25.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 lipca 2022

Polak winduje stawki

Koniecznie przeczytaj

Mamy to szczęście, że tutaj to nie ty gonisz za pracą, a ona goni ciebie. Nie ma umów śmieciowych, a my możemy windować stawki. W Bukareszcie śmiejemy się, że jak ktoś się zgodzi na pracę za mniej niż 1000 euro za miesiąc na rękę, to psuje rynek.

Od lat Polacy tęsknym okiem patrzą na państwa Europy Zachodniej jak na biblijną ziemię obiecaną. Setki tysięcy osób opuściło nadwiślański kraj i wyemigrowało do Niemiec czy Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu lepszej pracy, lepszych zarobków, lepszego życia. Rzeczywistość nie zawsze jest tak utopijna. W związku ze wciąż wzrastającą liczbą cudzoziemców na rynku pracy jest coraz większa konkurencja, a nasi rodacy, często z wyższym wykształceniem i kwalifikacjami, wykonują ciężką pracę fizyczną. Jest jednak pewna, niewielka w porównaniu do rzędu cyfr w krajach zachodnich, grupa, która po szczęście i dobrobyt wyruszyła w drugą stronę – na wschód. Okazuje się, że to właśnie Rumunia powitała ich z otwartymi ramionami.

Praca mnie znalazła

Karolina na swój ostatni rok etnolingwistyki wyjechała w ramach programu Erasmus do Bukaresztu. Po około czterech miesiącach mieszkania w Rumunii kolega, też polski student, wysłał jej znalezioną przypadkiem ofertę pracy – ja wyjeżdżam, ale może Ty będziesz zainteresowana? Po niecałych trzech tygodniach była już zatrudniona.

– Testuję gry komputerowe, choć nie mam żadnego wcześniejszego doświadczenia w tej branży, ani nigdy nie była to moja pasja. Potrzebowali pracownika posługującego się językiem polskim. Zdałam test językowy i teraz mam dobrą pensję, dodatkowo bony na jedzenie na każdy dzień pracy, a ze względu na długi czas pracy za biurkiem, przed ekranem komputera, przysługują nam także czasami masaże. Pozwala mi się to utrzymać, bo życie w Bukareszcie jest stosunkowo tanie – razem z kolegą z pracy wynajmujemy mieszkanie 100 metrów kwadratowych, niedaleko centrum, za 330 euro. Oprócz mnie pracuje tu jeszcze pięcioro Polaków. To jedyna aplikacja, jaką wysłałam, więc moje poszukiwania nie były szczególnie intensywne – opowiada Karolina.

Karolina pracę znalazła przypadkiem, ale dla osób z tak trudnymi dla obcokrajowców językami, jak polski czy czeski, to nie jest problem. Pracę można zaleźć nawet w tydzień, na przykład w call center.

Edyta, która ukończyła Wyższą Szkołę Handlową we Wrocławiu, mieszka i pracuje w Bukareszcie od dwóch lat. Od około roku otrzymuje kilka ofert pracy miesięcznie w całej Rumunii – najczęściej są to Call Centre (support techniczny, kredytowy lub HR-owy), analityk ds. zamówień, księgowi i HR-owcy wszelkiego rodzaju, tłumaczeniowcy (choć, jak twierdzi, nie są to tłumacze, nie posiadają uprawnień, tłumaczą strony internetowe).

– Mamy to szczęście, że tutaj to nie ty gonisz za pracą, a ona goni ciebie. Nie ma umów śmieciowych, a my możemy windować stawki. W Bukareszcie śmiejemy się, że jak ktoś się zgodzi na pracę za mniej niż 1000 euro za miesiąc na rękę, to psuje rynek. Za 600 euro pracują ludzie, których zdesperowane firmy starają się ściągnąć bezpośrednio z Polski, a ci nie wiedzą, jakie są tutaj realia – śmieje się Edyta.

Przyjechała do Rumunii z przypadku. EA (amerykański producent i wydawca gier komputerowych i wideo) szukało przez polski portal pracy ludzi na wsparcie techniczne. Akurat skończyła wszystkie moje projekty i w już w cztery dni od rekrutacji znalazła się w Bukareszcie. Kontrakt miał być na sześć miesięcy, ale tak naprawdę firma szukała kogoś na dłużej. Dostała bilet lotniczy, dwa tygodnie w wynajętym mieszkaniu, pożyczkę rozłożoną na trzy miesiące, aby spokojnie zorganizować swoje życie w nowym miejscu i 900 euro netto. Szybko poznała rynek i po czterech miesiącach przeniosła się do rumuńskiej firmy VIVRE, gdzie pracuje jako jednoosobowe contact centre z zakresu home&deco.

– Jak znaleźć pracę albo zostać znalezionym? Firmy, które obecnie desperacko chcą pozyskać Polaków, korzystają z rumuńskich portalów pracy (ogłoszenia), jak hipo, ejobs czy bestjobs. Często posiłkują się również naszą grupą na Facebooku lub portalem InterNations. Wszystko zależy od tego, jakiego poziomu pracownika potrzebują – pracowników z moim doświadczeniem szukają na Linkedin. Tam uzyskuję zwykle oferty na team lidera czy wyższego specjalistę. Każda z większych firm w Rumunii ma również swój system poleceń – zachęcają swoich pracowników do szukania ludzi i przesyłania ich CV w zamian za całkiem niezłe pieniądze. Jeśli znalazłbym pracownika IT do mojej firmy i zostałby zatrudniony, dostałabym 1000 euro – tłumaczy Edyta.

Polacy niezastąpieni

Dlaczego duże międzynarodowe korporacje przenoszą swoje Contact Center (rozwinięcie Call Center, gdzie głównym medium kontaktu z klientem jest telefon) do Rumunii? Tu koszty najmu czy zakupu siedziby, usług dodatkowych, podatków itd. są o wiele niższe niż w krajach zachodnich – Irlandii, Portugalii czy też w leżącej pośrodku Europy Polsce. Nie tylko strategiczne położenie Rumunii jest atrakcyjne dla wielkich przedsiębiorstw, ale i fakt, że strefa czasowa w i kultura pracy w Rumunii jest taka sama, jak w Europie Zachodniej.

Kolejnym aspektem korzystnym dla międzynarodowych firm jest duża baza wysoko wykwalifikowanych pracowników, gotowych do podjęcia pracy za optymalną cenę oraz native speakerów różnych nacji. Tu właśnie korzystają Polacy.

– O ile w przypadku każdego innego języka nie ma problemu, aby nie-native podjął pracę na telefonie, o tyle polscy klienci są bardzo wyczuleni i marudni, jeśli ktoś nie mówi poprawnie po polsku – opowiada Edyta. – Pracuję z Rumunkami po polonistyce. Czasem mnie zastępują i nasi klienci są bardzo niezadowoleni, gdy ktoś kaleczy język polski. Mimo wieloletniej praktyki nasza gramatyka, odmiana czy liczebniki nadal stanowią trudność dla obcokrajowców.

Jak mówi Loredana Niculae – prezes NNC SERVICES Romania – w wywiadzie dla magazynu „Outsourcing&More” w ramach outsourcingu IT w Rumunii działa ponad 4500 podmiotów, a stopa wzrostu w tym sektorze każdego roku wynosi ponad 20%. Jest to jeden z najprężniej rozwijających się sektorów w Rumunii. To kraj, który można śmiało określić podatkowym rajem dla inwestycji teleinformatycznych, a ponadto, jako jedyne państwo w regionie, Rumunia w 100 proc. zwalnia pracowników IT z podatku dochodowego.

Wiele zachodnich korporacji nawiązało współpracę z rumuńskimi firmami, doceniając możliwości prężnie rozwijającego się rynku i uznając Europę Środkowo-Wschodnią za podatny grunt do inwestycji. Jak tłumaczy Niculae, Rumunia to nie tylko dostawca usług IT, lecz także usług w zakresie Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu Procesów Biznesowych – podstawy strategii firm na całym świecie.

Raj dla biznesu

Osoby zatrudnione w Rumunii czują się dosyć bezpiecznie – nie ma tu umów zleceń czy umów o dzieło. Obowiązuje wyłącznie umowa o pracę, którą zwykle podpisuje się na czas nieokreślony (jeżeli nie jest to zastępstwo za innego pracownika czy okres próbny). Atrakcyjnie wygląda także rozliczanie się z podatków – podatek dochodowy zarówno od osób fizycznych, jak i prawnych to 16%.

Nie tylko zachodnie korporacje zainteresowały się inwestycjami w Europie Wschodniej. Polscy przedsiębiorcy także stawiają pierwsze kroki na rumuńskim rynku.

– Chcieliśmy poszerzyć działalność naszej firmy – Lex Kancelaria Odszkodowawcza z siedzibą w Krakowie. Jesteśmy jedną z wiodących firm odszkodowawczych w Polsce i szukaliśmy rynku, który jest podobny do polskiego pod kątem systemu prawnego, jak i wypadkowości. Dlatego naturalnym krokiem było rozpoczęcie działalności w Rumunii i mamy teraz swoją siedzibę także w Bukareszcie – tłumaczy Kacper Madej, dyrektor ds. sprzedaży Lex Kancelarii Odszkodowawczej.

Według biznes.gov.pl polscy inwestorzy w Rumunii, ze względu na proste i szybkie procedury oraz niewielkie koszty rejestracji, powołują zwykle spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, gdzie liczba wspólników nie może przekroczyć 50. Jednak przedstawiciel grupy Lex, choć podkreśla, że system zakładania przedsiębiorstwa w Rumunii jest zbliżony do polskiego i udało im się otworzyć firmę w dość krótkim czasie, to biurokracja jest tu dosyć rozbudowana i rozpoczęcie biznesu trwa nawet od 6 do 12 miesięcy.

– Mówiąc o branży odszkodowawczej, to dwie polskie firmy rozszerzyły swój rynek na Rumunię. Wiem jednak, że bardzo popularne są branże tekstylna i mięsna. Oprócz niskich kosztów rynek ten jest bardzo atrakcyjny ze względu na fakt, że jeszcze wiele branż w Rumunii jest niszowych albo bez jednoznacznego lidera w danym sektorze – twierdzi przedstawiciel Lex.

Według danych Eurostatu liczba Polaków mieszkających w Rumunii 12 miesięcy lub dłużej wynosiła w 2014 roku 543 osoby. Rok później liczba ta wzrosła do 1483, choć to wciąż znikoma ilość w porównaniu do naszych rodaków w Europie Zachodniej. Na portalach z ofertami pracy wciąż widnieją dziesiątki ofert, w których wielkie, międzynarodowe korporacje próbują zwabić do siebie pracowników, wobec których mają często jedno główne wymaganie – posługiwać się poprawnie językiem polskim. Może więc następnym razem, gdy będziemy głowić się, jak poprawnie użyć liczebnika albo utworzyć przymiotnik od nazwy miejscowości, ucieszmy się, że na szczęście dla nas, naszej polszczyzny nie tak łatwo się nauczyć.

Autor

Najnowsze