Starmer żegna się z Downing Street
W ostatnim czasie Partia Pracy może liczyć w sondażach średnio na 18–19 proc. poparcia. Po drugiej stronie sceny politycznej nie widać jednak mocnego faworyta, dlatego Wielką Brytanię czeka jeszcze zapewne kilka lat, zanim wyłoni się lider, który będzie wreszcie umiarkowanie lubiany.

Keir Starmer odszedł w niesławie jako jeden z najbardziej nielubianych premierów Wielkiej Brytanii w historii. Jak w dniu rezygnacji szefa brytyjskiego rządu informował publiczny nadawca BBC, już miesiąc po objęciu przez Starmera rządów aprobatę dla jego działań wyrażało zaledwie 36 proc. badanych osób przy 43 proc. osób niezadowolonych. Mając tak złą opinię już na samym starcie, lider Labour Party musiałby dokonać cudu, aby diametralnie zmienić postrzeganie swoich rządów, lecz do żadnego cudu ostatecznie nie doszło. W efekcie w czerwcu 2026 r. liczba osób negatywnie oceniających pracę Starmera wzrosła do 74 proc., przy zaledwie 18 proc. respondentów wyrażających odmienną opinię.
Długo odwlekane rozstanie
Gorszą opinią wśród brytyjskich wyborców cieszyła się do tej pory jedynie przynależąca do Partii Konserwatywnej Liz Truss, która jednak ustąpiła po nieco ponad miesięcznych rządach. W przypadku Starmera odwlekanie honorowego rozstania się z posadą przeciągało się przez niemal dwa lata. Pochodzący z Londynu polityk od dłuższego czasu nadużywał cierpliwości obywateli, nie mogąc pogodzić się z brakiem aprobaty dla swoich działań.
Rządy Starmera w pewnym sensie nie miały prawa skończyć się w inny sposób, ponieważ umożliwiła je dość niecodzienna sytuacja. Partia Pracy zdobyła w przeprowadzonych w 2024 r. wyborach zaledwie 33,7 proc. głosów, ale obowiązujący na Wyspach Brytyjskich system przydziału mandatów, premiujący równomierny rozkład głosów pomiędzy poszczególnymi okręgami wyborczymi, zapewnił jej większość głosów w Izbie Gmin. Głosy przeciwników Starmera rozłożyły się między Partię Konserwatywną i Reform Party, dlatego w dość nieoczekiwany sposób premierem został polityk, który nie tylko nie odniósł decydującego zwycięstwa, ale także nigdy nie cieszył się szczególnym uznaniem wśród wyborców.
W pewnym sensie Starmer wygrał dlatego, że jego konserwatywni adwersarze okazali się dla wyborców zbyt wielkim rozczarowaniem. Sprawując wcześniej władzę przez 14 lat, dali się jednak poznać jako środowisko niepotrafiące zaradzić najważniejszym problemom, a więc masowej imigracji, stagnacji gospodarczej i realnemu spadkowi dochodów wielu grup społecznych.
Na wzrost odsetka niezadowolonych z rządów do 74 proc. Starmer zapracował na wiele różnych sposobów. Już jesienią 2024 r. partia rządząca przedstawiła projekt nowego budżetu z najwyższymi podwyżkami podatków od trzydziestu lat. Jak przystało na labourzystę, Starmer nie zamierzał ograniczać wydatków państwa, lecz wolał uderzyć w portfele obywateli, i to wcale nie tych o najwyższych dochodach.
Zła reakcja na kryzys
Rządy konserwatystów upadły m.in. dlatego, że nie potrafili poradzić sobie z masowym napływem imigrantów, którzy, obecni w tak wielkiej liczbie, zaczęli coraz bardziej zagrażać bezpieczeństwu obywateli. Starmer na wstępie rządów dokonał likwidacji planu deportacji ubiegających się o azyl do Afryki i zapowiedział wdrożenie nowych zasad polityki imigracyjnej. Zasady te przyniosły jednak całkowite fiasko, ponieważ w pierwszym roku rządów Wielka Brytania odnotowała wciąż jedno z najwyższych sald migracji. Wiosną ubiegłego roku Keir Starmer przyznał nieoczekiwanie, że rządzone przez niego państwo poniosło w zakresie imigracji klęskę, a „eksperyment otwartych granic” okazał się chybiony.
Już na samym początku swoich rządów premier doprowadził w kontekście imigracyjnym do poważnego kryzysu. Gdy w reakcji na brutalny mord dokonany przez rwandyjskiego imigranta na trzech dziewczynkach w Southport doszło do społecznego wybuchu niezadowolenia, rządowe służby dokonały brutalnej pacyfikacji. Starmer w ogóle nie wziął pod uwagę faktu, że podłożem społecznego buntu były tolerowane od wielu lat przez władzę akty przemocy dokonywane przez imigrantów, i postanowił przykładnie ukarać wielu protestujących.
Pod rządami ustępującego premiera Wielka Brytania zaczęła także w niechlubny sposób nawiązywać do rzeczywistości opisywanej w twórczości George’a Orwella. Pod pozorem walki z dezinformacją i mową nienawiści brytyjskie służby zaczęły na znaczną skalę nękać internautów za nieprawomyślne wpisy i wypowiedzi. Starmer wykazywał w tym obszarze rzadko spotykany ideologiczny zapał, nakazujący mu m.in. wprowadzanie przepisów walczących z rzekomą mizoginią w szkołach.
Ideologiczne zacietrzewienie premiera przekładało się także na intensywne wdrażanie agendy klimatycznej, które przyjęło wręcz charakter autodestrukcyjnych posunięć. Inaczej nie da się bowiem nazwać podjętej przez Starmera decyzji ograniczenia nowych odwiertów ropy i gazu na brytyjskich polach na Morzu Północnym w imię ratowania planety, przy jednoczesnym zwiększeniu inwestycji w projekty związane z odnawialnymi źródłami energii.
Koszty ponoszone w związku z agendą zeroemisyjności stały się w czasie rządów Starmera jednym z czynników, który najmocniej wpłynął na wytracenie wszelkiego wzrostu gospodarczego. Nie licząc pandemicznego spadku, a następnie postpandemicznej szybkiej odbudowy, brytyjska gospodarka praktycznie stoi w miejscu. Nie powinno to zresztą dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że pod rządami labourzystów m.in. wzmocniono uprawnienia związków zawodowych oraz podjęto plany (i działania) w zakresie nacjonalizacji wybranych gałęzi przemysłu.
Urlop rodzicielski ojca: koszt czy inwestycja?
Z powrotem do Unii?
Przychylności wyborców nie mogło wreszcie zyskać to, że Starmer niemal od samego początku swoich rządów zaczął de facto ponownie wprowadzać Wielką Brytanię do Unii Europejskiej. Wykazując brak poszanowania dla decyzji referendum z 2016 r., premier z Labour Party podejmował regularne działania znamionujące faktyczną przynależność brytyjskiego państwa do wspólnoty. W tym celu m.in. odbywał regularne spotkania i koordynował politykę w różnych obszarach z przywódcami unijnymi. Wykluczając formalnie anulowanie Brexitu, Starmer chciał osiągnąć ten cel metodą małych kroczków, przyzwyczajając opinię publiczną do coraz ściślejszej integracji z państwami wspólnoty na dawnych zasadach.
W sposób szczególny postawa ta dała o sobie znać przy okazji kluczowych dla dalszego wzmacniania kompetencji europejskiego państwa federalnego wydarzeń związanych ze sporem między Donaldem Trumpem a Ukrainą. To Keir Starmer był gospodarzem zwołanego naprędce spotkania w Londynie, na którym unijni przywódcy przedstawili zakładający znaczący wzrost wspólnego, unijnego długu program SAFE.
Ogłaszając przed budynkiem przy Downing Street 10 swoją decyzję o rezygnacji z funkcji premiera, Keir Starmer nie krył łez. Opozycja domaga się nowych wyborów, lecz taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Największe szanse na objęcie funkcji premiera ma partyjny kolega Starmera, Andy Burnham. Sondaże opinii publicznej dają mu obecnie 34 proc. ocen pozytywnych przy 38 proc. negatywnych. Burnham zaczynałby więc z niemal dokładnie takiego samego pułapu co Starmer, lecz w razie analogicznych potknięć ocena jego rządów spadłaby w dużo szybszym tempie.
W ostatnim czasie Partia Pracy może liczyć w sondażach średnio na 18–19 proc. poparcia. Po drugiej stronie sceny politycznej nie widać jednak mocnego faworyta, dlatego Wielką Brytanię czeka jeszcze zapewne kilka lat, zanim wyłoni się lider, który będzie wreszcie umiarkowanie lubiany.