|||||

Davos – wojna światów

Wśród delegatów przeważał pogląd, że Fink uratował Forum po problemach z przywództwem i malejącej możliwości przyciągania znanych mówców. Prezes BlackRock powiedział, że planuje kierować organizacją przez dwa lata lub krócej, dopóki nie zostanie znaleziony stały przewodniczący – zauważa dr Robert Kościelny, który podusmowuje naważniejsze wydarzenia podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Jeśli przyszłoby mi powiedzieć, które zdania z ponadgodzinnego przemówienia Donalda Trumpa na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos w Szwajcarii, dnia 21 stycznia 2026 r., uznałbym za najważniejsze, wskazałbym na te oto: „Eksplozja dobrobytu i postępu, która zbudowała Zachód, nie pochodziła z naszych przepisów podatkowych; ostatecznie wynikała z naszej wyjątkowej kultury. To właśnie jest ten depozyt dziedzictwa wspólnego dla Ameryki i Europy… Musimy bronić tej kultury i na nowo odkryć ducha, który wyniósł Zachód z otchłani mroków na szczyt ludzkich osiągnięć”. Nic bardziej celnego i wiernie oddającego istotę cywilizacji łacińskiej – z jednej strony; z drugiej – nic bardziej obcego widmu krążącemu obecnie po Europie – widmu komunizmu, mającego swoje korzenie w zachwycie zrewoltowanej młodzieży 68 roku nad Mao, Che Guevarą, czy Wujaszkiem Ho. Widmo to zdążyło się już ucieleśnić w szeregu instytucji o charakterze ponadnarodowym. Jedną z nich jest WEF.

Czy może przeto dziwić, że media głównego nurtu, takie jak CNN, oceniły wystąpienie Donalda Trumpa jako „pokrętne, wrogie”, które „z pewnością nie złagodziło obaw, że Sojusz Zachodni osiągnął punkt krytyczny”. Jednak z oficjalnych enuncjacji Waszyngtonu wynika, że przesłanie z jakim przybył Donald Trump do Davos miało charakter przeciwny do insynuowanego przez takie tuby propagandy establishmentu jak wspomniana stacja CNN. Na stronie Białego Domu czytamy: „Prezydent Donald J. Trump dominował dziś rano na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii, wygłaszając śmiałe przemówienie, które potwierdziło wiodącą rolę Ameryki na arenie międzynarodowej i wytyczyło zdecydowaną drogę naprzód dla państw zachodnich. Podkreślając konieczność suwerenności narodowej, ochrony dziedzictwa kulturowego i proaktywnego bezpieczeństwa, prezydent Trump przedstawił solidną strategię promowania wzajemnego dobrobytu i wzmacniania sojuszy w obliczu globalnych wyzwań [podk. R.K.]”.

W tych dwu skrajnych ocenach zawiera się istota rodzącego się konfliktu między stetryczałym światem przepisów, dyrektyw, regulacji, koncesji, pozwoleń, procedur, kontroli, obowiązków, nakazów, zakazów et caetera (bo tylko tak, poprzez opresję, można wprowadzić w życie rzeczywistość wymyśloną przez ponure umysły lewicowej sekty), a światem, w którym „the sky is the limit”, w którym nie istnieje szklany sufit, nie do przebicia dla ludzi bez układów, znajomości, koneksji.


Nierozwiązane zbrodnie III Rzeczypospolitej. Dlaczego państwo nigdy nie zamknęło tych spraw?


Mainstream odwołuje się do Europy, czy szerzej świata, od dawna sprofilowanego pod gust lewicowych urzędników globalistów; Europy przewidywalnej w swym skostnieniu, pławiącej się w rzekomym buncie, pozorowanym proteście, zakontraktowanym nonkonformizmie; Europy męczenników na „pluszowym krzyżu” („bo to ważne przecie wisieć na krzyżu, który cię nie gniecie”).

Natomiast Trump chce ożywić Kontynent odkrywców, zdobywców, innowatorów, indywidualistów, marzycieli, śmiałków. Ludzi, którzy kształtują świat na własną rękę i na własne ryzyko. W której fortuna sprzyja odważnym, a nie karze za odwagę pod pozorem walki z hejtem, mową nienawiści, populizmem, faszyzmem, rasizmem, męskim szowinizmem, zatruwaniem planety…Słownik współczesnej demonologii jest przebogaty w oskarżenia.

Tuż przed podróżą prezydenta Donalda Trumpa do Szwajcarii, Howard Lutnick, sekretarz Departamentu Handlu (DH) opublikował artykuł w „Finacial Times” (FT), wyjaśniając w nim „Dlaczego administracja Trumpa udaje się do Davos”:

„W tym roku niektórzy zadali trafne pytanie: po co administracja Trumpa w ogóle jedzie do Davos? Po co się tam pojawiać i uczestniczyć, skoro tak jasno daliśmy do zrozumienia, że stary, globalistyczny sposób myślenia okazał się katastrofą dla Ameryki? Odpowiedź jest prosta: nie jedziemy do Davos, żeby podtrzymywać status quo. Zmierzymy się z nim twarzą w twarz [podk. R.K.]”.

Zarówno w tekście, jak podczas wypowiedzi na konferencji w Davos, Lutnick podkreślał, że „Zbyt długo losy globalnej gospodarki były rozstrzygane przez międzynarodowy establishment […] Niektórzy z naszych byłych przywódców wierzyli w kłamstwa, że offshoring jest konieczny, granice nie, a nasz interes narodowy musi podporządkować się globalnym niższym kosztom pracy dla dobra wspólnego”.

Na marginesie warto dodać, że niedawno ukazała się książka Mariany Mazzucato i Rosie Collington pt. „Wielka ściema. Jak firmy konsultingowe odbierają sprawczość rządom”. Jest to tłumaczenie pracy sprzed trzech lat. Autorki w oparciu o analizy przypadków dowodzą jak nieliczące się z interesem narodowym cedowanie opracowania kolejnych strategii czy reform gospodarczych na globalistyczne firmy konsultingowe utrącają innowacyjność, osłabiają rodzime firmy, niszczą krajowe gospodarki i ubezwłasnowolniają rządy.

Lutnick podkreślił, że „Jesteśmy tu w Davos, aby jasno powiedzieć jedną rzecz: prezydent Trump wprowadził kapitalizm w życie. Przez dekady krajom wmawiano, że istnieje tylko jeden akceptowalny model. Rządy zmuszone były polegać na globalnych łańcuchach dostaw i naiwnie wierzyć, że globalne instytucje będą je wspierać. Ten model postawił Amerykę na szarym końcu, a niezliczone inne kraje również zostały osłabione”. Szef DH stwierdził również, że Ameryka pod nową administracją głęboko wierzy, iż narody mają zarówno prawo, jak i obowiązek, aby stawiać swoich obywateli w centrum decyzji gospodarczych. „Wierzymy, że silny przemysł krajowy to atut, a nie wada. Jesteśmy w Davos, aby ogłosić lepszą drogę – drogę, którą Ameryka z powodzeniem demonstruje. Odrzucając uniwersalny globalizm i stawiając na siłę narodu, pokazaliśmy, że dobrobyt zaczyna się w domu. I nie ma powodu, dla którego inne kraje nie mogłyby zrobić tego samego [podk. R.K.]”.

Howard Lutnick, podczas dyskusji panelowej zauważył, że unijne plany zero emisyjności do 2030 r. (Donald Trump nazwał tę politykę Green New Scam – Zielonym Nowym Oszustwem) uzależnią Kontynent od Chin. „Dlaczego [Europejczycy] stawiają na wiatr i słońce […] skoro to nie oni tworzą baterie?” Robią to Chiny. Odejście od gazu i ropy, których Chiny nie posiadają, na rzecz surowców ziem rzadkich, w których Państwo Środka dominuje, to prezent dla reżimu komunistycznego. „Elektryczność [z energii słonecznej i wiatraków] tworzy idealną sytuację dla nich”.

Amerykański polityk tłumaczył też, że hasło „America first” nie oznacza „alone America” (tylko Ameryka) „To oznacza również coś dla innych krajów, aby głęboko rozważyły swoją sytuację. Pracujemy nad stworzeniem wspaniałych relacji między państwami. Kiedy lśni Ameryka, lśni świat”. Zapytany o Grenlandię szef DH powtórzył: Zachodnia Półkula należy do Stanów Zjednoczonych”.

Zadajmy w tym momencie retoryczne, jak sądzę, pytanie: czy ktoś mógłby w dobrej wierze zaprzeczyć opinii, wygłoszonej w przemówieniu Donalda Trumpa, że „Stany Zjednoczone są motorem napędowym gospodarki naszej planety — a kiedy Ameryka przeżywa rozkwit, cały świat przeżywa rozkwit”?

Przemówienia obu amerykańskich mężów stanu zamurowały establishment. Jeśli nie cały to znaczną jego część. Jakiś czas temu oglądałem na You Tube film przedstawiający scenę z dyskusji działaczy konserwatywnych z progresistami. Ci pierwsi używali argumentów w obronie swych racji. Odpowiedzią lewicowych aktywistów były odgłosy naśladujące … szczekanie psa. Totalny brak kontrargumentów zastąpiony zwierzęcymi odgłosami (psimi argumentami).

Podobnie miał zachować się Al Gore. Były wiceprezydent Al Gore wygwizdał sekretarza handlu Howarda Lutnicka podczas jego przemówienia na kolacji VIP-ów w Davos. Natomiast źródło „The Washington Post” miało informować, że „gdy Lutnick zszedł ze sceny, Gore podszedł do niego i powiedział: >Bu!< – jakby chciał go nastraszyć”.

Przypomnijmy, że były wiceprezydent USA stał się jednym z czołowych globalistów na świecie, odkąd opuścił rząd i został jastrzębiem w kwestiach ochrony środowiska, promując tak zwaną politykę zerowej emisji netto, która według wielu osób skłoniła kraje do drastycznego ograniczenia produkcji energii, co wywołało globalną inflację.

„To był największy zaszczyt, jaki spotkał mnie podczas podróży do Davos” – powiedział Lutnick w wywiadzie dla programu „Jesse Watters Primetime” w Fox News. „No cóż jest lepszego od Ala Gore’a – niezdolnego do dyskusji, niezdolnego do czegokolwiek. A pamiętacie, jak Al Gore powiedział nam, że do dziś, w 2025 roku, cała pokrywa lodowa zniknie, a Grenlandia będzie zielona” – kontynuował Lutnick.

Gore oświadczył portalowi Mediaite, że nie był jedynym, który wyraził swoje negatywne odczucia dotyczące przemówienia Lutnicka. Chociaż DH poinformował „Financial Times”, że Gore był jedynym, który wygwizdał Lutnicka.

Według jednego z doniesień Christine Lagarde, prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC), ostentacyjnie wyszła podczas przemówienia szefa handlu. Jednak, jak czytamy w „New York Post” wiele źródeł podaje, że Lagarde wyszła wcześniej, ponieważ była wyczerpana po długim dniu spotkań w ramach WEF. „To były po prostu fake newsy” – dodała osoba z bliskiego otoczenia Lutnicka.

„NYP” dodał, że „W rzeczywistości wielu obecnych na spotkaniu przedstawicieli Wall Street i rządu zgodziło się z kluczowymi punktami przemówienia [Lutnicka] – w tym z faktem, że Europa może rozwijać swoją gospodarkę technologiczną tylko poprzez wyeliminowanie mnóstwa regulacji i podatków, hamujących wzrost gospodarczy, zgodnie ze słowami osób mających bezpośrednią wiedzę na ten temat”.

Wyszła ostentacyjnie czy z powodu zmęczenia, następnego dnia pani Lagarde udzieliła wywiadu radiu RTL, podkreślając, że ​​„jesteśmy świadkami podniesienia się kurtyny nowego porządku świata. Ten nowy porządek musi nas skłonić do głębokiej rewizji sposobu organizacji naszej gospodarki w Europie, jak też sposobu budowania więzi z innymi krajami na świecie, które grają według tych samych zasad co my”.


MANUFAKTURA, NIE MASÓWKA. DLACZEGO WOLA PRZYCIĄGA INWESTORÓW?


Jakie to są zasady? Czy te wypływające z serii „bardzo lewicowych”, według Lutnicka wykładów, wygłoszonych w Davos, „w których ktoś powiedział, że potrzebujemy nowej formy kapitalizmu, co moim zdaniem jest innym sposobem na nazwanie komunizmu”? Jeśli tak to swoistym pendant odczytów w Devos była propozycja jednej z pań-komunistek, zabierających głos podczas którejś z debat, aby „ludzie wspólnie korzystali z jednego samochodu. W ten sposób zlikwidujemy wiele samochodów. Dzięki technologii to będzie łatwe i przyjemne”. Nie sposób przyjąć, aby ktokolwiek potraktował tę propozycję poważnie, przynajmniej jak na razie.

Larry’emu Finkowi, prezesowi BlackRock, sprowadzonemu do Davos, aby wzmocnił WEF po odejściu Klausa Schwaba, udało się ściągnąć do szwajcarskiej miejscowości gwiazdy, od Trumpa i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego po potentatów biznesowych, którzy zazwyczaj trzymają się z dala od tego wydarzenia, takich jak prezes firmy Nvidia Jensen Huang i Elon Musk z Tesli.

Wśród delegatów przeważał pogląd, że Fink uratował Forum po problemach z przywództwem i malejącej możliwości przyciągania znanych mówców. Prezes BlackRock powiedział, że planuje kierować organizacją przez dwa lata lub krócej, dopóki nie zostanie znaleziony stały przewodniczący. Nie wiadomo, kto mógłby nim zostać. Christine Lagarde, była powszechnie uważana za faworytkę po rezygnacji Schwaba, a sam założyciel publicznie namaścił ją na swoją następczynię. „Jednak odejście Finka od ery Schwaba poddało tę tezę w wątpliwość”, pisze Politico.

Lagarde zaprzeczyła, jakoby miała zamiar ustąpić z EBC, aby objąć to stanowisko. Tymczasem Fink wydaje się mieć większe plany wobec WEF. W swoim przemówieniu na początku spotkania nakreślił drogę, która wiedzie poza Davos, wzywając do rozszerzenia wydarzenia na „miejsca, w których faktycznie powstaje współczesny świat”. „Davos, tak” – powiedział. „Ale także takie miejsca jak Detroit i Dublin – i miasta takie jak Dżakarta i Buenos Aires”. „Góra spadnie na ziemię” – dodał.

Patrząc na spłoszone reakcje członków establishmentu można dojść do wniosku, że obawiają się oni, iż nie tylko góra spadnie, ale i sufit. I nie na ziemię, ale na głowy. Tym razem, na ich głowy. Właściwie to powinni się cieszyć z nadchodzących zmian o wymiarze globalnym. Przecież tak bardzo lubią wszelkie nowości, zmienności, płynność. Nowe wersje, subwersje, kontrowersje. Obalanie istniejących norm, systemów, struktur. Więc dlaczego teraz panikują, zamiast się cieszyć? Dziwne?

Fot. Davos, Photo by Evangeline Shaw on Unsplash

Podobne wpisy