||

Problem zwany Minnesotą

Przelewy z państwowych instytucji zasilały konta firm-krzaków, przy pomocy których wyprowadzano pieniądze za granicę. Jak informowali później urzędnicy FBI, pieniądze na serwowanie ciepłych posiłków były w ten sposób przeznaczane m.in. na luksusowe jachty, sportowe auta oraz wycieczki do ciepłych krajów.

O stanie Minnesota jest ostatnio głośno za sprawą kontrowersji związanych ze śmiercią proimigracyjnej aktywistki. Prawdziwym powodem do zmartwień jest jednak to, co w owym północnym stanie dzieje się z publicznymi środkami.

Uwaga mediów z całego świata skupiona była w ostatnim czasie na nieszczęśliwym wydarzeniu, które miało miejsce 7 stycznia tego roku. Utrudniająca pracownikom ICE (czyli federalnego Urzędu Celno-Imigracyjnego) wykonywanie obowiązków Renee Good została śmiertelnie postrzelona przy próbie potrącenia jednego z funkcjonariuszy przy pomocy kierowanego przez nią samochodu.

Nie wnikając w to, czy funkcjonariusz ICE postąpił właściwie czy też Good została niesłusznie pozbawiona życia. warto jedynie zauważyć, że cała sytuacja została przez medialny establishment natychmiast podchwycona i wykorzystana do odwrócenia uwagi od tego, co powinno budzić największe zaniepokojenie. W efekcie zamiast o potężnych i wieloletnich nadużyciach wiodące media mówią dziś o tragicznym zdarzeniu, sugerując przy tym, że rządzący Stanami Zjednoczonymi powinni jak najszybciej zostawić Minnesotę i jej władze w spokoju.


PiS, Konfederacja, Korona. Każdy osobno – wszyscy przegrani


Karmieni publiczną kasą

To, co działo się w stanie ze stolicą w Minneapolis, powinno być jednak uważnie przeanalizowane, gdyż wedle wszelkiego prawdopodobieństwa stanowi zaledwie wierzchołek góry lodowej. Po raz pierwszy o całej sprawie zrobiło się głośno już w 2022 r., gdy Federalne Biuro Śledcze przeprowadziło serię „nalotów” związanych z Feeding Our Future. Uwagę organów śledczych zwróciło to, że założona zaledwie kilka lat wcześniej organizacja m.in. pozyskiwała z budżetu federalnego środki na serwowanie posiłków dla najuboższych, nie fatygując się nawet, aby w ogóle przygotować jakiekolwiek miejsca do tego służące. Przelewy z państwowych instytucji zasilały konta firm-krzaków, przy pomocy których wyprowadzano pieniądze za granicę. Jak informowali później urzędnicy FBI, pieniądze na serwowanie ciepłych posiłków były w ten sposób przeznaczane m.in. na luksusowe jachty, sportowe auta oraz wycieczki do ciepłych krajów.

Najwięcej środków udało się sprzeniewierzyć w okresie pandemicznym. Wobec wyjątkowych warunków, które wówczas panowały oraz ogromnej skali pomocy realizowanej z publicznych środków o wszelkiego rodzaju nieprawidłowości było zdecydowanie łatwiej niż zazwyczaj. Do dziś z 250 mln dolarów, które ukradli główni bohaterowie afery, udało się odzyskać zaledwie 60-70 mln.

Po aferze Feeding Our Future na jaw wyszły kolejne. Najpierw wykryto nieprawidłowości w programie dopłat mieszkaniowych. Oficjalnie miał on służyć seniorom oraz osobom z niepełnosprawnościami. W rzeczywistości wyłudzający publiczne środki podawali dane fikcyjnych osób lub organizowali tzw. turystykę zasiłkową, posługując się mieszkańcami innych stanów. Program, który miał początkowo kosztować zaledwie 2,6 mln dol., osiągnął budżet 100 mln.

Przy tej okazji wyszło na jaw, że w wyłudzanie środków z programu dopłat mieszkaniowych zamieszane są te same osoby, na które śledczy natknęli się przy okazji afery z nieistniejącymi jadłodajniami. Wkrótce okazało się, że analogiczne schematy żerowania na publicznych środkach działały także w zakresie programów przeznaczonych dla osób z autyzmem, pomocy medycznej oraz pomocy dla dzieci. W niemal każdym przypadku zaczęto wykrywać fikcyjne osoby, nieistniejące placówki oraz wielkie przelewy na konta firm, za które kupowano następnie m.in. luksusowe Porsche. Łącznie szajka związana z Feeding Our Future mogła wyłudzić nawet 1 mld dol.

Konieczny audyt

Właściwa suma zdefraudowanych środków jest jednak zapewne dużo większa. Gdy pod koniec ubiegłego roku sprawa nadużyć w Minnesocie przyciągnęła uwagę administracji Trumpa, przeprowadzono dalsze analizy wydatkowania publicznych pieniędzy. Ostatecznie według sekretarza skarbu Scotta Bessenta w północnym stanie mogło zostać wyłudzonych nawet 9 mld dol. Swego rodzaju potwierdzeniem takiej hipotezy była niedawna zapowiedź obecnego gubernatora stanu, Tima Walza z Partii Demokratycznej, że nie będzie ubiegał się o reelekcję.

Afera wyłudzeń publicznych środków w Minnesocie stała się niewątpliwie okazją do typowej partyjnej kłótni między administracją Trumpa a lokalnymi władzami. Demokraci z Minnesoty oskarżają rząd federalny, że sztucznie rozdmuchuje problem, zaś ludzie Trumpa przekonują, że lokalne władze przestały panować nad sytuacją.

Tego rodzaju kłótnia nie zmienia jednak zasadniczo faktu, że Stany Zjednoczone mają poważny problem zarówno z masową imigracją, jak i monstrualnymi wydatkami. W samym tylko 6-milionowym stanie Minnesota żyje ok. 100 tys. Somalijczyków, którzy zdecydowanie częściej niż inne narodowości sięgają po pomoc społeczną. W następstwie prowadzenia w ostatnich latach polityki szeroko otwartych granic podobna sytuacja ma miejsce także w innych stanach, w których przybysze z odległych krajów zamiast realizować swój „american dream”, preferują bardzo często pasożytowanie na publicznych środkach.

Jak pokazała afera w stanie Minnesota, istotną częścią całego problemu było to, że urzędnicy masowo aprobowali wnioski przedstawicieli mniejszości etnicznych, ponieważ obawiali się zarzutu o rasizm. Terror poprawności politycznej sprawowany zarówno przez władze, jak i świat korporacyjny, doprowadził do tego, że ten sam schemat był realizowany także w innych stanach. Administracja Trumpa zamroziła w ostatnich dniach fundusze na opiekę nad dziećmi w czterech kolejnych stanach rządzonych przez demokratów: Kalifornii, Kolorado, Illinois i Nowym Jorku. Sekretarz Bessent stwierdził nawet, że schemat opracowany w Minnesocie stał się swego rodzaju wzorcem, wykorzystywanym następnie z powodzeniem także w innych stanach.


🔴 MANUFAKTURA, NIE MASÓWKA. DLACZEGO WOLA PRZYCIĄGA INWESTORÓW?


Powtarzalny schemat

Jeśli zlecony przez władze federalne audyt potwierdzi, że kwota wyłudzeń sięgnęła rzeczywiście aż 9 mld dol., teoria o jednej z największych afer w historii może się potwierdzić. Minnesota to przecież jeden z mniej ludnych stanów, a potencjalna skala nadużyć w Kalifornii czy stanie Nowy Jork mogła być zdecydowanie większa. Stany Zjednoczone to wciąż najbogatsze państwo świata, ale nawet w jego przypadku wyprowadzanie z budżetu dziesiątek, czy nawet setek miliardów dolarów nie pozostaje bez konsekwencji.

Już na początku swojej drugiej kadencji Donald Trump podjął walkę o ograniczenie deficytu budżetowego. Krytycy wypominają mu, że jego One Big Beautiful Bill Act (tzw. Jedna Piękna Ustawa) sprzeniewierzyła się zasadzie redukcji wydatków, lecz z całą pewnością podejmowane przez niego wysiłki na rzecz uszczelnienia granicy mają na celu podreparowanie budżetu. Praktykowana w szczególności w czasach prezydentury Joe Bidena masowa imigracja stała się jednym z pretekstów do uruchomienia całej lawiny afer z wyłudzaniem publicznych środków oraz zmieniła Stany Zjednoczone w kraj, w którym przybysze z innych państw bardziej niż pracą są zainteresowani wyłudzaniem publicznej kasy.

Afera w Minnesocie odsłoniła także korupcję klasy politycznej. Cały schemat wyprowadzania pieniędzy do Somalii i zasilania nimi m.in. organizacji terrorystycznych nie mógłby funkcjonować bez wydatnej pomocy ze strony łasych na łapówki polityków.

Administracja Trumpa wyposażyła Urząd Celno-Imigracyjny w specjalne uprawnienia i narzędzia cyfrowe oraz przyznała mu rekordowe środki finansowe (11,3 mld dol w 2026 r.). Gdy obecny prezydent rezerwował na działalność ICE dodatkowe środki, był w swoim środowisku powszechnie krytykowany za zwiększanie deficytu. Z dzisiejszej perspektywy trzeba jednak przyznać mu rację, bo gdyby nie działalność Urzędu Celno-Imigracyjnego, Stany Zjednoczone byłyby wobec narastających nadużyć związanych z masową imigracją wręcz bezbronne.

Podobne wpisy