Pozew, który ma uciszyć. Nowe przepisy anty-SLAPP
Kilka zdań o nadużyciach w spółce, urzędzie czy ministerstwie może skończyć się wezwaniem do przeprosin i pozwem o kilkaset tysięcy złotych. Pozew może zostać oddalony, ale wcześniej trzeba opłacić pełnomocnika i stawiać się w sądzie. Nie licząc dużego stresu i straconego czasu.

Tak właśnie działa strategia SLAPP (Strategic Lawsuit Against Public Participation), czyli wykorzystywanie postępowań sądowych do wywierania presji na dziennikarzy, sygnalistów i inne osoby zabierające głos w sprawach publicznych. Celem takich działań jest zniechęcenie do krytyki.
Od 8 lipca 2026 r. obowiązuje w Polsce ustawa anty-SLAPP, która ma ograniczyć wykorzystywanie postępowań cywilnych do tłumienia krytyki.
Proces jako metoda nacisku
Typowym narzędziem pozostaje powództwo o ochronę dóbr osobistych, oparte na art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego. Gdy korporacja pozywa redakcję albo pojedynczego dziennikarza, koszty i czas poświęcony na obronę mogą okazać się bardziej dotkliwe niż samo żądanie. Dodatkową presję może wywołać sądowy zakaz publikacji, który może obowiązywać jeszcze przed zakończeniem procesu.
Już wcześniej przepisy pozwalały sądom przeciwdziałać takim praktykom, m.in. poprzez oddalanie oczywiście bezzasadnych pozwów czy reagowanie na nadużywanie prawa. Problem polegał jednak na tym, że mechanizmy te nie zawsze były skutecznie wykorzystywane, przez co sprawy mogły trwać latami.
Nowe instrumenty
Ustawa wskazuje okoliczności, które mogą świadczyć o nadużyciu: rażącą nieproporcjonalność roszczenia, mnożenie postępowań dotyczących tej samej wypowiedzi, groźby wobec krytyka, wykorzystywanie przewagi finansowej czy działania mające na celu przedłużenie procesu. Wątpliwości może budzić również pozwanie bezpośrednio autora materiału zamiast redakcji, z którą współpracuje. Kluczowe znaczenie ma rzeczywisty cel postępowania.
Sąd może już na wczesnym etapie oddalić oczywiście bezzasadne powództwo, a gdy wniesienie pozwu służy wyłącznie szykanowaniu lub tłumieniu debaty publicznej, uznać je za nadużycie prawa procesowego i odrzucić pozew. Ustawa przewiduje rozstrzygnięcie w sprawie oczywistej bezzasadności powództwa w ciągu trzech miesięcy. Możliwe jest również zobowiązanie powoda do wpłacenia kaucji na zabezpieczenie kosztów procesu.
Sąd może także wymierzyć powodowi grzywnę w wysokości do dwudziestokrotności minimalnego wynagrodzenia, a w szczególnych przypadkach nawet do jego stukrotności. Dodatkową konsekwencją może być nakaz publikacji sentencji wyroku na koszt powoda.
Sztuczna inteligencja w podatkach: pomoc czy niebezpieczna pułapka?
Luka w ochronie
Nowa regulacja dotyczy postępowań cywilnych. Nie rozwiązuje jednak problemu spraw karnych o zniesławienie, prowadzonych na podstawie Kodeksu karnego. Jedna krytyczna wypowiedź może więc nadal stać się podstawą zarówno pozwu cywilnego, jak i oskarżenia karnego. W postępowaniach karnych pozostają ogólne mechanizmy obrony, w tym możliwość umorzenia sprawy. W praktyce sprawy karne są łatwiejsze niż cywilne i koszty zdecydowanie mniejsze.
Najtrudniejsze zadanie czeka sądy. Sędziowie będą musieli odróżnić uzasadniony, choć agresywny pozew od takiego, którego rzeczywistym celem jest uciszenie krytyki. Nowa ustawa daje im odpowiednie narzędzia, ale nie zastępuje rzetelnej oceny dowodów ani zdecydowania w ich stosowaniu. Czas pokaże, czy niewielki wydawca lub sygnalista będzie mógł wygrać spór, zanim proces zmusi go do milczenia.