2.3 C
Warszawa
sobota, 28 listopada 2020

Koniec silników spalinowych

Koniecznie przeczytaj

Mimo wszystko jestem optymistką

Sektor handlowy odpowiada za blisko 15 proc. naszego PKB. Skutki drugiego lockdownu odczuje, więc każdy uczestnik rynku – mówi Magdalena Kowalewska Contry...

Capital Park inwestuje na Polskim Haku

Firma Capital Park planuje inwestycje na tzw. Polskim Haku w Gdańsku. Spółka zawarła przedwstępną umowę zakupu dwóch działek w Gdańsku o łącznej...

Pierwsze mieszkania z zielonym certyfikatem

Osiedle Riverview w Gdańsku firmy Vastint jest pierwszą inwestycją mieszkaniową w Polsce, która posiada certyfikat LEED Gold.

Ekologiczna Jutrzenka wyrośnie we Włochach

Tereny zielone ze strefami wypoczynku, przestrzeń do uprawiania jogi, place zabaw, siłownia plenerowa i szklarnie do uprawy warzyw, ziół i kwiatów. Takie...

Unia Europejska chce jak najszybciej zakończyć sprzedaż nowych aut z silnikami benzynowymi i diesla.

Na początku mówiło się o 2040 r. jako końcu sprzedaży nowych aut z silnikami spalinowymi i 2050 r. jako pełnej delegalizacji takich pojazdów. Dziś już wiadomo, że nastąpi to w 2030 r., a może nawet wcześniej. W tym czasie Unia Europejska zakładała obniżenie emisji dwutlenku węgla (CO2) przez auta o 37,5 proc. (względem poziomu z 2021 r.). Z projektu dokumentów Komisji Europejskiej (odpowiednik rządu UE) do których dotarł portal WysokieNapiecie.pl wynika, że plan redukcji emisji uległ zwiększeniu do 50 proc. Transport drogowy ma też zostać włączony do systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. Zdaniem dziennikarzy portalu oznacza to wzrost ceny paliwa (benzyny i diesla o ok. 60 gr. na litrze). Wszystko to oznacza, że rządy krajów UE otrzymają zachętę finansową, aby wprowadzać u siebie prawo przyśpieszające rezygnację z silników spalinowych. Koncerny motoryzacyjne rozpoczęły wyprzedaże tradycyjnych aut. Do wszystkich graczy na rynku zaczęło docierać, iż era aut elektrycznych może nadejść szybciej niż przypuszczali. Na to wszystko nałożyła się pandemia koronawirusa. Wszystko razem sprawiło, że sprzedaż w drugim kwartale br. aut z silnikami spalinowymi spadała o ponad połowę.

Wyścig po prąd

Licytacja w dół, od kiedy wprowadzić zakaz sprzedaży aut z silnikami spalinowymi, jest błyskawiczna. Najpierw prymusem była Wielka Brytania, której rząd wskazywał na 2040 r. Później datę przesunięto na 2035 r. i 2032 r. Teraz, według brytyjskiego magazynu „Autocar”, ma to być 2030 r. W podobnym tempie ma rezygnować z silników spalinowych sąsiednia Francja i Niemcy, a także Irlandia i Szwecja. W Norwegii (nie jest członkiem Unii Europejskiej) zakaz ten ma obowiązywać już od 2025 r. Podobnie w Holandii. Trendy te wyczuwają konsumenci. Od kwietnia do czerwca br., pierwszy raz w historii, liczba sprzedanych aut elektrycznych i hybrydowych była wyższa niż aut na silnik diesla.

Już pod koniec ubiegłego roku Daimler (właściciel m.in. marki Mercedes) oficjalnie ogłosił, że zakończył pracę nad rozwojem silników spalinowych. Budżety i ludzie zostali przesunięci do działów zajmujących się rozwojem silników elektrycznych. Szef rozwoju firmy Daimler, Markus Schaefer stwierdził też, że do 2022 r. każdy model sprzedawanego auta będzie do nabycia w wersji elektrycznej.

Jeszcze więcej o zmianach mówi symboliczne zamknięcie produkcji aut spalinowych przez Volkswagena w fabryce Zwickau. Pod koniec czerwca ogłoszono, że po 116 latach zjechało tam z taśmy produkcyjnej ostatnie takie auto. Volkswagen będzie bowiem niedługo największym producentem aut elektrycznych w Europie. W związku z tym przyśpieszeniem producenci aut mają nie lada problem. Z jednej strony jest pandemia koronawirusa, która wpłynęła na spadek popytu na nowe auta, z drugiej przyśpieszyły regulacje mające na celu jak najszybsze pozbycie się silników spalinowych z użycia. W efekcie koncerny samochodowe zaczynają wyraźnie obniżać ceny, aby znaleźć nabywców na wyprodukowane (lub będące w produkcji auta). Szczególnie spadają ceny tych, które spalają ogromne ilości paliwa.

Na ratunek koncernom

To właśnie dlatego była wicepremier Jadwiga Emilewicz, jeszcze przed odejściem z rządu, otwarcie zapowiadała wprowadzenie wyższych podatków, które zniechęcą Polaków do zakupu używanych aut. „Chcielibyśmy stosunkowo szybko opracować regulację akcyzową, która sprawi, że samochodów używanych po prostu nie będzie się opłacało do Polski sprowadzać” – zapowiadała Emilewicz.

To próba zablokowania uczynienia z Polski rynku zbytu dla używanych aut z Zachodu, których dotychczasowi właściciele przesiadać się będą na pojazdy elektryczne lub przynajmniej hybrydowe. Podnoszenie opłat dla używanych aut w zamyśle rządu ma być także uprzejmością dla koncernów samochodowych, którym grozi zostanie z wyprodukowanym towarem, na który nie będzie zbytu. Podwyżka akcyzy na używane auta w Polsce ma być, aż dziesięciokrotna!

Dość popularną tezą w branży jest, że nawet hybrydy dziś nie są bezpiecznym zakupem, bo i ich właściciele mogą w pewnym momencie odczuć podwyżki opłat za jazdę. Wszystko po to, aby szybciej zrezygnowali z nich na rzecz elektrycznych aut. Doskonale to widać na przykładzie Wielkiej Brytanii, w której zakaz w 2030 r. będzie dotyczył zarówno aut z tradycyjnymi silnikami, jak też hybryd.

Oczywiście publiczne dywagacje na temat podwyżki akcyzy na używane auta przełożyły się na rekordowy ich import (na „dzień dobry” wzrósł on o 8 proc.). Wszystko w myśl zasady, aby zdążyć przed podwyżkami. Nie zmienia to jednak perspektyw rynku aut. Kupując dziś auta z silnikami spalinowymi musimy brać pod uwagę, że za kilka lat skokowo zostaną podniesione ceny ich eksploatacji.

Średni wiek samochodu sprowadzanego do Polski to 11 lat i 11 miesięcy, nie są to zatem auta przeznaczone do używania przez dekady. Przepisy, które chce wprowadzić rząd mają zwiększyć zainteresowanie Polaków krajowymi autami używanymi. W skrócie, wytworzyć mechanizm, w którym ci, których stać, zakupią nowe ekologiczne auta, a do ich samochodów przesiądą się ci, którzy do tej pory polowali na okazje z importu z Europy Zachodniej.

Myśl przed zakupem

W USA popularna jest rada udzielana młodym ludziom: kupuj najdroższy dom, na który cię stać i najtańszy samochód, w którym możesz się pokazać. Tej zasadzie hołdowało wielu Polaków decydując się na zakup używanych aut z Europy Zachodniej. Teraz jednak decydując się na zakup aut, trzeba poważnie brać pod uwagę, że za kilka lat, mogą one być znacznie droższe w eksploatacji. Rządy oczywiście nie będą mogły zdelegalizować takich aut, legalnie nabytych, z dnia na dzień. Mogą jednak tak opodatkowywać paliwa, że korzystanie z nich będzie znacznie droższe, a użytkownikom będzie opłacało się przechodzić na nowe, ekologiczne już modele.

20 lat temu Internet działał już jako rozwinięte narzędzie pozyskiwania i przetwarzania informacji. Mało kto wówczas przypuszczał, że błyskawicznie, w czasie krótszym niż dekadę „zamorduje” takie branże jak wypożyczalnie filmów (na nośnikach typu płyty DVD), zredukuje sprzedaż muzyki za pośrednictwem tradycyjnych sklepów z płytami CD czy też świat rozrywki. Pojawienie się szybkich internetowych łączy zrewolucjonizowało sprawę. Dziś jesteśmy w trakcie rewolucji na rynku aut. Kraje zaawansowane technologicznie, co oczywiste, będą przestawiać się na nowe auta elektryczne szybciej niż inne, ale dla wszystkich jest to proces nieuchronny. Będziemy mieć do czynienia z rewolucją na miarę tej, którą w komunikacji było pojawienie się przenośnych mini-komputerów, dla zmyłki nazywanych smartphonami. Analizując dziś korzystne oferty zakupu aut oferowane przez dealerów bierzcie pod uwagę, że kupujecie samochody na pięć, maksymalnie 10 lat.

Poprzedni artykułERP
Następny artykułRząd wprowadza w Anglii gigantyczne restrykcje

Najnowsze

Czy dojdzie do eskalacji?

Polska i Węgry wetują

Fiskus na wojnie z kryptowalutami

Skarbówka będzie monitorować transakcje kryptowalutami

Dlaczego lockdown nie działa?

Leczenia łupieżu kwasem siarkowym...