26.2 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Cena milczenia

Koniecznie przeczytaj

Zlecenie organizacji dwóch debat za 61,5 tys. zł dla Glob360, spółki będącej właścicielem portalu NaTemat.pl, a także ponad 60 tys. zł dla trójki pracujących tam dziennikarzy – przekazało Narodowe Centrum Kultury (NCK). Intratne zlecenia na ponad 120 tys. zł poprzedziło usunięcie z portalu tekstu opisującego znęcanie się nad pracownikami (mobbing) przez kierownictwo tej państwowej agendy.

 

Narodowe Centrum Kultury to instytucja działająca przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dysponujące dziesiątkami milionów złotych rocznie NCK przyznaje pieniądze wybranym artystom i przedsięwzięciom kulturalnym. Według pracowników publiczne pieniądze trafiają do ludzi, którzy cieszyli się sympatią dyrekcji lub były zaprzyjaźnione ze środowiskiem rządzącej Platformy Obywatelskiej.

Kat na trzy litery

Dramat kobiet opisanych w artykule Mariusza Gierszewskiego „Nazywał je ladies. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury” zaczął się, gdy założyły związek zawodowy i wniosły do dyrekcji o ujawnienie listy płac. Dyrekcja miała kategorycznie odmówić ujawnienia jej, a w ramach odwetu pracownice miały być poniżane i zastraszane. Jedna z nich ze zdiagnozowaną depresją wylądowała na zwolnieniu lekarskim. Dyrekcja zdecydowała się też zlikwidować Dział Rozwoju Kultury, w którym pracowały kobiety. Wicedyrektor NCK, pytany o te zarzuty przez red. Gierszewskiego, przekonywał, że nie znał przypadków szykanowania i dyskryminacji ze względu na prowadzoną działalność związkową.

– Jak wchodziłam na spotkanie Pan dyrektor najpierw komentował mój strój, moje ubranie, mój zegarek. Sprowadzał mnie do tej roli sukienki i zegarka i wtedy zaczynał rozmowę. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Byłam już w takim stanie, że po telefonie od Pana dyrektora lub po rozmowie z nim lądowałam w toalecie i wymiotowałam. Wpadłam w depresje, nie spałam, schudłam 10 kilo w ciągu 2 miesięcy – opowiedziała dziennikarzowi jedna z pracownic Narodowego Centrum Kultury. Inne zgłaszały, iż były zastraszane, nękane i ośmieszane przez przełożonych.

Artykuł Gierszewskiego wzbudził spore zainteresowanie, ale sprawa szybko została wyciszona. Opublikowany w lipcu 2014 r. tekst mimo pierwszej interwencji dyrekcji NCK nie był w żaden sposób zmieniany. Miesiąc później Gierszewski zdecydował się opuścić redakcję NaTemat.pl. Jak twierdzi, pytany przez nas, była to jego osobista decyzja. Pytany o zakończenie współpracy z dziennikarzem redaktor naczelny NaTemat.pl – Tomasz Machała, syn posłanki PO Joanny Fabisiak odpisał nam, iż: – była to decyzja Mariusza Gierszewskiego o przejściu do prasy i rozwijaniu dziennikarstwa śledczego w DGP (Dzienniku Gazecie Prawnej – red.). Przyjąłem ją ze smutkiem – kwituje.

Niedługo po jego odejściu artykuł opisujący historię pracownic NCK zniknął z portalu Tomasza Lisa. Został usunięty również z archiwum, a razem z nim zniknęły wszystkie wyniki wyszukiwania w przeglądarkach internetowych. Dlaczego? – Drobiazgowe wyjaśnianie sprawy przez nasz zespół doprowadziło do wniosku, że tekst ma pewne braki, których z powodu nieobecności M. Gierszewskiego w redakcji nie dało się poprawić – przekonuje nas Tomasz Machała.

Sam Gierszewski nie krył zaskoczenia. – Gdy byłem w redakcji nie było żadnych rozmów o usunięciu artykułu – mówi dziennikarz. –O usunięciu artykułu dowiedziałem się od znajomych po fakcie. Sprawy jednak nie chce komentować.

Milczenie jest złotym

Temat domniemanego mobbingu w NCK zniknął. Pojawiły się natomiast prestiżowe imprezy i niemałe pieniądze. W grudniu 2014 r. (nieco ponad miesiąc po usunięciu niewygodnego tekstu) Narodowe Centrum Kultury zorganizowało debatę „Prawo do kultury prawem człowieka”. Zorganizowanie debaty zlecono spółce Glob360, właścicielowi portalu „Na Temat.pl”, a samą imprezę poprowadził szef portalu Tomasz Machała.

Niedługo po pierwszej debacie, na przełomie stycznia i lutego br. NCK zorganizowało kolejną debatę, pt. „Kultura i Rozwój”. Ponownie poprowadził ją Machała. Pytany o debaty Machała odpisuje szybko: – Wydaje mi się, że nie otrzymałem żadnego wynagrodzenia z tytułu prowadzenia jakiejkolwiek debaty. Spółka, której jest prezesem, na pewno jednak nie organizowała debat dla NCK za darmo.

Trochę więcej o kulisach współpracy NCK z NaTemat.pl dowiadujemy się od rzecznika instytucji: – Narodowe Centrum Kultury nie podpisywało żadnej umowy bezpośrednio z p. Tomaszem Machałą. Reprezentowana przez niego firma GLOB360 – wydawca portalu „NaTemat.pl” realizowała na zamówienie NCK cykl debat – potwierdza. Otrzymała za to 61,5 tys. zł.

W dokumentach NCK, do których dotarliśmy, znaleźliśmy jednak coś zastanawiającego. 3 marca 2015 r. NCK sporządziło trzy umowy dot. umów na „stworzenie działu kulturalnego w ramach portalu NaTemat.pl” z trzema dziennikarzami pracującymi dla Lisa i Machały. Byli nimi: Tomasz Molga, Wojciech Engelking i Agata Komosa. Umowy opiewały odpowiednio na 20 597 zł, 19 800 zł i 19 803 zł. W archiwum NaTemat.pl znaleźliśmy artykuły dot. NCK, które zaczęły się pojawiać od marca 2015 r. Nie było w nich słowa o mobbingu, za to przedstawiały pracę instytucji w pozytywnym świetle. Jednak autorami byli nie tylko ww. dziennikarze z umowami.

Od NCK dowiedzieliśmy się, iż umowy dotyczyły „napisania przez konkretne osoby (autorów) kilkunastu konkretnych artykułów prasowych (materiałów publicystycznych) dotyczących tematyki wskazanej przez NCK oraz przeniesienia autorskich praw majątkowych do powstałych utworów”.

– Artykuły te zostały przede wszystkim stworzone w celu ich opublikowania na stronach internetowych poświęconych szeroko rozumianej kulturze, stronach internetowych NCK lub MKiDN oraz w publikacjach NCK. Umowy nie zostały zawarte z portalem – jego wydawcą, gdyż wolą NCK było, żeby ich autorami były osoby posiadające wiedzę i doświadczenie w przygotowywaniu tego typu materiałów, a nie kierowało się kryterium „przynależności’ danego autora do wydawcy. W działalności NCK praktyką jest zawieranie umów na tworzenie utworów z ich twórcami, a nie instytucjami czy też podmiotami gospodarczymi, chyba że sami twórcy podpisali z takimi podmiotami umowy na wyłączność – mówi nam rzecznik NCK.

Pytany o te umowy i zakres prac jakie dla NCK wykonywali dziennikarze NaTemat.pl Machała odpowiada: „redakcyjno-dziennikarskie, z tego, co jest mi wiadomo”. Dopytywany o to, dlaczego wszystkie trzy umowy zostały podpisane w tym samym czasie z trzema dziennikarzami NaTemat.pl, a nie wydawcą portalu odsyła nas do NCK, jednocześnie zaznaczając, że nie miał związku z żadną z faktur, a nikt z trójki dziennikarzy nie przekazywał mu (ani spółce, którą prowadzi) pieniędzy. Pytany o to, czy informował właściciela portalu, znanego dziennikarza Tomasza Lisa o sprawie usunięcia tekstu dot. mobbingu w NCK i trzech umowach odpisał: – zarząd spółki Glob360 jest jednoosobowy. Jako prezes ponoszę pełną odpowiedzialność za firmę. Jestem również udziałowcem. Nie wiem niestety o jakich umowach Pan pisze – jeżeli o tych z pkt. 5 to nie wiem dlaczego miałbym informować kogokolwiek o umowach, których nie podpisywałem.

Żaden z dziennikarzy, z którymi NCK miało podpisane umowy, nie odpisał na nasze pytania.

Białe plamy

W historii znikającego tekstu i umów z dziennikarzami NaTemat.pl jest kilka spraw, które budzą szczególne zainteresowanie. Tomasz Machała pytany przez nas o jego pisma do NCK z października 2014 r. oraz marca 2015 r. odpisał: – Nie zachowałem kopii pism i nie przypominam sobie, abym korespondował z NCK. Wysyłam dziennie ponad 100 maili.

Tymczasem rzecznik NCK Michał Laszczkowski pytany o sprawę znikającego tekstu odpowiedział, iż 18 lipca 2014 r, do Machały wysłano pismo z żądaniem usunięcia artykułu. Kolejne pismo do Machały wysłane zostało przez NCK 5 sierpnia 2014 r.

W trakcie badania sprawy odnaleźliśmy pismo Tomasza Machały do NCK. Machała napisał w nim: „W nawiązaniu do Pańskiego pisma (…) z dnia 5 sierpnia 2014 r., przeanalizowaliśmy Państwa uwagi i zarzuty w zestawieniu z materiałem zamieszczonym na naszym portalu. Mając na uwadze charakter niektórych zarzutów, które mogą negatywnie wpływać na wizerunek Narodowego Centrum Kultury i jego kierownictwo oraz działając w zgodzie z zasadą szczególnej rzetelności i staranności, podjęliśmy decyzję o usunięciu całości materiału z naszego portalu oraz jego archiwów (czego konsekwencją jest tez zniknięcie linków do tekstu z indeksów w wyszukiwarkach). Mamy nadzieję, że niniejsza odpowiedź jest z Państwa punktu widzenia satysfakcjonująca i wyczerpuje temat”.

Co ciekawe – pismo Machały ma datę 8 października 2014 r., ale na dokumencie widnieje pieczątka NCK wskazująca, że pismo wpłynęło do nich dopiero 20 marca 2015 r., dwa tygodnie po podpisaniu umów z trzema dziennikarzami pracującymi dla Machały i Lisa.

„Narodowe Centrum Kultury współpracuje z szeregiem mediów na zasadach częściowo komercyjnych i, jak już Panu pisałem, NIGDY nie miało to żadnego wpływu na współpracę redakcyjną. Ponadto pragnę podkreślić, że portal „NaTemat.pl” nie poszedł na żadne ustępstwa wobec NCK, lecz pozytywnie odniósł się do naszego żądania usunięcia tekstu zawierającego nieprawdziwe informacje” – czytamy w odpowiedzi nadesłanej „Gazecie Finansowej” przez rzecznika NCK.

Autor

Poprzedni artykułKoniec PSL-u
Następny artykułCena spokoju

Najnowsze