|

Suwerenność w chmurze

Rząd premiera Donalda Tuska ogłosił w czerwcu br., że wprowadzi test suwerenności technologicznej. Czy oznacza to, że obecnie jesteśmy niesuwerenni technologicznie, że znajdujemy się pod, sui generis, technologiczną okupacją? Tak!

Portal Bankier.pl wyjaśnia, na czym polega problem: „Zaawansowane chipy, chmura obliczeniowa, modele AI, oprogramowanie komputerów czy systemy cyberbezpieczeństwa – dostęp do nich jednym ruchem wyłączyć może wąska grupa państw i podmiotów po drugiej stronie globu. Mówiąc wprost: big techy i technologiczne mocarstwa, jak Chiny czy Stany Zjednoczone, zyskały potężną cyfrową siłę nacisku”. Polska nie może pozwolić sobie na bierność w tej sytuacji. Tym bardziej, że segment technologii cyfrowej coraz bardziej rozszerza się, wkraczając w niemal każdą dziedzinę naszego życia. Gospodarka, obronność, systemy zarządzania, wszystko to uzależnione jest od sieci. A wtyczki i gniazdka do nich są w rękach podmiotów znajdujących się nie tylko poza Polską, ale poza UE.

Test suwerenności technologicznej to systemowe podejście do projektów technologicznych kupowanych lub współfinansowanych przez państwo pod kątem ryzyka uzależnienia cyfrowego od globalnych dostawców oraz zachowania kontroli nad własnymi danymi. Test miałby mieć charakter obligatoryjny i obejmować każdy zakup technologii dla administracji państwowej (rejestry, usługi, systemy) o wartości powyżej 5 mln zł. Wymóg taki miałby dotyczyć też projektów infrastrukturalnych powyżej 15 mln. Test miałby także zapobiegać monopolizacji dostaw i chronić bezpieczeństwo narodowe. To znów Bankier.pl

„Forbes”, w swym lipcowym wydaniu, pisze, że nasza zależność od importowanych technologii cyfrowych stale rośnie, mimo że jest ona jednym z liderów Unii Europejskiej w zakresie cyfryzacji administracji publicznej. „Polski import cyfrowy wzrósł z 9 mld zł (2,3 mld dol.) w 2016 r. do prawie 48 mld zł (12,5 mld dol.) w 2024 r., rosnąc średnio o 25 proc. rocznie. W tym samym okresie eksport cyfrowy pozostał praktycznie niezmieniony na poziomie ok. 3 mld zł (780 mln dol.), co spowodowało deficyt handlowy w handlu cyfrowym w wysokości około 45 mld zł (11,7 mld dol.)”. I jeszcze jedna wieść z „Forbesa”, którą warto dla zobrazowania problemu przytoczyć: analitycy szacują, że do końca dekady wartość importu cyfrowego może przekroczyć całkowitą wartość polskiego importu ropy naftowej, gazu i węgla!

Pomysł na „suwerenność technologiczną” pojawił się w ramach większego projektu, opracowanego w Brukseli. 3 czerwca br. Dyrekcja Generalna ds. Komunikacji opublikowała na stronie Komisji Europejskiej artykuł informacyjny „Wzmocnienie suwerenności technologicznej Europy”. Mówi on, że Komisja Europejska „opracowała zestaw środków mających na celu wzmocnienie potencjału UE w zakresie półprzewodników, sztucznej inteligencji (AI), chmury obliczeniowej i oprogramowania typu open source. Ów zestaw ma pomóc Europie stać się liderem w dziedzinie AI, wzmocnić jej autonomię cyfrową i zbudować bardziej zrównoważoną przyszłość cyfrową”.

Plan koncentruje się na czterech kluczowych obszarach: zabezpieczenia bazy półprzewodnikowej niezbędnej do rozwoju sztucznej inteligencji; uwolnienia potencjału europejskiej chmury i sztucznej inteligencji; ogólnounijnej ramy oceny suwerenności chmury i sztucznej inteligencji; wzmocnienia autonomii cyfrowej poprzez oprogramowanie typu open source w obszarach priorytetowych”. Za taki uważa się m.in. administrację publiczną.

W artykule czytamy też, że „dzięki tym środkom Europa stanie się kontynentem AI – czyli światowym liderem w dziedzinie badań, rozwoju i wdrażania sztucznej inteligencji. Ten nowy pakiet przyspiesza realizację tych ambicji, chroniąc cyfrową niezależność Europy. Pakiet suwerenności technologicznej opiera się na istniejących inicjatywach, takich jak Kompas Konkurencyjności i Strategia Bezpieczeństwa Gospodarczego i uzupełnia je”. Przedstawiony wyżej materiał zawiera w sobie optymizm przynoszący starszym Czytelnikom na myśl ten, wyzierający z referatów Biura Politycznego (niczym niezmącona wiara w moc własnych zarządzeń). Miejmy nadzieję, że tym razem jest to optymizm ze wszech miar uzasadniony.

Jakby nie było, należy przypomnieć, że problem suwerenności technologicznej Polski podnoszony jest przez specjalistów już od jakiegoś czasu. Stąd nawet bez unijnej pobudki rząd zająłby się problemem, a przynajmniej mamy nadzieję, że by się zajął.


Obrona cywilna leży? Ekspert: państwo powinno nie przeszkadzać


W grudniu ub.r. dr Jarosław Kopeć z Instrat opublikował broszurę „Zamówienia na pozór otwarte. Nierówne szanse producentów oprogramowania w zamówieniach publicznych polskiej administracji” (materiał dostępny w sieci). Autor wytyka naszej administracji nadmierne uzależnienie oprogramowań biurowych od jednej tylko firmy, czyli Microsoftu. Z 72 zamówień publicznych na dostawy oprogramowania biurowego poddanych przez Instrat dokładnej analizie, 99 proc. uniemożliwiało konkurencję innych dostawców z Microsoftem. Rola dostawców krajowych czy unijnych ogranicza się do pośrednictwa w obrocie licencjami. Jaki jest tego skutek? Niższe bezpieczeństwo, niższa odporność, niższe nakłady na technologie powstające w Polsce i Europie, czytamy w pracy dr. Kopcia.

Jednak niektóre kraje europejskie już od jakiegoś czasu aktywnie biorą udział w przeciwstawianiu się negatywnym trendom i wynikającym z nich konsekwencjom. W owych krajach „wiele jednostek administracji centralnej lub lokalnej wdrożyło oprogramowanie biurowe niezależne od Microsoftu i w ten sposób zwiększyło bezpieczeństwo, obniżyło koszty i przekierowało strumienie finansowania do podmiotów zlokalizowanych w Europie”. Dr Kopeć podaje w tym kontekście przykłady Danii, Austrii, Niemiec, oraz miasta Lyon we Francji.

W lipcu br. na stronie PLSE.org pojawił się materiał: „Cyfrowa racja stanu: raport o suwerenności cyfrowej Polskiej Sieci Ekonomii”. Jego tembr jest podobny temu, który przedstawiony został powyżej. „Europa znajduje się obecnie w okresie intensywnych przemian regulacyjnych, technologicznych i geopolitycznych związanych z rosnącym znaczeniem suwerenności cyfrowej oraz strategicznej autonomii” – piszą autorzy, Michał Myśliwiec, Maria Świetlik i dr Jan Oleszczuk-Zygmuntowski. Wymienieni badacze ostrzegają, że wszelkie opóźnienia we wdrażaniu sposobów mających na celu ochronę suwerenności cyfrowej w kraju „mogą skutkować utrwaleniem zależności technologicznych oraz osłabieniem pozycji krajowych podmiotów nie tylko wobec globalnych dostawców technologii cyfrowych, lecz również względem państw europejskich, które już realizują polityki rozwoju własnych zdolności infrastrukturalnych”.

Jakie są kluczowe wnioski z raportu? Chyba nawet bardziej minorowe niż te z Instrat. Polska nie uczestniczy w wyścigu o suwerenność cyfrową, który już trwa i nabiera coraz większego tempa. Tymczasem państwa Europy Zachodniej, Komisja Europejska oraz główni gracze globalni aktywnie budują własne ramy suwerenności i inwestują w nią środki publiczne, czytamy w materiale PLSE.org. Autorzy raportu o suwerenności cyfrowej Polskiej Sieci Ekonomii uwypuklają to, że „chmura, systemy administracji, dane publiczne stanowią infrastrukturę krytyczną państwa i powinny być traktowane z taką samą powagą jak infrastruktura energetyczna czy transportowa”.

Portal WNP.pl pisze wprost „Jesteśmy uzależnieni od amerykańskich big techów”. W polskim świecie cyfrowym możemy już mówić o „modelu metropolii i kolonii”. Metropolią są amerykańscy dostawcy, natomiast kolonią – my, jako odbiorcy. „Korzyść w postaci marży finansowej, jaka jest wyciągana przez metropolię, czyli przez siedzibę centralną dużych technologicznych firm, jest nieporównywalnie większa od tego, co zostaje na miejscu, w koloniach”, powiedział Stanisław Krzyżanowski, z CloudFerro, w rozmowie z WNP. Poza tym ekspert stwierdził: „odcięcie Europy od usług chmurowych Amazona, Microsoftu i Google’a oznaczałby wyłączenie większości komunikacji i systemów oficjalnych. – Jesteśmy bardzo uzależnieni od big techów”. Jakich? Amazona, Microsoftu i Google’a. „Około 70 proc. naszego rynku chmurowego znajduje się w rękach tych trzech firm, tak zwanych hiperskalerów”. Jesteśmy uzależnieni od gigantów big techu niczym heroinista od heroiny. Fatalna sprawa!

Na pytanie WNP.pl, czy uzależnienie od big techów dotyczy sektora prywatnego czy publicznego? – pan Krzyżanowski odpowiada, że uzależnienie dotyczy wszystkich sektorów gospodarki i sfer życia. Poza tym „w Polsce sektor publiczny jest zależny od dostawców amerykańskich w stopniu większym niż w innych krajach Unii Europejskiej. Co więcej, podejmuje bardzo nieśmiałe próby budowania dla nich alternatywy – zwłaszcza w porównaniu do działań innych dużych krajów europejskich. Francuzi są najbardziej zawzięci na punkcie suwerenności, ale i Niemcy patrzą z niepokojem na to uzależnienie się. Natomiast polska administracja centralna i idąca za nią samorządowa zachowują się tak, jakby nie widziały w tym problemu, ewentualnie nie dostrzegały szansy, jaką jest budowa lokalnych alternatyw”.

Według eksperta kluczową decyzją, mogącą przyspieszyć rozwój technologii w kraju są preferencje dla krajowych dostawców w zamówieniach publicznych. „Na pierwszy ogień w połowie roku pójdzie energetyka, a w przyszłym roku dojdą trzy sektory, w tym nowe technologie. Jeżeli to zacznie działać, to myślę, że jako branża cyfrowa będziemy w stanie sprostać temu wyzwaniu, rozwinąć się i robić niesamowite rzeczy”.

Podobne wpisy