdyni. W porcie w Hamburgu Chińczycy również wykupili prawie połowę udziałów. Ze strony strategicznej port w Świnoujściu jest po prostu niezbędny – wyjaśnia.

Z kolei senator Aleksander Szwed (PiS), wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu Dróg Wodnych, podkreśla, że „pod legendą troski o środowisko mogą kryć się interesy, które niekoniecznie służą Polsce”.

– Choć na pierwszy rzut oka protesty tych organizacji mogą wydawać się zgodne z ideą ochrony środowiska, w rzeczywistości może chodzić o coś więcej – o interesy, które mają na celu spowolnienie rozwoju naszej infrastruktury. Wydaje się, że niejednokrotnie w takich sytuacjach, pod płaszczykiem ekologii, mogą działać grupy związane z obcymi interesami, które nie sprzyjają suwerenności Polski i chcą zahamować nasz rozwój. Dlatego warto zwrócić szczególną uwagę na powtarzające się próby blokowania inwestycji, które mogą wzmocnić naszą pozycję na rynku międzynarodowym – mówi senator Aleksander Szwed. – Blokowanie tej inwestycji to jawne działanie przeciwko interesom Polski i naszej suwerenności gospodarczej. Port w Świnoujściu to nie tylko infrastruktura – to element budowania silnej Polski, gotowej konkurować z największymi graczami. Każde opóźnienie, każdy protest, każda próba blokady służy jednemu – utrzymaniu Polski w roli państwa zależnego od zagranicznych portów, zagranicznych interesów i zagranicznych decyzji – zauważa senator.

To oni protestują

Na stronie internetowej obywatelskiej inicjatywy Lebensraum Vorpommern, która protestuje przeciwko polskiej inwestycji, znajdujemy kontakt do dwóch osób. To Christa Labouvie oraz Axel Kindler. Oboje działali wcześniej w innej organizacji – BI Lebensraum Pommern i sprzeciwiali się m.in. wydobywaniu gazu w Niemczech. Te działania były krytykowane przez samych Niemców, bo korzystanie z krajowych złóż ogranicza przecież import gazu z Rosji.

Obie te osoby kandydowały również w przeszłości w lokalnych wyborach z lewicowego ugrupowania Die Linke. To właśnie ta partia aktywnie wspiera obie te inicjatywy. Przypomnijmy, że Die Linke miała kłopoty z Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV) – niemiecką służbą kontrwywiadowczą. Według mediów w 2012 r. prawie 30 polityków tej partii było objętych obserwacją w związku z politycznym ekstremizmem. Wspierała także inne ekologiczne ugrupowania rozpracowywane przez BfV, przeciwko którym prokuratury prowadziły kilkaset spraw w związku z podejrzeniem propagowania lewicowego ekstremizmu.

Dodajmy, że Christa Labouvie to znana działaczka – na stronie lewicowej partii określana jako „towarzyszka”, w lokalnych strukturach partii pełniła eksponowane stanowiska. Była m.in. członkiem zarządu i rzecznikiem ds. migracji, integracji i przeciwdziałania rasizmowi.

Z kolei Kindler wypromował się jako niezależny burmistrz gminy na wyspie Uznam, ale jego kariera była dość krótka. Został usunięty ze stanowiska w wyniku lokalnego referendum, w którym aż 85 proc. głosujących opowiedziało się przeciwko niemu. Okoliczności były dość kontrowersyjne – wg relacji medialnych sprzeciwił się odwołaniu jednego z dyrektorów podejrzanych o poważne malwersacje finansowe, obrażał mieszkańców w mediach społecznościowych i działał przeciwko uchwałom podejmowanym przez gminę.

Warto dodać, że w protestach przeciwko polskiej inwestycji organizowanych przez obywatelską inicjatywę Lebensraum Vorpommern brali również udział inni członkowie partii Die Linke – w tym Helmut Scholz, absolwent Moskiewskiego Państwowego Instytut Stosunków Międzynarodowych (Uniwersytet) Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej. W latach 1983-1986 był dyplomatą w ambasadzie w Chinach. W latach 2006-2007 zasiadał w zarządzie Linkspartei.PDS, w 2007 r. został członkiem zarządu Die Linke.

Dodajmy, że inicjatywa Lebensraum Vorpommern zamieściła na swojej stronie internetowej również numer konta i prosi o wpłacanie darowizn. Każdy, kto sprzeciwia się polskiej inwestycji, może wesprzeć tych „obywatelskich ekologów”.

Na rosyjskich stronach internetowych pojawiło się wiele artykułów dotyczących sporu wokół budowy terminala w Świnoujściu. Rosyjskie media przedstawiają go jednak jako konflikt Warszawy z Berlinem, nie zaś Polski z działaczami związanymi z prorosyjską partią Die Linke. Według rosyjskich mediów spór ten wręcz „dzieli Polskę i Niemcy”, pokazując słabość Unii Europejskiej.

Dlaczego to V kolumna

Partia Die Linke została utworzona w 2007 r. po połączeniu dwóch ugrupowań – WASG (utworzona z byłych członków koalicji SDP-Zieloni) i Die Linkspartei.PDS (powstała z komunistycznej SED, a potem demokratyczno-socjalistycznej PDS).

Wśród jej postulatów znalazło się m.in. wyjście Niemiec z NATO czy legalizacja heroiny i kokainy. Z Die Linke mają problem również sami Niemcy – członkowie ugrupowania sprzeciwiają się bowiem wydobywaniu ropy i gazu przez niemieckie i amerykańskie koncerny na terenie Niemiec. Dodajmy, że dzięki temu można skutecznie ograniczać import tych surowców z Rosji.   

Partia nie od dziś ma też łatkę proputinowskiej.

Die Linke apelowała bowiem o wstrzymanie dostaw broni na Ukrainę, bo tylko takie posunięcie może w jej ocenie „przyspieszyć zakończenie konfliktu”. Zdaniem polityków tej partii za wojnę w Ukrainie odpowiadają USA i NATO. Również przed pełnoskalową rosyjską inwazją Die Linke wspierała różne postulaty Federacji Rosyjskiej w zakresie polityki bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej.

„Działania Rosji na Krymie i we wschodniej Ukrainie, które naruszają prawo międzynarodowe, sprowadziły na scenę w Niemczech dużą liczbę tzw. sympatyków Putina. W niemieckim Bundestagu rolę tę najwyraźniej odgrywa SED, której nazwa od 1989 r. była czterokrotnie zmieniana. Czy zgodnie z »lewicowymi« normami nie powinna być raczej w czołówce krytyków Putina? Ich »putinizm« zna skomplikowane schematy usprawiedliwiania, a także opowiada historię przynajmniej częściowo nieudanej demokratyzacji” – napisał w swojej pracy zatytułowanej „Ile »putinizmu« jest na lewicy?” dr Rudolf von Hullen, politolog i badacz ekstremizmu – wykładowca na Uniwersytecie w Passau, który podkreśla, że poprzez „putinizm” rozumie „raczej oligarchię KGB/FSB, której najważniejszą postacią jest jednak prezydent”. Jego praca została opublikowana m.in. przez Fundację Hannsa Seidela.

Jako przykład prorosyjskości niemieckiej lewicy podał wystąpienie, do którego doszło w 2015 r. w Bundestagu. Poseł CDU Arnold Vaatz, niegdyś członek Nowego Forum w ruchu praw obywatelskich NRD, zadał pytanie pośrednie posłowi Wolfgangowi Gehrckemu z Hamburga, rzecznikowi ds. polityki zagranicznej Partii Lewicy. Tematem obrad Izby był rozwój sytuacji politycznej w Ukrainie. Wypowiedź brzmiała tak: „Panie pośle Gehrcke, chciałbym zapytać pana, jak śmie pan mówić o demokracji, skoro jest oczywiście całkowicie obojętny na wolę większości ludzi w państwach bałtyckich, większości ludzi w Ukrainie, większości ludzi w Mołdawii i większości ludzi w Gruzji. W swoim wystąpieniu chodzi panu tylko o jedno: utorować drogę Rosji! Dochodzę do wniosku, że nie jest pan wcale tą lewicową grupą w tym parlamencie, za jaką się podaje. Są one niczym innym jak politycznym ramieniem rosyjskiego ekspansjonizmu. Nie są też już lewakami. Odkąd rosyjski rząd zrzucił z siebie lewicowy płaszcz i działa zgodnie z prawicowymi kryteriami ekspansjonistycznymi, dmiecie w jego róg. Stracili wszelką wiarygodność w tym kraju. Zawsze byliście po stronie rosyjskiej agresji: byliście po stronie rosyjskiej agresji, gdy chodziło o Czechosłowację w 1968 r., a dziś jesteście po stronie rosyjskiej agresji, jeśli chodzi o Ukrainę”.

Dodajmy, że bez żadnych wątpliwości to przede wszystkim działacze i politycy Die Linke stoją za próbą powstrzymania budowy terminala kontenerowego w Świnoujściu.

Zdaniem senatora Aleksandra Szweda w tej chwili na arenie europejskiej różne grupy działające pozornie na rzecz ochrony środowiska mogą pełnić funkcje nieoficjalnych lobbystów, którzy faktycznie promują interesy różnych państw.

– Takie działania w kontekście międzynarodowym mogą prowadzić do sytuacji, w której ekologia staje się pretekstem do realizacji celów politycznych i gospodarczych, które nie zawsze są korzystne dla naszej ojczyzny. Warto w tym kontekście monitorować te organizacje, ponieważ ich działania mogą wpływać na nasze bezpieczeństwo i rozwój gospodarczy. Warto sobie również zadać pytanie o sposób finansowania tych organizacji – dodaje Aleksander Szwed.

FMC27news